Ostatni wieczór z HMŚ. Czy będą kolejne medale dla Polski?

Sebastian Warzecha

22 marca 2026, 15:55 • 8 min czytania 0

Reklama
Ostatni wieczór z HMŚ. Czy będą kolejne medale dla Polski?

Trzy medale, po jednym każdego koloru. To dorobek reprezentacji Polski na halowych mistrzostwach świata w lekkoatletyce po pięciu sesjach rywalizacji. Została ta ostatnia, szósta. A w niej – kilka szans na kolejne sukcesy. Czy Polacy zdołają dopisać jeszcze nieco podiów do naszego dorobku? I kto ma na to szanse?

HMŚ. Czy Polacy zdobędą jeszcze medale?

Piątek się nie udał. Ale sobota – a i owszem. To właśnie tego dnia (21 marca) zdobyliśmy wszystkie trzy dotychczasowe krążki. Zaczęło się od sztafety mieszanej 4×400 metrów. Polacy dobiegli co prawda na czwartym miejscu, ale w konsekwencji dyskwalifikacji reprezentacji Jamajki, ostatecznie sięgnęli po brąz. Wzruszona tym medalem była szczególnie Justyna Święty-Ersetic, która ten bieg kończyła.

– Kiedy dowiedziałam się o medalu? Tutaj. Choć już na płycie Ania mi zgłaszała, że była taka sytuacja. Mówię jej: „Dobra, tam jest Marek Plawgo, idź do niego i mu to zgłoś”, bo ja nie wiedziałam, co się stało. Jak stałam przed kamerą TVP, to wiedziałam, że protest został złożony, więc czekałam, co się stanie. I dopiero tutaj, gdy wchodziłam do was, zobaczyłam, że jesteśmy na trzeciej pozycji i… Jezu, jestem tak szczęśliwa! – mówiła dziennikarzom.

Reklama

CZYTAJ: „JEZU, JESTEM TAKA SZCZĘŚLIWA!”. JUSTYNA ŚWIĘTY-ERSETIC O MEDALU SZTAFETY

Brąz był niezłym początkiem, ale wszyscy czekali na złoto, bo tego nie było w historii występów Polski na HMŚ od 2018 roku. Gdyby nie udało się i tym razem, na własnej ziemi, przy okazji kolejnej edycji tej imprezy wybiłaby dekada. Sobotnim wieczorem zerkano więc – a może wręcz gapiono – na Natalię Bukowiecką. Nasza biegaczka, wiadomo, od dawna startuje na poziomie najlepszych na świecie. Tu jednak skończyła druga. To znaczy: wygrała swój bieg, ale że zawody rozgrywano na zasadzie dwóch finałów, musiała czekać na rezultat z tego drugiego.

A tam nieznacznie lepsza okazała się Czeszka Lurdes Gloria Manuel. I nieco niespodziewanie to ona sięgnęła po złoto, Polka skończyła druga. Ale była zadowolona, bo do tej pory nie miała indywidualnego medalu z hali. Nie zmienia to jednak faktu, że formuła rozgrywania tej konkurencji nie spodobała jej się.

Ja sobie po prostu odpoczywałam, ale to był mega długi czas, trudno się oglądało ten drugi bieg, bo trzeba było zostawić to wszystko w czyichś rękach. Nie możesz powalczyć, nie możesz nic z tym zrobić. Było to dziwne, nie jest to korzystne dla nikogo. Rozmawiałam z trenerami, z zawodniczkami i nikt nie był zadowolony z tej formuły. Nie można bezpośrednio walczyć o medale, trochę się zabiera też tę radość – bo ja dobiegłam i powinnam się móc cieszyć, a się nie cieszyłam. Potem już tak, miałam rundę honorową, ale na początku jest nieco zabrany ten moment radości. I kibice, i zawodnicy, i trenerzy – nikt nie jest z tego zadowolony. Mam nadzieję, że się to już nie powtórzy – mówiła Natalia.

Reklama

CZYTAJ: BUKOWIECKA O SREBRZE HMŚ: „ŻAŁUJĘ JEDNEJ RZECZY”

No dobrze, ale co z tym złotem? Skoro nie udało się Natalii, to obserwować trzeba było Jakuba Szymańskiego na płotkach, który biegł niedługo po niej. I który zapowiadał już po eliminacjach, że jest tu po to, by bić się właśnie o zwycięstwo. I faktycznie, udało się! W nieco gorszym czasie niż Kuba zakładał – 7,40 s – ale złoto wpadło do jego dorobku, który tak naprawdę dopiero zaczyna imponować. Udowodnił, że na hali należy do ścisłej światowej czołówki, a przy okazji… odegnał widmo poprzednich HMŚ, rozgrywanych w Chinach, które go gnębiły.

Rodzina myślała, że to po mnie spłynęło, nie wiedzieli, co przeżywam. Wiedzieli tylko trenerzy i menadżer, czyli Marcin Rosengarten, Mikołaj Justyński i Maciej Ryszczuk. Bo im się tylko spowiadałem, rodzina nie wiedziała. Bo moja rodzina nie była profesjonalnymi sportowcami, a nikt, kto nie był czy nie miał z tym sportem do czynienia, to nie wie, co taki zawodnik czuje. Oni myśleli, że jest wszystko w porządku, że jakoś to będzie, bo ten start nie jest tak ważny, bo jestem młody. A ten start jednak ciążył i teraz się udało – mówił po biegu.

CZYTAJ: JAKUB SZYMAŃSKI PO ZŁOCIE: „BĘDĘ MIAŁ WYWALONE”

Reklama

Tak więc: trzy medale. Brąz, srebro i złoto. Po kolei. A możemy do tego dorobku jeszcze trochę dopisać.

Bo 22 marca – w niedzielę – szanse na medale mamy cztery.

Reklama

Polska lekkoatletyka znów kobietą?

Mówiło się często w ostatnich latach, że nasza lekkoatletyka stała się kobietą, bo to głównie zawodniczki wywalczały krążki dla Polski. Na tych mistrzostwach na razie ten najcenniejszy to dzieło mężczyzny, ale jeśli chodzi o ogólny podział, to półtora medalu przyznać możemy kobietom, a drugie półtora mężczyznom. Wiadomo, to wszystko jedna kadra i w sumie nie ma to żadnego znaczenia… ale równocześnie trudno nie zauważyć, że w tych męskich konkurencjach miewamy ostatnio deficyt.

Możliwe, że zmieni się to w najbliższym czasie, bo jest kilka talentów, które mogą dorównać koleżankom i starszym kolegom po fachu. Ale jeśli wpadną jeszcze jakieś medale, to tak – nasze lekkoatletki znów wygrają z lekkoatletami.

A wydaje się, że choć jeden powinien wpaść. Małe szanse na ten moment – o ile rywalki nic nie zepsują ma Adrianna Sułek-Schubert. Polka po trzech konkurencjach pięcioboju zajmuje 4. miejsce, co jest pewnym zaskoczeniem, bo wydawało się, że większe szanse na medal ma Paulina Ligarska, która jest 6., ale do „pudła” traci sporo. Sułek-Schubert jak na razie zalicza świetny pięciobój – nieźle pobiegła przez płotki, skoczyła 181 cm wzwyż (dawno nie skakała tak wysoko), a potem podbiła to świetnym pchnięciem kulą, gdzie wykręciła nową życiówkę – 14,89 m.

Adrianna Sułek-Schubert

Reklama

Adrianna Sułek-Schubert. Fot. Newspix

Tyle że przed nią skok w dal, który od przerwy macierzyńskiej nie wychodzi jej najlepiej. A potrzebowałaby wręcz doskonałego skoku – albo problemów rywalek – by dać sobie szansę na medal. Przed nią jest jednak świetnie dysponowana Irlandka Kate O’Connor, a na pierwszych dwóch miejscach faworytki: Anna Hall (która niespodziewanie nie prowadzi) i Sofie Dokter. Innymi słowy: Ada jest blisko. Ale to „blisko” może nie wystarczyć.

Możliwe, że uda się zdobyć kolejny – już trzeci albo i czwarty – indywidualny medal na bieżni. W ślady, choćby częściowo, Jakuba Szymańskiego spróbuje pójść Pia Skrzyszowska. W eliminacjach biegu na 60 metrów przez płotki Polka miała 7,84 s, czyli trzeci czas. Stawka jest jednak wyrównana, a przed Pią jeszcze dwa etapy – półfinał i finał – rywalizacji. Tak więc: dopóki nie przejdzie półfinału, gdzie zapewne zmierzy się z kimś mocnym, dopóty trudno będzie oceniać, jak prezentuje się ona, a jak rywalki.

Pia Skrzyszowska

Reklama

Pia Skrzyszowska. Fot. Newspix

Zdecydowanie ciekawym można być też występu Klaudii Kazimierskiej na 1500 metrów. Polka zaliczyła świetny start w eliminacjach (drugi czas wśród wszystkich zawodniczek), ale wiadomo, że biegi średnie to biegi taktyczne. Niemniej: Klaudia przyjechała do Torunia z czwartym wynikiem na tegorocznych listach światowych, do tego coraz lepiej czyta taktykę (doświadczenie oraz treningi w Oregonie swoje robią) i bardzo dobrze radzi sobie w hali. Wiele może zależeć tu od tego, jak bieg poprowadzą rywalki, ale na papierze żadna diametralnie od Kazimierskiej nie odstaje, bo stawka nie jest przesadnie mocna.

W dodatku po swoim biegu w eliminacjach – wolnym, taktycznym – Klaudia mówiła, że to był fatalny bieg w jej wykonaniu i mocno go zawaliła. A dobiegła druga i spokojnie awansowała do finału.

Co więc będzie, gdy zrobi to dobrze?

Reklama

Na to, że pobiegną dobrze, mamy też nadzieję w przypadku polskiej sztafety 4×400 metrów. W eliminacjach nasze reprezentantki wygrały nie tylko swój bieg, ale i ogólną rywalizację, a Justyna Święty-Ersetic, która jako ostatnia na finiszu wyprzedziła Holenderkę, mówiła, że popchnęli ją do tego kibice, ten doping na hali. Czas pozwoli Polkom mieć lepszy tor w finale, co może być ważne i może pomóc uniknąć późniejszych przepychanek przy zmianach. Ale też trzeba przyznać, że dobrze się w tłoku nasze reprezentantki odnajdywały w eliminacjach.

A do tego – jak podkreślały – mają asa w rękawie. Bo któraś z nich na finał nie wyjdzie (możliwe, że będzie to doświadczona Marika Popowicz-Drapała, która zgłaszała drobny uraz po pierwszym biegu), za to do składu wejdzie Natalia Bukowiecka. A z nią w składzie Polki gotowe są walczyć o medal każdego koloru, tak zapowiadały.

A może i o historię.

Najlepsze HMŚ w dziejach?

Halowe mistrzostwa świata w lekkoatletyce organizowane są od 1985 roku. Tegoroczna impreza w Toruniu to ich 22. edycja. W poprzednich Polacy zdobyli na nich łącznie 38 medali, z czego tylko pięć złotych. Jak podzielić przez liczbę występów – niewiele. Tylko pięciokrotnie zdobywaliśmy co najmniej trzy medale (dwukrotnie więcej, w obu przypadkach po pięć). Były to, kolejno, edycje:

Reklama
  • 1999: 1 złoto, 2 srebra, 2 brązy.
  • 2006: 0 złotych, 2 srebra, 1 brąz.
  • 2014: 1 złoto, 2 srebra, 0 brązów.
  • 2016: 0 złotych, 1 srebro, 2 brązy.
  • 2018: 2 złota, 2 srebra, 1 brąz.

Lata 2006 i 2016 – swoją drogą wychodzi, że co dekadę mamy sensowne HMŚ w wykonaniu naszych lekkoatletów – już są więc gorsze, bo nie było wtedy złota. Lepsze pozostają więc tylko trzy edycje. By przebić rok 2014, potrzeba tylko jednego srebra. By pokonać 1999 – dwóch medali, z czego oba muszą być co najmniej srebrami.

Najtrudniej jest z 2018 rokiem, gdy jedyny raz w historii wywalczyliśmy dwa złota na jednych HMŚ. Nie tylko ktoś musiałby zostać mistrzem (tu zerkamy szczególnie w stronę sztafety), ale też potrzeba by, żeby do tego doszło albo drugie złoto, albo dwa inne medale, z czego co najmniej jeden musiałby być srebrny (czyli albo bilans na zasadzie 3-1-1, albo 2-3-1 lub 2-2-2).

O najlepsze HMŚ w historii nie będzie więc lekko… ale jest na to szansa. Jest też szansa, że będą najlepsze, ale pod innym kątem – po prostu liczby medali. Do tego potrzebujemy jeszcze trzech krążków, jakiegokolwiek koloru, a to – jak już ustaliliśmy – jest możliwe.

Sesja wieczorna choćby z tego powodu zapowiada się więc ciekawie. A czy Polacy tym zapowiedziom dorównają? Przekonamy się z czasem.

Reklama

***

Finały Polaków w ostatniej sesji HMŚ:

19:22. 1500 metrów kobiet – Klaudia Kazimierska.
20:03. 800 metrów kobiet, pięciobój kobiet – Paulina Ligarska, Adrianna Sułek-Schubert (wcześniej jeszcze skok w dal).
20:13. 60 metrów przez płotki kobiet – ew. Pia Skrzyszowska (wcześniej półfinały).
20:47. Sztafeta 4×400 metrów kobiet – Polska.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Atletico przekreśli marzenia Realu? Arcyważne derby Madrytu

Braian Wilma
1
Atletico przekreśli marzenia Realu? Arcyważne derby Madrytu

Inne sporty