Ostatnia szansa na sensację na mundialu. Jeśli nie w ćwierćfinale, to wcale

AbsurDB

Autor:AbsurDB

09 lipca 2026, 19:48 • 7 min czytania 8

Reklama
Ostatnia szansa na sensację na mundialu. Jeśli nie w ćwierćfinale, to wcale

Ćwierćfinały to ostatnia już okazja na tym mundialu, abyśmy zobaczyli wielką sensację. Widzieliśmy, jak Zielony Przylądek urwał punkty Hiszpanii, a Ghana Anglii, albo Paragwaj w rzutach karnych wyeliminował Niemców. Ale to nie są niespodzianki, jakie wspomina się latami. Taką może być dotarcie do finału (a tym bardziej jego wygranie) przez Maroko, Belgię, Norwegię albo Szwajcarię. Jeżeli żaden z tych krajów nie awansuje do półfinałów będziemy mieli najnudniejszy finisz wszech czasów: cztery ekipy powszechnie uważane przed turniejem za największych faworytów znajdą się w strefie medalowej. Po raz pierwszy w historii. Drogę do takiego scenariusza utorowały decyzje FIFY, bez których byłby raczej niemożliwy.

Reklama

 

Ćwierćfinały – ostatnia szansa na sensację

Dwa tygodnie temu pisałem, że mamy mundial bardzo zaskakujących remisów, ale też taki, na którym brakuje sytuacji, w których zespół znacznie słabszy pokonałby kogoś zdecydowanie mocniejszego. I właściwie sytuacja się niewiele zmieniła.

Katar zaskoczył Szwajcarię, Zielony Przylądek – Hiszpanów, Saudyjczycy – Urugwaj, Kongo – Portugalię, Cucacao – Ekwador, a Ghana – Anglię. To wcale niemało zaskakujących wyników. Ale we wszystkich tych przypadkach mecze zakończyły się remisami. Fajnie. Urwane punkty, ale to nie jest aż tak duża sensacja, jak gdy słabszy pokonuje dużo mocniejszego.

Gdy poszukamy takich sytuacji, przypomina się tylko wygrana Australii z Turcją, RPA z Koreą Południową i Ekwadoru z Niemcami. To, umówmy się, nie są te wyniki, które zwykły kibic będzie wspominał latami. Wielu już zdążyło o nich zapomnieć.

Reklama

Oczywiście jest jeszcze faza pucharowa. Maroko wygrało z Holandią, Paragwaj w rzutach karnych wyeliminował Niemców, a Norwegia poradziła sobie z Brazylią. Bo wyższość Szwajcarii nad Kolumbią, czy Belgii nad USA zaskakująca okazała się chyba tylko dla bukmacherów. Za prawdziwą sensację można moim zdaniem uznać tylko Paragwaj oraz Norwegię. Przy czym w pierwszym przypadku potrzebne były dopiero rzuty karne, a poza tym Paragwaj i tak chwilę później pożegnał się z turniejem w kiepskim stylu i była to niespodzianka bez żadnych poważnych konsekwencji. Nie będzie zatem wspominany jak Maroko przed czterema laty, a wcześniej Chorwacja, Kostaryka, Ghana, Senegal czy też Turcja, a w dawnych czasach Bułgaria, Kamerun, a nawet Polska.

Pierwszy w historii mundial bez czarnego konia?

Wspaniale spisała się Norwegia i to ona chyba jest dziś kandydatem do miana „czarnego konia”. Jednak wielu podskórnie czuło, że Haaland to zbyt wielki atut, by mogła go powstrzymać przechodząca od kilku lat głęboki kryzys Brazylia. Zresztą, nawet bukmacherzy płacili za awans drużyny Stale Solbakkena zaledwie trzy do jednego. Czy to oznacza sensację, którą pamięta się latami? Nie sądzę.

Ćwierćfinały są ostatnią szansą na to, abyśmy poczuli możliwość, że mundial zakończy się wielkiego formatu niespodzianką. Jeżeli Maroko nie poradzi sobie z Francją, Belgia z Hiszpanią, Norwegia z Anglią, albo Szwajcaria z Argentyną, będziemy mieli najbardziej przewidywalny zestaw półfinalistów, jaki kiedykolwiek wydarzył się na mundialu. Serio, ale o tym za chwilę.

Oczywiście wygrana niżej notowanego zespołu w którejkolwiek z par ćwierćfinałowych nie będzie sensacją wszech czasów. Bukmacherzy dają zarówno Szwajcarii, Belgii, Norwegii, jak i Maroku po około 25-30% szans na wejście do półfinału. To nie są małe liczby. Jednak wygranie przez któryś z tych krajów dwóch kolejnych spotkań będzie oznaczało jednego z najbardziej sensacyjnych finalistów mundialu w historii.

Reklama

W czasach nowożytnych można by do tego porównać jedynie finał Chorwacji w 2018 roku. Poza nią właściwie tak niespodziewany finalista się dotąd nie zdarzył. To z pewnością byłaby sensacja wspominana latami. Jeżeli jednak do niedzieli żaden z tych krajów nie zaskoczy nas swoim wynikiem, będziemy mieli jeden z mundiali najmniej obfitujących w zaskakujące rezultaty.

FIFA zdecydowała, że Argentyna, Anglia, Francja i Hiszpania nie trafią na siebie

Zresztą jest tak już teraz. Mamy w ćwierćfinale w komplecie cztery drużyny, które typowane były na największych faworytów turnieju: Hiszpanię, Francję, Anglię i Argentynę. Choć wydaje się, że nic w tym dziwnego, to właśnie taki brak niespodzianek jest… niespodzianką. Na 22 dotychczasowe mundiale zdarzyło się tak tylko czterokrotnie, z czego tylko raz po 1970 roku!

W dodatku w każdym z tych przypadków dwie potęgi musiały zmierzyć się ze sobą już przed fazą półfinałową. W tym roku są rozdzielone do różnych par dzięki staraniom FIFA. Z góry założyła ona, że jeżeli Hiszpania, Argentyna, Francja i Anglia wygrają swoje grupy (a tak się stało), to nie będą mogły trafić na siebie wcześniej niż w półfinale. To duża zmiana, dotąd takich zastrzeżeń przy podziale na grupy nie stosowano. Ustalenia te przeszły bez większego echa, a przecież wpłynęły bardzo mocno na układ fazy pucharowej. Przy całkowicie losowym układaniu drabinki, szansa, że cała czwórka trafi do różnych ćwiartek wynosiłaby zaledwie około piętnastu procent!

Reklama

Wszyscy faworyci w ćwierćfinale. A było tak, że nie dotarł do niego… żaden

Sprawdziłem, ile drużyn, które przed turniejem plasowało się w najlepszej czwórce jego uczestników według rankingu Elo, dotarło ostatecznie do najlepszej ósemki mistrzostw świata:

(w latach 1974-82 nie było ćwierćfinałów, więc biorę pod uwagę czołową ósemkę końcowej klasyfikacji)

Średnio na czterech głównych kandydatów do medali do ćwierćfinału dociera trzech. Cztery lata temu zabrakło tylko Hiszpanii, która odpadła z Marokiem. Zawiodła także w 1978, 1998 i 2014 roku za każdym razem nie wychodząc z grupy. W 2010 Anglię w 1/8 finału wyeliminowali Niemcy, a Holandię cztery lata wcześniej – Portugalczycy.

Reklama

Zdarzało się, że do ćwierćfinału nie docierało aż dwóch wielkich faworytów: Niemcy i Hiszpania na mundialu w Rosji, albo Holandia i Brazylia we Włoszech. W 1958 roku było jeszcze ciekawiej, bo ani Anglia, ani Argentyna, ani Węgry nie potrafiły wyjść z grupy. Nieco ułatwiło to drogę po Złotą Nikę Brazylii.

Z wszelkich schematów wymyka się turniej w Korei i Japonii. Argentyna w południowoamerykańskich eliminacjach zdobyła 43 punkty w osiemnastu meczach dystansując drugi Ekwador aż o dwanaście punktów! Na naszym kontynencie potężni byli półfinaliści poprzedniego Euro: Francja, Włochy i Portugalia. Tymczasem z grupy z tego grona wyszli tylko Włosi, a i tak od razu musieli ustąpić pola Koreańczykom wspomaganym przez sędziów. Był to jedyny przypadek w historii, gdy żaden z czterech faworytów nie doszedł nawet do czołowej ósemki.

Pierwszy taki mundial w historii

Częściej było odwrotnie, gdy cała czwórka docierała do ćwierćfinału, albo kończyła w czołowej ósemce. Tak było w 1950 roku, gdy Anglia i Włochy zostały sklasyfikowane na siódmym i ósmym miejscu, ale nie wyszły z grupy, a awans z każdej z nich uzyskiwał wyłącznie jej zwycięzca. W dodatku uważana za najlepszą na świecie Argentyna nie przystąpiła w ogóle do eliminacji mundialu.

Cztery lata później wszystkie cztery ówczesne potęgi: Węgry, Brazylia, Anglia i RFN zagrały w ćwierćfinale. Regulamin był jednak tak absurdalny, że wszyscy czterej zwycięzcy grup trafili do jednej połowy drabinki i musieli męczyć się ze sobą. Natomiast drużyny z drugich miejsc trafiły do drugiej połówki. Komedia! Dlatego Węgry z Brazylią musiały zagrać już w ćwierćfinale.

Reklama

Również w 1970 roku najmocniejsi, czyli Brazylia, Włochy, Anglia i RFN dotarli do ćwierćfinału, ale znów już w nim dwa ostatnie kraje musiały zmierzyć się w pojedynku potęg.

Ostatni przypadek, gdy nikt z najsilniejszych nie zawiódł ani w fazie grupowej ani w 1/8 finału to poprzedni mundial w Stanach Zjednoczonych. Niemcy, Włochy, Holandia i Brazylia zagrały w ćwierćfinale. Pech sprawił, że dwa ostatnie kraje musiały zmierzyć się ze sobą już na tym etapie. Tym razem FIFA postanowiła, że nie wszystko może powierzyć ślepemu losowi i wzięła sprawy w swoje ręce.

Mecz Holandia – Brazylia w 1994 roku

Reklama

Zatem nigdy dotąd cztery najmocniejsze reprezentacje świata nie dotarły w komplecie do ćwierćfinału mierząc się tam nie ze sobą, lecz wyłącznie z niżej notowanymi rywalami! Mamy pierwszy taki przypadek w historii. Jesteśmy zatem blisko tego, by w półfinale znalazły się wszystkie cztery najsilniejsze ekipy świata. Jak nazwiemy to, co wtedy się wydarzy?

Chcecie kompletu faworytów w strefie medalowej?

Czy będzie to najwspanialszy mundial świata, na którym w decydujących meczach zagrają wyłącznie największe cztery światowe potęgi? Czy wręcz przeciwnie: najnudniejszy turniej w historii, na którym pierwszy raz nikomu spoza ścisłej światowej czołówki nie uda się przebić do strefy medalowej?

Tym, którzy obawiają się tego drugiego z pocieszeniem spieszy statystyka. Choć w każdym z meczów ćwierćfinału faworyt jest wyraźny, to szansa, że żaden z nich się nie potknie na tym etapie wynosi zaledwie 30%. Mamy zatem wciąż całkiem realną możliwość, że finisz mistrzostw będzie stał pod znakiem sensacji.

Reklama

Fot. Newspix.pl

8 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Cracovia ściąga napastnika! W ostatnim sezonie „błyszczał” skutecznością

Mikołaj Duda
1
Cracovia ściąga napastnika! W ostatnim sezonie „błyszczał” skutecznością
Ekstraklasa

Wieniawa w związku na odległość. Matthys znalazł nowy klub

Jan Broda
7
Wieniawa w związku na odległość. Matthys znalazł nowy klub

Mundial 2026

Reklama