Rzut rożny? Dla rywali Legii to wciąż wielki prezent

Wojciech Piela

23 marca 2026, 10:00 • 5 min czytania 14

Reklama
Rzut rożny? Dla rywali Legii to wciąż wielki prezent

Remis Legii Warszawa z Rakowem Częstochowa był najlepszym dowodem na to, że w stołecznym zespole widać już rękę Marka Papszuna, a w tym drugim 51-letni trener jeszcze do niedawna pracował. Mecz rozstrzygnęły stałe fragmenty gry i niewiele było w nim płynnych akcji. Legia przynajmniej na dwa tygodnie wychodzi ze strefy spadkowej, ale nadal ma mnóstwo do poprawy. Papszun po spotkaniu nie owijał w bawełnę, bo cierpliwość do niektórych zachowań przy dośrodkowaniach skończyłaby się chyba nawet u tybetańskiego mnicha. 

Reklama

– Co powiedziałem zawodnikom w szatni? Nie mogę powiedzieć, bo to nie były miłe słowa. Nie będę kontynuował wątku. Nie był to miły przekaz. Resztę można sobie wydedukować – mocy przekazu na pewno nie umniejszał lekki uśmiech, jaki pojawił się pod nosem u trenera Legii w trakcie wypowiedzi na konferencji prasowej.

W kolejnym meczu pod jego wodzą Legioniści pozwalają sobie na nonszalancję przy rzucie rożnym, co kosztuje ich brak trzech punktów. Tak było przecież również przeciwko Radomiakowi, jak i wcześniej z Arką Gdynia. Z GKS-em Katowice stracili natomiast gola po dośrodkowaniu z wolnego, a przeciwko Koronie Kielce oraz Wiśle Płock po zagraniach z bocznych stref podczas akcji. Dużo, zdecydowanie zbyt dużo.

Dla rywali Legii to wciąż prezent. O trudnej sztuce bronieniu rzutów rożnych

Na pewno pod wodzą Papszuna w Legii poprawiła się organizacja gry bez piłki oraz współpraca obrońców z pomocnikami. Odległości między nimi są mniejsze i rywalom trudno dochodzić do czystych pozycji strzeleckich. W niedzielny wieczór Raków nie był w stanie sforsować Radovana Pankova, Kamila Piątkowskiego czy Juergena Elitima. Szkoleniowiec Legii chciałby jednak zapewne wrócić do tego, co było jego siłą za czasów pracy pod Jasną Górą, a więc również dobrej obrony przy stałych fragmentach gry.

Stracony gol padł po kuriozalnym błędzie Jeana-Pierre’a Nsame, który w zasadzie wystawił piłkę Lamine’owi Diaby’emu-Fadidze. Wcześniej jednak Oskar Repka uprzedził przecież Piątkowskiego oraz Pankova przy zgraniu. Później groźnie było też już przy stanie 1:1, kiedy w słupek po zamieszaniu trafił Jonatan Brunes.

Reklama

– Najbardziej bolą dziwne sytuacje, zachowania. Musimy się tego wyzbyć, bo za dobrze pracujemy, żeby popełniać tak banalne błędy. Widać, że na razie jesteśmy na to skazani. Musimy to wyplenić i iść dalej. Tak to wygląda – Marek Papszun widzi skalę problemu i zamierza nad tym jeszcze mocniej pochylić się w trakcie przerwy na mecze reprezentacji.

Legia punktuje ze zdecydowanie wyższą średnią niż jesienią, ale samymi remisami w lidze się nie utrzyma. – To mój czwarty sezon w Legii i zarazem najtrudniejszy. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. To ciężkie. Tu gra się o najwyższe cele i jest duża presja, a obecnie musimy bronić się przed spadkiem. Wyjście z czerwonej strefy może być pozytywem pod kątem przerwy reprezentacyjnej. Ścisk jest niesamowity, musimy liczyć na to, że złapiemy serię, wygramy jeden czy drugi mecz, i wszystko się odmieni, i pójdziemy w górę – dodawał przed kamerami CANAL+ Rafał Augustyniak.

Reklama

Presja jest na pewno ogromna i ma ona olbrzymi wpływ na grę Legii. – Widać, ile znaczy mental i ile głowa rozdaje w grze. Pod tym kątem jestem najbardziej zaskoczony. Od początku byłem zbudowany, jak drużyna pracuje i chce pracować, dlatego teraz jestem trochę rozczarowany, że nie pokazujemy tego, na co nas już stać. O to była złość – wskazywał po spotkaniu Papszun.

Być może przekłada się to również na poczynania ofensywne. Zespół z Warszawy tak, jak słabo wygląda przy bronieniu stałych fragmentów, tak znacznie lepiej przy ich wykorzystywaniu. Większą część goli strzela właśnie w taki sposób, jak choćby w niedzielę, zamieniając na bramkę rzut karny. Znacznie gorzej jest jednak, gdy trzeba wykreować coś z otwartej gry.

Mimo wielu szans, regularnie zawodził przecież Kacper Urbański. Z tego względu bardzo często w wyjściowej jedenastce pojawia się Wahan Biczachczjan, który również nie zawsze podejmuje na boisku właściwe decyzje. Przebić nie może się Wojciech Urbański, a inne atuty jako drugi napastnik prezentuje Rafał Adamski. Skupia się on bardziej na pracy dookoła pola karnego poprzez rajdy czy przytrzymywanie piłki.

– Jesteśmy silni mentalnie, potrafimy się podnieść. Gdy dostawaliśmy bramkę w rundzie jesiennej, to było po nas, nie potrafiliśmy się podnieść. Teraz odrabiamy straty. Szkoda, że mało kreujemy. Dochodzimy do sytuacji po stałych fragmentach, ale niewiele stwarzamy z gry. Sądzę, że to nasz duży problem. Powinniśmy więcej wymagać od siebie z gry – mówił Augustyniak.

Reklama

Powrót do gry Pawła Wszołka na pewno będzie istotny, bo już w niedzielę można było odczuć dużą chęć w szukaniu sobie okazji przez Legię właśnie prawą stroną. Tam wybiegany prawy wahadłowy będzie miał okazję się wykazać, być może także w kontekście powrotu do reprezentacji Polski. Jan Urban nie ukrywał bowiem ostatnio, że gdyby nie kontuzja, to Wszołek prawdopodobnie znalazłby się w kadrze na baraże. Ośmiu innych graczy Legii wyjeżdża jednak na zgrupowania, co na pewno nie ułatwi pracy Papszunowi w newralgicznym okresie.

Pierwszy tydzień pracy ma być zwieńczony weekendowym sparingiem, a kluczowa będzie kompleksowość. W obecnej sytuacji Legia nie może pozwolić sobie na zaniechanie żadnego aspektu. Zostało osiem kolejek, a przed stołecznym zespołem mecze choćby z Widzewem, Bruk-Betem, Pogonią czy Lechią znajdującymi się w podobnych rejonach tabeli. Każdy punkt jest tu na wagę złota i przedłużenia nadziei na to, że bolesna odbudowa klubu nie będzie odbywać się w aurze wyjazdów do Niepołomic czy Siedlec.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

14 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Stempniewski o kontaktach sędziów i trenerów. „Michniewicz proponował grilla”

Mikołaj Duda
10
Stempniewski o kontaktach sędziów i trenerów. „Michniewicz proponował grilla”
Boks

Karol Nawrocki na Filipinach. Trenował… z mistrzem świata w boksie

Mikołaj Duda
27
Karol Nawrocki na Filipinach. Trenował… z mistrzem świata w boksie

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Stempniewski o kontaktach sędziów i trenerów. „Michniewicz proponował grilla”

Mikołaj Duda
10
Stempniewski o kontaktach sędziów i trenerów. „Michniewicz proponował grilla”
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
3
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany