Arrivederci, Italia! Bośnia triumfuje, mundial znowu bez Włochów!

Jan Broda

Autor:Jan Broda

01 kwietnia 2026, 00:46 • 4 min czytania 29

Reklama
Arrivederci, Italia! Bośnia triumfuje, mundial znowu bez Włochów!

W 2018 roku przegrali w barażach ze Szwecją. W 2022 roku przegrali w barażach z Macedonią Północną. Mamy 2026 rok, a w przypadku Włochów i ich awansu na mistrzostwa świata nic się nie zmieniło. Barażowa klątwa nie przestaje prześladować Italii, która nie pojedzie na trzeci z rzędu mundial (!). Aż trudno w to uwierzyć, bo mówimy przecież o drugiej najbardziej utytułowanej reprezentacji na Ziemi, ojczyźnie calcio. Tym razem włoskie marzenia o podboju piłkarskiego globu pogrzebała Bośnia i Hercegowina z 40-letnim Edinem Dżeko w składzie. O wszystkim zadecydował konkurs rzutów karnych. 

Reklama

Można byłoby powiedzieć, że przecież to się w pale nie mieści, gdyby nie fakt, że w poprzednich latach Włosi przyzwyczaili nas, że w baraże to oni po prostu nie umieją. I trzeba przyznać, że sami prosili się o trzecią z rzędu katastrofę, lekceważąc walecznych Bośniaków i prowokując los. Podopieczni Gennaro Gattuso gdy tylko dowiedzieli się, że w finale baraży zagrają z przedstawicielem Bałkanów zamiast Walii, od razu spuścili gardę z pokory, nie ukrywając swojej radości.

Dobre humory szybko jednak minęły, gdy wyszli na murawę stadionu w Zenicy.

Włoska arogancja, bałkański kocioł

Reklama

Bośniacy od początku zapowiadali, że zgotują piłkarzom Italii prawdziwe piekło. Jak powiedzieli, tak zrobili. Kibice gospodarzy dwoili się i troili, by pomóc Edinowi Dżeko i spółce wykorzystać atut własnego boiska. I nie przeszkadzał im w tym nawet kameralny obiekt w Zenicy, który może pomieścić niespełna 15 tys. widzów. Ale od czego są balkony w okolicznych blokach.

No dobra, ale przejdźmy już do samego meczu. Ten początkowo układał się po myśli podopiecznych Gennaro Gattuso. Po kwadransie gry prowadzili 1:0, choć wydatnie pomógł im w tym bośniacki bramkarz. Nikola Vasilij kopnął piłkę prosto pod nogi Nicolo Barelli, ten błyskawicznym podaniem obsłużył lepiej ustawionego Moise Keana, który efektownym uderzeniem wykończył akcję.

Reklama

Bastoni, Tabakovic, karne. Tragedia w trzech aktach

Były to jednak, jak się okazało, miłe złego początki. Jeszcze przed przerwą z boiska z czerwoną kartką wyleciał Bastoni. Czerwoną, dodajmy, zasłużoną. Zresztą, co tu dużo mówić, zerknijcie sami na te bezpardonowe sanki w sytuacji sam na sam. Karma za słynną symulkę?

Reklama

Od 41. minuty Italia musiała sobie radzić więc w dziesiątkę. Gattuso próbował reagować, zmieniając ofensywnie usposobionego Reteguiego na Federico Gattiego, który miał załatać wyrwę w defensywie. Ciężko jednak bronić w osłabieniu, zwłaszcza, że Bośniacy poczuli krew i w drugiej połowie ruszyli do ataku, a raczej ataków.

Wystarczy spojrzeć na statystyki po przerwie. Posiadanie piłki? 76% (słownie: siedemdziesiąt sześć!) na korzyść Bośni. Wymienione podania? 289 do 93. Strzały? 12 do czterech. Strzały celne? 6:0. Interwencje bramkarskie? Pięć Donnarummy i ani jednej Vasilija. Zasłużyli Bośniacy na tego gola i doczekali się go wreszcie w 79. minucie. Do siatki z bliskiej odległości trafił Tabaković.

Reklama

Podstawowy czas gry nie wystarczył do wyłonienia zwycięzcy, podobnie zresztą jak półgodzinna dogrywka. O wszystkim miał zadecydować konkursów rzutów karnych, a te lepiej wykonywali gospodarze, którzy na cztery próby nie zmarnowali żadnej. Włosi tymczasem, konkretnie Pio Esposito i Ryan Cristante, spudłowali. Gdy Esmir Bajraktarević pokonał Donnarummę, w Zenicy wybuchła dzika euforia.

Reklama

Sensacja stała się faktem. Bośnia i Hercegowina jedzie na mundial! Swój drugi w historii. Pierwszy raz ekipa z Dżeko na czele zagrała w finałach mistrzostw świata w 2014 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy Włosi po raz ostatni na nich wystąpili. Nieprawdopodobne. Futbol pisze różne scenariusze, ale nawet gdybyśmy siedzieli sto lat, to czegoś takiego z pewnością byśmy nie wymyślili.

Z kronikarskiego obowiązku trzeba wspomnieć, że kadra Gennaro Gattuso Sergieja Barbareza zmierzy się w grupie B z kolejno Kanadą, Szwajcarią i Katarem.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
29 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Groźne obrazki w meczu Bayernu. Musiala zemdlał na boisku

Jan Broda
1
Groźne obrazki w meczu Bayernu. Musiala zemdlał na boisku

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”

Braian Wilma
15
Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”