Ukraiński klub na skraju upadku. Piłkarze nie chcą do wojska i jeżdżą na taksówkach

Jan Broda

Autor:Jan Broda

04 czerwca 2026, 12:50 • 3 min czytania 6

Reklama
Ukraiński klub na skraju upadku. Piłkarze nie chcą do wojska i jeżdżą na taksówkach

Worskła Połtawa – pamiętacie ich? Jeszcze nie tak dawno ten ukraiński klub był czołową siłą w lidze naszych wschodnich sąsiadów oraz występował w europejskich pucharach. Teraz stoi na skraju upadku. Piłkarze od miesięcy nie dostają pensji, ale jednocześnie nie rozwiązali kontraktów i po godzinach jeżdżą na taksówkach, by zarobić na chleb.

Reklama

Zazwyczaj, gdy klubowa kasa świeci pustkami, a piłkarze nie dostają pensji od miesięcy, zniecierpliwieni niekończącym się oczekiwaniem na swoją należność w końcu rozwiązują kontrakty z winy klubu, by nie grać za darmo. Tak to funkcjonuje w wielu miejscach. Problem w tym, że wojna na Ukrainie wywróciła codzienne życie do góry nogami i nic nie jest takie oczywiste.

To właśnie sytuacja, w jakiej znalazła się Worskła Połtawa, która jeszcze w sezonie 2018/19 rywalizowała w fazie grupowej Ligi Europy z Arsenalem, Sportingiem Lizbona i Karabachem, a teraz nie dostała licencji na grę w II lidze ukraińskiej z powodu problemów finansowych.

Niestety, ze względu na znaczne zadłużenie, które powstało i skumulowało się od 2021 roku, naszemu klubowi nie udało się potwierdzić kryteriów finansowych i uzyskać certyfikatu uprawniającego do udziału w rozgrywkach piłkarskich – czytamy w oficjalnym komunikacie.

Worskła stoi na skraju upadku i grozi jej zniknięcie z piłkarskiej mapy Ukrainy. Mimo to piłkarze z Połtawy, na których konta bankowe od lutego nie wpłynęła ani jedna hrywna, nie zdecydowali się na rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Z pozoru wydawać by się mogło, że mówimy o wyjątkowym przywiązaniu do barw, jednak tak naprawdę za tym krokiem kryje się chłodna kalkulacja.

Reklama

Na ogarniętej wojną Ukrainie obowiązuje mobilizacja mężczyzn w wieku poborowym. Z przymusu pójścia w kamasze są wyłączeni natomiast m.in. sportowcy, którzy mogą liczyć na taryfę ulgową ze strony wojska. Piłkarze Worskły, w obawie przed trafieniem na front, formalnie nie zakończyli współpracy z klubem, choć mają do tego pełne prawo.

Jednocześnie, aby nie zostać bez środków do życia, część z nich po godzinach pracuje na taksówce.

Reklama

Taksówka zamiast wojska. Dramat piłkarzy ukraińskiego klubu

Maksym Garus, od niedawna prezes ukraińskiego klubu, wypowiedział się o dramatycznej sytuacji swoich piłkarzy:

Wszyscy piłkarze mają opcje kontynuowania kariery. Wszyscy rozumieją sytuację, w jakiej znalazł się klub. Jeśli nie uda nam się z tego wyjść na prostą, nie zamierzam nikomu rzucać kłód pod nogi i zespół zostanie rozwiązany. Teraz chłopakom jest ciężko, bo ich motywacja wynosi zero. Byli wielokrotnie oszukiwani, obiecywano im złote góry, a w rzeczywistości – zmieszano ich z błotem – przyznał.

Dochodziło do absurdów: drużyna odmawiała wyjazdu na mecz, wtedy ich namawiano, obiecywano potrójną premię, a potem jej nie wypłacano. Zanim cokolwiek tutaj naprostowaliśmy, niektórzy zawodnicy jeździli nawet na taksówce, ponieważ lwiej części pensji nie płacono im od lutego. A przecież ten skład był budowany z myślą o awansie do ukraińskiej ekstraklasy (UPL), a nie o walce o przetrwanie – dodał.

Nie mam jednak do piłkarzy większych pretensji. Nie można od nich niczego wymagać, skoro tak ich potraktowano. Chłopaki są doprowadzeni do rozpaczy. Grają na blokadach i podświadomie rozumieją, że być może wkrótce będą musieli szukać nowej pracy. W takich warunkach niezwykle trudno dawać z siebie wszystko – stwierdził Garus na łamach portalu ua-football.com.

Reklama

Fot. Worskła Połtawa

6 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama