Odnowiona hala, na której można pobijać rekordy. Najlepsi lekkoatleci świata i Polski, przy czym ci drudzy wcale w światowej stawce odstawać nie muszą. I właśnie – z tego powodu też wielkie nadzieje na medale. Halowe mistrzostwa świata w Toruniu już za kilka dni, a na co możemy liczyć w związku z nimi? Czy Polacy nawiążą do najlepszych wyników w historii? I jakie gwiazdy zjawią się w Toruniu?
Halowe mistrzostwa świata, czyli wielkie nadzieje na polskie medale
Jeśli chodzi o lekkoatletyczny sezon halowy, to nie ma większej imprezy. A że na hali startuje mniej osób? Że nie ma części konkurencji? Że wielu traktuje halę wyłącznie jako przygotowanie przed startami na otwartym stadionie? No tak, to wszystko prawda. Ale nie oznacza to, że nie można brać halowych mistrzostw świata naprawdę na poważnie.
Bo jeśli już ktoś na tej hali rywalizuje, to również po to, by zdobywać medale. A te najcenniejsze w tym roku do zgarnięcia są w Toruniu, gdzie od piątku odbywać się będą halowe MŚ.
To już ich 21. edycja. I po raz drugi rozgrywane będą w Polsce. Poprzednim razem zagościły w naszym kraju w 2014 roku w Sopocie. Nadmorska miejscowość przyniosła nam wówczas nieco radości – zdobyliśmy trzy medale. Po srebro sięgali Adam Kszczot w biegu na 800 metrów u mężczyzn oraz Angelika Cichocka na tym samym dystansie u kobiet. Złoto – niespodziewane – zdobyła za to Kamila Lićwinko, która na najwyższym stopniu podium stanęła razem z Mariją Kucziną z Rosji.

Kamila Lićwinko z historycznym złotem HMŚ – jedynym, które (do tego roku?) Polacy wywalczyli na własnej ziemi. Fot. Newspix
Rekordowe HMŚ zanotowaliśmy jednak nie na swojej ziemi, a cztery lata później – w Birmingham.
Pięć zdobytych medali było co prawda wyrównaniem wyniku z 1999 roku, ale po raz pierwszy i jedyny w dziejach były przy tym dwa złota. Mistrzami świata zostawali Adam Kszczot i nasza sztafeta 4×400 m mężczyzn, która pobiła przy tej okazji halowy rekord świata. Do tego medale dołożyli Marcin Lewandowski (srebro, bieg na 1500 metrów), sztafeta 4×400 m kobiet (srebro) i Piotr Lisek (brąz, skok o tyczce).
Po tamtej edycji HMŚ były jeszcze trzy: w 2022, 2024 i 2025 roku. Na pierwszych dwóch zdobywaliśmy dokładnie taki sam zestaw medali – jedno srebro i jeden brąz. Rok temu było tylko srebro naszej sztafety. Czekamy więc na kolejne złoto i doczekać się nie możemy.
Czy trafi się w Toruniu?
Hala dobrze znana. Ale odnowiona
Pierwsza wielka lekkoatletyczna impreza w pandemii? Halowe mistrzostwa Europy. W Toruniu właśnie. Sporo się tam wtedy działo i rozkręciło nam to nadzieje na igrzyska w Tokio, gdzie nasza lekkoatletyka faktycznie miała się dobrze – choć duża w tym zasługa konkurencji, których na hali nie ma. Teraz, po 12 latach, wielka mistrzowska (bo rokrocznie odbywa się tam Copernicus Cup) lekkoatletyka wraca do Torunia.
Halę na tę okazję zmodernizowano… i słusznie. Bo na przykład bieżnia, choć nadal dawała radę, swoje lata już miała.
– Niektórzy nam wytykali, że hala jest nowoczesna, świeżo oddana, a my już musimy czynić takie nakłady. One zostały poprzedzone rzetelnymi analizami. Harmonogram był bardzo napięty, ale wszystko zostało zrealizowane zgodnie z planem, obiekt jest gotowy, szereg mniejszych prac zaplanowanych jest jeszcze po mistrzostwach. Mamy teraz halę gotową na kolejną dekadę intensywnej eksploatacji – mówił „Dziennikowi Toruńskiemu” prezydent Torunia Paweł Gulewski.
Co więc zrobiono? Wymieniono bieżnię – część starej zagospodarowano na hali treningowej – ale też telebimy, na takie z lepszą rozdzielczością, zamontowano nowy ekran LED, światłowody i ogólnie zadbano o sporo technikaliów. W Toruniu mówią, że to najnowocześniejsza hala sportowa na świecie. I może z tym nieco przesadzają, ale faktycznie był remoncik, są nowinki, a że sportem akurat toruńska arena dość często żyje, to raczej się to wszystko opłaci.
Choć głównym celem jest też to, by opłaciło się teraz – na HMŚ. Raz, że medalami dla Polaków, a dwa, że wielkimi wynikami, najlepiej rekordowymi.
Skupmy się na tym pierwszym. Kto z Polski jest wielkim kandydatem do miejsca na podium?
Po medal? Po złoto? Dla nas, dla wszystkich?
Mocne były niedawne mistrzostwa Polski. Na tyle, że – jak podali statystycy – były trzecimi najlepszymi w historii tej imprezy, jeśli o wyniki chodzi. A to mimo faktu, że wielu było tam nieobecnych, również tych z czołowych miejsc w danej konkurencji. Innymi słowy: dobrze się dzieje na początku sezonu w naszej lekkiej atletyce, kryje się tu potencjał na to, by – zresztą na tej samej hali – osiągnąć sukcesy w trakcie HMŚ.
W komunikacie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Sebastian Chmara, jego prezes, mówił:
– Widziałem, z jaką ambicją przygotowywali się nasi zawodnicy do startów halowych i to dało wymierne efekty wynikowe. Świetnie biega na 800 metrów Maciek Wyderka, który poprawił rekord Polski Adama Kszczota. Mamy szybką Ewę Swobodę, świat z podziwem patrzy na nasz płotkarski duet Skrzyszowska-Szymański. Podsumowując, tych szans medalowych jest kilka, a nasi zawodnicy, mówiąc kolokwialnie, tanio skóry nie sprzedadzą.
Faktycznie, faworytów do medali mamy kilku. Podzielmy ich na dwie kategorie – zaczynając od tych, którzy zdają się pewniakami, by na podium stanąć. Przede wszystkim to wspomniany duet płotkarski. Kuba Szymański rok temu co prawda w rozczarowującym stylu przegrał na HMŚ właśnie, ale w tym jest nastawiony do startu bardzo pozytywnie. Ustanowił przecież rekord Polski (7,37 s), a to zdecydowanie pozwala wierzyć nawet w złoto. Głównych rywal powinien mieć dwóch – Treya Cunninghama i Dylana Bearda. Obaj to Amerykanie, obaj biegali dokładnie tyle, ile Polak.

Jakub Szymański. Fot. Newspix
Pia Skrzyszowska z kolei rok temu było na HMŚ czwarta. Teraz zajmuje drugie miejsce na listach z wynikiem 7,78 s. Szybsza (o jedną setną sekundy) jest tylko Devynne Charlton, czyli rekordzistka świata, ale taki sam wynik jak Polka mają Ditaji Kambundji i Nadine Visser. Pia to już na światowych płotkach marka, nawet jeśli na stadionie atakuje z drugiego szeregu. Na hali z kolei ewidentnie stoi w pierwszym i szanse na medal ma bardzo, ale to bardzo duże.
Kto jeszcze?
Bardzo liczymy na sztafetę 4×400 metrów kobiet, którą prowadzić ma Natalia Bukowiecka. Ona też po medal może sięgnąć w starcie indywidualnym, choć ostatnie starty wychodziły jej – co sama przyznawała – średnio. Niemniej, Natalia potrafi przygotować formę na imprezę docelową i to stawia ją w gronie faworytek. – W bieganiu halowym czuję się być może najlepiej w karierze, ale na razie mam kłopot, aby w rywalizacji to udowodnić. Dotąd gubiłam trochę rytm w biegach, które prowadziłam. Liczę, że w najważniejszym momencie to się zmieni – mówiła TVP Sport po mistrzostwach Polski. Które, rzecz jasna, wygrała.
Ciekawie może być też w sprintach, ale bez płotków. Tam o medal ma walczyć wspomniana przez Chmarę Swoboda, ale też Oliwer Wdowik, który fantastycznie się w ostatnim czasie rozwija i chce atakować wiekowy, bo 39-letni rekord Polski Mariana Woronina. Na razie brakuje mu do niego trzech setnych sekundy. Na 60 metrów to sporo, ale Wdowik swoją życiówkę poprawił już w tym sezonie o dwa razy więcej.
Ciekawie powinno być też w skoku wzwyż – i kobiecym, i męskim. W tym pierwszym, wiadomo, jest Maria Żodzik, która na stadionowych mistrzostwach świata zdobyła srebrny medal i uratowała tym samym nasz dorobek. Bo więcej medali w zeszłym roku Polacy nie zgarnęli. Żodzik została bohaterką, pokazała, co potrafi i dała Polakom nadzieję, że medal nasi kibice zobaczą już w czasie pierwszej sesji mistrzostw. Czyli w piątek w godzinach wczesnopopołudniowych, bo wtedy ma się kończyć finał kobiecego skoku wzwyż.
– Nasza wicemistrzyni świata z Tokio w ostatnich startach pokazywała, że forma jest zwyżkująca i w Toruniu będzie walczyć o medal. Ta analogia z występem Kamili Lićwinko w Sopocie jest faktycznie naturalna – mówił Chmara. I faktycznie, Maria może nawiązać do występu Lićwinko. Bo w Tokio, na wspomnianych stadionowych MŚ, skoczyła dwa metry i to w deszczu. To jej życiówka, której na hali jeszcze nie osiągnęła.

Maria Żodzik. Fot. Newspix
Może więc właśnie w Toruniu?
Szans na medale jest więcej. Niektórzy upatrują ich na średnich dystansach. Drobne problemy miała co prawda Anna Wielgosz, ale mają nie przeszkodzić jej w walce o medal na 800 metrów. Maciej Wyderka jest aktualnie czwarty na światowych listach z czasem 1:44.07. Klaudia Kazimierska na 1500 metrów pokazuje regularnie, że swoje potrafi, a treningi w USA niezmiennie jej rozwijają i przyspieszają tempo jej biegów.
Wspominaliśmy też o męskim skoku wzwyż – tam zaskoczyć może Mateusz Kołodziejski, który ułożył sobie dobrze technikę i zaczął skakać wysoko. Niedawno jako 17. Polak w historii skoczył 2,30 m. W ostatnim czasie jednak poziom skoku wzwyż na świecie się obniżył. I choć kiedyś takie wysokości niekoniecznie dawały nadzieję na walkę o medale, to teraz mogą je gwarantować. A gdyby tak poprawić życiówkę…
O to ostatnie będzie też walczyć Paulina Ligarska, która w pięcioboju w ostatnim czasie zrobiła to dwukrotnie i nagle – czego sama się nie spodziewała – okazało się, że może walczyć o medale wielkich imprez. A nie można też zapomnieć na przykład o gotowej odpalić daleki skok Annie Matuszewicz, która pobiła już w trwającym halowym sezonie rekord Polski. Rekord, który utrzymywał się od… 46 lat.
Szans jest więc dużo. Pytaniem pozostaje, ile z nich zostanie wykorzystanych. Bo mogą to być mistrzostwa historyczne – to na pewno. Ale mogą też być kolejne z tych, o których szybko zapomnimy.
Plejada gwiazd
Wiadomo, że skoro impreza światowa, to i gwiazdy wielkiego formatu. Przyjedzie do Torunia przede wszystkim Mondo Duplantis, który niedawno po raz kolejny pobił rekord świata w skoku o tyczce. A Toruń kojarzy mu się zresztą bardzo dobrze, bo to właśnie w polskim mieście zrobił to po raz pierwszy. Będzie też Jarosława Mahuczich, rekordzistka świata w skoku wzwyż, aktualnie najlepsza skoczkini świata, która – taką mamy nadzieję – będzie rywalizować z Marią Żodzik o medale.
Zagraniczne portale wymieniają też często wiele innych nazwisk. Wiadomo, że w Toruniu ma się pojawić dwunastka złotych medalistów sprzed roku, z chińskiego Nanjing. Są to:
- Jeremiah Azu (bieg na 60 metrów mężczyzn),
- Marie-Julie Bonnin (skok o tyczce kobiet),
- Devynne Charlton (bieg na 60 metrów przez płotki kobiet),
- Armand Duplantis (skok o tyczce mężczyzn),
- Mattia Furlani (skok w dal mężczyzn),
- Freweyni Hailu (bieg na 3000 metrów kobiet),
- Andy Diaz Hernandez (trójskok mężczyzn),
- Leyanis Perez Hernandez (trójskok kobiet),
- Sarah Mitton (pchnięcie kulą kobiet),
- Nicola Olyslagers (skok wzwyż kobiet),
- Tom Walsh (pchnięcie kulą mężczyzn),
- Sanghyeok Woo (skok wzwyż mężczyzn).
Do tego dojdą medaliści z innych miejsc. Albo osoby, które na hali nie zdobywały rok temu medali, ale robiły to na stadionie w czasie MŚ czy przy okazji igrzysk olimpijskich w Paryżu. Innymi słowy: będzie kogo w Toruniu oglądać. I komu kibicować.
Oby też było jak najwięcej radości z polskich medali.
Skład reprezentacji Polski na halowe mistrzostwa świata:
Kobiety:
- Bieg na 60 m: Magdalena Stefanowicz, Ewa Swoboda.
- Bieg na 400 m (i sztafeta 4×400): Natalia Bukowiecka, Justyna Święty-Ersetic.
- Bieg na 800 m: Anna Wielgosz , Julia Jaguścik.
- Bieg na 1500 m: Klaudia Kazimierska.
- Bieg na 60 m ppł: Pia Skrzyszowska.
- Skok wzwyż: Maria Żodzik.
- Skok w dal: Anna Matuszewicz.
- Pięciobój: Paulina Ligarska, Adrianna Sułek-Schubert.
- Sztafeta 4×400 m: Weronika Bartnowska, Anna Maria Gryc, Anastazja Kuś, Marika Popowicz-Drapała, Klaudia Osipiuk.
Mężczyźni:
- Bieg na 60 m: Dominik Kopeć, Oliwer Wdowik.
- Bieg na 800 m: Filip Ostrowski, Maciej Wyderka.
- Bieg na 1500 m: Kamil Herzyk.
- Bieg na 60 m ppł: Damian Czykier, Jakub Szymański.
- Skok wzwyż: Mateusz Kołodziejski.
- Pchnięcie kulą: Konrad Bukowiecki.
- Sztafety 4×400 m: Kajetan Duszyński, Marcin Karolewski, Mikołaj Pyszka, Mateusz Rzeźniczak, Wiktor Wróbel, Remigiusz Zazula.
SEBASTIAN WARZECHA
Czytaj więcej o innych sportach na Weszło:
- Musimy porozmawiać o Idze. I jej sztabie
- Kto dał nam najwięcej medali w ostatnich latach?
- Najlepsze sportsmenki w historii Polski
- Cadillac rusza na podbój F1. „Zaczynaliśmy z niczym”
Fot. Newspix