Hit Bundesligi mógł podobać się nawet najwybredniejszym fanom futbolu. Bayern Monachium mecz kończył w dziewiątkę, sędzia Bawarczykom nie uznał dwóch bramek, w tym gola Harry’ego Kane’a, strzelonego 49 sekund po wejściu na boisko. Goniący rekord Roberta Lewandowskiego Anglik nie powiększył dziś swojego dorobku strzeleckiego, a Bayern i tak może mówić o szczęściu. W doliczonym czasie gry ekipę Kompany’ego uratował centymetrowy spalony, dzięki któremu Bayern zremisował z Bayerem Leverkusen 1:1.
Niecałe dwa lata, bo od września 2024 roku, czekał Sven Ulreich na to, by rozegrać kolejne spotkanie w profesjonalnym futbolu. Doświadczony golkiper od wielu lat był zmiennikiem Manuela Neuera, a ostatnio spadł w hierarchii także za Jonasa Urbiga, przymierzanego do bycia następcą 39-letniego Neuera. Tym razem kontuzjowany był jeden, jak i drugi i do bramki Bayernu znów wkroczyć musiał 37-letni Ulreich.
I tenże Ulreich właśnie, nim jeszcze zdążył dobrze zapoznać się z piłką, już musiał wyciągać ją z siatki. Podziękować mógł za to Luisowi Diazowi, który naciskany przez Montrella Culbreatha stracił posiadanie i – przekonany, że sędzia odgwiżdże faul – stanął w miejscu, rozkładając szeroko ręce.
Ale że sędzia odgwizdywać przewinienia nie miał żadnego zamiaru – Leverkusen ruszyło z kontrą, Patrik Schick podał do Aleixa Garcii, ten wbiegł w pole karne i uderzył w kierunku dalszego słupka. Piłka odbiła się jeszcze od Jonathana Taha, byłego zawodnika Bayeru, i po rykoszecie wpadła do bramki.
Szósta minuta, Bayer na prowadzeniu.
Bayer wyciągnął wnioski z Atalanty
Na tym etapie meczu przewaga ekipy Kaspera Hjulmanda jeszcze wiele nie znaczyła, ale gospodarze byli wyraźnie naładowani szybko zdobytą bramką. I uwierzyli, że po tym jak w środku tygodnia otarli się o pokonanie Arsenalu w Lidze Mistrzów, mogą też powalczyć z mistrzem Niemiec.
Hjulmand wyciągnął też wnioski z porażki Atalanty z Bawarczykami, którzy – kryjąc jeden na jednego na całym boisku – biegali za graczami Bayernu jak pies z wywieszonym językiem. To powodowało, że dochodziło do sytuacji, w których środkowi obrońcy Atalanty w pressingu byli… najbliżej bramki rywala, a miejsce stoperów zajmowali skrzydłowy z bocznym obrońcą. Tak przemodelowaną drużynę przeciwnika Bayern rozklepywał z dziecinną łatwością.
Oglądam analizę meczu Atalanta – Bayern, która kapitalnie pokazuje czym kończy się gra „każdy swego” przeciwko ekipie Kompany’ego.
Często pokazujemy rotację piłkarzy Bayernu, a tymczasem warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się wówczas z piłkarzami rywala…
1/2 pic.twitter.com/iiuhhHqUAm— Wojciech Górski (@Woj_Gorski) March 13, 2026
Leverkusen chciało więc za wszelką cenę utrzymać strukturę swojego zespołu, cofnęło się na własną połowę i czekało na kontrataki, trzymając jednocześnie Bayern w rozsądnej odległości od własnej bramki.
Bayern lepszy moment w pierwszej części miał tylko przez chwilę. Tuż po 20. minucie gracze Kompany’ego przyspieszyli, przeprowadzili kilka składnych akcji, potrafili wejść z piłką w pole karne. Do bramki Janisa Blaswicha udało się nawet trafić, choć po stałym fragmencie gry.
Wówczas po dośrodkowaniu Kimmicha piłkę głową trącił jeden z graczy Bayeru, ta odbiła się od Taha i – tak jak w 6. minucie – wpadła do bramki, tym razem po drugiej stronie boiska. Ale gol nie mógł zostać uznany: piłka początkowo trafiła w rękę Taha, a dopiero później odbiła się od jego stopy.
Bayern z Jacksonem, Bayern w dziesiątkę
Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że to Bayer był przed przerwą bliższy podwyższenia prowadzenia. Najpierw po świetnym podaniu Tillmana z głębi pola zbyt długo z oddaniem strzału zwlekał Schick, później Czech wyprowadził ładną kontrę, zakończoną strzałem Culbreatha minimalnie obok bramki Ulreicha.
A skoro już przy Montrellu Culbreathcie jesteśmy – zapiszcie, zapamiętajcie sobie to nazwisko. 18-latek rozgrywał dziś dopiero szósty mecz w seniorskiej piłce, a na tle Bayernu wyglądał, jakby robił to od dawna. Szybki, zdecydowany, błyskotliwy. Talent czystej wody.
A Bayern? Przed przerwą zawodził Diaz, często – tak jak przy akcji bramkowej – tracąc piłkę, ale jeszcze bardziej zawodził zastępujący w wyjściowym składzie Kane’a Nicolas Jackson. Bawarczycy z nim grali właściwie w dziesiątkę – do 42. minuty w przenośni, potem już dosłownie.

Oto, jak w ostatnich minutach pierwszej połowy Jackson potraktował Martina Terriera. Sędzia oglądając powtórkę nie miał innego wyjścia – musiał wyrzucić Senegalczyka z boiska. A z wiadomości jeszcze gorszych, bo zdrowotnych: po tym wejściu Terrier nie zdołał wrócić już na drugą połowę.
🟥 𝐂𝐙𝐄𝐑𝐖𝐎𝐍𝐀 𝐊𝐀𝐑𝐓𝐊𝐀 𝐃𝐋𝐀 𝐆𝐑𝐀𝐂𝐙𝐀 𝐁𝐀𝐘𝐄𝐑𝐍𝐔! 🟥
Jackson opuszcza boisko jeszcze przed przerwą! 😬 Sytuacja Die Roten jest podbramkowa. 😱 #BundesTAK 🇩🇪 pic.twitter.com/939IogFVqa
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) March 14, 2026
Szalone minuty i niemal wejście smoka Kane’a
Po czerwonej kartce dla Jacksona spotkanie zdecydowanie przyspieszyło. A między 58. a 63. minutą – zasuwało bez żadnych ograniczeń prędkości.
Najpierw w wymarzonej sytuacji znalazł się Tillman, ale mając przed sobą tylko Ulreicha, uderzył obok bramki. Kilkadziesiąt sekund później sam na sam z niemieckim golkiperem przegrał Schick, strzelając w nogę wychodzącego 37-latka.
Tuż po dwóch wymarzonych sytuacjach Bayeru na boisku pojawił się Kane i… 49 sekund później wpakował piłkę do bramki. A cała akcja przypominała sabotaż Leverkusen.
Najpierw Janis Blaswich wybił piłkę prosto w Anglika, ale ten błąd nie powinien być jeszcze kosztowny – bowiem Jarrel Quansah był o wiele bliżej piłki niż Luis Diaz. Jednak Anglik z sobie tylko znanego powodu postanowił… do piłki wcale nie biec, przez co Kolumbijczyk z łatwością go wyprzedził, wykładając Kane’owi piłkę do pustej bramki.
Ale chwilę później cała BayArena odetchnęła z ulgą. Sędzia VAR wypatrzył, że po wybiciu Blaswicha piłka trafiła w rękę Harry’ego Kane’a i bramkę anulował.

Gol i czerwień Diaza. Bayern kończył w dziewiątkę!
Tylko, że radość Bayeru nie trwała długo. Bo za chwilę równie fatalny błąd popełnił Robert Andrich, podając piłkę prosto do Michaela Olise’a. Bayern ruszył z akcją dwóch na dwóch, Francuz wyłożył piłkę Diazowi, a skrzydłowy doprowadził do wyrównania. W 69. minucie wynik brzmiał więc 1:1.
Zdobyta bramka nie uskrzydliła jednak Diaza, który w ciągu kilkunastu kolejnych minut obejrzał… dwie żółte kartki, wylatując z boiska. Najpierw otarł się o bezpośrednią czerwoną, kopiąc w głowę Aleixa Garcię, później w idiotyczny sposób próbował wymusić jedenastkę.
I sprawił, że od 84. minuty Bayern musiał radzić sobie w dziewiątkę.
To spowodowało, że w ostatnich minutach gracze Leverkusen rzucili się do ataku i kilkukrotnie byli piekielnie blisko pokonania broniących się rozpaczliwie monachijczyków. Najbliżej w czwartej minucie doliczonego czasu gry był Jonas Hofmann, skutecznie lobując nawet Ulreicha, ale bramkę zabrał mu… centymetrowy spalony.

Powiedzcie z ręką na sercu – jesteście w stu procentach przekonani, że na podstawie tej stopklatki należy anulować bramkę dla Bayeru?
Niezależnie od werdyktu, kibice na BayArenie obejrzeli jeden z najciekawszych, najbardziej widowiskowych i emocjonujących meczów tego sezonu Bundesligi. Dostali też potwierdzenie, że ich drużyna w ciągu kilku dni mogła postawić się zarówno Arsenalowi, jak i Bayernowi Monachium.
A może nawet powinna wygrać oba te spotkania?
Bayer Leverkusen – Bayern Monachium 1:1 (1:0)
- 1:0 – Garcia 6’
- 1:1 – Diaz 69’
Czerwone kartki: Jackson (42.), Diaz (84.)
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Niemiecka legenda apeluje: Usunąć agentów z piłki
- Kacper Potulski rozchwytywany. Trzy wielkie firmy mają go na oku
- Piłkarz Eugena Polanskiego podczas kłótni zdjął koszulkę rywalowi [WIDEO]