Bartłomiej Pawłowski ostatnie cztery i pół roku swojej kariery spędził w Widzewie. Awansował z nim do Ekstraklasy, pełnił funkcję kapitana. Na nowy sezon w Łodzi zabrakło dla niego miejsca, przez co zdecydował się na przenosiny do Arki Gdynia. W wywiadzie z Weszło zapytany o pożegnanie z łódzkim klubem mówi: – Nie umiem jeszcze na chłodno odpowiedzieć na to pytanie, na pewno nie tak to sobie wyobrażałem.
Bartłomiej Pawłowski o pożegnaniu z Widzewem: Wydaje mi się, że pewne rzeczy można rozgrywać zdecydowanie lepiej
Czy jesteś widzewiakiem na wypożyczeniu w Gdyni?
Twoja teza jest a ciekawa, ale myślę, że nie do końca poprawna. Zawodowo jestem dzisiaj piłkarzem Arki, a prywatnie, tak jak było to wcześniej, zawsze będę Widzewowi kibicował.
Miałeś bardzo ciężkie serce przy rozstaniu z Widzewem?
Miałem, bo jeszcze jakiś czas temu wyobrażałem sobie, że w Widzewie będę kończył z grą w piłkę. Czuję się na siłach i sportowo było naprawdę nieźle, ale w klubie jest teraz taka konkurencja, że Widzew może sięgnąć po każdego z polskiej ligi i z wielu innych też. Widzew postawił na szybki efekt ściągnięcia piłkarzy z zewnątrz. Można było zachować się tak jak w Jagiellonii z Imazem, w Lechu z Ishakiem czy w Rakowie z Ivim, gdzie czekano na nich i przywracano ich po kontuzji.
Wypowiadasz się świadomy perspektywy klubu, ale liczyłeś przy tym, że Widzew jednak zaproponuje ci cokolwiek?
Liczyłem w przeciągu tego sezonu, ale im on dłużej trwał, tym bardziej byłem świadomy, że Widzew mi niczego nie zaproponuje. A zwłaszcza jak mówiono, że latem zrobiono za dużo transferów – dwanaście – to zimą nie będzie aż takiej rewolucji i dojdzie może trzech nowych zawodników. Tymczasem doszło siedmiu. W ciągu jednego sezonu wymieniono całą kadrę, na koniec – nie licząc już mnie – zostało może trzech piłkarzy. To była dość mocna informacja. Ja nie mam już dwudziestu lat, żeby nie widzieć pewnych rzeczy, które się dzieją wokół mnie. Zdawałem sobie zatem sprawę, że tej propozycji mogę nie dostać.
Kiedy miałeś pełną jasność, że musisz czegoś szukać? Był taki przełomowy moment?
Byłem na to przygotowany, bo pod koniec pierwszej rundy wskoczyłem do składu, poprawiły się wyniki i gra wyglądała nieźle. Potem znowu było sporo ruchów transferowych zimą i miałem świadomość, że nawet jak wskoczę to na chwilę, bo ci, którzy przychodzą, muszą dostać swoje szanse i minuty. Plus są ci piłkarze, którzy już przyszli i mają długie kontrakty. A zatem jeśli ja zimą nie otrzymałem propozycji nowej umowy – mimo tego, że padały słowa, że już zaraz usiądziemy do rozmów i poruszymy te tematy – to z tygodnia na tydzień byłem coraz bardziej świadomy sytuacji.
Czujesz, że dalej masz odpowiednią jakość sportową na Widzew?
Nie mnie to oceniać. Moją formę i Widzewa można będzie ocenić po sezonie. Widzew dzisiaj wybrał drogę sprowadzania wielu piłkarzy i będzie to próbował scalać w drużynę. Niezłe zalążki tego widzieliśmy w końcówce poprzedniego sezonu, kiedy liczba zdobywanych punktów poprawiała się coraz bardziej. Ja mam zamiar rozegrać sezon w pełni zdrowia i w jak największym wymiarze czasowym. Wyciągnę z tego również informację dla siebie, ile mogę grać jeszcze w piłkę na dobrym poziomie.
Jak oceniasz sposób swojego pożegnania z Widzewem?
Nie umiem jeszcze na chłodno odpowiedzieć na to pytanie, na pewno nie tak to sobie wyobrażałem.
Rozumiem, ale zapytam jeszcze inaczej. Komentarze kibiców Widzewa – to dla ciebie największa nagroda? Wszędzie, gdziekolwiek się nie zajrzy w wątki dotyczące twojego odejścia, fani cię po prostu uwielbiają, doceniają i trzymają za ciebie kciuki.
Przeszło to moje najśmielsze oczekiwania. A zwłaszcza w tej sytuacji, w której – nie chcąc już wchodzić w szczegóły – nie było idealnie. Wydaje mi się, że pewne rzeczy można rozgrywać zdecydowanie lepiej, ale kibice stanęli na wysokości zadania.

Pawłowski: Eksperyment w Widzewie był zdecydowanie nieudany. Nie ma co tutaj zakłamywać rzeczywistości
Widzisz się jeszcze w Widzewie w przyszłości? Może w jakiejś innej roli?
Na razie skupiam się na nowym wyzwaniu i koncentruję na dobrym starcie sezonu z Arką. Nie wiem czy będę chciał pracować w klubie, zobaczymy, jaki będzie odzew ze świata sportu i też spoza tego sportu, ale to melodia przyszłości. Na dzisiaj postawiłem na piłkę. Udało mi się zrobić to, na czym mi zależało mam pracodawcę z dużymi ambicjami. W zeszłym sezonie rozegrałem 600 minut i jakieś liczby się pojawiły, gole czy asysty, chociaż nie było ich dużo. Teraz jestem w Arce, która chce wrócić do Ekstraklasy. Przekroczyłem już o kilka lat trzydziesty rok życia i wiem, w jakim miejscu kariery jestem. Zależało mi, żeby jak najszybciej rozpocząć okres przygotowawczy, chociaż pewnie było można liczyć, że na koniec pojawi się jeszcze coś z Ekstraklasy. Czas jednak ucieka i podjąłem decyzję, żeby zaakceptować poważną propozycję, jaka nadeszła z Arki.
Nie zapytam o to, co nie poszło w zeszłym sezonie w Łodzi, bo to byłoby banalne, ale gdzie był większy chaos – ten Widzew czy twoja Lechia z 2014 roku?
Muszę powiedzieć, że zauważam w tych dwóch przypadkach duże podobieństwo. Naprawdę duże podobieństwo. Wydaje mi się, że na początku ubiegłego sezonu w Widzewie wypowiadałem się, że brałem już kiedyś udział w takiej próbie budowy drużyny i wyniku. Z perspektywy czasu ludzie, którzy tym zarządzali w Lechii i kibice ocenili, że był to eksperyment nieudany.
Biorąc pod uwagę poprzedni sezon w Widzewie, muszę powiedzieć, że na miarę oczekiwań, ambicji i wydanych środków, ten eksperyment był zdecydowanie nieudany. Nie ma co tutaj zakłamywać rzeczywistości.
Jak podchodziliście w szatni do tych plotek o kolejnych milionach, transferach, kontraktach? Rzutowało to na was?
Na pewno piłkarze się tym przejmowali, takie tematy przewijały się w szatni. Już po pierwszych kolejkach rundy rewanżowej było wiadomo, że cele na sezon nie zostaną zrealizowane. Wyniki nie ruszyły z kopyta i doszło do kolejnej zmiany, przyszedł już czwarty trener. Nawet trener Vuković na jednej konferencji powiedział, że przynajmniej mamy jasność i gramy o utrzymanie. A ambicje piłkarzy były zdecydowanie inne – myślę, że wielu zawodników podpisało rekordowe w swoich karierach kontrakty. Pojawiały się coraz trudniejsze pytania – czy to do piłkarzy, czy do trenera, czy do właściciela klubu. Każdy zdawał sobie sprawę, że jako zespół nie dajemy radę sprostać oczekiwaniom, więc trudno też sprostać indywidualnie. Czasami pojedynczy zawodnicy potrafią się wzbić ponad resztę jak ogólnie idzie słabo, ale w większości przypadków w takich sytuacjach piłkarzy raczej się po prostu krytykuje.
Mamy teraz w Ekstraklasie ciekawy przykład sprowadzenia Patrika Hellebranda do Korony Kielce. Czech dostał tam ogromne pieniądze. Z tego, co można usłyszeć, dużo wyższe niż pozostali zawodnicy. Z twojego doświadczenia w Widzewie wynika, że taka sytuacja może potencjalnie powodować tarcia w szatni?
W pierwszym momencie jeżeli facet przyjdzie na trening i mówiąc kolokwialnie nie będzie dojeżdżał, to będą pewne zagwozdki po głowach innych piłkarzy chodziły. Z drugiej strony dla samych zawodników to też jest sygnał, że Korona Kielce nie robi sobie żartów i chce zbudować na tyle mocną kadrę, by włączyć się w poważną walkę w polskiej piłce. Mówiliśmy o Lechii czy Widzewie, zatem Korona też będzie weryfikowana po prostu przez pryzmat wyników. Dla piłkarzy Ekstraklasy to przekaz, że warto się starać i wyróżniać na swojej pozycji, bo można otrzymać zdecydowaną podwyżkę kontraktu. Szedłbym bardziej w tę stronę – że Korona Kielce przeszła drogę od outsidera i klubu, z którym nikt nie wiązał większych nadziei, do walki o poważną piłkę. Czy będą w stanie nauczyć się na błędach Lechii lub Widzewa? Czas pokaże.
Był taki moment w ubiegłym sezonie, że naprawdę byłeś przerażony spadkiem? Na przykład po porażce w Kielcach w przedostatniej kolejce?
Tak, była świadomość, że nie ma już żartów i żadnego marginesu błędu. Brak trzech punktów groził natychmiastowym pożegnaniem się z Ekstraklasą. Ale takich momentów było kilka na przestrzeni całego sezonu, że myślało się o ryzyku i rozważało czarne scenariusze.

Kończąc temat Widzewa, chciałbym zapytać jeszcze o twoje relacje z Rafałem Gikiewiczem, bo w mediach też sporo pojawiało się na ten temat. Czy faktycznie było wam w pewnym momencie nie po drodze?
Duża klikalność, duża medialność poruszyć temat ze mną jako kapitanem Widzewa i Rafałem posiadający taką aurę medialną. Wiele z tych doniesień, które się pojawiało, było tworzonych, żeby sprzedać jakąś narrację. I tyle w tym temacie.
Pawłowski: Trener Arki szukał piłkarza, który nie pękał i grał już pod presją
Teraz grasz w Arce – niepodważalnym celem jest szybki powrót do Ekstraklasy?
Na pewno zamierzamy o to powalczyć. Wiemy, że w poprzednim sezonie awansowała trójka faworytów, drużyn z chyba największymi budżetami, więc akurat finanse poszły w parze z wynikami. Jeśli jako Arka awansujemy, to nieważne czy z pierwszego lub drugiego miejsca, czy po barażach, nikt tego sukcesu nie będzie oceniał negatywnie w przypadku dowiezienia go. Nie ma co ukrywać, że ambicją każdego w klubie i wszystkich dołączających do zespołu musi być awans.
Trener Marek Jarolim jest nową postacią w polskiej piłce. Jak oceniasz współpracę po pierwszych dniach?
Trudno jeszcze po tym dość krótkim okresie to oceniać, a tym bardziej swojego własnego trenera. Na pewno mogę sporo na tej współpracy skorzystać, bo trener Marek sam występował na pozycji ofensywnego pomocnika. Jego przekaz dla mnie personalnie brzmi bardzo autentycznie. Ale i mnie, i trenera, i całą Arkę oceni sezon.
W Arce zapanowało już nowe rozdanie? Przestał się unosić zapach niedawnego spadku?
Niewielu zostało w kadrze piłkarzy z poprzedniego sezonu. Będzie całkowicie nowa ekipa. Tworzy się fajny zespół, bo przyszło kilku piłkarzy doświadczonych po trzydziestce, a kilku przed trzydziestką, ale takich, którzy grali już na dobrym poziomie. Nie będzie mody na masowe stawianie na młodych zawodników, a raczej większa świadomość, że balans musi być zachowany. Wiadomo, że młodzi są bardziej nieobliczalni, mogą zrobić coś, na czym cały zespół skorzysta. Ale są też momenty, kiedy trzeba zagrać bardziej pragmatycznie. Drużyna zbalansowana w szerszej perspektywie powinna tylko na tym skorzystać.
Czy to dla ciebie jakkolwiek trudne trafić do Arki z racji przeszłości w Lechii, czy może wręcz przeciwnie – wracasz do Trójmiasta, więc na znany sobie teren?
Nie za bardzo sobie w ogóle zajmowałem tym głowę. Raczej miałem na uwadze, że żeby zagrać jeszcze poważnie w piłkę, to trzeba zaakceptować poważną ofertę jaka się pojawiła z Arki. Nie zastanawiałem się długo. Byłem na kawie z dyrektorem sportowym Tomaszem Wichniarkiem, którego wcześniej znałem z Widzewa, spotkałem się także z trenerem. Nakreślono mi sposób, wizję klubu, a ja zauważyłem szansę na zbudowanie drużyny na awans. Trener szukał piłkarza, który nie pękał i grał już pod presją, a przecież z tym właśnie wiążą się występy w Widzewie. Awansowaliśmy, broniliśmy się przed spadkiem, wygrywaliśmy z Legią czy w derbach. Byłem na liście życzeń dość wysoko i się dogadaliśmy. Teraz musimy dopłynąć do wspólnego brzegu.
✍️ Bartłomiej Pawłowski w Arce Gdynia. 🟡🔵 #PAWŁOWSKI2027
𝑾𝒊𝒆̨𝒄𝒆𝒋: https://t.co/oivgVpI48Y
Bartek, witamy #wGdyni! Powodzenia! ✊ pic.twitter.com/FKESU8BBiY
— Arka Gdynia (@ArkaGdyniaSA) June 25, 2026
Pawłowski: Przeniosłem się do Gdyni, bo chcę spróbować jeszcze o coś zagrać
Powiedziałeś, że nie chciałeś czekać. Miałeś sygnały o jakimkolwiek zainteresowaniu z Ekstraklasy czy to byłoby wypatrywanie na przykład sierpnia?
W pierwszym momencie raczej nic poważnego nie miałem, więc musiałbym ryzykować i czekać.
Zakładasz limit kariery jeśli chodzi o wiek? Masz już skonkretyzowany plan pod tym względem czy chcesz się cieszyć sezonem i zobaczyć, gdzie będziesz za rok także pod względem zdrowotnym?
Przede wszystkim muszę być zdrowy. Sam wiek nie jest wymiernikiem sytuacji, bo są piłkarze, którzy grają do czterdziestki, a są zawodnicy, którzy kończą szybciej. Zdrowie ma na to wpływ, ale także poziom rozgrywkowy. Nie będę grał w piłkę dla samego grania w piłkę. Mam ambicje sportowe, a jeżeli będę potrzebował po prostu sobie pokopać, to umówię się z kolegami i to zrobię. Propozycja z Arki była bardzo atrakcyjna sportowo i to było dla mnie ważne.
W 1. Lidze waszym największym rywalem w nowym sezonie będzie ten z regionu, czyli Lechia?
Nie wiem, bo mówi się o dużych kłopotach Lechii. Nie mam pojęcia na jakim oni są etapie kompletowania zespołu na nowy sezon. Mamy niezłe wejście w ligę, bo gramy z zespołami, które nie są uznawane za bezpośrednich faworytów. Trzeba mieć jednak pokorę. Tak jak rozmawialiśmy – choćby w Widzewie są nieograniczone jak na polskie warunki możliwości finansowe, a wynik nie poszedł w parze. A dajmy na to GieKSa Katowice zrobiła niesamowity sezon i świetnie wypadła także w Pucharze Polski, dzięki czemu mogą reprezentować miasto oraz region w europejskich pucharach.
Twój głód piłki po sezonie, w którym grałeś mniej, jest bardzo duży?
Zdecydowanie, dlatego wyjechałem z Łodzi. Gdybym był zainteresowany siedzeniem, to pewnie próbowałbym dogadać się z Widzewem albo z kimś bliżej. Przeniosłem się jednak do Gdyni, podjęliśmy rodzinną decyzję i chcę spróbować jeszcze o coś zagrać.
Ostatnie pytanie niech będzie o Ekstraklasę. Faworytów upatrujesz w tych samych drużynach co zawsze, a Widzew tym razem podoła oczekiwaniom?
Faworytem na pewno będzie Lech. Strukturalnie i finansowo na przestrzeni ostatnich lat to najlepiej ułożony klub w Polsce. Jeżeli chodzi o Widzew, to musimy zobaczyć, jak będą sobie radzili w perspektywie sezonu z tymi oczekiwaniami, zainteresowaniem i presją, która jest zewsząd. W kontekście mistrzostwa na pewno stawiam na Lecha.
ROZMAWIAŁ MARCIN DŁUGOSZ
Fot. Newspix