Wygrana Widzewa Łódź z Motorem Lublin sprawiła, że Piast Gliwice czekając na poniedziałkowy mecz z Arką Gdynia znalazł się w strefie spadkowej. Przed tym arcyważnym spotkaniem rozmawiamy z pomocnikiem gospodarzy Grzegorzem Tomasiewiczem.
Co miał na myśli, mówiąc o polskich sędziach i Premier League? Dlaczego uważa, że Ekstraklasa idzie do przodu? Co najbardziej szwankowało za kadencji Maxa Moeldera? Jak wygląda sprawa jego przyszłości na Okrzei? Jaką decyzję prawdopodobnie by dziś zmienił? Zapraszamy.
*
Grzegorz Tomasiewicz: Są szkolenia, wykładnie, ale sędziowie często nadal gwiżdżą losowo
O co chodziło z tą wypowiedzią w przerwie meczu z Lechią Gdańsk, że sędziowie myślą, że to jakieś Premier League?
Po prostu wydaje mi się, że jak jest jakaś interpretacja i gwiżdże się faul, to każdej drużynie zawsze powinno się gwizdać to samo. A mam wrażenie, że sędziowie czasami podejmują takie decyzje losowo. Raz przyznają faul, innym razem w bliźniaczo podobnej sytuacji nie – jednemu czy drugiemu zespołowi, bo to też nie jest tak, że tylko w naszym przypadku się to zdarza. To były emocje, graliśmy już wtedy w dziesiątkę i może coś w emocjach powiedziałem, ale nie żałuję tego. Taki miałem odbiór całości z boiska.
Tylko co ma do tego Premier League?
Moim zdaniem tam sędziowanie jest klarowniejsze. Gdy mamy faul, jest gwizdek, kiedy nie ma faulu, to jedziemy dalej. Nie ma takiej losowości, że raz coś podobnego gwizdną, a raz nie. Jak dla mnie są tam lepsi sędziowie.
„Raz gwiżdże, raz nie, myśli że to jest jakieś Premier League czy coś czasami…” 👀
Grzegorz Tomasiewicz bez ogródek o sędziowaniu w pierwszej połowie 👇
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEWhJW pic.twitter.com/RgbexP3AXi
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 20, 2026
Ty chyba lubisz czasem podszczypać sędziów. Rok temu pod jedną z analiz Adama Lyczmańskiego na X zapytałeś, czy sędziowie oglądali wtedy mecz, czy Pokemony.
Zdarzają się sporne sytuacje, gdy zastanawiam się, jak mogły być one niedostrzeżone. Przede wszystkim przez VAR, bo wiadomo, że arbiter główny wszystkiego nie wychwyci. Jest teraz pomoc video i pewne rzeczy nie powinny się zdarzać. A też każdy jest człowiekiem, czasami mówi się coś w emocjach. Gramy o życie i każdy faul, którego nie ma, może skutkować stratą gola i utratą bezcennych punktów.
Z drugiej strony rzut karny dla was również był bardzo dyskusyjny i tutaj już protestów z waszej strony nie było. To naturalne, ale pokazuje, że całościowo raczej nikt nie jest wyjątkowo pokrzywdzony.
Myślę, że jakiś tam kontakt ręki Rodina z twarzą Kuby Czerwińskiego był. We wcześniejszych meczach, na przykład z Pogonią Szczecin na wyjeździe, nasz zawodnik miał ręce z tyłu przy kontakcie z piłką, a przyznano rzut karny i tłumaczenie było inne. Z Cracovią na mnie powinien być rzut karny – drugi dla nas tamtego dnia. VAR uznał, że nie miałem opanowanej piłki. Zapytałem, czy w takim razie gdyby rywal w tej sytuacji złamał mi nogę, to byłby faul. Sędzia później powiedział, że tak, wtedy byłby faul.
Chwilami trudno za tym wszystkim nadążyć. Są szkolenia, jakieś wykładnie, a tak naprawdę często dalej nie wiadomo, kiedy zagranie ręką jest do odgwizdania, a kiedy nie. Losowość.

Remis w Gdańsku smakował lepiej niż niejedno zwycięstwo?
Myślę, że tak. Naprawdę ciężko grać od 25. minuty w dziesiątkę na wyjeździe przeciwko mocnej i ofensywnej drużynie, którą jest Lechia. Pokazaliśmy charakter. Jeden walczył za drugiego, nikt nie odpuścił w pracy bez piłki. Fajnie broniliśmy się w kompakcie i Lechia nie stworzyła sobie wielu sytuacji po składnych akcjach. Ten punkt może nam sporo dać na koniec sezonu. Zbytnio nie odskoczyliśmy w tabeli, ale dwa punkty przewagi nad strefą spadkową też robią dużą robotę.
Zerkasz regularnie w tabelę, czy wolisz tylko mniej więcej wiedzieć, jak wygląda sytuacja?
Interesuję się, jak większość sportowców. Jestem na bieżąco z tym, co się dzieje i kto o co gra. Wiem, ile tracimy do górnej połowy tabeli, ale również to, że strefa spadkowa nadal jest blisko nas.
Mecz z Arką Gdynia traktujesz więc jako starcie za sześć czy może nawet za dziewięć punktów?
Za sześć. Nie można zapominać, że gdybyśmy wygrali, to zostają jeszcze cztery kolejki i 12 punktów do zdobycia przez każdego. To naprawdę dużo. Niczego zwycięstwo w poniedziałek nam nie zagwarantuje, choć oczywiście może wiele ułatwić.
Tabela jest niesamowicie spłaszczona, większość ligi nadal może zerkać na strefę pucharową, ale też nie jest pewna utrzymania. O Ekstraklasie świadczy to dobrze czy źle?
Myślę, że dobrze. Ekstraklasa jest ciekawa i więcej ludzi zaczyna ją śledzić. Z naszej perspektywy chcielibyśmy na tym etapie sezonu mieć już spokojniejszą sytuację, ale dla kibiców to super liga do obserwowania.
W Ekstraklasie grasz szósty sezon z rzędu. Idziemy do przodu sportowo?
Tak. Z każdym rokiem przychodzą coraz lepsi piłkarze. Młodzi zawodnicy nabierają rozpędu i fajnie się rozwijają. To wpływa na efektowność ligi.
Sądzę, że będzie coraz lepiej. Na przestrzeni lat widzę, że kultura gry w Ekstraklasie wzrosła. Coraz rzadziej ktoś gra typową murowankę i głęboką defensywę. Jasne, takie mecze zawsze się zdarzają, czasami punkty są ważniejsze niż ładny futbol, ale dziś już nawet zespoły z dołu tabeli chętnie rozgrywają od tyłu i więcej ryzykują. Grunt, żeby robić to z umiarem, bo ze wszystkim można przesadzić.

Grzegorz Tomasiewicz: Daniel Myśliwiec lepiej nas poukładał
Myślisz czasem z niepokojem, gdzie byście teraz byli, gdyby Daniel Myśliwiec nie zastąpił jesienią Maxa Moeldera?
Fakty mówiły same za siebie. Mieliśmy siedem punktów w dziesięciu meczach i ostatnie miejsce w tabeli. Trener Myśliwiec przychodził w bardzo trudnym momencie i odkąd z nim pracujemy, Piast jest jedną z najlepiej punktujących ekip. Wykonaliśmy z nim kawał dobrej roboty. Chciałoby się jeszcze więcej, ale biorąc pod uwagę, jaki był punkt wyjścia, możemy być zadowoleni, że wyszliśmy nad kreskę. Walczymy o jak najwyższą pozycję.
Co twoim zdaniem najbardziej szwankowało u Moeldera? W pewnym momencie wasze bezproduktywne posiadanie piłki było już memem.
Mówiłem przed chwilą o umiarze. Trzeba wiedzieć, kiedy zrobić coś inaczej i zagrać szybciej, dośrodkować czy po prostu wylagować. Musisz takie rzeczy wypośrodkować. Brakowało goli, bo ogólnie oddawaliśmy mało celnych strzałów.
Chwilami brakowało trochę szczęścia, to też trzeba przyznać. W Lubinie straciliśmy zwycięstwo w doliczonym czasie po rzucie karnym za moją rękę. Z Lechią przegraliśmy po kontrze w ostatniej minucie. Z Górnikiem na inaugurację sezonu spokojnie mogliśmy wygrać, a przegraliśmy po łatwo straconym golu. Trener Moelder na pewno nie mógł mówić, że ma fart. Ale to nie był zupełnie stracony czas. Uważam, że wielu zawodników piłkarsko się wtedy rozwinęło. Skoro jednak nie było wyników, klub musiał zareagować i wyszło nam to na plus.
Czyli jest sens w słowach dyrektora sportowego Łukasza Piworowicza, że Max Moelder zostawił pewne fundamenty, z których dziś korzystacie?
Coś dobrego po nim zostało, ale trener Myśliwiec na pewno lepiej nas ułożył na boisku. Dał parę wskazówek i to ruszyło. Wzrosła nasza pewność siebie.
Próbowaliście jakoś wpłynąć na Maxa Moeldera, żeby był bardziej elastyczny w swoich założeniach?
Staraliśmy się robić to, co trener ze sztabem nam wpajali. Jesteśmy profesjonalistami i pracownikami klubu. Chcieliśmy wykonywać to, co ćwiczyliśmy dzień po dniu.

Grzegorz Tomasiewicz: Na dziś od lipca jestem wolnym zawodnikiem
Początek sezonu był trudny również dla ciebie indywidualnie, bo byłeś wystawiany na bokach obrony, czego wcześniej nie doświadczałeś.
Na prawej stronie jeszcze to jakoś wyglądało. Gorzej na lewej, bo musiałem używać lewej nogi i z tym był trochę problem. Ale nawet w takich okolicznościach się rozwinąłem, zagrałem w innej roli niż zazwyczaj. Brakuje mi jeszcze występów na środku obrony i na bramce. Wtedy odhaczyłbym wszystkie pozycje w Ekstraklasie.
Po letnich sparingach byłeś przygotowany, że zaczniesz na prawej obronie?
Z perspektywy obozu i sparingów w ogóle nie byłem szykowany do pierwszego składu. Pod koniec przygotowań wypadli nam boczni obrońcy, więc musieliśmy zmodyfikować ustawienie. Ostatni sprawdzian przed ligą zagrałem jako prawy obrońca, dobrze wypadłem i tak już zostałem.
Jak przedstawia się twoja sytuacja kontraktowa? Umowa wygasa w czerwcu, ale była w niej klauzula przedłużenia po stronie klubu.
Na ten moment od lipca jestem wolnym zawodnikiem. Klub nie skorzystał z klauzuli, jej termin już minął. Czekam na rozwój wydarzeń.
Osobnych rozmów nie prowadzicie?
Nie.
Grzegorz Tomasiewicz: Mogłem wyjechać do Włoch jako 16-latek
Niedługo będziesz obchodził trzydzieste urodziny. Jak patrzysz na miejsce, w którym jesteś teraz w odniesieniu do dawnych marzeń i planów?
Za dzieciaka kariera zapowiadała się trochę inaczej, ale myślę, że trzeba brać to, co jest. Mogę być w miarę zadowolony z tego, jak toczą się moje losy. Trochę musiałem się poprzebijać do Ekstraklasy i awansować do niej ze Stalą Mielec. W inny sposób raczej trudno byłoby mi się tutaj dostać i zaistnieć.

Jako junior miałeś widoki na coś więcej?
Z perspektywy czasu sądzę, że mogłem wyjechać do Włoch, gdy była okazja. Wtedy łatwiej wrócić do klubów nawet z polskiego topu, gdyby nie wyszło za granicą. Jak miałem 16 lat, jeszcze będąc w UKS Ruch Chorzów, dostałem propozycje z Bologny, Empoli i Sampdorii. Z rodzicami uznaliśmy jednak, że to jeszcze nie ten moment, a później oferty już nie nadchodziły. Włochy poznałem tylko wakacyjnie.
Wyjeżdżanie jako junior bez choćby jednej rundy w seniorach to duże ryzyko. Mieliśmy mnóstwo historii chłopaków z takich akademii, którzy po powrocie musieli startować w niższych ligach.
Teraz są trochę inne czasy. W Ekstraklasie gra więcej młodzieży, chłopaki częściej dostają szansę. Wcześniejszy przepis o młodzieżowcu też pomagał im wypłynąć. Gdy ja miałem te włoskie opcje, trudniej było zaistnieć na takim poziomie, mając 17 czy 18 lat.
W karierze seniorskiej miałeś kiedykolwiek zagraniczne propozycje?
Jedynie po drugim ekstraklasowym sezonie w Stali. Prowadziłem rozmowy z klubem z Węgier, ale miał różne opcje i zdecydował się na kogoś innego, a ja trafiłem do Piasta.
Na finiszu będziecie walczyć o utrzymanie. Dlaczego akurat wam miałoby się udać?
Ponieważ mamy bardzo dobry sztab i bardzo dobrą drużynę, której nie brakuje charakteru. Swoją wartość musimy pokazać na boisku. Nikt się przed nami nie położy i nie powie: strzelajcie. Jesteśmy gotowi na ciężką walkę.
rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK
Fot. Newspix