Nie będzie dużym ryzykiem stwierdzenie, że transfer do Polski prawdopodobnie uratował karierę Johna Yeboaha. W ciągu jednego sezonu wypromował się ze Śląska Wrocław do Rakowa Częstochowa. Rok później był już we włoskiej ekstraklasie. Spadł z niej z Venezią, ale on akurat mocno na tym zyskał, bo w Serie B wyrósł na absolutną gwiazdę rozgrywek i właśnie świętuje awans. A jeżeli na finiszu rozgrywek nie dozna poważniejszej kontuzji, zobaczymy go też na zbliżającym się mundialu.
John Yeboah latem 2022 zawitał do Wrocławia jako zawodnik, który jeszcze praktycznie nic nie znaczył w świecie poważniejszej piłki. Jeśli już, tylko się o nią ocierał. Miał dwa występy w Bundeslidze dla Wolfsburga, pojedyncze gole w Eredivisie, nie wyróżniał się w drugiej lidze holenderskiej i dopiero ostatnio runda przed przyjściem do Polski była jakimś światełkiem w tunelu. W osiemnastu meczach dla Duisburga zaliczył pięć asyst, jednak mowa była tylko o trzecim poziomie w Niemczech.
John Yeboah wyjechał z Polski i jest gwiazdą Serie B. Teraz awansował
– To na pewno chłopak bardzo utalentowany. Szkolił się w Wolfsburgu, w jego barwach zadebiutował w Bundeslidze, grał w młodzieżowych reprezentacjach Niemiec. Jest dynamiczny i niezły technicznie. W Willem II zaliczał końcówki, ale to ciekawy zawodnik, nie mamy wielu skrzydłowych o jego profilu w Ekstraklasie – tak w październiku 2022 charakteryzował go u nas Bartosz Barnaś, ówczesny szef skautingu Rakowa, wcześniej pracujący właśnie w Willem II. Dało się wyczuć w jego słowach sporo dyplomacji.
Yeboah już w swoim drugim meczu strzelił gola w Kielcach, ale później niewiele ciekawego pokazywał. Dopiero wiosna należała do niego. Zdobył wtedy aż osiem bramek, z czego cztery już po powrocie Jacka Magiery, gdy ważyły się losy utrzymania. Po razie trafił do siatki Jagiellonii i Wisły Płock, a dwukrotnie Miedzi Legnica. Na koniec zaliczył też asystę z Legią.

Wtedy też wyszła prawdziwa natura piłkarza. Pokazał on jasno, że lojalność nie jest jego mocną stroną i gdy tylko wyczuje, że może pójść do góry, będzie wymuszał odejście. Śląsk najpierw wysłał go na tygodniowe testy do Francji, by w ich trakcie… zablokować transfer do Le Havre. Pojawiły się głosy, że zniechęcony piłkarz już do Wrocławia nie wróci. Kiedy jednak wrócił, Śląsk z dumą zaprezentował zdjęcie Yeboaha z Davidem Baldą, co wyglądało kuriozalnie. Jakby nie było, pracownik klubu po prostu przyszedł do pracy.
Do nieuniknionego i tak doszło. Minął niewiele ponad tydzień i Yeboah został ogłoszony jako wzmocnienie Raowa. WKS dostał 1,5 mln euro plus bonusy, więc i tak dobrze na tym interesie wyszedł.
Pod Jasną Górą dynamiczny skrzydłowy tylko chwilami nawiązywał do swojej formy z wiosny w barwach Śląska. Raków znacznie częściej atakował pozycyjnie, było mało miejsca z przodu, a że Yeboah dryblingiem nie imponował aż tak bardzo jak szybkością, trudniej było mu się odnaleźć. Szczególnie w drugiej części sezonu, bo jesienią jeszcze nie było najgorzej. Do historii klubu i tak przeszedł, bo to właśnie za jego sprawą Częstochowianie odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w fazie grupowej europejskiego pucharu. Po strzale Yeboaha wygrali na wyjeździe ze Sturmem Graz w Lidze Europy.
Perspektywa mundialu z reprezentacją Ekwadoru
W międzyczasie zdecydował się on na występy dla nowej reprezentacji. Ghańskie pochodzenie, mecze w młodzieżowych kadrach Niemiec i ostatecznie reprezentacja Ekwadoru ze względu korzenie matki. Niezła mieszanka. Nawet w samym Rakowie byli zaskoczeni taki obrotem sprawy.
Debiut w narodowych barwach Yeobah zaliczył dopiero w marcu 2024, choć powołany był już kilka miesięcy wcześniej, i od razu strzelił gola Gwatemali. Od tamtej pory nigdy nie został pominięty w powołaniach. Z Ekwadorem zagrał już na Copa America (porażka po rzutach karnych w ćwierćfinale z Argentyną) oraz przeszedł większość eliminacji do tegorocznego mundialu. On i koledzy spisali się rewelacyjnie. Zajęli drugie miejsce w stawce – wyprzedzając o punkt cztery kolejne drużyny – a w osiemnastu meczach stracili zaledwie pięć goli.
W grupie mistrzostw świata Ekwador zmierzy się z Niemcami, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Curacao, zatem musiałaby się wydarzyć katastrofa, żebyśmy nie zobaczyli go w dalszej fazie turnieju.
Serie A to były za wysokie progi
Jeśli Yeboah będzie zdrowy, może być pewny powołania. Argumentów zresztą dostarcza jak nigdy wcześniej. Ale wróćmy jeszcze do Rakowa. Po jednym sezonie przy Limanowskiego zawodnik ten znów zaczął przebierać rękami i nogami, żeby zmienić otoczenie, bo zgłosiła się po niego Venezia. W efekcie przedłużył mu się urlop po Copa America, potem złapał infekcję, a gdy już z opóźnieniem wrócił, Raków nałożył na niego karę finansową i wysłał do rezerw. Miał dla nich zagrać, lecz na rozgrzewce – co za pech! – doznał kontuzji. Marek Papszun szybko stracił cierpliwość, więc pozostało dogadać się z Włochami na możliwie najkorzystniejszych warunkach.

Koniec końców Medaliki sprzedały Yeboaha za około 2,5 mln euro. Doliczając jego wynagrodzenie, prowizje i zapewne jakąś premię za podpis, zarobiły niewiele, ale przynajmniej nie straciły.
A jak idzie Ekwadorczykowi na włoskiej ziemi? W Serie A okazał się jednym z mnóstwa szaraków.
-
- 33 mecze
- 1 gol
- 2 asysty
- 1212 rozegranych minut
Marnie. W zespole beniaminka stanowił on stały element rotacji. Do 33. kolejki tylko raz udało mu się tydzień po tygodniu wyjść na boisko w podstawowym składzie. Dopiero na koniec pięć razy z rzędu wystąpił od początku. Wywalczył to sobie wejściem z ławki z Empoli (2:2). To właśnie wtedy zdobył swoją jedyną bramkę we włoskiej elicie. Co ciekawe, stało się to, gdy zamykał akcję po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
Yeboah miał też duży udział przy drugim trafieniu Venezii. Po jego podaniu dobrą sytuację miał znany z Lecha Poznań Christian Gytkjaer, bramkarz obronił jego strzał, a do siatki trafił dopiero dobijający Gianluca Busio.
10 goli i 9 asyst w Serie B
Venezia zleciała jako przedostatni zespół w tabeli ze stratą pięciu punktów do strefy bezpiecznej. Yeboah tylko na tym zyskał, bo w Serie B jest gwiazdą. W trwającym sezonie ma na koncie 10 goli i 9 asyst, stał się liderem drużyny. Do tego miał dwie bramki i asystę w Pucharze Włoch z Mantovą.
Do końcówki lutego Yeboah utrzymywał się w rewelacyjnej formie. Potem wpadł w lekki dołek, przynajmniej jeśli chodzi o konkrety. Przed pierwszomajowym meczem ze Spezią miał na koncie tylko jedną asystę w dziewięciu poprzednich kolejkach. Przełamał się w piątek i już w 7. minucie dał prowadzenie Venezii.
Venezia is his!
Yeboah scores! The championship is getting close!! pic.twitter.com/78Nf8iGWl3
— Footy Condor 🇪🇨 (@FootyCondor) May 1, 2026
Jeszcze przed przerwą powinien podwyższyć, ale nie wykorzystał rzutu karnego. Zdarzyło mu się to już po raz drugi w sezonie – z tą różnicą, że w październiku z Frosinone zdołał oddać skuteczną dobitkę.
Bez względu na konkrety Yeboaha, Venezia szła w tym roku jak burza. Mecz ze Spezią był trzynastym z rzędu bez porażki i choć utrata prowadzenia 2:0 przy grze rywala w dziesiątkę to lekki obciach, na tydzień przed końcem sezonu zasadniczego przypieczętowała trzeci w tej dekadzie powrót klubu do Serie A. Stało się to możliwe dzięki porażce Monzy z Mantovą.
Jak widać, wszystko w karierze dezertera z Wrocławia i Częstochowy układa się wyśmienicie. Pytanie tylko, czy po tak rewelacyjnym roku nie zgłosi się po niego ktoś większy niż Venezia. Nietrudno się domyślić, jaki mógłby być wówczas ciąg zdarzeń. Raków nie miałby nic przeciwko temu, bo z kolejnego transferu Ekwadorczyka dostanie 20%.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Golański: Mogę być dumny z tego, co zrobiłem w Motorze [WYWIAD]
- Górnik u progu biznesowego imperium Lukasa Podolskiego [KULISY]
- Strączek: Lech mocno mnie chciał. Wybrałem projekt, nie pieniądze [WYWIAD]
Fot. Newspix