Przerwy na nawodnienie mają sens. To tak naprawdę czasy [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

25 czerwca 2026, 20:29 • 9 min czytania 18

Reklama
Przerwy na nawodnienie mają sens. To tak naprawdę czasy [KOMENTARZ]

Sędzia gwiżdże i pokazuje, że czas na przerwę na nawodnienie. Stadion buczy, kibice są źli. Duża część ekspertów, jak m.in. Gary Lineker, przekonuje widzów, że „hydrations breaks” to głupota. Marcelo Bielsa się wścieka. Gdzieś po raz setny pada argument, że przecież na niektórych stadionach jest gorąco, ale inne obiekty mają klimatyzację. Ktoś po raz kolejny przekonuje, że zła Ameryka chce wszystko skomercjalizować, przywłaszczyć i nie możemy na to pozwolić. Ale czy my nie patrzymy na to przypadkiem w niewłaściwy sposób?

Reklama

Może jest jednak tak, że „hydration breaks” to w drugiej kolejności przerwy na picie, a w pierwszej, przede wszystkim, czasy dla trenerów? I że jest w tym sporo więcej korzyści, niż może się wydawać?

Konserwatystów do tego nie przekonasz. Prowadzący Urugwaj Marcelo Bielsa, który w zawodzie pracuje od 1990 roku, grzmiał po pierwszym spotkaniu z Arabią Saudyjską (1:1):

Granie tak naprawdę cztery razy po dwadzieścia parę minut zamiast dwa razy po 45 mocno zmienia kulturowe postrzeganie piłki nożnej. Ta zmiana moim zdaniem niczego nie wnosi, w dodatku bardzo wiele futbolowi odbiera. Przed podjęciem decyzji o tych przerwach futbol miał określoną duszę i charakter, a teraz wygląda to inaczej. Ludzie zakochali się w tej grze właśnie przez jej wyjątkowość i charakterystykę.

Słynny trener i jego tradycyjno-romantyczne podejście

To punkt widzenia, który nazwałbym tradycyjno-romantycznym. Ale minęło ledwie kilka dni i Urugwaj Bielsy jako zdecydowany faworyt mierzył się z Republiką Zielonego Przylądka. Na początku długo mu nie szło, bramkę dla zespołu z Afryki strzelił Kevin Pina. Chwilę później sędzia zarządził czas, wróć – przerwę na nawodnienie. Piłkarze wrócili do gry i zobaczyliśmy inny Urugwaj – grający bardziej krótkimi podaniami, dokładny, tworzący okazje. Zespół Bielsy w końcówce pierwszej połowy wbił rywalowi dwa gole i schodził na przerwę, prowadząc. Ostatecznie zremisował 2:2 i jest drużyną, która na mundialu zawodzi, ale tamten czas na nawodnienie udało się dobrze wykorzystać.

Reklama

Kilka lat temu czytałem artykuł o tym, co można by zmienić w futbolu, by ten stał się ciekawszy i bardziej wielowymiarowy. Jedna z propozycji zakładała, żeby, wzorem siatkówki, koszykówki czy futbolu amerykańskiego, trenerzy mogli np. raz w jednej połowie wziąć dwuminutowy czas. Jako osoba, która bardzo interesuje się siatkówką i zwraca uwagę na to, jak tam trenerzy zachowują się na czasach, często -oglądając mecz piłkarski – zastanawiałem się, w którym momencie taki time-out danej drużynie przydałby się najbardziej.

Teraz mamy na mundialu właśnie coś takiego, z tą różnicą, że przerwa trwa ciut dłużej, a trener nie może jej wziąć, kiedy chce, tylko ona ma miejsce dla obu ekip w okolicach 23. minuty danej połowy. Ktoś powie w stylu Bielsy, że to złe, bo zabiera nam futbol, który znamy. Ja powiem, że to intrygujące i ciekawe. I że dodaje to piłce właśnie tej wielowymiarowości.

Zdanie to podziela… Juergen Klopp, który trochę pół żartem, pół serio powiedział, że podobałyby mu się takie przerwy: – Jest naprawdę gorąco i to dobrze dla zawodników. A czy to dobrze dla trenerów? Tak, bardzo by mi się to podobało! Może teraz to trochę za długo. Zdecydowanie za długo, bo do picia nie potrzeba dwóch i pół minuty. Ale o to właśnie chodzi. To ma swoje zastosowanie, a kiedy jesteś na stadionie, to masz trochę show – np. w Dallas z cheerleaderkami, co bardzo mi się podobało na dużym ekranie. To całkowicie w porządku. Rozumiem perspektywę, kiedy siedzisz w domu, a potem zaczynają się reklamy… ale w moim wieku to mile widziana przerwa na pójście do toalety!

Po przerwie Szwecja zaczęła grać zupełnie inaczej. Holandia była zagubiona

Pamiętacie mecz Holandia – Szwecja? Analizowanie go wyłącznie poprzez wynik 5:1 dla drużyny Ronalda Koemana byłoby bardzo dużym spłyceniem, bo to właśnie w tym spotkaniu dobitnie widzieliśmy, jak „hydration break” może odmienić meczowe momentum. Dość szybko zrobiło się 2:0 dla Holandii, po dwóch golach Briana Brobbeya, zdobytych w podobny sposób: podanie do boku, wbiegnięcie, zagranie wzdłuż bramki i wykończenie.

Reklama

Gdy piłkarze schodzili się nawodnić, w strzałach było 4:1 dla Holendrów. Widać było, że prowadzący Szwedów Graham Potter tłumaczy pewne schematy grania swoim zawodnikom. Że rozmawia z bardzo słabym do tego momentu Alexandrem Isakiem. Piłkarze wrócili na boisko i wszystko się zmieniło. Szwecja zaczęła atakować, a Holandia była bezradna. Isak zaczął się inaczej ustawiać, rywale byli pogubieni w działaniach defensywnych. Po przerwie, do końca pierwszej połowy, było 8:1 w strzałach dla Szwecji. Nie przełożyło się to na wynik, bo zabrakło jej skuteczności i świetnie bronił Verbruggen. Bramkę zespół Pottera zdobył dopiero w drugiej połowie, ale warto mieć w głowie, jak zmieniła się gra.

Reprezentacja Szwecji podczas przerwy na nawodnienie

Reprezentacja Szwecji podczas przerwy na nawodnienie

Jedni trenerzy pracujący na mundialu popierają Bielsę. Gustavo Alfaro, 63-latek prowadzący Paragwaj (w zawodzie trenera od 1992 roku), mówi tak: – Wiem, że każdy może na tym skorzystać, ale ja bardzo lubię w futbolu ciągłość. Piłka nożna się na niej opiera, a teraz to zostało złamane.

Reklama

Mam jednak wrażenie, że trenerzy nieco młodsi, bardziej nowocześni, ale i ci, którzy w ostatnich latach osiągali najwięcej, patrzą na to inaczej. Dostrzegają pozytywy.

Dziennikarz przeanalizował przerwy na nawodnienie. Aż 78 procent z nich wpłynęło na grę

To moment, w którym możesz wyjaśnić zawodnikom, jak poradzić sobie z danym problemem na boisku i zmienić coś, jeżeli chodzi o taktykę – stwierdził trener Brazylii, Carlo Ancelotti.

Podczas przerw na nawodnienie masz piłkarzy obok siebie i możesz przekazać im ważne uwagi na bazie tego, co zaobserwowałeś przez 22 minuty. To dobra rzecz, choć jednocześnie oznacza dzielenie meczu i, jeżeli schodzisz na przerwę w chwili, gdy na boisku ci idzie, musisz tak jakby zacząć wszystko od nowa. Ale jesteśmy na to przygotowani, braliśmy to pod uwagę podczas naszych przygotowań – tak wypowiedział się prowadzący Francję Didier Deschamps.

To zmienia charakterystykę meczu bardziej niż się spodziewałem. Jako trener lubię mieć większy wpływ na drużynę i okazję, by zebrać wszystkich razem, ale całościowo wolę piłkę, w której mamy dwie połowy spotkania. Choć pod względem uczciwości na pewno ma sens, że te przerwy przysługują wszystkim – mówi trener Anglików, Thomas Tuchel.

Reklama

Selekcjoner Niemców, Julian Nagelsmann, przyznawał po pierwszym spotkanie, że „hydration break” pomogło jego zespołowi poradzić sobie z ustawionym nietypowo, w „diamencie” zespołem Curacao. Na przerwę na nawodnienie obie ekipy schodziły przy sensacyjnym remisie 1:1. Po 45 minutach było już jednak 3:1 dla faworyta.

Nie ma w tych głosach jednoznacznej krytyki. Jest raczej pokazanie różnych aspektów.

David Alvarez, dziennikarz „El Pais”, postanowił sprawdzić na bazie danych, w jak dużym stopniu przerwy na nawodnienie zmieniają meczowe momentum, czyli to, który zespół przeważa, ma inicjatywę. Swoje wnioski opublikował na X po pierwszych 28 spotkaniach turnieju.

Pierwszy wniosek Alvareza: Było do tamtego momentu 56 przerw na nawodnienie. W 24 przypadkach doszło do zmiany tendencji po wznowieniu meczu. Czyli 43% przerw na nawodnienie doprowadziło do odwrócenia przebiegu spotkania.

Reklama

Drugi: Z pozostałych 32 przerw aż 20 zahamowało przewagę drużyny, która do tego momentu dominowała. Zakłóciło jej płynność gry, wyrównało spotkanie.

Alvarez wysunął z tego dość logiczny wniosek, że sumarycznie aż 78% z „hydration breaks” mocno wpłynęło na grę.

Reklama

Na żadnym innym mundialu nie mieliśmy tylu ciekawych selekcjonerów

Mamy mundial pod znakiem skuteczności napastników i goli wbijanych przez gwiazdy: Leo Messiego, Kyliana Mbappe, Viniciusa Juniora, Erlinga Haalanda, Harry’ego Kane’a i Cristiano Ronaldo.

Ale czy były kiedykolwiek mistrzostwa świata, w których zespoły prowadziło tak wielu utytułowanych czy bardzo ciekawych trenerów? Chyba nie.

W Brazylii Ancelotti, we Francji Deschamps, w Anglii Tuchel, Niemców prowadzi Nagelsmann, uważany jakiś czas temu za cudowne dziecko światka trenerskiego. Do tego Roberto Martinez w reprezentacji Portugalii, Lionel Scaloni, prowadzący Argentynę do fantastycznych wyników, w Holandii Koeman, w Hiszpanii Luis de la Fuente. Austrię i Kanadę trenują cenieni fachowcy ze szkoły Red Bulla: Ralf Rangnick i Jesse Marsch, Amerykanów znakomity Mauricio Pochettino, a Ghanę Carlos Queiroz, weteran, który spotkaniem z Anglią (0:0) po raz kolejny dowiódł, że jak mało kto potrafi zorganizować swoją ekipę w defensywie.

Rację ma Emma Hayes, trenerka żeńskiej reprezentacji USA, która mówi, że kiedy ci idzie w meczu, nie chcesz tej przerwy, a kiedy jesteś zdominowany, to jej potrzebujesz. Hayes przekonuje, że „hydration breaks” dają przewagę ekipom, które straciły momentum w spotkaniu. Ale – z drugiej strony – czy nie jest też tak, że taką przerwę lepiej wykorzysta lepszy, bardziej doświadczony trener, i zawodnicy bardziej inteligentni, którzy jego rady szybciej wcielą w życie?

Reklama

To się w pewnym sensie równoważy.

Nie nawołuję do tego, żeby podobne rozwiązanie stosować w meczach klubowych, mam tu wątpliwości, ale danie narzędzia w postaci czasu w połowie każdej połowy selekcjonerom, których praca jednak trochę się różni od tej szkoleniowca w klubie, i obserwowanie, jak to wykorzystują, jest czymś bardzo ciekawym.

Reklama podczas przerwy na nawodnienie

Reklama podczas przerwy na nawodnienie

Reklama

Zobaczcie, że nikt nie podnosi argumentu, że przerwy na nawodnienie niepotrzebnie przedłużają mecz. Z prostego powodu – FIFA jednocześnie wprowadziła zmiany, które skracają spotkania, bo masz mniej czasu np. na wykonanie wrzutu z autu czy po prostu nie opłaca ci się leżeć na murawie. To niesamowite, jak szybko większość zawodników podnosi się, nawet po dość ostrych faulach i jak stosunkowo rzadko potrzebna jest pomoc lekarska. Nikt nie chce grać przez minutę w osłabieniu.

Wypowiedzi Gianniego Infantino traktuję z dużym dystansem, ale gdy słyszę, jak prezydent FIFA broni przerw na nawodnienie, to akurat jeden z jego argumentów wydaje się stosunkowo sensowny. Infantino mówi, że mają one wpływ na atrakcyjność spotkań, liczbę goli i zmienność podczas meczów, co bierze się nie tylko z tego, że oba zespoły chwilę odpoczęły. Chyba rzeczywiście coś w tym jest.

Przerwy na nawodnienie mogą też być korzystne dla telewidzów

Niektórzy przekonują: „Róbmy te przerwy na nawodnienie jedynie wtedy, gdy stadion nie ma klimatyzacji, a temperatura przekracza, powiedzmy, 30 stopni”. Ale czy w takim przypadku nie byłoby właśnie niesprawiedliwości, bo jedni trenerzy mieliby podczas meczu dostępny czas, a inni nie?

A komercjalizacja, zarabianie na „hydration breaks” i niektóre stacje, które puszczają w tym czasie reklamy? Musimy zrozumieć, że taki po prostu mamy dzisiaj świat.

Reklama

Żyjemy też w świecie, w którym wszystko pędzi, jesteśmy ciągle przebodźcowani i wiele osób ma problem, by skupić się na czymś przez dłuższy czas. Jednych siedzących przed telewizorem zaburzanie rytmu grania i nagłe pojawianie się reklam może oburzać, a drudzy wyjdą z założenia: „Oglądam w skupieniu mecz, chcę z niego wyciągnąć jak najwięcej, a takie trzy minuty dają mi szansę, by na chwilę się odłączyć. Zrobić sobie coś do jedzenia, picia albo np. komuś odpisać.

Ja jestem w tej drugiej grupie. „Hydeation breaks” są w porządku.

JAKUB RADOMSKI 

Fot. Newspix.pl 

Reklama

 

18 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama