Nikola Grbić stawia na młodość. I bardzo dobrze

Sebastian Warzecha

16 kwietnia 2026, 16:13 • 5 min czytania 0

Reklama
Nikola Grbić stawia na młodość. I bardzo dobrze

Nikola Grbić ogłosił dziś kadrę reprezentacji Polski siatkarzy na sezon 2026. Na liście znalazło się 37 nazwisk, choć najwięcej mówi się o tych, których nie ma – na czele z Bartoszem Kurkiem. To jednak podejście niesłuszne, bo najwięcej rozmawiać powinniśmy o tym, jak jest skonstruowana ta lista. Serbski szkoleniowiec ewidentnie stwierdził bowiem, że to sezon na znalezienie nowych zawodników do kadry. I tak faktycznie jest, więc tym lepiej, że Nikola tak do tego podchodzi.

Reklama

Nikola Grbić i młodość w kadrze. Świetne podejście Serba

Można by podzielić tę kadrę na trzy grupy. Pierwsza to starzy wyjadacze, których wszyscy fani siatkówki doskonale znają, widzieli w kadrze wielokrotnie i aktualnie spodziewają się ich zobaczyć przy okazji każdych powołań. To Mateusz Bieniek, Tomasz Fornal, Jakub Kochanowski, Marcin Komenda, Wilfredo Leon, Jakub Popiwczak, Kamil Semeniuk, Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka. Dziewięciu gości, którzy wiele już w kadrze pograli i osiągnęli. Jasne, niektórzy więcej, inni mniej (Szalpuk z reprezentacji wypadał i wracał regularnie), ale jednak gra w koszulce z orłem to dla nich nic nowego.

Potem jest grupa numer dwa. Zawodnicy już z kadrą kojarzeni, ale jeszcze nie tacy, którzy byliby w niej pewniakami. To postaci takie jak Bartłomiej Bołądź, Kewin Sasak, ale też Mateusz Poręba, Szymon Jakubiszak czy nadal bardzo młodzi Jakub Nowak i Maksymilian Granieczny. Niemniej – nawet jeśli ktoś śledzi wyłącznie reprezentacyjną siatkówkę, powinien już wiedzieć kto zacz i kojarzyć każdego z zawodników tej klasy, bo wielu z nich zaistniało już w ubiegłorocznej Lidze Narodów czy nawet na mistrzostwach świata.

Reklama

A potem jest trzecia grupa, czyli gracze, przy których można się zatrzymać i zapytać: „a kto to właściwie jest?”. O ile Jakub Ciunajtis trochę się w PlusLidze nagrał (choć w Olsztynie, klubie nieprzesadnie medialnym), o tyle Jakub Przybyłkowicz to rocznik 2009 i talent czystej wody, tak, ale mniej zaangażowanym kibicom zapewne nieznany. Podobnie Bartosz Zych, Michał Grabek czy Marcel Bakaj. Z radarów mogli zniknąć też Sergiusz Serafin i Wojciech Gajek, grający aktualnie poza granicami Polski. A i Adrian Markiewicz, Bartosz Fijałek, Maksym Kędzierski, Jakub Majchrzak, Mateusz Nowak, Błażej Bień czy Jakub Kiedos to nie zawodnicy, których wielu fanów wymieniłoby z głowy.

Co jednak łączy ich (niemal) wszystkich? To młodość w natarciu.

I super, o to chodzi.

Reklama

Młodości, dodaj kadrze skrzydeł

19 na 37 zawodników, których do kadry powołał Nikola Grbić, urodziło się już w XXI wieku. Jasne, to oznacza, że część z nich może mieć już rocznikowo 25 lat… ale biorąc pod uwagę, jakie pokolenia mieliśmy w naszej reprezentacji, to to też całkiem niezły wiek na to, by do składu Polski się przedzierać. Świetnie też, że Grbić nieprzesadnie zwraca na wiek uwagę. Świetnie w obie strony – raz, że nie boi się powołać weteranów, jeśli prezentują odpowiedni poziom. Dwa: stawia na młodych, gdy tylko uważa, że któryś na to zasługuje.

Jasne, można się przyczepić do niektórych z jego powołań. Zresztą niektórzy eksperci już to zrobili – nie będziemy tu analizować jednak czy powinien pojechać ten nastolatek za tamtego nastolatka, bo nie o to chodzi.

Ważne, że Nikola Grbić w ogóle tę młodzież powołuje. I to licznie.

Mamy bowiem w Polsce przykłady z wielu sportów, gdzie niekoniecznie o to dbano. Można – oczywiście, że można – napisać, że w siatkówce jest o to najłatwiej, bo dopływ talentów mamy ogromny. I tak, to prawda. Równocześnie jednak to wcale nie oznacza, że tak łatwo powołać kadrę w ponad połowie złożoną z dość młodych i nieopierzonych zawodników (12 absolutnych debiutantów!), bo gracze, którzy mają około trzydziestki też chętnie w kadrze by pograli. A wziąć ogranego na poziomie choćby polskiej ligi gościa wielu trenerom byłoby łatwiej niż zawodnika, co ma lat kilkanaście i do tej pory prezentował się tylko na poziomie zaplecza PlusLigi.

Reklama

Bo i tacy są na tej liście.

Grbić się nie boi… i w sumie nie ma czego się bać. Ten sezon jest idealnym polem do eksperymentów. Do igrzysk jeszcze dwa lata. Liga Narodów pozwala bawić się składem, wiele reprezentacji to robi, zwłaszcza w pierwszym terminie, gdy czołowi gracze często odpoczywają. Do tego zagramy też sparingi. A z imprez mistrzowskich mamy tylko mistrzostwa Europy, gdzie będziemy co prawda bronić złota, ale to jednak ta rywalizacja najmniej istotna. Jak sprawdzać młodych, to właśnie teraz, żeby najlepsi z nich mieli te dwa lata na to, by zaimponować i pojechać na igrzyska do Los Angeles.

Reklama

A zeszły sezon pokazał, że to sprawdzanie może być potrzebne. Owszem, wygraliśmy Ligę Narodów, ale w mistrzostwach świata było widać, że kadra potrzebuje alternatyw na pozycji atakującego i, być może, w rozegraniu. Grbić więc musi szukać.

I szuka.

Inwestycja długoterminowa

Powtórzmy: łatwo byłoby Nikoli Grbiciowi powołać zawodników wyłącznie znanych, z jakimś dorobkiem. Tymczasem widać, że Serb po pierwsze obserwuje nie tylko PlusLigę, ale nawet jej zaplecze i kadry juniorskie. A po drugie – dba o przyszłość. Nie wiadomo, ile on zostanie w kadrze Polski, może tylko do najbliższych igrzysk, może dłużej. Już teraz jednak można napisać, że nie zostawi po sobie spalonej ziemi i armii żółtodziobów. Nie, Serb już teraz kreuje następców wielkich mistrzów.

Bo wie, że jest taka potrzeba, że musimy o to zadbać.

Reklama

Można mieć bowiem pokolenia wielkich talentów, ale jeśli nie da się im szansy, to te pokolenia mogą przepaść. A szansa szybko otrzymana często jest cenniejsza. Zresztą Grbić już w zeszłym sezonie nie bał się sięgać po młodych – imponował szczególnie wyciągnięty przez niego z 1. Ligi Jakub Nowak, który znakomicie momentami spisywał się na środku bloku. Teraz powołanie Nowaka nikogo już nie zaskoczyło, bo w międzyczasie stał się zawodnikiem plusligowej ekipy z Częstochowy .

Kto wie, może tak samo będzie z Jakubem Przybyłkowiczem (rocznik 2009, najmłodszy powołany do kadry siatkarz w dziejach!) czy Michałem Grabkiem. Grbić coś w nich dostrzegł i postanowił zaufać im na tym najwyższym, reprezentacyjnym poziomie.

A to już znaczy naprawdę wiele.

Fot. Newspix

Reklama

WIĘCEJ O SIATKÓWCE NA WESZŁO:

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama