Polscy szczypiorniści minimalnie lepsi od Austriaków. Rewanż zdecyduje o awansie na MŚ

Sebastian Warzecha

13 maja 2026, 20:11 • 5 min czytania 1

Reklama
Polscy szczypiorniści minimalnie lepsi od Austriaków. Rewanż zdecyduje o awansie na MŚ

Dwa najważniejsze mecze. Tak określali to spotkanie reprezentanci Polski. Dwumecz z Austrią miał bowiem rozstrzygnąć kwestię awansu na mistrzostwa świata. Gdyby Polacy się tam nie dostali, byłby to wynik dla naszego – i tak pokiereszowanego – szczypiorniaka katastrofalny. Pierwsze starcie daje jednak nadzieję, że wejść na turniej się uda. Biało-Czerwoni minimalnie, ale jednak byli lepsi od Austrii.

Reklama

Piłka ręczna. Polacy o jeden kroczek bliżej MŚ

– Czujemy odpowiedzialność i zrobimy wszystko, żeby wygrać. Myślę, że drużyny Polski i Austrii różnią się dość mocno. Rywale mogą być lepiej zgrani, bo częściej grali w podobnym składzie w ostatnim czasie. Można mówić, że to Austria jest faworytem, ale to nie zmienia faktu, że musimy dać z siebie wszystko i wtedy wszystko jest możliwe. Nasze ostatnie wyniki na mistrzostwach były gorsze niż ich, ale teraz musimy spróbować ich pokonać i awansować – mówił przed dzisiejszym meczem na stronie Związku Piłki Ręcznej w Polsce trener Polaków, Jota Gonzalez.

W marcu Polacy – w drodze na MŚ – pokonali Łotyszy. Teraz stanęli przed Biało-Czerwonymi właśnie Austriacy. Dwumecz ułożony był, jakby nie patrzeć, korzystnie dla nas – najpierw mecz na wyjeździe, a w niedzielę u siebie, w Olsztynie. To atut, choć trzeba było zagrać dobry pierwszy mecz, by w ogóle takim był. Inne atuty? Do kadry po ponad dwóch latach wracał Szymon Sićko, na ogół – gdy grał – jej podpora. Powołani zostali też inni liderzy: Arkadiusz Moryto, Kamil Syprzak, Tomasz Gębala czy Michał Olejniczak.

Generalnie – do austriackiego Grazu pojechali Polacy w najlepszym możliwym zestawieniu. I chcieli wygrać.

Reklama

Tak jak wygrywali i pięć poprzednich konfrontacji z Austriakami, choć od poprzedniej minął już dobrze ponad rok. Generalnie nasz bilans z tym akurat rywalem był niezwykle korzystny – na 25 spotkań wygrywaliśmy aż 18 razy (Austriacy sześciokrotnie, do tego jeden remis). O stawkę jednak nie graliśmy od mistrzostw Europy z 2022 roku, kiedy Polacy wygrali 36:31. Innymi słowy: nie było co wyciągać z tych ostatnich rezultatów zbyt dalece idących wniosków.

Tym bardziej, że to Austriacy lepiej w ostatnich latach – choć nie to, że dobrze – radzili sobie na dużych imprezach. A teraz obie te ekipy – i nasi reprezentanci, i Austriacy – walczyli o to, by na taką w ogóle pojechać. A na co trzeba było uważać? O tym też mówił trener Polaków w wypowiedzi dla oficjalnego portalu związku:

– Austria to dobry zespół, który radzi sobie w kontratakach. Jeśli będziemy tracić piłkę w ataku, będziemy mieć duże problemy. Musimy szybko wracać do obrony i starać się wykonywać zmiany tak szybko, jak tylko się da. Oprócz tego, Austria ma skutecznych zawodników i radzi sobie w grze jeden na jeden. Kluczowa będzie nasza obrona i powstrzymanie akcji jeden na jednego, których będą próbować Austriacy, a także maksymalne ograniczenie błędów i strat w ataku. Wymarzony wynik? Zwycięstwo. Taki rezultat pokazałby nam, że możemy pokonać takiego rywala i osiągnąć awans. To będzie bardzo ważne dla naszych morali.

Wyszło, że morale będą w porządku.

Reklama

Ważna wygrana polskich szczypiornistów

Być może był to najlepszy mecz Polaków od dawna. W ostatnim okresie miewali bowiem problemy nawet ze słabszymi od Austriaków rywalami, często musieli gonić wynik, bo początki im po prostu nie wychodziły. Dziś za to weszli w mecz znakomicie. Szczególnie dobrze – Szymon Sićko i Piotr Jędraszczyk, którzy doskonale radzili sobie z defensywą rywali. Polacy wkrótce prowadzili już 8:4. Wtedy jednak czas wziął trener Austriaków, Iker Romero (zresztą były podopieczny Joty Gonzaleza), a po nim gospodarze jednak doszli do głosu.

W 20. minucie udało im się doprowadzić do remisu. Tyle tylko, że Polacy się tym nie podłamali, a wręcz przeciwnie – postanowili odpowiedzieć.

Reklama

Końcówka pierwszej połowy była więc lepsza w ich wykonaniu i znów wyszli na prowadzenie. Warto w tym okresie pochwalić Marcela Jastrzębskiego, warto też pewność Mikołaja Czaplińskiego przy wykonywaniu rzutów karnych. Do przerwy było 15:13. I to był naprawdę dobry rezultat, po naprawdę dobrej połowie.

W drugiej części meczu gra się wyrównała.

Przede wszystkim dlatego, że obie ekipy kiepsko rzucały. Austriacy jednak – minimalnie lepiej, więc w końcu doprowadzili do remisu, 16:16. Biało-Czerwonych ciągnął Czapliński, który jako jedyny skuteczność zachował. W końcu obudzili się tez jego koledzy… ale powiedzmy, że jeszcze byli nieco zaspani, bo dalej nie rzucali wyjątkowo dobrze. Jasne, odskoczyli co prawda na cztery bramki (23:19), ale potem znowu nieco formy z przodu zgubili, z czego skorzystali Austriacy. No, pomógł też fakt, że Biało-Czerwoni połapali głupie kary dwuminutowe i grali w osłabieniu.

W każdym razie: zrobił się remis, 23:23. Ale to Polacy mieli inicjatywę i w końcówce udało im się ją wykorzystać. Najpierw za sprawą dwóch wspaniałych bramek Szymona Sićki z dystansu, a potem trafienia Macieja Gębali w końcówce. W rezultacie to Biało-Czerwoni są na minimalnie lepszej pozycji przed niedzielnym rewanżem. Minimalnie, bo wygrali jedną bramką, 26:25.

Reklama

W niedzielę przekonamy się, czy tę przewagę utrzymają, powiększą czy też stracą.

Austria – Polska 25:26 (13:15)

Fot. Newspix

Reklama

Czytaj również na Weszło:

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama