Cristiano Ronaldo nie zagra więcej na mistrzostwach świata. Po sześciu turniejach, 27 rozegranych meczach, jest już jasne, że wielki Portugalczyk zakończy karierę bez medalu najważniejszej piłkarskiej imprezy świata. Wygrał niemal wszystko, co było do wygrania, bił przeróżne rekordy, w piłce klubowej wzbił się na niemal niemożliwy do osiągnięcia poziom. Mundiale pozostaną jednak rozdziałem jego historii, z którego bardziej niż gole zapamiętamy niepowodzenia, frustrację i łzy.
Gdy myślę o mundialach w wykonaniu Ronaldo, moje skojarzenia są mniej więcej takie, jakie mam ze schyłkiem jego kariery. Mam przed oczami piłkarza, który miewa momenty, ale irytuje częściej niż zachwyca. To, że tak znakomity zawodnik nawet w chwilach swojej najwyżej formy nie osiągnął na światowej scenie sukcesu na miarę swojej klasy, nieodmiennie mnie zdumiewa. Nie uważam, że wygranie mistrzostwa świata jest warunkiem przesądzającym o tym, czy dany piłkarz był wybitny, czy nie. Jednocześnie sądzę, że ten element kariery Portugalczyka jest sporą rysą na jego pomniku.
Trudno bowiem mówić wyłącznie o przypadku czy niesprzyjających okolicznościach, gdy coś powtarza się sześć razy.
Spis treści
- Mundial 2006. Debiut i życiowa szansa Cristiano Ronaldo
- Mundial 2010. Frustracja Cristiano Ronaldo
- Mundial 2014. Walka z organizmem
- Mundial 2018. Pojedynczy błysk Cristiano Ronaldo
- Mundial 2022. Zmiana statusu
- Mundial 2026. Pożegnanie
- Cristiano Ronaldo to jeden z najlepszych piłkarzy w historii. Ale nie w historii mundiali
Mundial 2006. Debiut i życiowa szansa Cristiano Ronaldo
– Mam nadzieję, że za 40 lat będę mógł powiedzieć, że zdobyłem mistrzostwo świata – powiedziała przed mundialem w 2006 roku legenda reprezentacji Portugalii. Ale nie ta, o której myślicie – to słowa Luisa Figo, żegnającego się tym mundialem z drużyną narodową. Ówczesny kapitan kadry zabrał też głos na temat ogromnej nadziei Portugalczyków na największy sukces od lat, czyli czarującego w Manchesterze United 21-letniego Cristiano Ronaldo. Młody zawodnik przedstawił się światu na Euro 2004, a od tego czasu pod skrzydłami sir Aleksa Fergusona tylko się rozwinął.
– Może być jedną z gwiazd turnieju – zapewniał Figo.
Oczekiwania wobec Cristiano były duże, ale z pewnością jeszcze nie tak wielkie jak na kolejnych turniejach. Tu wciąż był tylko jednym z elementów układanki. Przede wszystkim nie był jeszcze maszyną do strzelania goli, lecz dynamicznym, świetnie dryblującym skrzydłowym, który swoimi przebojowymi akcjami napędzał ofensywę zespołu. W eliminacjach imponował skutecznością, ale w starciach z takimi drużynami jak Łotwa, Estonia czy Rosja.
Na mundialu przewidywania Figo się nie sprawdziły. Ronaldo zakończył turniej z jednym golem i nie sięgnął nawet po nagrodę dla najlepszego młodego piłkarza turnieju (ta powędrowała w ręce Lukasa Podolskiego). Za to z pewnością już wtedy był postacią budzącą skrajne emocje, co zostało mu do dziś.
Nie wszystkim bowiem podobało się jego zachowanie na boisku. Choć nie można mu było odmówić ponadprzeciętnego talentu, często zarzucano mu, że za dużo dodaje od siebie przy faulach. Naśmiewano się też z jego przesadnej wręcz skłonności do efekciarstwa, które nie zawsze szło w parze z pożytkiem dla drużyny.
Jak inny był wówczas status Cristiano w kadrze od obecnego, najlepiej świadczy to, że w swoim mundialowym debiucie, przeciwko Angoli, został zdjęty z boiska w 60. minucie. Przeciwko Meksykowi, gdy Portugalia miała już pewny awans z grupy, nie zagrał w ogóle. Można powiedzieć, że Luis Felipe Scolari miał komfort zarządzania drużyną, którego wielu jego następców mogło mu pozazdrościć.
Debiutanckiego gola, i zarazem jedynego na tym turnieju, Ronaldo zdobył w meczu fazy grupowej z Iranem – trafił na 2:0 w końcówce spotkania z rzutu karnego wywalczonego przez Luisa Figo. Show skradł jednak Deco swoim pięknym golem z okolic trzydziestego metra.
Nie miał też szansy rozbłysnąć w swoim pierwszym meczu fazy pucharowej. W brutalnym starciu Portugalii z Holandią (16 żółtych kartek, w tym cztery skutkujące czerwonymi) opuścił boisko już po około pół godzinie gry po jednym z ostrych wejść rywala. Portugalczycy z tamtej naparzanki wyszli zwycięsko – wygrali 1:0 po golu Maniche.
Prawdopodobnie najszerzej komentowanym występem Ronaldo na mistrzostwach był z kolei mecz z Anglią w ćwierćfinale – to wtedy cały świat obiegła słynna reakcja gracza Manchesteru United po czerwonej kartce dla jego klubowego kolegi, Wayne’a Rooneya. W drugiej połowie Rooney sfaulował Ricardo Carvalho, a arbitra otoczyli zawodnicy obu drużyn. Jednym z żywo przekonujących sędziego Horacio Elizondo, że napastnika Anglii należy surowo ukarać, był Ronaldo – w pewnym momencie został nawet z pretensjami odepchnięty przez czekającego na wyrok Rooneya. Gdy Argentyńczyk wyrzucił Anglika z boiska, kamera uchwyciła, jak Cristiano puszcza oczko w kierunku ławki rezerwowych. Ten gest wywołał medialną burzę – sytuację interpretowano jako przejaw skrajnego cwaniactwa Portugalczyka.
Momen C. Ronaldo di Ajang World Cup pertama nya tepatnya di World Cup 2006. Ini moment ICONIC yg ga bisa di lupain.. saat dia memprovokasi teman 1 tim nya di MU Wayne Rooney. Berujung kartu merah untuk Rooney.. dan Inggris pun kalah lewat adu penalti pic.twitter.com/W1995mQqBW
— Mr Iyus (@mr_iyus30) July 7, 2026
On sam twierdził, że tabloidy niepotrzebnie rozdmuchały sprawę i nie widział w swoim zachowaniu nic złego. Rooney, wtedy kipiący wściekłością, po latach przyznał, że na miejscu Ronaldo pewnie również próbowałby wywrzeć presję na arbitrze i w pełni go rozumie.
W półfinale z Francją Portugalczykowi przy każdym kontakcie z piłką towarzyszyły buczenie i gwizdy. Takie reakcje trybun, co podkreślał przez całą karierę, to dla niego woda na młyn.
– Byłem zadowolony, że na mnie buczano. Może francuscy kibice byli zdenerwowani, widząc niebezpiecznego zawodnika. Nie martwię się tym – mówił po meczu.
Spotkanie z Francją było w jego wykonaniu być może najlepszym występem na turnieju, ale do awansu to nie wystarczyło. Portugalczycy przegrali 0:1 po golu Zinedine’a Zidane’a z rzutu karnego.
Debiutancki turniej zakończył spotkaniem o trzecie miejsce z Niemcami. Miał w nim kilka zrywów, oddał kilka strzałów, kilka razy domagał się od sędziego odgwizdania faulu w niebezpiecznych dla rywala miejscach, ale przy przeciętnej postawie całego zespołu to było za mało na zwycięstwo.
W tamtym momencie wydawało się, że co się odwlecze, to nie uciecze – dla 21-latka był to przecież zaledwie obiecujący początek mundialowej przygody. Tymczasem nigdy później nie był już tak blisko medalu mistrzostw świata.
Mundial 2010. Frustracja Cristiano Ronaldo
Na mistrzostwa do Republiki Południowej Afryki Cristiano nie jechał już jako kandydat na gwiazdę, ale postać z absolutnego piłkarskiego szczytu. Miał na koncie Złotą Piłkę, Złotego Buta, wygraną w Lidze Mistrzów, tytuły króla strzelców Premier League i Champions League, był też bohaterem najdroższego transferu w historii – z Manchesteru United do Realu Madryt za zawrotne na tamte czasy 94 miliony euro. W debiutanckim sezonie w drużynie Królewskich sieknął 33 gole i dołożył do nich dziesięć asyst.
W reprezentacji z kolei mierzył się z tym, z czym mierzy się wiele innych gwiazd piłki klubowej – nie spełniał olbrzymich oczekiwań. Był aktywny, dużo strzelał, skupiał na sobie uwagę obrońców, ale nie dawał tego, z czego przecież słynął: konkretów. W eliminacjach do turnieju – choć trzeba odnotować, że w części spotkań, w tym barażach z Bośnią, nie zagrał z powodu kontuzji – nie zdobył ani jednego gola.
Tak jak zmienił się status w jego piłce klubowej, tak też zmieniła się jego rola w kadrze. Po zakończeniu kariery przez Luisa Figo to Cristiano został kapitanem i liderem zespołu. Nie wszyscy byli przekonani, że dobrze nadaje się do tej funkcji. Podkreślano tu, że na boisku zdarza mu się zachowywać samolubnie, a przy tym często ostentacyjnie wyrażać pretensje do kolegów z drużyny.
Ten obraz potwierdził poniekąd pierwszy mecz na turnieju. W starciu z Wybrzeżem Kości Słoniowej (0:0) Ronaldo stworzył jedną bardzo groźną sytuację, ale poza tym jego występ kojarzy się głównie z pełną frustracji gestykulacją i dyskusjami z arbitrem.
Złość mógł sobie odbić w spotkaniu z Koreą Północną – workiem treningowym mocnej grupy, w której poza Portugalią i wspominanym Wybrzeżem Kości Słoniowej – z Didierem Drogą czy Yayą i Kolo Toure – była także Brazylia. Portugalczycy rozbili rywala aż 7:0, a Ronaldo zanotował swoje jedyne liczby na turnieju – asystował Tiago Mendesowi przy golu na 4:0, a sam wpisał się na listę strzelców trafieniem na 6:0. Gol, którym Cristiano przerwał szesnastomiesięczną posuchę w kadrze (a dwuletnią w meczach o punkty), był zresztą dość komiczny – po interwencji bramkarza w sytuacji sam na sam piłka spadła na głowę Portugalczyka, zanim trafiła mu pod nogi, otwierając możliwość uderzenia na pustą bramkę.
Gol wbity słabiutkiej Korei nie odmieniły narracji – do tego nadal potrzebował dobrego meczu z mocnym rywalem. Nie było nim starcie z Brazylią, w którym rywale byli już pewni awansu, a Portugalczykom wystarczał remis. W defensywnej taktyce Carlosa Queiroza Ronaldo długimi fragmentami był osamotniony, a spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0. To nastawienie nie pomogło też Cristiano rozbłysnąć w meczu 1/8 finału z Hiszpanią.
– Zapytajcie Queiroza – rzucił kapitan Portugalczyków w kierunku dziennikarzy zapytany o przyczynę porażki z późniejszymi zdobywcami tytułu.
Później próbował swój przekaz załagodzić. Tłumaczył, że nie czuł się odpowiednią osobą do tłumaczenia powodów klęski. Podkreślił też, że jest „załamany, sfrustrowany i czuje niewyobrażalny smutek”.
Pomeczowy komentarz, wraz z kontrowersyjną sytuacją, gdy splunął w pobliżu podążającego za nim operatora kamery (co niektórzy interpretowali jako celowe) to właściwie najbardziej zapamiętane akcje Cristiano Ronaldo z rywalizacji z Hiszpanami. Gwiazda Realu Madryt wracała z RPA pokonana. Jako piłkarz, kapitan drużyny i w pewnym sensie jako człowiek.
Mundial 2014. Walka z organizmem
W 2010 roku był już gwiazdą, ale w 2014 roku to był „ten” Cristiano. Z już dwoma Złotymi Piłkami, z absurdalnym rekordem 17 bramek strzelonych w jednej edycji Ligi Mistrzów, świeżo po zdobyciu z Realem Madryt wyczekiwanej „La Decimy”.
Inaczej niż przed turniejem w RPA, tym razem Ronaldo wciągnął drużynę na mundial za uszy. W barażowych meczach ze Szwecją strzelił dla Portugalii wszystkie cztery gole, w tym hat-tricka na wyjeździe na wagę wygranej 3:2. Przed samymi mistrzostwami pojawił się jednak problem. Portugalska federacja poinformowała, że ze względu na uraz Cristiano nie trenuje normalnie z drużyną. Diagnoza? Tendinopatia rzepki.
Przygotowania do turnieju dla portugalskich kibiców stały pod znakiem wyczekiwania na jakiekolwiek wiadomości na temat stanu zdrowia Ronaldo. Media prześcigały się w najnowszych doniesieniach na temat kolana Cristiano, a każde kolejne wieści o wzięciu przez kapitana udziału w treningu lub wcześniejszym zakończeniu przez niego zajęć naprzemiennie potęgowały nadzieje i obawy. Występ od pierwszej minuty w ostatnim przedturniejowym sparingu przeciwko Irlandii sprawił, że fanom spadł z serca nie tyle kamień, co potężny głaz.
– Chciałbym być gotowy na 110, ale jestem na 100 procent. To powinno wystarczyć, by pomóc drużynie – wyjaśniał przed pierwszym meczem fazy grupowej. Ale nie był w swojej deklaracji szczery.
Po raz kolejny Portugalia szybko trafiła na przyszłych zdobywców tytułu, tym razem już w pierwszym meczu. Znów zakończyło się to porażką, tym razem dotkliwą – 0:4, z trzybramkowym prowadzeniem Niemców już po pierwszej połowie. Początek nie zwiastował jednostronnego widowiska, Ronaldo miał nawet swoją szansę na gola. Festiwal błędów w obronie i czerwona kartka dla Pepe sprawiły jednak, że spotkanie kompletnie się Portugalczykom posypało. Cristiano też nie uniknął błędów. Zaliczył choćby nieodpowiedzialną stratę w środku pola, która o mało nie skończyła się golem dla Niemców. Do skrótu spotkania trafiło zaś jego nieudane przyjęcie prostego podania przy linii bocznej. W ofensywie przez większość czasu był bezradny.
Drugi mecz w grupie, z USA, o mało nie zakończył się kolejną przegraną drużyny Paulo Bento, po kolejnym słabym występie. Przez większość meczu Ronaldo nie zdziałał nic. Ale w samej końcówce to on posłał idealne dośrodkowanie na głowę Silvestre’a Vareli, które uratowało remis. To zresztą ostatnia asysta, jaką Cristiano zanotował na mistrzostwach świata.
Mimi to trudno było oprzeć się wrażeniu, że gracz Realu nie jest w optymalnej dyspozycji fizycznej. On sam natomiast nie szukał w tym usprawiedliwienia. Zamiast tego publicznie wyraził zwątpienie w potencjał drużyny.
– Może jesteśmy przeciętnym zespołem. Stwierdzenie, że jesteśmy czołową drużyną, byłoby kłamstwem. Mamy duże ograniczenia, nie jesteśmy na wysokim poziomie – mówił po meczu z USA.
– Nie ma cudów. Wiedzieliśmy, że mamy trudną grupę z drużynami, które prawdopodobnie są od nas lepsze. Nigdy nie sądziłem, że możemy sięgnąć po mistrzostwo. Musimy zachować pokorę i znać swoje możliwości – dodawał brutalnie.
Szanse Portugalczyków na awans w tamtym momencie były już niewielkie. Musieli wygrać jak najwyżej z Ghaną, by poprawić swój bilans bramek, a wymęczyli tylko 2:1. Tutaj Ronaldo mógł zrobić zdecydowanie więcej – miał co najmniej cztery znakomite okazje na gola, z których wykorzystał tylko jedną. Fakt, że został zawodnikiem meczu, w żaden sposób nie zmienił obrazu klęski.
Jakiś czas później przyznał, że nie był w pełni gotowy do gry. Zwyciężyła ambicja – mimo dolegliwości nie chciał opuścić ani finału Ligi Mistrzów, ani mundialu. Ceną było wielkie rozczarowanie w Brazylii, choć to oczywiście niepełne wyjaśnienie – zawiodła też drużyna i sam Ronaldo, który nawet w nieoptymalnej formie nie powinien zmarnować wielu dogodnych okazji.
Mundial 2018. Pojedynczy błysk Cristiano Ronaldo
Do kolejnego mundialu Cristiano po raz kolejny przystępował jako nieco inny zawodnik. Mniej jeśli chodzi o jego sytuację w piłce klubowej – do Rosji jechał jako pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki, świeżo po wygraniu czwartej Ligi Mistrzów z Realem Madryt, ponownie jako król strzelców rozgrywek. Do tego wydawało się, że wreszcie pojawił się selekcjoner, który znalazł do niego klucz w reprezentacji.
Nasz stary znajomy Fernando Santos przygodę z kadrą zaczął od zmiany roli kapitana na boisku. Rzadziej już Ronaldo występował na skrzydle, częściej jako napastnik. Decyzja ta – choć nie od razu – przyniosła świetne efekty. Portugalczycy wreszcie korzystali z umiejętności strzeleckich swojego lidera. Za kadencji Scolariego jego średnia goli na mecz wynosiła 0,36, za Queiroza ledwie 0,11, za Bento 0,55. Za Santosa? 0,83.
Przede wszystkim jednak z tym trenerem u sterów Ronaldo sięgnął po swoje pierwsze trofeum z reprezentacją – Euro 2016. Dwa lata później kadra wydawała się nawet nieco mocniejsza od tej, która sięgnęła po mistrzostwo Europy, a Ronaldo był w świetnej formie. Po pierwszym meczu z Hiszpanią można by nawet powiedzieć, że imponującej.
Tamto spotkanie pozostaje najlepszym występem Ronaldo na mistrzostwach świata. Dwukrotnie dał drużynie prowadzenie – najpierw wywalczył rzut karny, po czym pewnie go wykorzystał, następnie pokonał De Geę strzałem zza pola karnego, przy którym Hiszpan się nie popisał (ale swoje zrobiła też moc uderzenia). W końcówce skompletował hat-tricka, ratując Portugalczykom remis przepięknym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego.
Writing history ✍️#OTD in 2018, @Cristiano became the oldest player to score a #FIFAWorldCup hat-trick. 🎩 pic.twitter.com/L2StvF8XUF
— FIFA World Cup (@FIFAWorldCup) June 15, 2023
Mecz z Marokiem nie był już wybitny w jego wykonaniu, ale swoje zrobił – już na początku spotkania potężnym strzałem głową zdobył gola, który okazał się na wagę zwycięstwa. Zdecydowanie najsłabszy z meczów grupowych był ten trzeci, z Iranem. Ronaldo zmarnował rzut karny, pierwszy w historii występów Portugalii na mistrzostwach świata, choć przy okazji wykreował nowego bohatera mundiali – Alirezę Beiranvanda. Nie pozbędziemy się też wątpliwości, czy Portugalczyk powinien tamto spotkanie dokończyć – po uderzeniu rywala w twarz w walce o piłkę sędzia po weryfikacji VAR pokazał mu tylko żółtą kartkę, a zdecydowanie mógł coś więcej. Mecz zakończył się remisem 1:1, co w zupełności wystarczało Portugalii do awansu.
Cristiano po ośmiu latach przerwy ponownie miał okazję zagrać w fazie pucharowej mistrzostw świata. Nie był to powrót udany. Występ w przegranym 1:2 meczu z Urugwajem leży bliżej tego z Iranem niż koncertu z Hiszpanią. Urugwajska defensywa skutecznie odcięła gwiazdę Portugalii od gry. Nieliczne sytuacje, które miał, trudno nazwać groźnymi. Choć początek był obiecujący, ostatecznie znów nie był to turniej, na którym Ronaldo zapisałby się w historii mistrzostw świata.
Czwarty mundial w karierze to zwykle granica, w której zaczynają się pytania o metrykę. Ronaldo w Rosji miał już 33 lata, więc pojawiły się pierwsze rozważania, czy to aby nie jego ostatnie mistrzostwa świata.
– To nie jest czas, by myśleć o przyszłości zawodników czy trenera. Ta drużyna dalej będzie jedną z najlepszych na świecie, z jakościowymi piłkarzami. To młoda, zjednoczona grupa – zapewniał Cristiano.
Mundial 2022. Zmiana statusu
Przyszłość, przynajmniej ta poza reprezentacją, szybko przyniosła zmiany. Tuż po turnieju w Rosji Ronaldo odszedł z Realu Madryt i trafił do Juventusu. Z kolei rok przed mundialem w Katarze opuścił Włochy, by zaliczyć sentymentalny powrót do Manchesteru United. Ten burzliwy epizod, będący materiałem na inną opowieść, zakończył się rozwiązaniem kontraktu… w trakcie mistrzostw świata, dwa dni przed pierwszym meczem Portugalczyków na imprezie.
Wejście w inny etap kariery było widoczne również w reprezentacji. Ronaldo wciąż miał pewny pierwszy skład i nadal miało to uzasadnienie w liczbach, które notował, ale narracja się zmieniła – nie dotyczyła już tego, jak sprawić, by Cristiano dawał w kadrze tyle, ile w klubie i na ile zespół jest zależny od jego dobrej formy, za to skręciła w kierunku rozważań, czy jego obecność w składzie bardziej służy, czy szkodzi drużynie.
Swoim wywiadem u Piersa Morgana, w którym wylał żale na United, skutecznie przekierował zainteresowanie mediów na siebie. Przekonywał jednak, że to zamieszanie nie wpłynie na atmosferę w drużynie.
– Nie muszę przejmować się tym, co myślą inni. Zawodnicy dobrze mnie znają od wielu lat i wiedzą, jaki jestem. To ambitna grupa, która jest głodna i skupiona. Jestem pewien, że mój wywiad nie zakłóci koncentracji w szatni – zapewniał.
Niezręczny uścisk dłoni z byłym już kolegą z Manchesteru, Bruno Fernandesem, którego nagranie obiegło media? Żart, twierdził Cristiano. Atmosfera w drużynie? Znakomita. Forma i samopoczucie? Doskonałe. I co najciekawsze, sportowo Portugalczycy rzeczywiście wyglądali przekonująco.
Jaka była w tym zasługa Ronaldo? Dość symboliczna. Strzelił z rzutu karnego gola na 1:0 w starciu z Ghaną, wygranym ostatecznie przez Portugalię 3:2, tym samym stając się pierwszym w historii zawodnikiem, który trafiał na pięciu kolejnych mundialach.
@TouchlineHQ9 pic.twitter.com/RWPjMOvVLv
— Touchline Archives (@Touchlinearc) July 6, 2026
Na tym strzelanie na turnieju zakończył, choć… celebrował też gola w starciu z Urugwajem. Technologia nie potwierdziła, że dotknął piłkę po dośrodkowaniu Bruno Fernandesa, natomiast niewątpliwie w jakimś stopniu utrudnił sprawę bramkarzowi.
Co charakterystyczne, Ronaldo na tym turnieju już nie miał immunitetu na zmiany. Santos ściągał go z boiska przed końcem każdego meczu fazy grupowej – z Ghaną i Urugwajem w końcówkach, w ostatnim meczu z Koreą około pół godziny przed zakończeniem meczu. Był to jednocześnie zdecydowanie najgorszy mecz Cristiano na turnieju. Był zamieszany w utratę gola na 1:1, gdy w polu karnym piłka odbiła mu się od pleców, zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem, przy innej sytuacji nie dobił piłki do bramki z kilku metrów.
Gdy Santos go zdjął, Ronaldo był wyraźnie niezadowolony, gestykulował i trudno było to interpretować inaczej niż złość z powodu zmiany. Sam piłkarz przekonywał, że powodem jego reakcji było spięcie z rywalem, który poganiał go do zejścia z murawy. Santos początkowo bronił podopiecznego, ale później zmienił ton. Stwierdził wprost: „Nie podobało mi się to”.
W meczu 1/8 finału Ronaldo zabrakło w wyjściowej składzie. Według Santosa nie chodziło o kwestie dyscyplinarne, lecz wyłącznie strategię na mecz. Decyzja się obroniła – ze Szwajcarią za Cristiano zagrał Goncalo Ramos i strzelił hat-tricka. Portugalczycy wygrali spotkanie 6:1. Jak Ronaldo to przyjął? Wersje się rozmijają. Według portugalskich mediów rzekomo rozważał nawet opuszczenie kadry. Oficjalnie przyjął wybór trenera ze zrozumieniem.
Po Szwajcarii Santos nie zmienił koncepcji, Ronaldo i tym razem zaczął mecz na ławce. Z Helwetami zagrał tylko około szesnastu minut, przeciwko Maroku była to już prawie cała połowa. Wszedł tuż po przerwie, by gonić wynik, gdy Portugalczycy przegrywali 0:1, ale nie był w stanie odwrócić losów rywalizacji.
Doskonale pamiętamy sceny po końcowym gwizdku. Ronaldo schodzący do szatni we łzach, świadomy, że prawdopodobnie stracił ostatnią szansę na mistrzostwo świata.
Small goat (Ronaldo) in tears 😂😂
Portugal are out, thanks to merinoMessi double World Cup loading 👀 pic.twitter.com/OFSuMKkgiZ
— melissa (@0xmelissa19) July 6, 2026
Mundial 2026. Pożegnanie
I tak dochodzimy do historii najnowszej. Ronaldo po katarskim mundialu zniknął z europejskiej sceny wraz z transferem do Al-Nassr, ale wracał na nią w meczach reprezentacji. Nowy selekcjoner, Roberto Martinez, nie poszedł szlakiem, który zaczął przecierać Santos – nie odsunął Cristiano na boczny tor. Wręcz przeciwnie – przekonywał, że wciąż jest kluczowym zawodnikiem, który może dać kadrze wiele.
U Martineza Ronaldo grał wszystko, a liczby znów go broniły. Strzelał w eliminacjach i w Lidze Narodów, a mimo to już po pierwszym meczu mundialu trwająca od lat dyskusja przybrała na sile: czy Ronaldo dla kadry jest bardziej atutem, czy balastem?
Gdyby chodziło o innego piłkarza i inne okoliczności, pewnie pisalibyśmy o godnym, może nawet pięknym pożegnaniu. Strzelić trzy gole na mistrzostwach świata w tym wieku? Kapitalna sprawa. Portugalia to jednak za mocna drużyna, by po występie Cristiano z Demokratyczną Republiką Konga uznać, że jej najlepsza opcja w ataku to snujący się po boisku, niebiorący udziału w pressingu 41-latek, któremu wychodzi coraz mniej zagrań.
Po tamtym spotkaniu fala krytyki (uzasadnionej) była nieunikniona, ale dało to tylko pretekst, by Ronaldo mógł zrobić to, co robił przez całą karierę – w meczu z Uzbekistanem sieknął dwie bramki i z wypiętą piersią skonfrontował się z negatywnymi opiniami. Jako jedyny w historii strzelec goli na sześciu kolejnych mundialach wykrzyczał do kamery: „Wróciłem”.
Ale przyznał też, że krytyka go dotknęła.
– To był trudny tydzień. Mroczny tydzień. Wyglądało to tak, jakbym już zakończył karierę. Ale wytrzymałem, jak zawsze. Bo bardziej wierzę w pracę niż w cokolwiek innego. Było trudno, muszę to przyznać. Ale wróciliśmy – mówił tuż po spotkaniu.
Wytrzymał. Wytrzymał też bezbarwny mecz z Kolumbią, by przeciwko Chorwatom po dwudziestu latach występów wreszcie strzelić swoją pierwszą bramkę w fazie pucharowej mistrzostw świata.
𝐒𝐈𝐔𝐔𝐔𝐔𝐔𝐔𝐔𝐔! Ronaldo zamienia XI na bramkę i mamy remis! 1⃣:1⃣
🔴📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/y0sksvnfoR pic.twitter.com/Yxl4eWLewx
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 3, 2026
Było to zarazem ostatnie mundialowe osiągnięcie, które zdążył odhaczyć. Po meczu z Hiszpanią – kolejnym z kategorii do zapomnienia – ogłosił, że więcej już nie ruszy w pogoń za brakującym trofeum. Oczywiście w swoim stylu dodał, że wygrane Euro ma dla niego tę samą wagę. Jeszcze przed tym spotkaniem dziękował zresztą za krytykę związaną z brakiem mistrzostwa świata. – To mnie wzmocniło. Dzięki temu jeszcze bardziej rozwinąłem się jako człowiek – przekonywał.
Cristiano Ronaldo to jeden z najlepszych piłkarzy w historii. Ale nie w historii mundiali
Nie ulega wątpliwości, że występy na mistrzostwach świata to jedno z największych rozczarowań w piłkarskiej historii Ronaldo. Nie dlatego, że nie ma w niej rzeczy zasługujących na uznanie, bo tych znajdziemy wiele. Samo strzelanie goli na sześciu kolejnych turniejach to przecież coś, czego nie dokonał nawet Leo Messi (a to, że część goli to trafienia z rzutów karnych traci nieco moc w dyskusji, gdy popatrzymy na skuteczność Argentyńczyka przy strzałach z jedenastu metrów). Jedenaście goli i dwie asysty na mundialach to generalnie dorobek niczego sobie, nieprzynoszący wstydu.
Jeśli jednak spojrzymy na każdy z turniejów osobno, to żaden z nich nie był dla Ronaldo naprawdę udany ani indywidualnie, ani drużynowo. Były epizody, były pojedyncze momenty, ale wspominając po latach Portugalię ery Cristiano będziemy mieć przed oczami głównie porażki i niespełnione oczekiwania. Bo przecież po tym zawodniku nie spodziewaliśmy się, że na mundial jedzie, by w przyszłości móc powiedzieć, że zajął na nim czwarte miejsce albo strzelił cztery gole. Mówimy o piłkarzu, dla którego mistrzostwo świata, w ostateczności dowolny medal tej imprezy, było ostatnim brakującym punktem na liście futbolowych wyzwań. Takim, po którym można by powiedzieć, że ma już wszystko. Ten punkt zostanie nieodhaczony.
I na koniec trudno mieć poczucie, by to się wydarzyło przez przypadek, przez niewłaściwy układ gwiazd. Patrząc na to, co na mistrzostwach świata wyprawiają Erling Haaland czy Kylian Mbappe, widać, że są zawodnicy, którzy nie mają problemu, by przekładać swoją wielkość na wielkie turnieje. Nie każdy to potrafi. Leo Messi potwierdził to tytułem dopiero pod koniec kariery. Ronaldo sześć razy próbował udowodnić sobie i światu, że może. Za każdym razem bezskutecznie.
Czy to umniejsza jego legendzie, każe wątpić w jego wybitność? W żadnym wypadku – to nadal człowiek, który wskoczył na niemal nieosiągalny poziom i bardzo długo się na nim utrzymywał. Ale występy Ronaldo na mistrzostwach świata uwypuklają też w jego historii te cechy, które czynią go postacią kontrowersyjną, dla wielu antypatyczną. Dla jednych jego obsesyjna ambicja będzie godna podziwu, dla innych brakiem wyczucia odpowiedniego momentu na zejście ze sceny, przerostem ego. W piłce klubowej dało mu to dziesiątki sukcesów, a wkrótce pozwoli mu zapewne dobić do bariery 1000 goli w karierze. Bez wątpienia jest postacią wielką w historii piłki nożnej. Ale nie w historii mistrzostw świata.
Dla Portugalii nadchodzi nowa era. Przez ostatnie dwadzieścia lat, gdy przegrywała na wielkim turnieju, była to porażka Ronaldo. Gdy oceniano jej szanse na sukces, głównym kryterium była forma jej kapitana.
Na kolejnym turnieju uwaga będzie już przekierowana gdzie indziej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix