Piątkowe starcie Legii Warszawa z Widzewem Łodzi zapowiada się elektryzująco, choć z pewnością nie na takie emocje liczyli w tym sezonie kibice obu zespołów. Przedstawiciele stołecznej ekipy otwarcie deklarowali, że celem jest odzyskanie mistrzostwa Polski. Z kolei Widzewowi szalona ofensywa transferowa miała zapewnić ekspresowy przeskok do ligowej czołówki, najlepiej z bonusem w postaci europejskich pucharów. A tymczasem jest całkiem możliwe, że drużyna, która w piątek opuści boisko pokonana, w przyszłym sezonie będzie musiała postawić sobie nowe zadanie: powrót do Ekstraklasy po spadku. Zastanówmy się zatem, na czyjej klęsce i degradacji liga więcej by straciła.
Wzięliśmy tu pod uwagę twarde dane: przychody, frekwencję, wyniki oglądalności, zasięgi w mediach społecznościowych czy wydatki transferowe.
Legia i Widzew walczą o życie. Czyj spadek byłby gorszy dla całej ligi?
Przychody
Problem z wszelkimi porównaniami jest oczywiście taki, że Legia jako organizacja ma mniej więcej ustabilizowaną i ugruntowaną pozycję od lat, co znajduje odzwierciedlenie w danych, natomiast w Widzewie relatywnie niedawno bardzo wiele się zmieniło. Jeszcze w sezonie 2015/16 łódzka ekipa występowała na piątym szczeblu rozgrywkowym. Powrót do Ekstraklasy świętowała w 2022 roku. Natomiast wiosną roku 2025 zupełnie nowy rozdział w dziejach Widzewa otworzył się wraz z wejściem do klubu Roberta Dobrzyckiego. Niewiele zespołów w Europie przemierzyło tak długą drogę na przestrzeni ostatniej dekady z małym okładem.
Tymczasem Legia – można rzec – maszeruje w przeciwnym kierunku. Od występów w fazie grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2016/17 i hegemonii na krajowym podwórku do niemałych kłopotów finansowych oraz rozpaczliwej walki o utrzymanie w bieżącej kampanii. Niemniej, obecnej Legii wciąż jest bliżej do Legii sprzed – dajmy na to – dziesięciu lat niż Widzewowi sprzed dziesięciu lat do dzisiejszego Widzewa. Ostatecznie stołeczna drużyna dopiero co, bo przed rokiem, świętowała wywalczenie Pucharu Polski. Jesienią występowała w Lidze Konferencji. Dlatego nawet jeśli sportowo Wojskowi ewidentnie podupadają, to w zestawieniu klubów o największych przychodach w Ekstraklasie wiodą prym. Widzew jeszcze w tego rodzaju rankingach nie bryluje, choć też wypada nieźle.
Zerknijmy do raportu „Finansowa Ekstraklasa” za sezon 2024/25, przygotowanego przez analityków Grant Thornton.
Ranking przychodów Ekstraklasy (bez uwzględnienia transferów):
- Legia Warszawa – 220,8 mln zł
- Jagiellonia Białystok – 109 mln zł
- Lech Poznań – 108,3 mln zł
- Pogoń Szczecin – 74,3 mln zł
- Raków Częstochowa – 66,5 mln zł
- Widzew Łódź – 57 mln zł
Ranking przychodów Ekstraklasy (z uwzględnieniem transferów):
- Legia Warszawa – 230,9 mln zł
- Lech Poznań – 145,3 mln zł
- Raków Częstochowa – 142,9 mln zł
- Jagiellonia Białystok – 129,2 mln zł
- Pogoń Szczecin – 78,4 mln zł
- Cracovia – 64,3 mln zł
- Widzew Łódź – 64,1 mln zł
Dysproporcja jest kolosalna, choć oczywiście trzeba pamiętać, że Wojskowi wygenerowali jednocześnie zdecydowanie największe koszty operacyjne w lidze.
Bilans dnia meczowego w sezonie 2024/25 to również miażdżąca przewaga Legii nad resztą ekstraklasowej stawki. Aczkolwiek, co interesujące, to już w zeszłym sezonie Widzew był blisko warszawskiego klubu, jeśli chodzi o przychód z dnia meczowego w przeliczeniu na pojedynczego kibica.
Raz jeszcze spójrzmy na wyliczenia zawarte w raporcie Finansowa Ekstraklasa.
Ranking średniego przychodu z dnia meczowego na kibica:
- 1. Legia Warszawa – 94 złote
- 2. Widzew Łódź – 69 złotych
- 3. Lech Poznań – 64 złote
- 4. Pogoń Szczecin – 61 złotych
- 5. Motor Lublin – 51 złotych
Obecność Widzewa – klubu, który nie grał w europejskich pucharach od 1999 roku – w ścisłej czołówce tego zestawienia wiele mówi o potencjale i zaangażowaniu łódzkiej publiczności. Nic dziwnego, że Robertowi Dobrzyckiemu marzy się stadion o pojemności większej niż 18 tysięcy widzów.
Struktura przychodów w sezonie 2024/25:
- Legia Warszawa – 230,87 mln zł (z transferami)
- przychody komercyjne: 85,6 mln zł
- prawa medialne i marketingowe: 76,7 mln zł
- dzień meczowy: 58,5 mln zł
- Widzew Łódź – 64,1 mln zł (z transferami)
- przychody komercyjne: 22,6 mln zł
- prawa medialne i marketingowe: 14,8 mln zł
- dzień meczowy: 19,6 mln zł
Przychodowo Legia na tle ekstraklasowej konkurencji pozostaje kolosem (nawet jeśli na coraz bardziej glinianych nogach).

Frekwencja
Sytuacja staje się bardziej wyrównana, gdy porównamy średnią frekwencję na meczach w Warszawie i Łodzi.
W sezonie 2024/25 Legia uplasowała się na drugim miejscu w Ekstraklasie pod względem liczby widzów przyciąganych na trybuny (średnio 24,9 tys. osób na mecz), ustępując na tym polu jedynie mistrzom kraju, czyli Lechowi Poznań (29 tys.). Widzew zajął szóstą pozycję w lidze (średnio 16,8 tys. osób na mecz), ale tutaj po raz kolejny należy podkreślić aż 93% średniego wypełnienia stadionu (przy 80% Legii). A jak to wygląda w bieżącej kampanii?
Średnia frekwencja w Ekstraklasie w sezonie 2025/26*:
- Lech Poznań – 29,7 tys.
- Górnik Zabrze – 23 tys.
- Legia Warszawa – 22,9 tys.
- Pogoń Szczecin – 18,3 tys.
- Jagiellonia Białystok – 17,6 tys.
- Widzew Łódź – 17,2 tys.
* – stan na 30.05.2026
Zarysowuje się delikatne zniechęcenie wśród fanów ze stolicy, podczas gdy w Łodzi transferowe szaleństwo jeszcze podkręciło i tak już wyśrubowaną frekwencję. Jednak Legia – nawet pogrążona w kryzysie – dalej jest tym klubem, który przyciąga na trybuny tłumy na terenie całego kraju.
Górnik u progu biznesowego imperium Lukasa Podolskiego [KULISY]
Marka Widzewa na razie aż tak nie elektryzuje, mimo niebagatelnych zakupów.
- mecze wyjazdowe Legii Warszawa: średnio 16,5 tys. widzów
- mecze wyjazdowe Widzewa Łódź: średnio 13,2 tys. widzów
W sezonie 2025/26 przyjazd Wojskowych praktycznie w każdym przypadku sprawił, że na widowniach pojawiło się wyraźnie więcej kibiców niż zazwyczaj (wyjątkiem niewielki stadion w Częstochowie, tak czy owak zawsze wypełniony po brzegi). W przypadku Widzewa ten efekt również występuje, ale jednak w znacznie mniejszej skali, no i nie aż tak regularnie. Istnieje po prostu pewna grupa kibiców, która na mecze z takich czy innych przyczyn wybiera się tylko kilka razy do roku, no i właśnie starcia z Legią Warszawa, Lechem Poznań czy potyczki derbowe są na ogół dla takich fanów najatrakcyjniejsze.

Medialność
W statystykach dotyczących średniej oglądalności Legia również wypadała dotąd znacznie lepiej od Widzewa.
Raz jeszcze sięgnijmy po raporty Grant Thornton oraz opracowania Ekstraklasy SA.
Średnia oglądalność meczów Ekstraklasy w sezonie 2024/25:
- Lech Poznań – 322 tys.
- Legia Warszawa – 310 tys.
- Górnik Zabrze – 189 tys.
- Raków Częstochowa – 188 tys.
- Jagiellonia Białystok – 183 tys.
- Pogoń Szczecin – 176 tys.
- GKS Katowice – 173 tys.
- Widzew Łódź – 161 tys.
Średnia oglądalność meczów Ekstraklasy w sezonie 2023/24:
- Legia Warszawa – 292 tys.
- Lech Poznań – 246 tys.
- Śląsk Wrocław – 190 tys.
- Górnik Zabrze – 188 tys.
- Raków Częstochowa – 166 tys.
- Jagiellonia Białystok – 163 tys.
- Pogoń Szczecin – 154 tys.
- Widzew Łódź – 150 tys.
Średnia oglądalność meczów Ekstraklasy w sezonie 2022/23:
- Lech Poznań – 279 tys.
- Legia Warszawa – 249 tys.
- Raków Częstochowa – 190 tys.
- Pogoń Szczecin – 157 tys.
- Widzew Łódź – 144 tys.
Nie ma tutaj wielkiego pola do dyskusji. Lech Poznań i właśnie Legia regularnie przyciągają przed ekrany zdecydowanie największą publiczność. Widzew również gwarantuje bardzo solidne liczby (zwłaszcza że nie był przecież zespołem walczącym o najwyższe cele w lidze), ale jednak znacznie skromniejsze w zestawieniu z Wojskowymi. Jeśli natomiast chodzi o szeroko rozumianą medialność danego klubu – liczbę wzmianek w prasie i na portalach internetowych – to w minionej kampanii Legia absolutnie nie miała sobie w Ekstraklasie równych, czego dowodzi raport „Piłka w grze” przygotowany przez Instytut Monitorowania Mediów.
Medialność klubów w sezonie 2024/25:
- Legia Warszawa – 42,4 tys.
- Jagiellonia Białystok – 29,9 tys.
- Lech Poznań – 29,4 tys.
- Śląsk Wrocław – 26,9 tys.
- Pogoń Szczecin – 22,9 tys.
- Widzew Łódź – 17,8 tys.
Kibice Widzewa mają dość, co dalej z Ziółkowskim? [Zibi Top]
Choć akurat to badanie w kontekście naszych rozważań należy potraktować z dystansem, no bo nawałnica plotek transferowych wokół Widzewa rozpętała się dopiero po zakończeniu sezonu 2024/25, a to niewątpliwie odciśnie swoje piętno na wynikach łódzkiego klubu w rankingach medialności.
Świeższe dane Instytutu Monitorowania mediów dotyczą zasięgów klubów w mediach społecznościowych.
Interakcje klubów Ekstraklasy we własnych kanałach społecznościowych w rundzie jesiennej sezonu 2025/26:
- Lech Poznań – 7,8 mln
- Legia Warszawa – 4,4 mln
- Jagiellonia Białystok – 4,4 mln
- Górnik Zabrze – 3,8 mln
- Widzew Łódź – 3,3 mln
Także i w tym zestawieniu Łodzianie oglądają jednak plecy Wojskowych.

Potencjał
Legia w zasadzie we wszystkich przytoczonych wskaźnikach plasuje się w ścisłej czołówce lub po prostu na pierwszym miejscu w Polsce, co oczywiście sprawia, że jej spadek byłby wielkim ciosem w biznesowy potencjał całej Ekstraklasy. Ucierpieliby na tym wszyscy wokół i to nie tylko dlatego, że domowe starcie z Wojskowymi dla wielu ligowych ekip jest jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu. Spadek generującego tak gorące emocje zespołu nie pozostałby bowiem również bez wpływu na proces negocjacji kolejnego kontraktu telewizyjnego dla Ekstraklasy, a przetarg zbliża się przecież wielkimi krokami.
Liga Mistrzów w C+. Jak sukces stacji zmieni przetarg o Ekstraklasę?
Oczywiście duże firmy – włącznie z samym Widzewem – niejednokrotnie z Ekstraklasy spadały. Liga przetrwała pod nieobecność Lecha Poznań czy Górnika Zabrze, a od 2022 roku radzi sobie bez Wisły Kraków. Ba, radzi sobie! Na wielu płaszczyznach notuje rekordowe wzrosty. Tylko że to dalej trwonienie potencjału, ponieważ Biała Gwiazda – patrząc na frekwencję, zaangażowanie fanów, zasięgi medialne – niezmiennie jest drużyną ekstraklasowego kalibru. Dość powiedzieć, że wśród 20 najchętniej oglądanych meczów Betclic 1. Ligi w sezonie 2024/25, aż 18 stanowiły spotkania z udziałem krakowskiej Wisły. No i gdy Krakowianie lecieli z ligi w sezonie 2021/22, pod względem przychodów byli czwartą siłą rozgrywek. Wysoko, fakt, ale to nie to samo co pozycja numer jeden z olbrzymią przewagą nad peletonem.
Z drugiej strony, ile klubów Ekstraklasy ma obecnie sufit zawieszony wyżej niż Widzew, biorąc pod uwagę siłę jego społeczności, zahartowanej w niższych ligach, w połączeniu z zasobnością portfela i hojnością (by nie powiedzieć: rozrzutnością) Roberta Dobrzyckiego?
Na razie prezes Panattoni Europe odhacza z gorliwością godną lepszej sprawy wszystkie błędy typowe dla początkujących właścicieli klubów: działa chaotycznie, ufa niewłaściwym ludziom, przepala forsę. Ale ten projekt jest przecież dopiero w fazie początkowej. Wydaje się mało prawdopodobne, by Dariusz Mioduski miał kiedykolwiek wyciągnąć mityczne wnioski ze swoich błędów, natomiast w przypadku Dobrzyckiego jak najbardziej jest na to nadzieja. W tym kontekście zwyczajnie szkoda by było, przy wszystkich zastrzeżeniach względem Widzewa w tym sezonie, gdyby RTS miał zaliczyć niechciany przystanek na zapleczu Ekstraklasy.
Przypomnijmy zresztą, że Widzew sporo pieniędzy wydał na krajowym rynku.
- Steve Kapuadi z Legii Warszawa – 2 mln euro (rekordowy ruch wewnątrz Ekstraklasy)
- Mariusz Fornalczyk z Korony Kielce – 1,5 mln euro
Tak grube transfery wewnętrzne to wciąż w Ekstraklasie rzadkość, no a na koniec dnia jest to z oczywistą korzyścią dla ligi i dla kibiców, by wyróżniający się zawodnicy nie trafiali od razu do Cośtamsporów albo klubów z pogranicza Serie A i Serie B, tylko zatrzymywali się na dłużej na ligowych boiskach.
W ten sposób w kraju zostają i ciekawi piłkarze, i kasa.
***
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Marcin Stefański – dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA – w wywiadzie dla TVP Sport usłyszał pytanie o możliwy spadek Legii i Widzewa.
– Wiadomo, oba kluby mają bardzo dużą frekwencję, wnoszą wiele do Ekstraklasy i napisały wiele pięknych historii. Było jednak wiele przypadków na świecie, gdy wielkie firmy spadały z najwyższego szczebla rozgrywkowego, choćby w Anglii, jak Manchester City, czy Nottingham Forest. Jakoś te ligi nie upadały, nie trzeba było robić żadnych szaleństw. Zresztą, Widzew jest przykładem klubu, którego przez wiele lat nie było na szczeblu centralnym – odrzekł Stefański. – Z punktu widzenia kibiców obu drużyn, obecne rezultaty są rozczarowaniem, biorąc pod uwagę to, że ich oczekiwania były zupełnie inne. Legia nie zdobyła mistrzowskiego tytułu już od kilku lat i już raz ostatnio kręciła się około dziesiątego miejsca na koniec sezonu, więc to nie jest coś, co się zdarzyło nagle.
Odpowiedź dyplomatyczna, ale – w gruncie rzeczy – trafiająca w sedno.
Czy przykładowy Piast Gliwice – jeśli chodzi o zainteresowanie, emocje, otoczkę i tak dalej – wnosi do Ekstraklasy mniej niż Legia Warszawa? No bezspornie, ale też nikt nie kazał przecież Legii kompromitująco przerżnąć z tymże Piastem w grudniu i to dwa razy z rzędu. Czy przykładowy Radomiak Radom ma wielokrotnie mniejszy potencjał finansowy od Widzewa Łódź? No ma, ale nikt nie kazał ostatnio Łodzianom dostać od tegoż Radomiaka dwóch goli w końcówce spotkania.
W ostatecznym rozrachunku najważniejsze jest – na szczęście, bo o to w tym wszystkich chodzi – boisko. No a sportowo Legia i Widzew wytrwale w tym sezonie pracowały, by na finiszu ligowych zmagań znajdować się dokładnie w takim miejscu, w jakim są obecnie. Czyli: nad przepaścią.
Rankingi topowych przychodów czy rekordowych transferów zostaną jednym i drugim najwyżej na otarcie łez.
Czytaj więcej na Weszło:
- Golański: Mogę być dumny z tego, co zrobiłem w Motorze [WYWIAD]
- Strączek: Lech mocno mnie chciał. Wybrałem projekt, nie pieniądze [WYWIAD]
- Pół roku bez pensji i oferta z Wieczystej. Polskie przygody Jesusa Imaza
fot. NewsPix.pl