„Colak po prostu uciekł z klubu”. Działacz Górnika Zabrze wraca do sytuacji

Marcin Ziółkowski

25 marca 2026, 12:34 • 4 min czytania 15

Reklama
„Colak po prostu uciekł z klubu”. Działacz Górnika Zabrze wraca do sytuacji

Antonio Colak był bohaterem bardzo zaskakującego zwrotu akcji podczas letniego okienka transferowego w Ekstraklasie. Wydawało się, że Chorwat podpisze umowę z Górnikiem Zabrze. Piłkarz z Bałkanów, który miał już w CV grę na polskich boiskach, finalnie zdecydował się na kontrakt w Legii Warszawa. Sytuacja ta wywołała spore zamieszanie. Michał Siara, członek zarządu Górnika Zabrze, wypowiedział się na temat tamtych wydarzeń w ostatnim odcinku podcastu Tomasza Ćwiąkały.

Reklama

Colak bez klasy. Chodzi o letnią sagę transferową

Przypomnijmy w skrócie o co cały ten ambaras. Latem Jean-Pierre Nsame doznał zerwania ścięgna Achillesa i Legia potrzebowała w trybie pilnym zakontraktować kolejnego napastnika. Postawiono na Antonio Colaka, który grał już niegdyś w Ekstraklasie, w barwach Lechii Gdańsk. Chorwat miał być zmiennikiem Milety Rajovicia, który w tamtym czasie został rekordzistą transferowym polskiej ligi.

Był to ruch  błyskawiczny, ale nie obyło się bez kontrowersji. Colak bowiem został przechwycony przez Legię, gdy był na testach medycznych w Górniku Zabrze. Do tej sytuacji wrócił Michał Siara, który był gościem rozmowy na kanale Tomasza Ćwiąkały.

– Najbardziej rozczarowujące są te sytuacje, że ktoś tu przychodzi i nie odpala. A tutaj, on po prostu uciekł z klubu. Nie wiem skąd tam się wzięła ta Legia, ale pracowaliśmy nad tym, aby ściągnąć Antonio do Górnika.

– W poniedziałek wieczorem wylądował w Polsce. Mieliśmy dograny kontrakt, warunki i tak dalej. To nie było tak, że praktycznie do podpisu i pokłóciliśmy się o przysłowiowy tysiąc euro czy mieszkanie. Podczas testów medycznych jest też punkt z marketingiem. Przeszedł część badań, potem był w klubie i miał mieć ich drugą część, podpisywać kontrakt.

Reklama

– Widać było potem, że zaczęły się telefony, zaczęło się dziać coś dziwnego. Powiedzieli, że spokojnie. No i tak po prostu pojechał. Kamil Tęcza zadzwonił do agenta i zapytał „Wy wracacie? Jak to wygląda?”. Oni odpowiedzieli, że „my wrócimy”. Potem powiedzieli w drodze do Warszawy, że oni się zdecydowali na Legię.

– Najbardziej rozczarowujące jest to cale zachowanie. Takie cyrki masz w deadline day w Anglii, pewnie coś takiego jest raz na trzy okienka. U nas wszyscy mam wrażenie się cieszą, że widocznie tak miało być. Taki piłkarz nie jest dla nas. Popełniliśmy jakiś błąd w ocenie emocjonalnej zawodnika. Jak ktoś do ciebie dzwoni i jesteś dogadany to nie mówisz „dobra, posłucham”. Jak idziesz do ślubu to nie dajesz się zwieść temu, że w drugiej ławce siedzi sobie jakaś jeszcze jakaś fajniejsza, bo ma blond włosy. Jedziesz dalej. To rozczarowujące, ale widocznie tak miało być – zakończył Siara.

Reklama

Żewłakow po wszystkim czuł niesmak. Nie wiedział o „uciekającym” Colaku

32-letni Antonio Colak w Legii wystąpił do tej pory 19 razy i trafił do siatki trzykrotnie. Na początku rundy wiosennej, uratował warszawskiej drużynie punkt w meczu z Arką Gdynia, gdy w doliczonym czasie gry dwukrotnie pokonał Damiana Węglarza.

Z perspektywy tabeli może jednak czuć lekki niedosyt – Górnik aktualnie znajduje się w strefie walki o europejskie puchary i plasuje się na czwartym miejscu, a Legia (15.) walczy o uniknięcie spadku. Colak uzbierał do tej pory blisko 590 minut.

Reklama

Warto tutaj też przypomnieć, że nie wszyscy w Legii wiedzieli o tym, że Colak ma trafić do klubu z Warszawy. Powiedział o tym dyrektor sportowy drużyny z Łazienkowskiej Michał Żewłakow na antenie Canal+ w programie Liga+ Extra.

– Mam dylemat moralny, bo nie lubię takich sytuacji. W temacie napastnika działał Fredi Bobic. Gdy dostałem o siedemnastej telefon od dyrektora sportowego Górnika, byłem trochę zaskoczony. Wtedy dowiedziałem się, że wyciągnęliśmy napastnika z badań medycznych. Po rozmowie z Fredim wszystko się potwierdziło.(…) Mam z tym problem, czasami tak się zdarza.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

15 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
14
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
24
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont