Enzo Fernandez chce coś innego niż Chelsea. Będzie transfer?

Marcin Ziółkowski

28 maja 2026, 12:27 • 4 min czytania 2

Reklama
Enzo Fernandez chce coś innego niż Chelsea. Będzie transfer?

Enzo Fernandez w 2023 roku został brytyjskim rekordzistą transferowym pod kątem kwoty zapłaconego odstępnego. Po mistrzostwach świata w Katarze, gdzie wybrano go najlepszym młodym piłkarzem turnieju, przeszedł do Chelsea za 121 milionów euro. Po 3,5 roku Argentyńczyk, który wkrótce jedzie do Ameryki Północnej bronić tytułu z kadrą, czuje, że czas na zmianę. Postępów w rozmowach kontraktowych brak, a jego głowa jest w innym mieście. 

Reklama

Zapowiada się wielki letni hit transferowy?

Enzo chciałby zmiany, a Chelsea ofertę nie do odrzucenia

Po dołączeniu do klubu w styczniu 2023 roku, Enzo Fernandez zanotował blisko 170 meczów dla Chelsea i zdobył w nich 31 bramek. W Londynie wygrał Ligę Konferencji oraz Klubowe Mistrzostwa Świata – obydwa trofea w 2025 roku pod wodzą Enzo Mareski. Do tego dołożył dwa finały w rozgrywkach krajowych – FA Cup i Pucharze Ligi. Występował też z opaską kapitańską na ramieniu, był ważnym ogniwem The Blues i jednym z tych niewielu, którzy akurat nie zawodzili. Przynajmniej na boisku.

Wygląda jednak na to, że Argentyńczyk pilnie potrzebuje zmiany otoczenia, nowych bodźców. Według informacji TalkSPORT Enzo Fernandez chciałby opuścić Chelsea. Jednym z powodów ma być brak europejskich pucharów w przyszłym sezonie. The Blues wygrali zaledwie dwa z dziesięciu ostatnich meczów w Premier League, co zrzuciło ich na zaledwie 10. lokatę.

Reklama

Finalnie, dzięki wygranej Crystal Palace w Lidze Konferencji, klubowi z niebieskiej części Londynu do pucharów zabrakło raptem punktu. Chelsea rzecz jasna chce zatrzymać piłkarza, który jest jednym z kluczowych w układance, ale wszystko ma swoją cenę.

I jak to rzekł niegdyś Andrzej Borowczyk, komentator F1 – nie ma umów, których nie da się rozwiązać. W tym przypadku problem zniknąłby po wpłaceniu 120 milionów funtów podstawy (w przeliczeniu – ok 138,5 mln euro). Trudno wyobrazić sobie, aby Real Madryt był chętny zapłacić tak wysoką kwotę.

Enzo Fernandez chce do Realu Madryt

Reklama

Dlaczego Los Blancos? Enzo Fernandez właśnie tam widzi swoją przyszłość. Wice kapitan niejako sugeruje to od wielu tygodni. Przypomnijmy, ze po marcowej przerwie na kadrę pomocnik został zawieszony przez klub na dwa spotkania za szeroko rozumiane „flirtowanie” z Królewskimi w mediach. Często zresztą w wolnych chwilach bywa w Madrycie.

Wtedy to stwierdził:

Naprawdę lubię Madryt. Jest podobny do Buenos Aires. [Czy chciałby tam mieszkać – otrzymał pytanie, MZ] Tak, oczywiście.

Ally McCoist, a więc legenda Rangers, w całej sytuacji użył dość dosadnego, ale trafnego porównania.

Reklama

Jeśli on nie chce tam być, to dla trenera i piłkarzy będzie bardzo trudno, aby chcieć przebywać z nim w szatni, bo może być jak zgniłe jajko.

Chelsea po raz kolejny w erze BlueCo wydaje się projektem średnio stabilnym. W nowy rok zwolniono Enzo Marescę, u którego Enzo Fernandez był kluczowym zawodnikiem. Jego następca, Liam Rosenior także nie wytrwał długo w roli pierwszego trenera, choć podpisał umowę na kilka lat. Przyszłość wielu piłkarzy na Stamford Bridge stanęła pod znakiem zapytania.

Reklama

Real Madryt nie zdecydował się jeszcze na jakiekolwiek konkrety, by przemodelować linię pomocy. Od nowego sezonu stery ponownie ma przejąć Jose Mourinho. Plotki głoszą, że Portugalczyk widziałby w Madrycie Mortena Hjulmanda ze Sportingu CP. To oczywiste, że Duńczyk byłby znacznie tańszą opcją.

Na horyzoncie jest jeszcze bardziej łakomy kąsek – Rodri. On też opowiadał, że nie miałby problemu z grą dla Realu.

Manchester City latem (najprawdopodobniej) obejmie dobrze znany Argentyńczykowi Maresca, ale jeszcze nie wykonano jakichkolwiek podchodów pod pomocnika Chelsea. W klubie bardziej widzą Elliota Andersona, który pozostaje numerem jeden na liście. Fernandez znalazł się więc w niełatwej sytuacji, ale pewnymi zachowaniami też sobie nie pomógł. Temat jego transferu będzie jednym z gorętszych tego lata i na pewno jeszcze wróci.

*Przy okazji mundialu warto porównać, którzy bukmacherzy w Polsce oferują najlepsze warunki. Pomocny będzie ranking bukmacherów na mundial 2026.

Reklama

 

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama