Maja Chwalińska poznała rywalkę w półfinale. Wielka sensacja!

Sebastian Warzecha

03 czerwca 2026, 15:58 • 3 min czytania 14

Reklama
Maja Chwalińska poznała rywalkę w półfinale. Wielka sensacja!

Niesamowite! Aryna Sabalenka była o krok od awansu do półfinału i spokojnego zwycięstwa nad Dianą Sznajder, gdy sytuacja kompletnie się odwróciła. Sabalenka zaczęła popełniać błędy, Sznajder grała świetny tenis. I wygrała, w trzecim secie triumfując do zera! Maja Chwalińska zagra nie z Białorusinką, a Rosjanką.

Reklama

Diana Sznajder rywalką Mai Chwalińskiej. Sabalenka odprawiona!

Faworytka tego meczu była oczywista i była nią Aryna Sabalenka. Od samego początku zresztą to pod jej dyktando ustawiało się to spotkanie – Białorusinka wyszła bez problemu na prowadzenie 5:1 w I secie. Dopiero wtedy nieco się zachwiała, straciła nawet raz serwis, ale seta domknęła i wyszła na prowadzenie w meczu. Gdy w drugiej partii też przełamała swoją rywalkę, wynik zdawał się być absolutną oczywistością.

Jednak to wtedy wszystko zaczęło się zmieniać.

Sabalenka prowadziła już 4:1 z podwójnym przełamaniem, a potem 5:3 i serwowała na spotkanie. Jednak w tym gemie serwisowym nie dostała ani jednej piłki meczowej. Sznajder za to wypracowała sobie break pointa i od razu go wykorzystała. To jednak jeszcze niewiele znaczyło – Sabalenka mogła przecież wygrać na koniec seta. Ale nie tylko tego nie zrobiła – ona nawet nie rozegrała tie-breaka. Wyraźnie było widać też, że całą sytuacją jest sfrustrowana, często odzywała się do swojego boksu.

A w trzeciej partii ta frustracja tylko narastała. Bo Aryna Sabalenka wyglądała w niej, jakby ktoś przywrócił jej ustawienia fabryczne, te z czasów, gdy miała wielkie problemy z utrzymaniem formy i była daleka od wygrywania turniejów wielkoszlemowych. Nie trafiała w kort… właściwie w ogóle! Zacięty był w tym secie tylko drugi gem, pierwszy przy jej serwisie. Wybroniła wtedy trzy break pointy, ale czwartego już nie zdołała. Straciła podanie i już kompletnie się załamała.

Reklama

Kolejne gemy uciekały jej jak Usain Bolt rywalom na igrzyskach w Pekinie. Oddawała je tak szybko, że realizator ledwie nadążał zmieniać cyferki na tablicy wyników. Trzeci gem dla Sznajder. Czwarty. Piąty. I wreszcie – szósty. Aryna przegrała 10 gemów z rzędu! Daleko trzeba by się cofnąć, by znaleźć w jej karierze podobną serię.

Ta porażka oznacza dwie rzeczy – po pierwsze, Maja Chwalińska zagra nie z liderką rankingu, a Dianą Sznajder. Ich półfinałowe starcie będzie meczem dwóch leworęcznych tenisistek i obie stają przed wielką szansą. Po drugie, Aryna straci punkty za zeszłoroczny finał, a do tego nadal nie wygra Roland Garros – w dorobku wielkoszlemowym brakuje jej tego turnieju oraz Wimbledonu.

Reklama

Jedna z największych sensacji Roland Garros stała się dziś. A przecież tych było już i wcześniej całkiem sporo.

Diana Sznajder – Aryna Sabalenka 3:6, 7:5, 6:0

Fot. Newspix

14 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama