Niby są w zasięgu, a jednak nie. Fiorentina kończy przygodę Rakowa w Europie

Michał Kołkowski

19 marca 2026, 20:59 • 5 min czytania 52

Reklama
Niby są w zasięgu, a jednak nie. Fiorentina kończy przygodę Rakowa w Europie

Niektóre drapieżniki lubią się pobawić z upolowaną ofiarą, zanim przejdą do konsumpcji. I wygląda na to, że Fiorentina w taki właśnie sposób podchodzi do rywalizacji z polskimi drużynami w europejskich rozgrywkach. Gracze z Florencji po raz trzeci wykręcili nam bowiem bardzo podobny numer: pozwolili na chwilkę uwierzyć, że niespodzianka jest w zasięgu, a następnie bezlitośnie odarli ze złudzeń. Efekt? Raków Częstochowa zakończył swoją przygodę z Ligą Konferencji na etapie 1/8 finału po porażce 1:2 w rewanżowej potyczce z Violą. 

Była to szóste podejście polskiego klubu do wygrania dwumeczu z Fiorentiną w europejskich pucharach. Wszystkie zakończyły się fiaskiem.

Raków – Fiorentina. Gospodarze przeważali przed przerwą

Pierwsza połowa spotkania była w wykonaniu Rakowa niezła.

I teraz pytanie – tylko niezła czy aż niezła?

Reklama

Z jednej strony – „aż”. Mówimy przecież o starciu z drużyną z Serie A, która przed przerwą zdołała się pokusić o zaledwie dwa-trzy groźne ataki. Poza tym, na boisku dominowali gospodarze. Raków bardzo sprawnie odzyskiwał piłkę w środkowej strefie boiska, dynamicznie przenosił ją pod pole karne przyjezdnych. Jeśli chodzi o ostatnie podanie lub strzały, to często brakowało w poczynaniach Medalików precyzji, fakt, ale i tak parokrotnie pod bramką Violi zrobiło się gorąco. Podobać mógł się przede wszystkim Ivi Lopez, z upilnowaniem którego Włosi mieli w pierwszej odsłonie meczu naprawdę poważne problemy. Aktywni byli także Michael („Majki”…) Ameyaw, Patryk Makuch czy Oskar Repka, choć akurat oni – w przeciwieństwie do Hiszpana – popełniali również trochę prostych błędów.

Było to frustrujące, bo zawodnicy Rakowa często trwonili własny wysiłek poprzez niedokładne podania czy wrzutki zbyt łatwo blokowane przez rywali.

Druga strona medalu jest natomiast taka, że całkowite xG gospodarzy po pierwszej połowie… nie przekraczało nawet 0,3. Fiorentina nie miała więc meczu pod kontrolą, ale i tak twardo trzymała w garści zaliczkę z pierwszego spotkania. I jeśli ktoś był przed zmianą stron bliski wyjścia na prowadzenie, to właśnie Włosi. Niebezpieczne sytuacje strzeleckie spartolili jednak Giovanni Fabbian i Moise Kean. A trzeba pamiętać, że trener Paolo Vanoli posadził na ławce paru graczy podstawowego składu.

Reklama

Co tu dużo gadać, przypominało to do pewnego stopnia pierwsze starcie Fiorentiny z Jagiellonią Białystok. Zawodnicy Dumy Podlasia też wtedy trochę pozawracali piłkarzom z Florencji mandolinę, ale jak przyszło do konkretów, to nie mieli wiele do zaoferowania. I w konsekwencji zostali wypunktowani.

Błyskawiczny cios Rakowa po przerwie. Struski świetnie to zrobił

Na szczęście tuż po przerwie Raków tego rodzaju skojarzenia przekreślił.

Niewiele ponad 20 sekund zajęło Medalikom przełamanie defensywy przyjezdnych po zmianie stron. Po raz kolejny świetnym podaniem popisał się Ivi Lopez, a Karol Struski kapitalnie zachował się w polu karnym i uderzeniem przy bliższym słupku pokonał Olivera Christensena. Niesamowita jest historia pomocnika Rakowa w tej edycji Ligi Konferencji – od gracza, który nie łapał się w ogóle na listę zgłoszonych do rozgrywek, do autora arcyważnej (jak się zdawało) bramki w 1/8 finału.

Reklama

Ciężko pracowali na to trafienie zawodnicy z Częstochowy. I dopięli swego. Tymczasem w obozie Fiorentiny zrobiło się dość nerwowo. Trener Vanoli zareagował szybkimi zmianami, boisko opuścił między innymi Moise Kean, no i – delikatnie rzecz ujmując – nie zareagował najlepiej na decyzję swojego szkoleniowca. Można zresztą powiedzieć, że to już klasyka gatunku, jeśli chodzi o rewanże Fiorentiny z polskimi drużynami w Lidze Konferencji.

Włosi jak zawsze liczyli na występ w trybie ekonomicznym, a przyszło im wskoczyć na najwyższe obroty.

Reklama

Znowu to samo. Fiorentina podpuściła i skasowała

I jednego tylko nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Dlaczego Raków po zdobyciu bramki na 1:0 momentalnie przestał grać w piłkę?

No dlaczego?!

Okej, goście przyspieszyli, narzucili trudniejsze warunki. Dokręcili śrubę. Ale to przecież jeszcze nie oznacza, że trzeba było od razu przestawiać się na obronę, nomen omen, Częstochowy. Czyli: jednobramkowej przewagi, która nawet nie oznaczała triumfu Medalików, a jedynie dogrywkę. Tymczasem podopieczni Łukasza Tomczyka zaczęli się zachowywać tak, jak gdyby zdobyli właśnie gola na wagę awansu i to nie w 46. minucie spotkania, ale w doliczonym czasie. No niepojęte. I zwyczajnie niemądre, bo wcześniej Rakowowi na boisku udawało się całkiem sporo, a po bramce na 1:0 gospodarze przestali w ofensywie pokazywać cokolwiek wartego uwagi.

Naturalnie tylko rozochociło to piłkarzy z Florencji, którzy zaczęli sobie kreować masę sytuacji bramkowych. Zasłużony gol wyrównujący padł w 69. minucie gry. Mieli rywale Rakowa trochę szczęścia przy tej bramce, ale – podkreślmy raz jeszcze – była ona pochodną ich miażdżącej przewagi na tym etapie spotkania.

Reklama

Bramka na 1:1 trochę gospodarzy ocuciła, zmusiła do powrotu do odważniejszej gry. Ale nie doczekaliśmy się już kolejnego zwrotu akcji w tym dwumeczu.

Wprawdzie Jonatan Braut Brunes zdołał w końcówce nabrać arbitra na padolino, ale interwencja VAR sprawiła, że, zamiast rzutu karnego dla Medalików, sędzia pokazał napastnikowi żółtą kartkę za symulkę. No a ponurą puentą całego widowiska okazała się bramka na 1:2, zdobyta przez gości dosłownie w ostatniej akcji uderzeniem z połowy boiska. Oliwiera Zycha nie było już wtedy między słupkami, bo chwilę wcześniej szukał szczęścia w szesnastce Fiorentiny.

Reklama

A zatem Fiorentina znowu podpuściła i skasowała. Tak jak wspominaliśmy: klasyka gatunku.

Rakowowi trzeba oczywiście przede wszystkim gratulować udanej europejskiej przygody, zwłaszcza skutecznej postawy w fazie zasadniczej Ligi Konferencji. Ale tego dwumeczu z Fiorentiną trochę jednak szkoda. Rywal mocniejszy kadrowo, z wyższej półki, doświadczony w europejskich bojach – jasne, jasne wszystko to prawda.

Reklama

A jednak… drobny niedosyt pozostaje. Też go odczuwacie, prawda?

Raków Częstochowa – ACF Fiorentina 1:2 (0:0)

wynik pierwszego meczu: 1:2

  • 1:0 – Struski 46′
  • 1:1 – Ndour 69′
  • 1:2 – Pongračić 90+8′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

52 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Konferencji

Ekstraklasa

Ishak pobił Lubańskiego! Najlepszy „polski” strzelec w Europie

Braian Wilma
3
Ishak pobił Lubańskiego! Najlepszy „polski” strzelec w Europie