Worskła Połtawa – pamiętacie ich? Jeszcze nie tak dawno ten ukraiński klub był czołową siłą w lidze naszych wschodnich sąsiadów oraz występował w europejskich pucharach. Teraz stoi na skraju upadku. Piłkarze od miesięcy nie dostają pensji, ale jednocześnie nie rozwiązali kontraktów i po godzinach jeżdżą na taksówkach, by zarobić na chleb.
Zazwyczaj, gdy klubowa kasa świeci pustkami, a piłkarze nie dostają pensji od miesięcy, zniecierpliwieni niekończącym się oczekiwaniem na swoją należność w końcu rozwiązują kontrakty z winy klubu, by nie grać za darmo. Tak to funkcjonuje w wielu miejscach. Problem w tym, że wojna na Ukrainie wywróciła codzienne życie do góry nogami i nic nie jest takie oczywiste.
To właśnie sytuacja, w jakiej znalazła się Worskła Połtawa, która jeszcze w sezonie 2018/19 rywalizowała w fazie grupowej Ligi Europy z Arsenalem, Sportingiem Lizbona i Karabachem, a teraz nie dostała licencji na grę w II lidze ukraińskiej z powodu problemów finansowych.
– Niestety, ze względu na znaczne zadłużenie, które powstało i skumulowało się od 2021 roku, naszemu klubowi nie udało się potwierdzić kryteriów finansowych i uzyskać certyfikatu uprawniającego do udziału w rozgrywkach piłkarskich – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Worskła stoi na skraju upadku i grozi jej zniknięcie z piłkarskiej mapy Ukrainy. Mimo to piłkarze z Połtawy, na których konta bankowe od lutego nie wpłynęła ani jedna hrywna, nie zdecydowali się na rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Z pozoru wydawać by się mogło, że mówimy o wyjątkowym przywiązaniu do barw, jednak tak naprawdę za tym krokiem kryje się chłodna kalkulacja.
Na ogarniętej wojną Ukrainie obowiązuje mobilizacja mężczyzn w wieku poborowym. Z przymusu pójścia w kamasze są wyłączeni natomiast m.in. sportowcy, którzy mogą liczyć na taryfę ulgową ze strony wojska. Piłkarze Worskły, w obawie przed trafieniem na front, formalnie nie zakończyli współpracy z klubem, choć mają do tego pełne prawo.
Jednocześnie, aby nie zostać bez środków do życia, część z nich po godzinach pracuje na taksówce.
🇺🇦Piłkarze drugoligowej Worskły Połtawy jeździli po godzinach taksówkami, bo klub od miesięcy nie płacił im pensji. Jednocześnie nie chcieli rozwiązać kontraktu. Powód? Obawiali się mobilizacji do wojska.
Zespół jeszcze kilka lat temu występował w Lidze Europy. Teraz grozi mu… https://t.co/ctOCDvDGTP
— Bartłomiej Banasiewicz (@babanasiewicz) June 3, 2026
Taksówka zamiast wojska. Dramat piłkarzy ukraińskiego klubu
Maksym Garus, od niedawna prezes ukraińskiego klubu, wypowiedział się o dramatycznej sytuacji swoich piłkarzy:
– Wszyscy piłkarze mają opcje kontynuowania kariery. Wszyscy rozumieją sytuację, w jakiej znalazł się klub. Jeśli nie uda nam się z tego wyjść na prostą, nie zamierzam nikomu rzucać kłód pod nogi i zespół zostanie rozwiązany. Teraz chłopakom jest ciężko, bo ich motywacja wynosi zero. Byli wielokrotnie oszukiwani, obiecywano im złote góry, a w rzeczywistości – zmieszano ich z błotem – przyznał.
– Dochodziło do absurdów: drużyna odmawiała wyjazdu na mecz, wtedy ich namawiano, obiecywano potrójną premię, a potem jej nie wypłacano. Zanim cokolwiek tutaj naprostowaliśmy, niektórzy zawodnicy jeździli nawet na taksówce, ponieważ lwiej części pensji nie płacono im od lutego. A przecież ten skład był budowany z myślą o awansie do ukraińskiej ekstraklasy (UPL), a nie o walce o przetrwanie – dodał.
– Nie mam jednak do piłkarzy większych pretensji. Nie można od nich niczego wymagać, skoro tak ich potraktowano. Chłopaki są doprowadzeni do rozpaczy. Grają na blokadach i podświadomie rozumieją, że być może wkrótce będą musieli szukać nowej pracy. W takich warunkach niezwykle trudno dawać z siebie wszystko – stwierdził Garus na łamach portalu ua-football.com.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Worskła Połtawa