Szwedzka liga ogląda plecy Polski w rankingu UEFA, szwedzka kadra zazdrości nam udziału w dwóch ostatnich wielkich imprezach, dla wielu szwedzkich piłkarzy transfer do Ekstraklasy byłby finansowym sukcesem. Czy polski futbol ma nad szwedzkim tak wielką przewagę jak wskazywałyby wymienione argumenty? Fakty nie kłamią, ale lekceważenie i niedostrzeganie progresu Szwecji w ostatnich latach byłoby zwykłą niesprawiedliwością.
Ceniony portal CIES Football Observatory opublikował niedawno raport klasyfikujący najdroższych młodych piłkarzy świata. W kategorii wiekowej U-23 polskim rodzynkiem jest wyceniany przez ekspertów na ok. 32 miliony euro Oskar Pietuszewski. Szwedzi natomiast są jedną z najliczniej reprezentowanych nacji z trzema młokosami wycenianymi w przedziale 40-50 mln euro. Są nimi:
- Lucas Bergvall z Tottenhamu,
- Hugo Larsson z Eintrachtu,
- Yasin Ayari z Brighton.
Niedawno z hukiem w zapomnienie odszedł niechlubny dla Allsvenskan rekord. Bo o ile do pewnego momentu fakt, że Zlatan Ibrahimović był najdrożej sprzedanym szwedzkim ligowcem napawał dumą, tak utrzymanie tego wyniku przez szesnaście lat świadczy już nie o geniuszu tego napastnika, ale o słabości systemu, który nie potrafił wyprodukować (lub sprzedać) talentu na zbliżonym poziomie.
Alexander Isak przebił wówczas rekord nieznacznie, ale już ostatnie dwa lata przyniosły cztery imponujące transfery, każdy powyżej dziesięciu milionów euro. W tym największy – Bergvall, ten sam, którego Manchester United testował razem z Karolem Borysem i bardziej chciał zatrzymać Polaka, sprzedany za 20 milionów euro do Tottenhamu.
Nie musimy się tym już zadręczać, biczować. Pokolenie Oskara Pietuszewskiego udowadnia nam, że w Polsce też szkolimy coraz lepiej. To on, nie sprzedany drożej do Como Adam Lahdo, rozstawia ligę po kątach w nowym klubie. Trzeba jednak spróbować zrozumieć fenomen – bo tak powoli można to nazywać – szwedzkich talentów.
Choćby po to, żeby nie pozwolić Szwedom odwrócić ról, nie dać się przegonić.
Spis treści
- Szwecja wstaje z kolan. Szkoli talenty, ma gwiazdy, ale czy szwedzka piłka jest lepsza niż polska?
- Wielkie szwedzkie talenty. Jak Szwecja wyszkoliła nowe pokolenie piłkarskich gwiazd?
- Więcej piłkarzy niż kibiców. IF Brommapojkarna - największa akademia świata, fabryka reprezentantów Szwecji
- Ekstraklasa lepsza i bogatsza od Allsvenskan. Dla Szwedów Polska to ziemia obiecana i kontrakty życia, dla nas Szwedzi to solidni piłkarze
Szwecja wstaje z kolan. Szkoli talenty, ma gwiazdy, ale czy szwedzka piłka jest lepsza niż polska?
Po boiskach Premier League biega obecnie dwunastu Szwedów. To nie końcowy wniosek w dyskusji o sukcesie piłkarskim tej nacji, ale ciekawe, że tylko osiem nacji ma liczniejszą reprezentację w najlepszej lidze świata. Każdą z nich uznamy za naród z futbolowej elity, do której chłopaków ze Sztokholmu i okolic raczej nie zaliczymy.
Gdy spytałem selekcjonera Grahama Pottera o to, jak wytłumaczy takie wzięcie Szwedów w Anglii – w kontrze choćby do Polaków – rzucił okiem na siedzącego akurat obok Victora Lindelofa i zarzucił żartem żywcem wyjętym z kanonów brytyjskiego humoru:
– Widzisz, jak dobrze wyglądają?!
Trener, który uznanie zdobył wprowadzając Ostersunds FK z czwartej ligi do europejskich pucharów, z których odpadł dopiero wiosną, po porażce z Arsenalem, ma jednak swój udział w tej sprawie. W Brighton, którego sukces budował przez trzy lata, skierował uwagę na ten rynek. Klub ten miał nawet nieoficjalnie współpracować z Jamesem Ellisem, czyli angielskim skautem, z którym Potter przez siedem lat żył na emigracji w Ostersund.
Ze Szwecją mu do twarzy. Graham Potter ożywił klub, którego nikt nie lubił
Jakby nie patrzeć – to Brighton jako pierwszy dostrzegł coś wyjątkowego w Viktorze Gyokeresu. Coś, co mógł zobaczyć tylko ktoś, kto miał wyjątkowy przegląd rynku oraz dostęp do najlepszych, zaawansowanych danych.
Potter nie chciał generalizować i przypinać Szwedom jednej, wspólnej cechy. Nie musiał, bo boom na Szwedów nie trwa od dziś, spośród czternastki, która nabiła ponad setkę występów w Premier League tylko trzech wciąż gra w piłkę. Anglicy od dłuższego czasu mają skautów dedykowanych Skandynawii i północy Europy, bo zawodnicy stamtąd:
- łatwo się asymilują, adaptują;
- bardzo dobrze znają język angielski;
- kulturowo są Wyspiarzom bliżsi niż większa część kontynentu.
Fascynacja Premier League była tu przed modą na skandynawskich piłkarzy, ale wbrew temu, co twierdzi Potter, nie za ładne oczy gra się w piłkę na takim poziomie. Ostatnimi czasy Szwedzi po prostu szkolą zawodników bardzo dobrze dopasowanych do wymagań współczesnego futbolu.
Wielkie szwedzkie talenty. Jak Szwecja wyszkoliła nowe pokolenie piłkarskich gwiazd?
Rozmawiam z osobą, która bardzo dobrze zna szwedzkie realia. To były piłkarz, który po karierze pełni istotną rolę w pionie sportowym dużego klubu. Gdy pytam o enigmat nagłego progresu, tłumaczy, że rozchodzi się głównie o to, że nowa fala trenerów, edukacji ich i piłkarzy, poszła w nurt intensywności od najmłodszych lat. Jako składowe sukcesu wymienia:
- świetnie wyposażone akademie,
- właściwie wykształconych fachowców,
- miks kulturowo-genetyczny nowego pokolenia.
To ostatnie przerabiano w wielu innych miejscach. Przy wszystkich zagrożeniach i problemach, które są pochodną migracji, nie da się uniknąć dyskusji o tym, że Szwedzi od lat korzystają na napływowej ludności. Dla wielu ekspertów chęć poprawy warunków życiowych, wyrwania się z obecnego statusu społecznego, to kluczowy czynnik stanowiący o sukcesie w sporcie. Jednym z lepszych tego przykładów jest Zlatan Ibrahimović, którego historia świetnie oddaje moc takiej motywacji.
Nie chodzi jednak tylko o sferę mentalną. Futbol mocno skręcił w kierunku możliwości fizycznych, wytrzymałościowych, co stanowi atut licznych urodzonych w Szwecji potomków migrantów. Chociaż mój rozmówca wskazał, że istotną rolę w szkoleniu odegrali lepsi trenerzy, to gdy dziennikarz „Guardian” przepytywał Davida Eklunda z największej i najlepszej akademii IF Brommapojkarna, usłyszał tezę dokładnie odwrotną.
„Nie ma znaczenia, jak dobrych masz trenerów, musisz mieć talent”.
Szwedzi talentu mają coraz więcej. Czy jest on naturalny czy nabyty w procesie treningowym – każdy ma swoją opinię na ten temat. Zdania ludzi, którzy potem szwedzkie talenty oceniają, są jednak bardzo podobne, spójne.
– Wyróżniają się techniką i odwagą w grze jeden na jednego – tłumaczy mi międzynarodowy skaut, który uważnie obserwuje także ten rynek. – W większości grup wiekowych najlepsi zawodnicy to pomocnicy i skrzydłowi, co potwierdzają transfery. Do kategorii wiekowych U-14 czy U-15 mają zero presji na wynik. Najważniejsze jest to, jak grają. Dostają dużo swobody, mają dryblować i szukać odważnych decyzji. Nie wiem, czy to trend w całym kraju, ale na pewno potwierdzają to efekty. W klubach, które znam, trenerzy-wynikowcy nie mają racji bytu – dodaje.

Jesper Karlstrom i Lucas Bergvall – dwóch wychowanków BP.
To o tyle ciekawe, że nawet wyniki szwedzkich młodzieżówek potwierdzają kompletny brak przywiązania do medali, rezultatów, sukcesów. Latami albo omijają istotne turnieje, albo wracają z nich odprawiani z kwitkiem. Portal „The Roar” tłumaczy, że zamiast tego skupiono się na wprowadzaniu młodzieży do seniorskiego futbolu.
Średnia wieku w Allsvenskan w minionym sezonie była o rok niższa w porównaniu z obecnymi rozgrywkami Ekstraklasy, lecz nie to intryguje najmocniej. Prawdziwą różnicę robi statystyka prowadzona przez CIES Sports Observatory, który monitoruje procent minut rozegranych przez wychowanków (min. 3 lata w klubie w przedziale 15 – 21). Europejska czołówka wygląda tak:
- Norwegia – 20%
- Szwecja – 18,2%
- Szwajcaria – 17,3%
Ekstraklasa nie przekroczyła nawet 10%, przy czym trzeba nadmienić, że wynik mocno zawyżyły dwa kluby – Zagłębie Lubin oraz Lech Poznań. Gdyby złożyć osiemnastozespołową ligę z tych drużyn, które w Polsce oraz Szwecji najchętniej stawiają na młodzież, znalazłoby się w niej jedenaście drużyn z kraju ze stolicą w Sztokholmie. „The Roar” tłumaczy:
„Szwedzi upewniają się, żeby młodzież dojrzała na czas. Pracują nad samoświadomością oraz odpowiedzialnością, na które wpływa całe środowisko – od rodziny po system edukacji. Świetnie wychodzi im wczesne zaszczepienie w młodzieży dbałości o siebie i otoczenie. Kluby wymagają od nich uczestnictwa w wydarzeniach społecznych, angażowania się w działalność charytatywną i integracyjną. Większość zawodników jest inteligentna i zdyscyplinowana taktycznie, ale to dzięki tym działaniom są bardzo odpowiedzialni i zaangażowani”.
Zdaniem „Roar” fakt, na który zwrócił uwagę mój rozmówca – że największe szwedzkie talenty to pomocnicy, skrzydłowi oraz napastnicy – wynika ze świadomej strategii opracowanej ponad dekadę temu. Poza pracą nad talentem dbano o właściwą selekcję, typowanie piłkarzy z największym potencjałem. Od kilku lat analitycy Opta są częścią programu szkolenia, co pozwala lepiej przygotować się na przyszłość, przewidywać trendy.
– Oni zawsze szkolili dobrych piłkarzy i zawsze byli silną reprezentacją, teraz wracają na właściwe tory – mówi mi kolejna osoba, doświadczony trener, który pracował ze Szwedami. – Mają dobrą organizację gry, są na bieżąco z trendami, mają odpowiedni balans: żołnierzy i wybitne jednostki. Tak samo było w przeszłości – zauważa.
Różnicę stanowi fakt, że obecnie i wielu żołnierzy, i wybitne jednostki, bardzo często łączy jeden klub. Malutki, gdy mierzymy popularność czy zdobyte trofea. Największy na świecie, gdy mówimy o pracy z młodzieżą.
Więcej piłkarzy niż kibiców. IF Brommapojkarna – największa akademia świata, fabryka reprezentantów Szwecji
IF Brommapojkarna stała się nie tylko głównym „producentem” reprezentantów Szwecji, ale też bohaterką anegdoty z gatunku „fakt, który brzmi jak zmyślenie”. To klub, który ma więcej piłkarzy niż kibiców. Przyjęło się, że szkoli się tam cztery tysiące dzieciaków, dane potwierdzają sami zainteresowani. Kibiców na meczach jest niemal dwukrotnie mniej – to najniższa średnia frekwencja w Allsvenskan.
– Na trybunach nie mamy wielu kibiców, za to mamy wielu skautów – puszczali oko ludzie z Brommapojkarny, gdy odwiedzili ich dziennikarze BBC.
Klub nazywany zdrobniale BP tankuje szwedzkim futbol wysokooktanowym paliwem. Raport CIES Football Observatory z 2023 roku stwierdza, że w ponad trzydziestu najlepszych ligach w Europie grało wówczas równo trzydziestu wychowanków Brommapojkarny. Podobny wynik wykręciły wtedy Legia Warszawa, Chelsea FC, KRC Genk czy FC Kopenhaga.
Jak wychować De Bruyne i Courtoisa? Odwiedzamy akademię KRC Genk!
Do kadry Szwecji w ostatnich dwunastu miesiącach powołano ośmiu wychowanków BP. Dziewiąty – Dejan Kulusevski – dołączy do kolegów po wyleczeniu kontuzji. Drugi na liście dostarczyciel kadrowiczów to AIK, z którego wywodzi się pięciu członków drużyny narodowej. Spora różnica.
Dziewięciu reprezentantów to co prawda ułamek spośród ponad czterech tysięcy dzieci, które marzą o takiej karierze, ale siłą Brommapojkarny jest produkcja zawodników na każdy poziom. Jak głosi dobrze widoczny na stadionie napis: „Budujemy szwedzką młodość”.

IF Brommapojkarna w UEFA Youth League
– Mamy najlepszą akademię w kraju. Gdy jesteś najlepszy, wszyscy chcą dla ciebie grać. Zawodnicy sami do nas przychodzą – chwalił się David Eklund, szef skautów w grupach wiekowych U-13 – U-17 w rozmowie z „Guardianem”. Inny pracownik BP na łamach BBC stwierdził, że ich klub „jest jak religia, bo młodzież wierzy, że dajemy szansę na zostanie zawodowcem, wierzy nam i podąża za nami”.
BBC wyjaśnia, że talenty podzielono na ponad 250 zespołów, z których spora część gra w rozgrywkach typu grassroots. Akademia spełnia funkcję społeczną, nie tylko szkoleniową. Na szczycie piramidy są po trzy najlepsze zespołu w danym roczniku, tak to wygląda choćby wśród szesnastolatków.
Eklund zaznaczał, że BP ma też najlepszy skauting, łapie wszystkich najlepszych w okolicy. Przede wszystkim ma jednak sprawny system wprowadzania młodzieży.
– Trenerzy drużyn U-17 i U-19 są asystentami w pierwszym zespole. Trenerzy z pierwszego zespołu dwa dni w tygodniu pracują w akademii – tłumaczyli ludzie z wewnątrz, podkreślając, że to sprzyja wejściu dzieciaków do jedynki.
Działa. Niedawno w Allsvenskan zadebiutował piętnastoletni Carl Aurell. Choć akurat talentem przyszłości określany jest Benjamin Brantlind z IFK Goteborg, to w BP za moment pewnie objawi się ktoś, kto rzuci na kolana jak Gyokeres, Bergvall, Svensson czy Kulusevski. Brommapojkarna nie zawsze zarabia jednak miliony na zdolnych dzieciakach. Wielu z nich odchodzi bez debiutu lub z marginalną liczbą minut na koncie.
– Bez sprzedaży nie byłoby klubu na takim poziomie. Czasami musimy to robić nawet przed debiutem – mówił wprost Eklund.
To dobry wstęp do ostatniego wątku – sytuacji ligi szwedzkiej, która może i wypuszcza wonderkidy sprawniej niż Ekstraklasa, ale nie ma żadnych szans w konkurencji z polskimi rozgrywkami.
Ekstraklasa lepsza i bogatsza od Allsvenskan. Dla Szwedów Polska to ziemia obiecana i kontrakty życia, dla nas Szwedzi to solidni piłkarze
– Przesadą są krążące czasami zestawienia pensji, według których kasjerki w sklepie zarabiają lepiej niż piłkarze Allsvenskan. To akurat wynika z systemu podatkowego i specyfiki tamtych kontraktów, gdzie część to kwota bazowa i część – większa – bonusy za podpis. W Ekstraklasie zarobi się jednak więcej, dzięki JDG jesteśmy dzieloną wyspą dla piłkarzy – mówi Weszło polski skaut, który specjalizuje się w rynku skandynawskim.
Można to opowiedzieć nawet na przykładzie BP. Trzech wychowanków tego klubu trafiło do Polski, kolejnych dwóch zawodników, którzy dorastali gdzie indziej, przeniosło się do Ekstraklasy właśnie z Brommapojkarny. Dla przeciętnego szwedzkiego ligowca to jak kontrakt życia na Bliskim Wschodzie.
– W BP zawodnicy zarabiają średnio 5-6 tysięcy euro netto miesięcznie. W Polsce dostają 12-14 tysięcy euro do ręki. Dla nich to kontrakt życia. Wszędzie znajdziesz wyjątki, ale pensje są średnie, do tego dochodzą wysokie koszty życia. W Vasteras czy Degefors płacą po 3-4 tysiące euro miesięcznie. Djurgarden, IFK, AIK czy BK Hacken są w stanie zapłacić 15 tysięcy euro, może nawet więcej. Hammarby i Malmö płacą zdecydowanie najwięcej – tłumaczy nasz rozmówca.
Możliwości szwedzkich klubów widać, gdy spojrzymy na kwoty transferowe. Nie tylko to, co zarabiają – Hammarby właśnie wydało 2,6 miliona euro na Victora Linda z BP. Płaci pensje na poziomie Lecha, Legii, Rakowa. Podobnie w przypadku Malmoe FF, choć oni akurat wpadli w lekki kryzys.
Najlepsi są więc w stanie dotrzymać nam kroku, różnicę robi średni poziom ligi, który w Szwecji ma się nijak do Ekstraklasy. Korona Kielce wyciągnęła Simona Gustafsona, który był liderem i kapitanem BK Hacken. Podobno zarabiał tam nawet 50 tysięcy euro miesięcznie, tyle że brutto, co ma w tym przypadku ogromne znaczenie. W Polsce, nawet jeśli mówimy o połowie tej kwoty, w praktyce oznacza to lepsze warunki dla zawodnika.
– Podatek dla najlepiej zarabiających sięga ponad 50%, pracodawcy płacą też składki ubezpieczeniowe. Szwedzkie kluby działają w ramach prawnych, ustalonych czasach, których użycie znacznie zwiększa dochód netto. Nie ma sensu rozmowa o pensji samej w sobie, kluczowe jest to, co zawodnik faktycznie otrzyma. Dyrektorzy sportowi operują na konkretnym budżecie i sztuką jest sprawić, żeby jak największa część, którą mogą przeznaczyć na utrzymanie zawodnika, rzeczywiście do niego trafiła – tak system podatkowy Szwedów tłumaczy Weszło agent i były zawodnik, Davit Mikhail.
– Piłkarz, który nie jest rezydentem podatkowym Szwecji może być opodatkowany według 15-procentowej stawki. To istotne w przypadku bonusu za podpis: gracz podpisuje kontrakt, otrzymuje bonus zanim zostanie szwedzkim podatnikiem i dostaje dużą kwotę w jednej transzy. Przepisy są jednak bardzo szczegółowe i trzeba dokładnie sprawdzić, czy zawodnikowi faktycznie przysługuje ten próg – kontynuuje.

Mikael Ishak – Szwed z największą liczbą występów w Ekstraklasie, najlepszy strzelec polskich klubów w Europie.
– Obcokrajowcy mogą skorzystać z „expert tax” dla wysoko wykwalifikowanych osób. Czwarte część pensji jest wolna od podatku, dzięki czemu szwedzkie kluby są konkurencyjne na rynku zagranicznych piłkarzy – dodaje.
Można nawet połączyć obydwa progi podatkowe i stworzyć w ten sposób naprawdę sympatyczną konstrukcję kontraktu. Co jednak ze Szwedami, którzy „ekspertami” nie są? Wymyślono sposób i na to.
– Bonus za podpis jest wypłacany z góry, więc klub płaci za coś, co nie zostało jeszcze dostarczone. W Szwecji są więc i bonusy za odejście, które klub wypłaca po zmianie pracodawcy, gdy zawodnik przestanie być rezydentem podatkowym Szwecji. Wadą jest to, że piłkarz musi czekać na pieniądze, zaletą 15-procentowy podatek – mówi dalej Mikhail.
Gdy nie da się zastosować żadnej z furtek, można jeszcze podzielić pensję na wypłatę i fundusz emerytalny, co odracza opodatkowanie i pomaga stworzyć stabilną strukturę finansową na „życie po życiu”. Cała struktura jest jednak skomplikowana, powoduje, że spora część tego, co w Polsce trafia na konto piłkarza, w Szwecji przepada w podatkach.
Tyle że Allsvenskan przegrywa też z Danią i Norwegią. Tam płaci się więcej, tam ligi rosną szybciej. Szwedzkie rozgrywki co prawda są już na 19. miejscu w rankingu UEFA, ale parę lat wstecz Polska była na 30. miejscu, siedem pozycji z tyłu. Teraz to my mamy taką przewagę nad Allsvenskan. Ekstraklasa lubi to, bo lubi Szwedów. W Lechu, gdzie mają z nimi największy przebieg, mówią nam o nich tak:
– Każdy z tych gości był bardzo profesjonalny, to ich wspólny mianownik. Zdystansowani, chłodni, skoncentrowani na pracy, na swoim zdrowiu. To raczej nie są goście, którzy zacisną zęby i jadą, bo jak noga nie jest złamana, to można, ale mają charakter, nie odmawiają zaangażowania.
Szef, syty kot, Il Capitano. Jesper Karlstrom rozdaje karty w Udinese
Liga szwedzka niby też ruszyła, niby może się pochwalić niedawną grą Malmoe FF w Lidze Mistrzów, ale ograniczenia finansowe sprawiają, że choć szkoli talenty sprzedawane za kwoty od dziesięciu do dwudziestu milionów euro, to jednak zostaje w tyle. Ma to swoje minusy, ma też ciekawe plusy, bo Szwedzi kombinują, jak zarabiać innymi sposobami. Na przykład skautingiem.
– Hammarby ma najlepszy skauting afrykański. Mają w trzeciej lidze klub, Hammarby TFF, w którym ogrywa sprowadzanych masowo piłkarzy. Dyrektor sportowy Mikael Hjelmberg co trzy miesiące lata do Afryki i szuka talentów. Współpracują z agencją, która ma rozeznanie w Gambii czy WKS. Mają kontakty, relacje i dobrą organizację na miejscu, żeby ich rozwijać – tłumaczy Weszło jeden z rozmówców.
Stąd Bazoumana Toure, Odilon Kossonou czy Divine Teah. Trzech osiemnastolatków, na których klub zarobił 17 milionów euro. Nathaniel Adjei to kolejne sześć milionów, Akinkunmi Anoo ponad cztery. Doliczamy do tego Szweda Adriana Lahdo i nastoletni (czy maksymalnie dwudziestodwuletni) piłkarze przynieśli Hammarby ok. 40 baniek euro w trzy, cztery lata.
Można? Można. Dlatego nawet jeśli zgodzimy się, że polska piłka, polska liga, jest w lepszym miejscu, że Szwecja już nas nie gnębi – warto ich podpatrywać. Oni też rosną, oni też robią pewne rzeczy bardzo dobrze. Od nich też można się wiele nauczyć.
CZYTAJ WIĘCEJ O SZWECJI I POLSCE NA WESZŁO:
- Największy stadion w Szwecji. Zagramy baraż wśród bloków i galerii
- Nasze największe szwedzkie koszmary
- Prawie 100 lat i 10 prób. Nie ma na świecie drugiej takiej klątwy
- Trzydniowa podróż i gol w debiucie. Tak Polska ograła Szwedów w 1930
- Różne style bycia. Lewandowski jak Ibrahimović?
