Przed meczem sporo słyszeliśmy i czytaliśmy, że to już nie ten Szachtar co kiedyś, że to dla Lecha równorzędny rywal i awans dla mistrza Polski jest absolutnie w zasięgu. Dziś jednak na Bułgarską mógłby przyjechać nawet drugi skład rezerw ukraińskiej drużyny i niewykluczone, że też by sobie z Kolejorzem poradził. O ile poznaniacy w tym sezonie przyzwyczaili, by nie wymagać od nich wiele w defensywie, tak nie spodziewaliśmy się, że tak marnie zaprezentują się w ataku. Bo tak to trzeba określić, mimo że Kolejorz zdołał raz trafić do siatki.
Początek wyglądał trochę tak, jakby Szachtar chciał wybadać na co stać Lecha. Rozgrywał piłkę cierpliwie (momentami bardzo cierpliwie) i nie forsował tempa. Kolejorz z kolei wyszedł na mecz naładowany energią i momentami śmiało poczynał sobie na połowie rywala. To jednak okazały się miłe złego początki.
Lech Poznań – Szachtar Donieck 1:3. Błędy w defensywie, niemoc w ofensywie
Bowiem gdyby podsumować grę Lecha w pierwszej części spotkania, to tym słowem byłaby niedokładność. Gospodarze budując swoje ataki stanowczo za dużo razy w prosty sposób oddawali piłkę rywalowi. Początkowo nie miało to większych konsekwencji, ale gdy Szachtar połapał się, że gospodarze mylą się na potęgę, to zaczął podkręcać obroty.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłał Kaua Elias – Brazylijczyk przejął piłkę w środku pola, pognał na bramkę, zakręcił Miliciem i uderzył, a Lecha od utraty gola uratowała kapitalna parada Bartosza Mrozka. Drugi indywidualny błysk pokazał niedługo później Newerton, ale on swoją dobrą indywidualną akcję sfinalizował akurat słabym uderzeniem w środek bramki.
Można jednak powiedzieć, że do trzech razy sztuka, bo kolejna celna próba już wylądowała w sieci. Milić, Mońka i Kozubal w trójkę próbowali zatrzymać Eliasa, który mimo to zdołał odegrać na wolne pole do Marlona Gomesa. Brazylijczyk wpadł w pole karne i z dużym spokojem uderzył w kierunku dalszego słupka.
Lech ewidentnie potrzebował w przerwie się obudzić, bo im dalej w pierwszą połowę, tym wyglądał gorzej. Frederiksen zareagował zmianami – zdjął Bengtssona, a wpuścił Oumę, co sugerowało, że chciał zabezpieczyć tyły.
Ale nie pykło.
Już na początku drugiej połowy Kolejorz dostał drugi cios – dość łatwo w pole karne przedarł się Marlon Gomes, a potem wystarczyła seria przypadkowych odbić, by piłka trafiła do Newertona, któremu nie pozostało już nic innego jak dopełnić formalności.
Pozytywów w grze Lecha było jak na lekarstwo, by nie powiedzieć, że nie było ich wcale. W defensywie było słabo (to w tym sezonie nic nowego), z przodu nie lepiej. Trzeba powiedzieć jasno: przez większość meczu był to dla ofensywy Kolejorza występ absolutnie wstydliwy, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy na własnym stadionie nie oddaje się choćby jednego celnego strzału na bramkę do 70. minuty?
Wreszcie jednak impuls dali zmiennicy, Najpierw po wrzutce Pereiry głową uderzał Ismaheel (zmienił bezproduktywnego Palmę) i wydawało się, że to musi wpaść, ale strzał cudownie obronił Riznyk. Udało się chwilę później – akcję prawą stroną przeprowadził Walemark, wypatrzył Pereirę, a ten efektownie zagrał do Ishaka, który z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki.
Trybuny uwierzyły, że Lech może złapać wiatr w żagle, w końcu było jeszcze całkiem sporo czasu, by wyrównać, natomiast to okazało się wszystkim, co gospodarze mieli do zaoferowania pod bramką rywala. Szachtar za to najlepsze zostawił na koniec i swój solidny występ spuentował przepięknym uderzeniem Isaque Silvy przewrotką.
Dwie bramki różnicy to nie jest strata nie do odrobienia, nie takie rzeczy się zdarzały. W rewanżu to musi być jednak zupełnie inny Lech, bo ten dzisiejszy był raczej podróbą drużyny, o której mówi się, że dysponuje prawdopodobnie najlepszą ofensywą w lidze.
Lech Poznań – Szachtar Donieck 1:3 (0:1)
- 0:1 – Marlon Gomes 36′
- 0:2 – Newerton 48′
- 1:2 – Ishak 70′
- 1:3 – Isaque Silva 85′
CZYTAJ WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ NA WESZŁO:
- Mońka może jeszcze trafić do U-21. Zależy to od innego zawodnika
- Wojciech Mońka w kadrze U-19. Trener Lecha: To strata czasu
- Frederiksen trafia w punkt, ale pracownik PZPN-u tego nie rozumie
Fot. Newspix