Mateusz Gamrot wygrał walkę w UFC w wielkim stylu!

Sebastian Warzecha

12 kwietnia 2026, 08:01 • 3 min czytania 1

Reklama
Mateusz Gamrot wygrał walkę w UFC w wielkim stylu!

Mateusz Gamrot w znakomitym stylu rozstrzygnął swój pojedynek z Estebanem Ribovicsem w klatce UFC. Polak poddał rywala w końcówce drugiej rundy, zapinając efektowny trójkąt rękoma!

Reklama

Mateusz Gamrot pokazał, że wciąż liczy się w wadze lekkiej

Ponad cztery lata – tyle Gamer nie był w stanie (w normalnych okolicznościach, bo raz pomogła mu kontuzja rywala) wygrać walki w UFC przed czasem. I to tego w dużej mierze mu ostatnio brakowało. A dołączając do tego fakt, że zaliczył porażki z Danem Hookerem (kontrowersyjny werdykt) i Charlesem Oliveirą (biorąc walkę w zastępstwo, dwa tygodnie przed), to w starciu z Ribovicsem – który nie był notowany w rankingu – Gamrot po prostu musiał zrobić coś „ekstra”, jeśli chciał, by szefostwo UFC jeszcze zwróciło na niego baczniejszą uwagę.

I to się zdecydowanie udało.

CZYTAJ: CZY MATEUSZ GAMROT MOŻE JESZCZE MARZYĆ O PASIE UFC?

Pojedynek tej dwójki miał być – zresztą tak był zapowiadany – rywalizacją znakomitego zapaśnika w osobie Gamrota, ze świetnym i widowiskowym stójkowiczem, jakim jest argentyński fighter. Gamrot jednak pokazywał już, że stójki też się nie boi – pytaniem pozostawało więc, czy będzie próbował rywalizować przez chwilę w niej, czy pójdzie po obalenie. A jeśli to drugie – to jak szybko i na ile Ribovics będzie w stanie się przed tymi obaleniami bronić.

Reklama

Jeśli chodzi o czas, to wyszło, że szybko – już po minucie walki. Jeśli chodzi o obronę Argentyńczyka, to ta była po prostu kiepska. Ten dał się sprowadzić do parteru… i właściwie nie wrócił do pionu już do końca pierwszej rundy, a Gamrot całkiem aktywnie pracował w zapasach, uderzał krótkimi ciosami, nie zadowolił się tylko kontrolą sytuacji. Druga runda była zresztą podobna – też szybko udało się „El Gringo” obalić. Tym razem jednak Ribovics wytrzymał do drugiej próby sprowadzenia walki do parteru. A potem nawet zdołał się z maty wydźwignąć.

Ale nie na długo. Gamrot bowiem raz jeszcze był w stanie go na tejże macie położyć. I tam skutecznie atakował rywala krótkimi ciosami, szukając przy okazji momentu na założenie dźwigni czy duszenia. Ten przyszedł w piątej minucie drugiej rundy, gdy udało się zapiąć trójkąt rękoma. Argentyńczyk jeszcze przez chwilę się trzymał, nie poddawał, ale że do syreny pozostawało nieco czasu, w końcu odklepał.

Reklama

Gamrot udowodnił więc, że nadal może widowiskowo kończyć rywali, ale również że zawodnicy spoza rankingu to aktualnie nie jego poziom i stać go na to, by dostać wyzwania czy to z okolic swojego miejsca (jest ósmy), czy nawet te z wyższych rejonów.

Oby szefowie UFC też tak to widzieli.

Fot. Newspix

Czytaj również na Weszło:

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama