Czym jest „szwajcarskość”? Reprezentacja mówi wiele o kraju

Marcin Długosz

24 czerwca 2026, 15:10 • 21 min czytania 0

Reklama
Czym jest „szwajcarskość”? Reprezentacja mówi wiele o kraju

O reprezentacji Szwajcarii zwykło się mówić, że jest jedną z najbardziej „międzynarodowych” w Europie. Co to właściwie oznacza i czy Szwajcarzy przywykli do takiej sytuacji, czy jest wręcz odwrotnie? W tajniki „szwajcarskości” i helweckiego podejścia do tematu wprowadza nas prof. ucz. dr hab. Robert Małecki z Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama

Międzynarodowa reprezentacja Szwajcarii

Szwajcaria weszła w mundial bardzo rozczarowującym remisem 1:1 z Katarem oraz wygraną 4:1 z Bośnią i Hercegowiną. Triumf ten wydaje się być jednak mocno przerysowany biorąc pod uwagę, że przez ponad 70 minut nudnego spotkania było 0:0. Wszystko odmieniła końcówka i wprowadzenie przebojowych rezerwowych – Johana Manzambiego oraz Rubena Vargasa.

Wymienieni piłkarze są przedstawicielami grupy kilkunastu zawodników w kadrze Helwetów, których korzenie wykraczają poza Szwajcarię. I o ile występy naturalizowanych piłkarzy w danych reprezentacjach narodowych nie są czymś szczególnie wyjątkowym – dzieje się to w różnej skali na całym świecie – o tyle Helweci poszli o krok dalej.

Z liczącej niewiele ponad 9 milionów populacji kraju, w zależności od źródeł aż 25-30% mieszkańców to imigranci. Struktura jest bardzo różna – liczne grupy mają kraje ościenne, takie jak Niemcy, Francja czy Włochy, ale nie brakuje setek tysięcy osób wywodzących się z Bałkanów, Afryki, krajów Ameryki Łacińskiej czy – wobec wydarzeń ostatnich lat – Ukrainy.

Jak zatem nietrudno się domyślić, również i szwajcarska piłka nożna musiała odnaleźć się w strukturze, w której imigrantów jest sporo. A – co za tym idzie – mają szansę osiągnąć na tyle wysoki poziom, żeby aspirować do występów w reprezentacji narodowej.

Reklama

Szwajcaria, Afryka, Bałkany i reszta świata

Jeśli spojrzymy na listę 26 szwajcarskich piłkarzy powołanych na tegoroczne mistrzostwa świata, raptem 9 z nich nie może mówić o związkach z jakimkolwiek innym krajem poza swoją ojczyzną. Są to: Gregor Kobel, Marvin Keller (choć jako syn finansisty pracującego za granicą przyszedł na świat w Londynie), Miro Muheim, Silvan Widmer, Nico Elvedi, Chirstian Fassnacht, Michel Aebischer, Fabian Rieder oraz Cedric Itten.

Ci rdzenni Szwajcarzy stanowią w zespole tak samo liczną grupę, jak gracze wywodzący się z Afryki. A historie były różne. Niektórzy, jak Breel Embolo, przeprowadzili się do Szwajcarii z Czarnego Lądu wraz ze swoimi rodzicami w dzieciństwie. Tam zawiązali relacje, poznali kraj i z czasem przyjęli go jako swój.

Inni natomiast – jak chociażby Denis Zakaria – w Szwajcarii się urodzili i od najmłodszych lat dorastali w systemie tego państwa. Ich rodzice w przeszłości podjęli decyzję o porzuceniu życia w Afryce i przeprowadzce, a oni sami ojczyznę swoich przodków znali już co najwyżej z opowieści czy odwiedzin u rodziny.

Oto reprezentanci Szwajcarii o afrykańskich korzeniach:

Reklama

Yvon Mvogo, pochodzenie kameruńskie,

Aurele Aumenda, pochodzenie kameruńskie,

Breel Embolo, pochodzenie kameruńskie,

Manuel Akanji, pochodzenie nigeryjskie,

Reklama

Noah Okafor, pochodzenie nigeryjskie,

Denis Zakaria, sam urodził się w Genewie, ale jego ojciec pochodzi z Sudanu Południowego, a matka z Demokratycznej Republiki Konga,

Johan Manzambi, sam urodził się w Genewie, ale jego rodzice pochodzą z Angoli oraz Demokratycznej Republiki Konga,

Djibril Sow, sam urodził się w Zurychu, a jego matka jest Szwajcarką, ojciec natomiast to Senegalczyk,

Reklama

Dan Ndoye, sam urodził się w Nyonie, a jego matka jest Szwajcarką, ojciec natomiast to Senegalczyk.

Denis Zakaria i Breel Embolo – reprezentanci Szwajcarii o afrykańskich korzeniach.

„Stuprocentowy Albańczyk” reprezentuje Szwajcarię

W przeszłości często bywało głośno także o związkach reprezentantów Szwajcarii z krajami bałkańskimi. Na mundialu w 2018 roku Xerdan Shaqiri strzelił gola Serbii i wykonał symbol Albanii – dwugłowego orła. Oddał tym samym hołd swojemu pochodzeniu, jako że sam jest Albańczykiem z Kosowa, który dorastał w kraju Helwetów.

Reklama

W obecnym zespole szwajcarskim mamy dwa bałkańskie wątki. Jeden to lider i kapitan drużyny, Granit Xhaka, który sam urodził się w Bazylei, ale jego rodzice to Albańczycy z Kosowa. Drugi natomiast to Ardon Jashari, również urodzony w Szwajcarii, ale…

No właśnie – to jest ciekawy przypadek. Piłkarz Milanu w jednym z wywiadów powiedział:

– Dorastałem w Szwajcarii, ale czuję się stuprocentowym Albańczykiem. Mój charakter jest albański. W domu jesteśmy Albańczykami. Robiliśmy to, co szwajcarskie dzieci, ale jesteśmy z Albanii.

Nie w każdym kraju kibice czy szeroko pojęte społeczeństwo byłoby gotowe na taką deklarację. Helweci jednak, jako państwo posiadające w swojej strukturze wielu imigrantów, mają do tego nieco inne podejście, o czym można przeczytać w poniższej rozmowie.

Reklama

Uzupełniając rozważania o pochodzeniu reprezentantów Szwajcarii, należy uzupełnić listę o brakujące nazwiska. Są to:

Eray Comert, sam urodził się w Szwajcarii, ale jego rodzina pochodzi z Turcji,

Remo Freuler, jego matka jest Niemką z Bawarii, ojciec zaś Szwajcarem,

Ricardo Rodriguez, jest synem hiszpańsko-chilijskiej pary, ale sam urodził się i wychował w Szwajcarii,

Reklama

Luca JaquezRuben Vargas, obaj zawodnicy mają matki pochodzące ze Szwajcarii i ojców Dominikańczyków, posiadają także obywatelstwo Dominikany,

Zeki Amdouni, urodził się w Genewie, jego ojciec jest Turkiem, a matka Tunezyjką. Na etapie wyboru reprezentacji mógł zwrócić się w kierunku każdego z trzech krajów.

Jak zatem widać, doniesienia o międzynarodowej strukturze reprezentacji Szwajcarii zdecydowanie nie są przesadzone. O tym, jak Helweci odnajdują się w takim społeczeństwie na co dzień i na czym polega ich siła, by różne kultury i mentalności złączyć w jedno silne państwo, rozmawiamy z prof. ucz. dr hab. Robertem Małeckim z Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama

Miejsca, które oferuje unikalne w skali świata studia – helwetologię, a więc naukę szwajcarskiego podejścia do życia, myślenia, rozwiązywania problemów i kreowania rozwiązań.

Prof. ucz. dr hab. Robert Małecki

Co sprawiło, że Szwajcaria z niewielkiego alpejskiego kraju stała się jednym z symboli dobrobytu i wysokiej jakości życia w Europie?

Reklama

Ta zasadnicza zmiana rozpoczęła się wraz ze wzmocnieniem idei protestanckiej oraz przekonania, że użyteczność dla społeczeństwa może przekładać się również na dobrobyt jednostki. Od wieków aż po współczesność wśród Szwajcarów funkcjonowało głębokie przeświadczenie, że aktywność na rzecz wspólnoty pomaga budować dobrostan własnej rodziny, lokalnej społeczności, a w dalszej perspektywie także całego państwa.

Drugim istotnym czynnikiem był fakt, że Szwajcaria nie dysponowała znaczącymi zasobami naturalnymi, które mogłyby stanowić fundament jej gospodarki. Od początku musiała więc poszukiwać skutecznych rozwiązań, inwestycji i innowacji odpowiadających na zmieniające się potrzeby społeczne i gospodarcze. To ciągłe otwarcie na świat oraz gotowość do szukania nowych możliwości przynosiły wymierne korzyści. Szwajcarzy widzą je od wielu pokoleń, dlatego otwartość nie jest dla nich jedynie hasłem, lecz praktycznym narzędziem rozwoju.

To trochę przypomina słynne słowa: „Nie pytaj, co ojczyzna może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla ojczyzny”.

Tak, choć kluczowe jest tu zrozumienie, że to jednostka współtworzy społeczeństwo. Jeśli jej zaangażowanie poprawia jakość własnego życia, automatycznie wpływa również na dobrostan całej wspólnoty. W takim podejściu jest mniej miejsca na zawiść. Sukces drugiego człowieka nie jest problemem, lecz czymś, z czego warto się cieszyć. Aktywność jednostki przekłada się na rozwój społeczności lokalnej, a następnie całego kraju. To jedna z wartości, które Szwajcarzy szczególnie cenią.

Reklama

Skąd wzięła się słynna szwajcarska neutralność?

To przede wszystkim efekt pragmatycznego spojrzenia na rzeczywistość i świadomości własnego położenia geograficznego. Szwajcaria przez wieki znajdowała się pomiędzy silniejszymi sąsiadami, dlatego musiała szukać rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo. Z czasem neutralność stała się jednym z fundamentów funkcjonowania państwa.

Warto jednak podkreślić, że neutralność nie oznacza bierności. Wręcz przeciwnie — oznacza aktywne działanie na rzecz zapobiegania konfliktom i ich pokojowego rozwiązywania.

Czyli nie tylko brak reakcji, lecz poszukiwanie pokojowych rozwiązań?

Reklama

Dokładnie tak. Szwajcaria przez lata wypracowała sobie pozycję miejsca, w którym można prowadzić negocjacje i podpisywać międzynarodowe porozumienia. To także element budowania marki państwa. Powstała tam grupa ekspertów i instytucji potrafiących mediować, negocjować oraz proponować rozwiązania możliwe do zaakceptowania przez strony konfliktu.

Szwajcaria jest krajem niezwykle zróżnicowanym pod względem językowym, religijnym i kulturowym. Jak udało się zbudować tak stabilne państwo mimo tych różnic?

Można odpowiedzieć na to pytanie bardzo skomplikowanie, ale istota sprawy jest stosunkowo prosta. Szwajcarzy uznają, że demokracja opiera się na istnieniu różnych perspektyw. Ludzie mogą mieć odmienne poglądy na te same problemy, a rolą państwa jest uwzględnianie tych różnic.

Brzmi to prosto, ale praktyka pokazuje, że wcale takie nie jest. W szwajcarskiej kulturze politycznej uwzględnianie innych punktów widzenia zostało wpisane w sam proces podejmowania decyzji. Dzięki temu radykalne rozwiązania stają się mniej atrakcyjne niż te, które uwzględniają interesy większej liczby grup społecznych.

Reklama

Brzmi to niemal idealistycznie, że tak wszyscy się pięknie słuchają.

Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy się ze sobą zgadzają. Chodzi raczej o gotowość do wysłuchania innych stanowisk i uwzględnienia ich przy podejmowaniu decyzji. To podejście wymaga wysiłku, ale pomaga utrzymać społeczną stabilność i ograniczać konflikty.

Czy Szwajcaria od początku była projektem opartym na współistnieniu różnych grup językowych, religijnych i etnicznych?

Nie. Dzisiaj można stworzyć idealistyczną wizję, według której ktoś od początku zaplanował taki model państwa. Istnieją oczywiście mity założycielskie, ale rzeczywistość była znacznie bardziej złożona.

Reklama

Szwajcaria rozwijała się stopniowo. Był to proces ewolucji wspólnot, współpracy oraz stopniowego włączania kolejnych grup kulturowych, językowych i etnicznych. Ostateczny, względnie stabilny model państwa ukształtował się dopiero w połowie XX wieku.

Później kraj musiał zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, przede wszystkim z imigracją. Jest ona zjawiskiem naturalnym — ludzie zawsze szukają miejsc, w których mogą żyć bezpieczniej i lepiej. Przez wiele dekad takim miejscem była właśnie Szwajcaria.

Czy współczesna Szwajcaria postrzega siebie jako kraj imigracyjny?

Myślę, że dzisiaj bardziej zastanawia się nad tym, jak zarządzać skalą migracji. W Polsce po rosyjskiej agresji na Ukrainę również stanęliśmy przed podobnym wyzwaniem, choć w znacznie większej skali.

Reklama

Szwajcaria od lat mierzy się z pytaniem, jak integrować osoby przybywające do kraju. Problem pojawia się wtedy, gdy część nowych mieszkańców nie chce lub nie potrafi w pełni otworzyć się na kulturę społeczeństwa przyjmującego.

Już w latach dziewięćdziesiątych pojawiały się miasta i regiony, w których znacząca część mieszkańców nie posługiwała się żadnym z czterech języków narodowych. Widać to było nawet w szkołach. Powstało więc praktyczne pytanie: jak prowadzić edukację w środowisku tak silnie zróżnicowanym językowo?

Yvon Mvogo, rezerwowy bramkarz Helwetów, przeprowadził się do Szwajcarii z Kamerunu wraz z rodzicami mając sześć lat.
Reklama

Jak Szwajcaria próbowała rozwiązywać problemy związane z integracją imigrantów?

Podejmowano zarówno działania odgórne, jak i oddolne. Jednym z rozwiązań było bardziej świadome planowanie osadnictwa, tak aby nie powstawały zamknięte getta kulturowe czy językowe. Oczywiście nie udało się tego osiągnąć od razu, podobnie jak dziś nie dzieje się to automatycznie w Polsce.

Widać to również w Warszawie, gdzie są już szkoły i dzielnice, w których dzieci mówiących innym językiem niż polski jest bardzo dużo. To stawia konkretne wyzwania edukacyjne i społeczne. Szwajcaria musiała zmierzyć się z podobnymi problemami kilkadziesiąt lat wcześniej.

Niedawno Szwajcarzy odrzucili w referendum propozycję ograniczenia liczby mieszkańców kraju do dziesięciu milionów. Czy oznacza to, że większość społeczeństwa nie uważa jeszcze migracji za problem wymagający radykalnych działań?

Reklama

Myślę, że Szwajcarzy traktują ten problem bardzo poważnie. Różnica polega na tym, że nie podchodzą do niego wyłącznie politycznie czy instrumentalnie.

Tak jak większość państw wysoko rozwiniętych, mierzą się z kryzysem demograficznym. Liczba urodzeń jest niewystarczająca, dlatego pojawia się pytanie, w jaki sposób uzupełniać niedobory na rynku pracy i jednocześnie utrzymywać wysoki poziom funkcjonowania państwa.

Migracja staje się jednym z możliwych rozwiązań, ale wymaga rozsądnego zarządzania. Referendum pokazało, że na obecnym etapie większość obywateli uznała proponowane ograniczenie za przedwczesne. Nie oznacza to jednak, że temat nie istnieje. Wręcz przeciwnie — jest przedmiotem ciągłej debaty.

Co ciekawe, pod tym względem Szwajcaria nie różni się aż tak bardzo od Polski. Pojawiają się podobne pytania i podobne wyzwania. Różnica tkwi raczej w sposobie prowadzenia dyskusji i poszukiwania rozwiązań.

Reklama

Jak wygląda struktura imigracyjna Szwajcarii? Czy kraj otwierał się w przeszłości jakoś szczególnie na wybrane regiony świata?

Widoczność poszczególnych grup nie zawsze oznacza ich liczebność. Na pewno znaczącą rolę odegrały społeczności pochodzące z Bałkanów, zwłaszcza w okresie konfliktów w byłej Jugosławii.

W ostatnich latach dużą grupę stanowią również Ukraińcy. Jednocześnie Szwajcaria mierzy się z bardziej skomplikowanym zagadnieniem dotyczącym obywateli Rosji.

Szwajcaria nadal pozostaje otwarta na przyjmowanie obywateli Rosji mimo wojny na Ukrainie?

Reklama

To trudny temat. W przypadku Szwajcarii często ścierają się względy etyczne z gospodarczymi i finansowymi.

Można powiedzieć, że jest to jeden z paradoksów szwajcarskiej neutralności. Z jednej strony państwo stara się zachować niezależność i prowadzić własną politykę, z drugiej pojawiają się pytania o granice takiego podejścia, zwłaszcza gdy większość Europy zajmuje jednoznaczne stanowisko.

Warto jednak pamiętać, że mówimy o bardzo różnych grupach ludzi. Inaczej należy oceniać osoby uciekające przed reżimem, a inaczej tych, którzy przez lata korzystali z bliskich relacji z rosyjskimi elitami władzy.

Dlaczego ludzie z tak różnych części świata wybierali właśnie Szwajcarię jako miejsce do życia?

Szwajcaria przez dziesięciolecia budowała wizerunek kraju dobrobytu, stabilności i bezpieczeństwa. W wielu regionach świata utrwaliło się przekonanie, że jest to miejsce, w którym można spokojnie żyć i rozwijać się zawodowo.

Dla osób posiadających wysokie kwalifikacje atrakcyjność kraju była jeszcze większa. Szwajcaria oferowała możliwości kariery oraz poziom życia często wyższy niż w państwach sąsiednich.

Jednocześnie istnieje pewna iluzja związana z tym wyobrażeniem. Zarobki są wysokie, ale równie wysokie są koszty życia. Dlatego model znany z migracji zarobkowej Polaków do Niemiec czy Wielkiej Brytanii — polegający na szybkim zgromadzeniu oszczędności i powrocie do kraju — nie zawsze sprawdza się w warunkach szwajcarskich.

Można tam żyć bardzo dobrze, ale niekoniecznie oznacza to łatwe i szybkie gromadzenie majątku. Mimo to prestiż oraz poczucie stabilności sprawiają, że dla wielu osób Szwajcaria pozostaje wyjątkowo atrakcyjnym kierunkiem.

Z liczącej nieco ponad 9 milionów populacji Szwajcarii, aż 25-30% stanowią imigranci. To jeden z najwyższych odsetków w Europie.

Czy można wskazać jedną grupę imigrantów, która szczególnie wpłynęła na współczesną Szwajcarię?

Wydaje mi się, że ważniejsze od narodowości są kompetencje, których potrzebuje szwajcarska gospodarka. Kraj otwiera się przede wszystkim na określone sektory i konkretne kwalifikacje.

Dobrym przykładem jest Genewa. To miasto przyciąga specjalistów z całego świata, którzy przyjeżdżają tam często tylko na kilka lat. Pracują dla organizacji międzynarodowych, firm czy instytucji badawczych, a później wyjeżdżają dalej.

Dlatego trudno mówić o dominacji jednej grupy narodowej. Znacznie trafniej byłoby powiedzieć, że Szwajcaria przyciąga określone kompetencje i doświadczenia zawodowe tam, gdzie są one najbardziej potrzebne.

Czy współczesnych Szwajcarów bardziej łączy wspólna historia i tożsamość narodowa, czy raczej wspólne instytucje oraz codzienne funkcjonowanie w jednym państwie?

Mam wrażenie, że Szwajcarzy postrzegają swoją tożsamość nieco inaczej niż Polacy. W naszym przypadku bardzo silnym punktem odniesienia są historia, rozbiory, wojny, walka o niepodległość czy konieczność przeciwstawiania się zewnętrznym zagrożeniom. To doświadczenia, które w naturalny sposób budują poczucie wspólnoty.

Szwajcaria opiera swoją tożsamość na innych fundamentach. Pierwszym punktem odniesienia jest lokalna społeczność — miejsce, w którym człowiek żyje na co dzień. Jeśli czuje się tam bezpiecznie, jeśli rozumie zasady funkcjonowania tej wspólnoty i widzi efekty własnego zaangażowania, łatwiej identyfikuje się również z szerszymi strukturami.

Kolejnym poziomem jest miasto lub region, następnie kanton wraz z jego kulturą i językiem, a dopiero później państwo jako całość. Nie oznacza to, że tożsamość narodowa jest mniej ważna. Jest po prostu budowana w innej kolejności.

Czyli fundamentem jest poczucie bezpieczeństwa i sprawczości we własnym otoczeniu?

Dokładnie tak. Jeśli wiem, że moja aktywność wpływa na funkcjonowanie społeczności, a jednocześnie widzę zaangażowanie innych ludzi, rodzi się wzajemne zaufanie.

W takiej sytuacji poczucie bezpieczeństwa nie wynika wyłącznie z działania instytucji państwa, ale także z relacji społecznych. Człowiek ma świadomość, że jest częścią większej całości i że jego działania mają realne znaczenie.

To właśnie na tym budowana jest szwajcarska tożsamość obywatelska.

W Polsce również próbuje się rozwijać społeczeństwo obywatelskie.

Tak, ale jest to proces wymagający czasu. Często bardzo łatwo odwołujemy się do wielkich symboli historycznych czy patriotycznych, ponieważ są one wygodne i dobrze zakorzenione w naszej kulturze.

Znacznie trudniej jest natomiast przełożyć te idee na codzienną aktywność obywatelską. Szwajcarzy przez wiele pokoleń budowali przekonanie, że wspólnota zaczyna się od najbliższego otoczenia. To właśnie tam kształtują się postawy, które później wpływają na funkcjonowanie całego państwa.

Spójrzmy na przykład bezpośrednio ze świata sportu. W reprezentacji Szwajcarii występują zawodnicy o bardzo różnym pochodzeniu. Ardon Jashari określa siebie jako stuprocentowego Albańczyka, a jednocześnie reprezentuje Szwajcarię. W Polsce podobna deklaracja mogłaby zostać przyjęta znacznie chłodniej.

To prowadzi do ciekawego pytania o samą istotę reprezentacji. Czym właściwie jest reprezentacja narodowa?

Najprościej mówiąc, jest to grupa ludzi, która reprezentuje społeczeństwo. Są naszymi przedstawicielami i mają działać w naszym imieniu. Jeśli spojrzymy na to w ten sposób, pochodzenie zawodnika przestaje być jedynym kryterium oceny.

Także w Polsce zdarzały się sytuacje, w których sportowcy o zagranicznych korzeniach reprezentowali nasze barwy. Kiedy osiągali sukcesy, większość kibiców nie miała z tym problemu. Wątpliwości pojawiały się zwykle dopiero wtedy, gdy wyniki były gorsze.

Czyli Szwajcarzy podchodzą do tego bardziej pragmatycznie?

Myślę, że tak. Jeśli reprezentacja ma dobrze reprezentować kraj, należy stworzyć jej jak najlepsze warunki do działania. Jeżeli do drużyny trafia zawodnik, który wnosi dodatkową wartość, jest to korzyść dla wszystkich stron.

W takiej sytuacji mamy do czynienia z klasycznym układem win-win. Zawodnik otrzymuje możliwość rozwoju i występów na najwyższym poziomie, a reprezentacja zyskuje piłkarza podnoszącego jej jakość.

Dlatego ktoś może szczerze powiedzieć: „Czuję się stuprocentowym Albańczykiem, ale gram dla Szwajcarii, ponieważ sam podjąłem taką decyzję i obie strony widzą w tym korzyści”. W szwajcarskim modelu nie musi być w tym żadnej sprzeczności.

Ardon Jashari – Albańczyk wychowany w Szwajcarii i grający dla tego kraju.

Jednym z najgłośniejszych przykładów był Xherdan Shaqiri, który po zdobyciu bramki przeciwko Serbii na mundialu wykonał gest albańskiego orła. Dla wielu osób był to symbol konfliktu pomiędzy tożsamością narodową a reprezentowaniem Szwajcarii.

To pokazuje, że współczesna tożsamość może być wielowarstwowa. Człowiek może jednocześnie czuć silny związek z historią swojej rodziny, kulturą przodków i krajem pochodzenia, a równocześnie być lojalnym obywatelem państwa, w którym żyje i które reprezentuje.

Szwajcaria przez lata nauczyła się funkcjonować w rzeczywistości, w której takie złożone tożsamości są czymś naturalnym. Nie oznacza to braku emocji czy sporów, ale pokazuje większą gotowość do akceptowania faktu, że ludzie mogą mieć więcej niż jeden punkt odniesienia dla swojej tożsamości.

Czy takie sytuacje jak gest Xherdana Shaqiriego pokazują, że szwajcarska tożsamość jest bardziej elastyczna niż w wielu innych krajach europejskich?

W pewnym sensie tak. Trzeba jednak pamiętać, że nie oznacza to braku emocji czy sporów. Szwajcarzy również dyskutują o tym, czym jest wspólnota narodowa i jakie wartości powinny ją definiować.

Różnica polega na tym, że w ich przypadku tożsamość narodowa od początku była budowana na współistnieniu różnych grup językowych, kulturowych i religijnych. W związku z tym łatwiej zaakceptować fakt, że ktoś może mieć więcej niż jedną warstwę swojej tożsamości.

Dla wielu mieszkańców Szwajcarii nie jest niczym niezwykłym, że człowiek jednocześnie czuje się związany z krajem swoich rodziców lub dziadków, a i tak uważa Szwajcarię za własną ojczyznę chcąc ją reprezentować.

Szwajcarzy takie rzeczy też muszą akceptować, prawda?

Oczywiście. I myślę, że podobnie jak w kraju, w którym żyjemy, nie wszystkim musi się to podobać. Głosy krytyki, które pojawiły się wtedy i które pojawiają się do dziś w różnych obszarach, nie oznaczają jednak, że otwartość i zrozumienie dla świata, w którym żyjemy, zniknęły. Dzisiaj stawianie sztywnych granic jest w dużej mierze sztuczne.

Jakiekolwiek próby zahamowania przepływów ludzi, nawet w sporcie, zwykle prowadzą jedynie do poszukiwania sposobów obejścia tych ograniczeń. W piłce nożnej stale dyskutuje się o transferach przed szesnastym rokiem życia, o zmianach reprezentacji narodowych czy zasadach kwalifikacji zawodników. Są to bardzo skomplikowane kwestie.

Przypominam sobie choćby dyskusję sprzed kilkunastu dni dotyczącą potencjalnych ograniczeń lub wymogów związanych z liczbą polskich piłkarzy występujących w krajowej lidze. Temat zwykle kończy się w momencie, gdy przedstawiciele klubów mówią wprost: „To my ponosimy koszty i to my podejmujemy decyzje”.

Jeżeli standardy lub parytety są sztuczne, stają się jedynie podstawą do poszukiwania sztucznych rozwiązań. Tymczasem idea reprezentacji jest bardzo prosta — ma osiągać jak najlepsze wyniki. Każda drużyna narodowa jedzie na wielki turniej po to, aby osiągnąć sukces. To właśnie wynik staje się później punktem odniesienia do oceny zespołu i zawodników.

Jeżeli spojrzymy na społeczeństwo szwajcarskie przez pryzmat grup niemieckojęzycznych, francuskojęzycznych i włoskojęzycznych, to czy między nimi również występuje element rywalizacji?

Tak, ponieważ jest to wpisane w naturę państwa szwajcarskiego. Od samego początku nadrzędną ideą było równoważenie sił odśrodkowych przez te, które wspólnotę scalają.

Naturalne jest więc, że również dzisiaj w niemieckojęzycznej części Szwajcarii pojawiają się głosy sugerujące większe zbliżenie do szeroko rozumianego niemieckiego obszaru językowego. Te napięcia istniały od zawsze.

Najważniejsze jest jednak to, że w momencie, gdy tworzy się reprezentacja — niezależnie od poziomu — uczestnicy uczą się funkcjonować jako zespół. To, co gdzie indziej określa się mianem budowania zespołu, tam jest naturalnym elementem codziennego funkcjonowania.

Pamiętam z własnej sportowej przeszłości, jak wyglądało to w praktyce. Jako zawodnik pochodzący z Polski trafiłem kiedyś do drużyny reprezentującej Bawarię podczas zawodów międzynarodowych. Były osoby, które patrzyły na nas z dystansem, ale były też takie, które bardzo szybko dostrzegały korzyści płynące z naszej obecności.

Ja i mój brat trafiliśmy tam jako pływacy wychowani w polskim systemie treningowym, który był wówczas bardziej intensywny niż niemiecki. Byliśmy po prostu lepiej przygotowani sportowo. W Szwajcarii działa to podobnie — ostatecznie liczy się wartość, jaką wnosi dana osoba do zespołu.

Współczesny sport opiera się na różnorodności językowej, kulturowej i mentalnej. Wielu młodych zawodników od dziecka marzy o grze w Barcelonie czy innych wielkich klubach, dlatego uczy się języków obcych. Jednak o ich sukcesie nie decyduje znajomość języka, lecz kompetencje sportowe.

Dzisiaj większość zawodników występuje za granicą i porozumiewa się w kilku językach. W efekcie wiele dawnych podziałów stopniowo się zaciera.

Selekcjoner reprezentacji Szwajcarii, Murat Yakin, urodził się w Bazylei, ale pochodzi z rodziny tureckiej.

Czy można powiedzieć, że Szwajcaria jest ewenementem pod względem stabilności i jakości życia, mimo tak dużej różnorodności?

Nie mimo tej różnorodności, lecz właśnie dzięki niej.

W pracy ze studentami często posługuję się przykładem hybryd. Jeszcze trzydzieści czy czterdzieści lat temu większość osób kojarzyła to pojęcie wyłącznie z biologią. Dzisiaj hybryda oznacza przede wszystkim połączenie różnych źródeł napędu, które wspólnie zapewniają większą efektywność.

Podobnie jest w społeczeństwie czy gospodarce. Poszukiwanie skutecznych rozwiązań oraz wykorzystywanie różnorodnych kompetencji daje przewagę. To właśnie różnorodność jest jednym z fundamentów sukcesu współczesnej Szwajcarii.

Nieprzypadkowo najbardziej renomowane kluby piłkarskie świata nie ograniczają się do jednego kraju czy jednej kultury.

Wyjątkiem jest Athletic Bilbao, który opiera się właściwie wyłącznie na zawodnikach z Kraju Basków.

To interesujący przykład, ale zawsze warto zadać pytanie: jakie wyniki osiągałby taki klub, gdyby mógł korzystać z pełnej puli talentów dostępnych na świecie? Sukces jest sukcesem, ale pytanie brzmi, czy można byłoby osiągnąć jeszcze więcej.

Gdyby miał pan wskazać największy mit dotyczący Szwajcarii, co by to było?

Przekonanie, że wszyscy Szwajcarzy są wielojęzyczni.

Oczywiście wielu z nich zna kilka języków, ale nie jest tak, że każdy obywatel biegle posługuje się trzema lub czterema językami narodowymi. To obraz, który bardzo mocno utrwalił się za granicą.

Z jednej strony mamy wizję idealnej Szwajcarii: Alpy, ośnieżone stoki, porządek i dobrobyt. Z drugiej strony istnieje pragmatyczne podejście do rzeczywistości. Szwajcarzy starają się szukać przewagi tam, gdzie jest ona możliwa do osiągnięcia.

Dobrym przykładem jest język funkcjonowania wielu instytucji. Kiedyś za wzór uchodziła zasada, zgodnie z którą polityk odpowiadał w tym samym języku, w którym zadano mu pytanie. Dzisiaj rzeczywistość wygląda inaczej.

Nawet Swissnex, odpowiedzialny za promocję i budowanie marki Szwajcarii za granicą, posługuje się w swojej głównej siedzibie w Bernie przede wszystkim językiem angielskim. Jest to po prostu praktyczne rozwiązanie pozwalające skutecznie komunikować się pomiędzy różnymi grupami językowymi.

To również pokazuje szwajcarski pragmatyzm. Jeżeli dotychczasowe rozwiązanie przestaje być wystarczające, szuka się nowego i sprawdza, czy działa lepiej.

Miałem pana na koniec zapytać czym właściwie jest szwajcarskość, ale odwrócę role chcąc spróbować podsumować naszą rozmowę. Czy można powiedzieć, że szwajcarskość to połączenie aktywnego działania na rzecz pokoju i pragmatycznego podejścia do rzeczywistości?

Można tak powiedzieć, ale pod warunkiem właściwego rozumienia pragmatyzmu.

Nie chodzi o podejście pozbawione wymiaru etycznego czy moralnego. Pytanie o to, czy coś się opłaca, jest zawsze powiązane z pytaniem o to, czy poprawia sytuację społeczności, społeczeństwa i państwa.

Wracamy w ten sposób do początku naszej rozmowy. Użyteczność człowieka ma sens wtedy, gdy korzystają z niej również ludzie wokół niego. To właśnie ten wymiar wspólnotowy jest niezwykle istotny.

Czy chciałby pan, aby świadomość szwajcarskiego modelu była w Polsce większa?

Zdecydowanie tak. Uważam, że wiele elementów szwajcarskiego podejścia mogłoby poprawić jakość naszego codziennego funkcjonowania.

Na zakończenie chciałbym zapytać o helwetologię na Uniwersytecie Warszawskim. Co sprawia, że ten kierunek jest tak wyjątkowy?

HELWETOLOGIA NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKIM – KLIK!

Jeżeli ktoś zastanawia się, jak rozwijać swoje kompetencje i odnaleźć miejsce dla siebie w świecie, warto zainteresować się helwetologią.

Nie rozmawiamy wyłącznie o językach czy przenikaniu się kultur. O tym można uczyć się w wielu miejscach. Nas interesuje przede wszystkim praktyczny wymiar funkcjonowania człowieka w społeczeństwie.

Rozmawiamy o tym, w jaki sposób aktywność jednostki przekłada się na dobrostan społeczny i osobisty. Pokazujemy, że człowiek jest szczęśliwszy wtedy, gdy może realizować się w obszarach, w których jest kompetentny i potrzebny.

To właśnie taki wymiar szwajcarskości staramy się przybliżać naszym studentom. Oni sami często zauważają w trakcie studiów, że nie chodzi jedynie o znajomość języków czy kultur. Najważniejsze pytanie brzmi: co mogę zrobić z tą wiedzą w konkretnej sytuacji?

Nasi absolwenci pracują później w bardzo różnych miejscach i sektorach. Wielu z nich wraca z przekonaniem, że współczesny świat wymaga właśnie takiego podejścia — otwartości, elastyczności i gotowości do odnajdywania się w nowych warunkach.

Można to porównać do kariery piłkarza. Jeżeli chce się odgrywać ważną rolę we współczesnym futbolu, nie można zakładać, że całe życie spędzi się w jednym klubie. Trzeba być przygotowanym na funkcjonowanie w różnych kulturach, środowiskach i sposobach myślenia.

Robert Lewandowski, przechodząc z Bayernu Monachium do Barcelony, musiał zmierzyć się nie tylko z inną filozofią gry, ale także z odmiennym sposobem funkcjonowania całej organizacji. Takie doświadczenia pokazują, jak ważna jest umiejętność adaptacji.

ROZMAWIAŁ MARCIN DŁUGOSZ

Kibicuj z Weszło biało-czerwonym i wygrywaj nagrody! Zgarnij smartwatche i głośniki!

fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama