To już dziś. Najważniejszy mecz w historii polskiego snookera

Sebastian Warzecha

14 kwietnia 2026, 08:33 • 8 min czytania 5

Reklama
To już dziś. Najważniejszy mecz w historii polskiego snookera

Antoni Kowalski przystąpi dziś do spotkania o być albo nie być w World Tourze. Przede wszystkim jednak – będzie to mecz o być albo nie być w Crucible Theatre, legendarnej arenie mistrzostw świata. Nie grał tam jeszcze żaden polski zawodnik, ogółem zresztą jest to miejsce, które niechętnie wpuszcza przedstawicieli nowych nacji. Kowalski może więc napisać wielką i piękną historię. Czy mu się uda?

Reklama

Antoni Kowalski o jeden krok od historii polskiego snookera

Pięciu. Tylu mieliśmy w historii naszego snookera profesjonalistów. Przy czym podkreślić należy, że w snookerze to status, który można zyskiwać i tracić regularnie, bo dotyczy po prostu tych zawodników, którzy otrzymali kartę do głównego Touru – a rokrocznie jest tych szczęśliwców 128. Jeśli o naszych zawodowców chodzi, to wszystko historia najnowsza. Zresztą trzech z nich kartę jeszcze ma: to Kowalski, Michał Szubarczyk i Mateusz Baranowski.

Dwaj ostatni pozostaną w elicie przez co najmniej kolejny rok, bo karty na wejście są teraz dwuletnie. Antek musi o to pozostanie walczyć. Ale o tym potem.

W każdym razie: naszą profesjonalną historię zaczął pisać Kacper Filipiak. W kwietniu 2011 roku, mając 15 lat na karku, wygrał mistrzostwa Europy do lat 21 i dostał się do elity (swoją drogą był najmłodszym graczem w jej historii aż do… Szubarczyka). Szybko z niej wypadł, bo wtedy karty były tylko roczne, zmieniono to dopiero z czasem. Nie wiodło mu się wówczas, w całym sezonie zagrał 16 profesjonalnych spotkań i… nie wygrał ani jednego.

Reklama

Lepiej było po niemal dekadzie, gdy za sprawą wygranej w amatorskich mistrzostwach Europy powrócił do profesjonalnego Touru. W sezonie 2019/20 miał bilans 6 wygranych i 14 porażek, bywało też, że grał równe mecze z takimi osobistościami jak Mark Williams czy Stuart Bingham. A że karta była dwuletnia, to mógł wierzyć, że tym razem ją obroni. W sezonie 2020/21 jednak znów wygrał tylko sześć meczów. I wypadł z grona zawodowców, kończąc przy okazji karierę.

Rok przed powrotem Filipiaka do World Touru, dostał się tam Adam Stefanów. Ale ten, choć zapisał na swoim koncie bardzo sympatyczną wygraną z Shaunem Murphym, to w dwa lata zaliczył ledwie cztery wiktorie. I skończyło się to, jak się skończyć musiało – wypadem z World Touru. Co naturalne, żaden z nich nie dostał się do Crucible. Nie grał nawet w decydującej fazie kwalifikacji do mistrzostw świata.

Kacper Filipiak i Adam Stefanów

Kacper Filipiak (w tle) i Adam Stefanów (na pierwszym planie) w 2019 roku. Fot. Newspix

Reklama

Najbliżej był Filipiak, który na pożegnanie z profesjonalnym graniem doszedł do III rundy kwalifikacji, ale przegrał w niej z Zhao Xintongiem – tym samym, który w zeszłym roku został mistrzem świata.

I to był nasz najlepszy wynik. Aż do tego roku.

Mistrzostwa świata, czyli wąskie gardło

Nie było więc Polaka w fazie głównej mistrzostw świata i dziś może się to zmienić. Ale zanim o tym, czego do tej zmiany potrzeba, to warto napisać, że ten brak… to w sumie nic dziwnego. Mistrzostwa świata w snookerze to bowiem naprawdę impreza wyjątkowa, gdzie do głównej fazy dostać się niesamowicie trudno. W Crucible Theatre – mistrzostwa goszczą tam od 1977 roku – występuje bowiem 32 zawodników.

16 z nich ma tam zapewniony udział z miejsc zajmowanych w światowym rankingu. Zostaje więc jeszcze tylko 16 wolnych „spotów”.

Reklama

W kwalifikacjach bierze więc udział cała ta pozostała ferajna: 112 profesjonalistów z danego sezonu, najlepsi – zaproszeni – amatorzy, do tego kilka legend (Jimmy White pojawia się rokrocznie). Jeśli nie jesteś graczem szerokiej światowej czołówki, to żeby wejść do Crucible niemal na pewno będziesz musiał takiego pokonać. Do tego im gorszy jest twój ranking, tym więcej rund masz do przejścia – Michał Szubarczyk na przykład grał od pierwszej (z czterech) rundy. Antek Kowalski – od drugiej. A Joe O’Connor, którego Kowalski pokonał, od trzeciej.

Oczywiście, nigdy nie jest tak, że do Crucible wchodzą tylko ci najlepsi, rokrocznie trafiają się jakieś niespodzianki. Ale często są to niespodzianki wynikłe tylko z rozstawienia, niekoniecznie z „nazwisk”. A tym bardziej – z krajów.

Bo można zadać sobie pytanie: przedstawiciele ilu krajów grali do tej pory w Crucible? To przecież 49 lat historii, tak długo goszczą tam już snookerowe MŚ. Wydaje się, że powinno zebrać się ich sporo. A w rzeczywistości to… 20 nacji.

Grali w Crucible snookerzyści z:

Reklama
  • Anglii (117 zawodników: w tym wielu mistrzów świata),
  • Australii (5: w tym Neil Robertson, mistrz świata z 2010 roku),
  • Belgii (1: Luca Brecel, mistrz świata z 2023 roku),
  • Chin (18: wszyscy już w XXI wieku, w tym wspomniany Zhao Xintong, aktualny mistrz),
  • Cypru (1: Michael Georgiou w 2019 roku),
  • Finlandii (1: Robin Hull, grał w MŚ trzykrotnie),
  • Hongkongu (1: Marco Fu, grał w Crucible 18 razy),
  • Kanady (10: Cliff Thorburn został mistrzem świata w 1980 roku, ale w XXI wieku nie grał w Crucible żaden Kanadyjczyk),
  • Iranu (1: Hossein Vafaei, grał w Crucible 4 razy),
  • Irlandii (10: Ken Doherty został mistrzem w 1997 roku),
  • Irlandii Północnej (10: Alex Higgins i Dennis Taylor byli mistrzami świata),
  • Islandii (1: Kristján Helgason, wystąpił na MŚ w 2000 roku),
  • Malty (2: Paul Mifsud i dobrze znany Tony Drago),
  • Nowej Zelandii (1: Dene O’Kane, jeszcze w XX wieku),
  • Norwegii (1: Kurt Maflin, grał w Crucible trzykrotnie, raz dotarł do ćwierćfinału),
  • Republiki Południowej Afryki (3: wszyscy w XX wieku),
  • Szkocji (20: trzech zostawało mistrzami świata – Stephen Hendry, John Higgins i Graeme Dott),
  • Szwajcarii (1: Alexander Ursenbacher w 2020 roku),
  • Tajlandii (5),
  • Walii (23: w tym trzech mistrzów świata – Terry Griffiths, Ray Reardon i Mark Williams).

Wnioski? Po pierwsze, nowym nacjom dostać się do Crucible cholernie trudno. Po drugie – już jedno pojawienie się tam to wielki sukces… nawet jeśli nie pójdą za nim kolejne. Bo na jednym epizodzie stanęły Islandia, Szwajcaria i Cypr, a z kolei Nowa Zelandia, Norwegia, Finlandia czy Belgia na jednym nazwisku – nawet jeśli to na MŚ pojawiło się kilkukrotnie.

Luca Brecel

Luca Brecel to jedyny Belg, który grał w Crucible, ale z genialnymi efektami – w 2023 roku został mistrzem świata. Fot. Newspix

Z miejsca widać też, że snooker to angielski (czy też: brytyjski) sport. Anglicy dominują tę listę, wiadomo, ale na drugim miejscu są przedstawiciele Walii, a potem Szkocji. Wkradli się jedynie Chińczycy, którzy się z grą przy stole bardzo w XXI wieku polubili, a to sport tego typu, że mogą wytrenować sobie masę utalentowanych zawodników – jak w tenisie stołowym. Poza tym „pobrytyjskie” nacje to też Australia, Cypr, Hongkong, Kanada, Irlandia, Irlandia Północna, Malta, Nowa Zelandia, RPA, a nawet – choć nigdy nie była kolonią – Tajlandia, bo wpływy Wielkiej Brytanii w tamtym regionie były duże.

Reklama

Niewiele jest więc nacji, o których można powiedzieć, że snooker rozwinął się tam w miarę samoistnie, nie z powodu ich „brytyjskości”, zwykle narzuconej. Ba, głównie są to właśnie wspomniane pojedyncze przypadki. Polska też może takim zostać, jeśli Antkowi Kowalskiemu się dziś powiedzie.

Ale może też pójść o krok dalej.

Polski snooker? Z roku na rok jest lepiej

Nigdy bowiem nie wiadomo, ile osób pójdzie za pionierem. Gdy Kacper Filipiak dostawał się do elity po raz pierwszy, był samotną wyspą. Jasne, w Polsce grano w snookera, ale nie było przesadnie wiele stołów i ośrodków. Dziś kluby znajdzie się we właściwie każdym większym mieście, powstają profesjonalne akademie (jedną założył np. Marcin Nitschke, wciąż aktywny gracz), organizuje się też sporo szkoleń dla dzieciaków, żeby przyciągnąć je do stołu.

Rozkwit to tak naprawdę ostatnia dekada.

Reklama

Mieliśmy w tym okresie pięciu – wliczając drugi pobyt Filipiaka w elicie – profesjonalistów. Trzech z nich nadal kartę ma, jeden pobija rekordy, bo jest niezwykle młody i stanowi w World Tourze prawdziwy ewenement. Jednak dziś wszystkie oczy muszą zostać zwrócone nie na niego, a na Antka Kowalskiego. Bo jeśli wygra, to utrzyma kartę – jako pierwszy Polak w dziejach. Co za tym idzie: dorówna Filipiakowi w liczbie sezonów spędzonych w elicie. I sprawi, że drugi sezon z rzędu będzie w tym World Tourze trójka naszych.

CZYTAJ TEŻ: „SZACHY NA ZIELONYM STOLE”. ODKRYWAMY TAJEMNICE SNOOKERA Z MARCINEM NITSCHKE

A kolejni przecież czekają – bo o ile po tym pierwszym awansie Filipiaka naprawdę trudno było o to, by ktoś do niego dołączył, o tyle teraz przyszłość zdaje się rysować bardzo, ale to bardzo ciekawie.

Mistrzem świata do lat 21 został w 2025 roku Sebastian Milewski. Na MŚ do lat 17 w półfinale był Oliwier Niziałek, a w 1/4 Krzysztof Czapnik, obaj przegrali z późniejszym mistrzem. Na tegorocznych mistrzostwach Europy amatorów Michał Kotiuk dotarł do ćwierćfinału, a w rywalizacji do lat 21 Sebastian Milewski był o mecz od rozgrywki o tytuł. I tak dalej, i tak dalej.

Reklama

Są więc kolejne nazwiska na potencjalnej liście walczących o World Tour. I powinno ich być – patrząc na tendencję – coraz więcej. A występy takie jak ten Kowalskiego czy medialne i kibicowskie zainteresowanie, które wzbudził Szubarczyk, tylko temu wszystkiemu pomagają. Innymi słowy: istnieje szansa, że jeśli Antek wejdzie do Crucible w tym roku, to nie pozostanie tam samotną polską wyspą.

I oby tak właśnie było. Najpierw jednak trzeba wygrać ten ostatni, decydujący mecz.

Najważniejszy dla niego, najważniejszy dla Polski

Zacząłem ten tekst od tego, że to najważniejszy mecz w historii polskiego snookera i trzymam się tego stwierdzenia. Choćby przez to omówione już wąskie gardło mistrzostw świata, to, jak trudno się do Crucible i fazy głównej dostać. Ale też pod kątem tego, że jeśli wygra, to utrzyma kartę profesjonalisty, czego też nie dokonał żaden Polak, a Kowalski może pokazać, że się da.

Na teraz jest wielkim pechowcem – jest aktualnie 65. w dwuletnim światowym rankingu (utrzymuje się 64 zawodników) i tuż za zestawieniem czterech, którzy utrzymanie zdobędą z listy jednorocznej, z trwającego sezonu. W obu przypadkach jest blisko już teraz, ale tylko blisko – bo w obu utrzymania jeszcze nie ma.

Reklama

Prawda jest jednak taka, że wszystkie karty Antek ma w swoich rękach. W poprzedniej rundzie pokonał 28. w światowym rankingu Joe O’Connora. Po prawdziwym meczu-sinusoidzie. Genialnie zagrał wtedy w I sesji, prowadził już 7:2, ale w drugiej zrobiło się 8:8. I co? I nic, bo ostatnie dwa frejmy należały do Polaka, który się nie podpalił, nie dał ponieść emocjom i wygrał z Anglikiem w mniej lubianych przez siebie taktycznych rozgrywkach.

A teraz przy stole czeka na niego Jamie Jones.

Nie to, że to rywal słaby – rankingowo to w sumie poziom Kowalskiego właśnie, a w przeszłości bywał wyżej. To też doświadczony zawodnik – pierwszy raz do Main Touru wskoczył w 2006 roku. W Crucible grał sześć razy, a w debiucie, w 2012 roku, dotarł do ćwierćfinału. Swoje potrafi, choć ten sezon ma stosunkowo slaby. Inna sprawa, że Antek do kwalifikacji do MŚ też nie grał wybitnie.

Jamie Jones

Reklama

Jamie Jones. Fot. Newspix

A teraz obaj są o mecz od tego, by wystąpić w fazie głównej. Dla Jamiego nie będzie to nic nowego. Dla Antka i całego polskiego snookera – rzecz wyjątkowa.

Oby więc po dwóch sesjach (o 12 i 18 polskiego czasu) okazało się, że Kowalski napisze wielką i piękną historię.

SEBASTIAN WARZECHA

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o snookerze:

5 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama