Przepis jest przepis. Slavko Vinčić nie skrzywdził Realu Madryt

Michał Kołkowski

16 kwietnia 2026, 15:29 • 8 min czytania 28

Reklama
Przepis jest przepis. Slavko Vinčić nie skrzywdził Realu Madryt

Piłkarze Barcelony i Realu Madryt mogą sobie przybić piątki. Jedni i drudzy nie tylko solidarnie pożegnali się z Ligą Mistrzów na etapie ćwierćfinałów, ale urządzili również po przegranych dwumeczach prawdziwy festiwal narzekań na decyzje sędziów. Zawodnicy Królewskich wściekli się zwłaszcza na to, że Slavko Vinčić w końcówce rewanżowego starcia z Bayernem Monachium wyrzucił z boiska Eduardo Camavingę. Tymczasem Słoweniec – być może kompletnie przypadkowo, ale jednak – postąpił w sposób, który mógłby się okazać bardzo korzystny dla piłki nożnej. Pod warunkiem, że pozostali arbitrzy nie przestraszyliby się medialnej zadymy i podążyli jego śladem.

Reklama

Bo co tak naprawdę zrobił Vinčić w sytuacji, która wzbudza najgorętsze dyskusje?

Po prostu zastosował się do przepisów. Ukarał gracza Realu za niesportowe zachowanie, opóźnienie wznowienia gry. Sytuacja w gruncie rzeczy prosta do oceny jak drut i nikt by się o niej nawet nie zająknął, gdyby nie była to druga żółta kartka. Albo gdyby ekipa z Madrytu miała już awans w kieszeni i kara dla Camavingi nie wpłynęłaby na przebieg rywalizacji. Pomeczowa furia przedstawicieli Los Blancos pokazuje zresztą, jak bardzo na głowie stoi w futbolu podejście do reguł.

Piłkarze są najwyraźniej święcie przekonani, że mają prawo cwaniakować, prowokować, kombinować i przekraczać zasady. Bo przecież jeśli przekroczyli je tylko troszeczkę, to powinno się skończyć na tym, że sędzia spiorunuje ich wzrokiem albo – w najgorszym przypadku – udzieli nadzwyczaj surowej reprymendy.

To skandal, sędzia zastosował się do przepisów!

W sumie to tak po ludzku nawet jesteśmy w stanie Królewskich zrozumieć. Skoro sędziowie notorycznie przymykają oko na określone przewinienia w określonych okolicznościach, to w naturalny sposób budują wśród zawodników poczucie bezkarności. Przekonanie, że tak można, że jest to tolerowane. No ale, mimo wszystko, wściekłe protesty pod tytułem: „sędzia pokazał uzasadnioną żółtą kartkę, to skandal!” są – delikatnie rzecz ujmując – kuriozalne. Bo to trochę tak, jakby jadący nieprzepisowo kierowca czuł się oszukany przez drogówkę, że wlepiła mu mandat na drodze, na której zazwyczaj nie przeprowadzano kontroli prędkości.

Reklama

Sposób na uniknięcie podobnych problemów – i na drodze, i na boisku – jest genialny w swej prostocie. Trzeba respektować zasady.

Tyle, po kłopocie, wszystko załatwione.

Reklama

Odwołajmy się zatem do Przepisów Gry.

„Sędzia musi udzielić napomnienia zawodnikom, którzy opóźniają wznowienie gry poprzez:

  • przygotowywanie się do wykonania wrzutu i nagłe pozostawienie piłki współpartnerowi, opóźnianie zejścia z boiska podczas procedury wymiany, nadmierne opóźnianie wznowienia gry,
  • odkopywanie/odnoszenie piłki lub prowokowanie konfrontacji przez celowe dotykanie piłki po przerwaniu gry przez sędziego,
  • wykonanie rzutu wolnego z niewłaściwego miejsca, aby wymusić powtórzenia rzutu”

Piłkarski regulamin jest w tej kwestii jednoznaczny. Camavinga – mając już żółtko na koncie – zachował się po prostu bezmyślnie, wręcz kretyńsko, kradnąc czas w tak ordynarny sposób. Pod samym nosem sędziego, który, jak się zdaje, pokazał jeszcze na palcach, że to kolejne przewinienie tego rodzaju.

Inna sprawa, że wiele wskazuje na to, iż Slavko Vinčić wyprosił piłkarza Realu z boiska przez przypadek. Czy raczej: z powodu braku kontroli nad przebiegiem spotkania. Słoweniec sprawiał wrażenie, jakby nie pamiętał, że już wcześniej pokazał Camavindze żółty kartonik, a więc kolejne napomnienie jest równoznaczne z czerwoną kartką. Widać, że Vinčić po kiera sięga w drugie tempo, jakby przypomniały mu o tym dopiero żywiołowe protesty zawodników Bayernu albo głos w słuchawce. Podobne wrażenie odniósł zresztą Joshua Kimmich, cytowany przez portal RealMadryt.pl. – Całkowicie rozumiem, że [piłkarze Realu] są źli, ale na końcu taki jest przepis. Kiedy odrzucasz piłkę, to jest żółta kartka. Myślę, że sędzia nie wiedział, że on miał już żółtą kartkę i może gdyby wiedział, nie dałby jej, ale tak… 

Reklama

Slavko Vincić

Generalnie Vinčić – cóż za zaskoczenie! – poprowadził ten ćwierćfinał beznadziejnie, za co zmiażdżyli go między innymi eksperci Archivo VAR. Był nieuważny, irytująco niekonsekwentny, no i popełnił dwie kardynalne pomyłki przy golach dla… Realu Madryt. Najpierw podyktował rzut wolny za wątpliwy faul, po którym Arda Güler zdobył drugą bramkę dla Królewskich, a później przeoczył faul Antonio Rüdigera w początkowej fazie akcji bramkowej na 3:2 dla hiszpańskiego zespołu.

Znacznie poważniejsze powody do oburzenia mają więc, jak na ironię, Bawarczycy.

Slavko Vinčić dalej w formie. Miał rację, bo się pomylił

A zatem jak już Slavko Vinčić podjął wreszcie w Monachium decyzję, którą można by w sumie było mocno docenić, to stanowiła ona najprawdopodobniej efekt uboczny jego gapiostwa lub zdenerwowania i absolutnie nie wpisywała się w całościowe podejście Słoweńca do prowadzenia tych zawodów. I akurat o to faktycznie można mieć do 46-latka poważne pretensje, bo jednym z najcięższych grzechów, jakie może popełnić arbiter, jest właśnie wspomniana już niekonsekwencja.

Reklama

Zagubiony we własnych decyzjach sędzia potrafi zakłócić nawet najbardziej ekscytujące widowisko.

Dlatego marne nadzieje, by czerwona kartka dla Camavingi miała sygnalizować, iż arbitrzy zaczynają na poważnie karcić zawodników za niesportowe zakłócanie gry w końcówkach spotkań. A szkoda, wielka szkoda, bo futbol by z pewnością skorzystał, gdyby wszystkie te cwaniackie sztuczki wypalono gorącym żelazem.

No ale czego tu oczekiwać, skoro sędziowscy eksperci już zaczynają snuć swoje standardowe rozważania o „zarządzaniu meczem”?

  • Eduardo Iturralde González (dla Cadena SER): – Nie na tym poziomie. Camavinga nie powinien zabierać piłki, ale na tym poziomie nie możesz za coś takiego pokazać żółtej kartki. Jeśli przenosisz piłkę, zgodnie z przepisami, możesz dostać żółty kartonik. Ale tutaj trzeba zachować zdrowy rozsądek. Na tym poziomie rywalizacji nie możesz sprawić, że drużyna gra w dziesiątkę z uwagi na takie przewinienie.
  • Adam Lyczmański (dla Canal+Sport): – Pierwsza żółta kartka należała się Camavindze. Tu nie ma wątpliwości. Ale ta druga? Za faul na pewno się nie należała. Później zawodnik Realu chwyta piłkę i ją odrzuca, choć „odrzuca” to za mocne słowo. Mam wrażenie, że arbiter nie ma świadomości, że ten piłkarz został już wcześniej przez niego ukarany. Sędzia odwraca się i dopiero później wyciąga czerwoną kartkę. Nie robi się czegoś takiego w takim momencie, nie w takim meczu, nie za takie zachowanie. Na wszelkich szkoleniach sędziów uczy się zarządzania meczem. To była właśnie sytuacja pod zarządzenie spotkaniem: ja bym wezwał gracza do siebie i powiedział: „to jest ostatni raz”. Pogroziłbym palcem, ale nie strzelał od razu z kartką.

Sędzia bardzo skrzywdził Real? Ekspert: „Nie za takie coś”

Reklama

Jak czyta się takie wypowiedzi, to łatwo zrozumieć, dlaczego zabrnęliśmy w futbolu do punktu, w którym analogiczne sytuacje potrafią być interpretowane przez sędziów na sto różnych sposobów. Przepisy? No może i jakieś są, może i ktoś tam coś nasmarował o tym, że „sędzia MUSI udzielić napomnienia zawodnikom, którzy opóźniają wznowienie gry”. Ale na takim poziomie?! Panie, kto to widział! W takim momencie? Nie no, dajmy spokój. Gdyby to była 64. minuta meczu Siarka Tarnobrzeg – Chełmianka Chełm to okej, wtedy przepis jest przepis, wtedy żółta. Ale w 85. minucie ćwierćfinału Ligi Mistrzów na reguły można przymknąć oko.

Takim meczem trzeba już „zarządzić”, zapisy w regulaminach schodzą na dalszy plan. Przypomina to scenę z „Piratów z Karaibów”, w której kapitan Barbossa tłumaczy Elizabeth Swann swoje podejście do pirackiego kodeksu. – Można go raczej nazwać wytycznymi niż faktycznymi zasadami.

Camavinga mógł wykrzyknąć do arbitra: „parley”, to może by się jakoś z tej czerwonej kartki wykręcił.

Reklama

Real nie przegrał przez sędziego. To tania wymówka

Sytuacja z Francuzem jak na dłoni pokazuje, w jaki absurd wpędza nas cała ta bajerka o zarządzaniu spotkaniem.

Piłkarze Realu Madryt są teraz oburzeni, że – jakkolwiek spojrzeć – arbiter podjął przepisową decyzję. Eksperci sędziowscy krytykują arbitra, że podjął przepisową decyzję. I – jak gdyby tego wszystkiego było mało – to rzeczony arbiter zapewne wcale by tej przepisowej decyzji nie podjął, gdyby był mniej zapominalski. No po prostu cyrk. To może w ogóle opracujmy osobne zasady na każdą okazję? Dla ważnych meczów takie, dla średnio ważnych owakie, a dla mało ważnych jeszcze inne. W 15. minucie gwiżdżemy tak, a w 75. minucie siak. Zawodnikowi bez żółtej kartki na koncie wolno tyle, a ukaranemu wcześniej żółtym kartonikiem tyle. Obecne Przepisy Gry są najwyraźniej zbyt wąskie i sędziowie muszą je bez przerwy naginać zgodnie z własną inwencją, żeby odpowiednio „zarządzać” spotkaniami.

A swoją drogą, to wyobraźmy sobie, że Vinčić rzeczywiście jedynie grozi Camavindze palcem, zgodnie ze wskazówką Adama Lyczmańskiego, a później tenże Camavinga zdobywa bramkę na wagę awansu dla Realu. I mamy jazgot w drugą stronę, oburzenie przedstawicieli Bayernu. Tylko że oni do swoich protestów mieliby twardą podkładkę w postaci konkretnych punktów w Przepisach Gry. A nie mgliste opowieści o tym, że „na takim poziomie” i „w takim momencie” to się czegoś nie gwiżdże.

Reklama

– Sędzia zniszczył przepiękny, niezwykle wyrównany dwumecz na najwyższym poziomie – poskarżył się Alvaro Arbeloa w Movistar+. I jest to generalnie dość przykre zjawisko, że po tak fantastycznej rywalizacji, jak ta Bayernu z Realem, aż tak wiele mówi się o pracy sędziego. Środowy rewanż był przecież naprawdę wspaniałym widowiskiem. Ze zwrotami akcji, z przepięknymi bramkami, z koszmarnymi pomyłkami, ale i znakomitymi interwencjami bramkarzy. Owszem, Vinčić często się mylił, nic nowego, jednak głównie na niekorzyść gospodarzy. Real nie przegrał zatem ani tego meczu, ani tego dwumeczu (ani tego sezonu) w wyniku pomyłek arbitrów.

Im szybciej zawodnicy i, przede wszystkim, działacze Królewskich pogodzą się z tym faktem, tym lepiej dla klubu. Bo jeśli Real ma powrócić na europejski tron, to sporo musi się w tym zespole zmienić. Gracze z Madrytu mogą sobie bowiem bez końca pomstować na Vinčicia, lecz z Bayernem przegrali zasłużenie.

I nie jest też przypadkiem ani wynikiem sędziowskiego spisku, że w tej kampanii na Bernabéu nie trafi najprawdopodobniej ani jedno trofeum.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

Reklama
28 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Zwolniło się miejsce w Lidze Mistrzów. Czy skorzysta na tym polski klub?

AbsurDB
8
Zwolniło się miejsce w Lidze Mistrzów. Czy skorzysta na tym polski klub?
La Liga

Wielkie Atletico powraca! Tak chłopcy Simeone piszą historię

AbsurDB
4
Wielkie Atletico powraca! Tak chłopcy Simeone piszą historię