Szalony sezon w Europie. Ojrzyński najlepszy, Legia prawie najgorsza

AbsurDB

Autor:AbsurDB

13 marca 2026, 12:46 • 13 min czytania 6

Reklama
Szalony sezon w Europie. Ojrzyński najlepszy, Legia prawie najgorsza

Trwający sezon w wielu ligach jest okresem wielkich anomalii w stosunku do wyników z poprzednich lat. Wieloletni mistrzowie nie tylko spadają z najwyższego stopnia podium, ale nawet muszą grać w grupie spadkowej. Do czołówki wskakują beniaminkowie – jeden z nich jest już bardzo blisko mistrzostwa. Niedawni pucharowicze muszą z kolei walczyć o utrzymanie. Oto przegląd odchyłów od normy w Europie, gdzie oczywiście bryluje nasza Ekstraklasa.

Myślicie, że Legia Warszawa w strefie spadkowej oraz lider z Lubina, który w zeszłym roku ledwo się utrzymał sprawiają, że jesteśmy jedyną taką ligą w Europie? To macie rację, bo takiego rozgardiaszu jak u nas nie ma nigdzie. Ale trzeba przyznać, że liczne rozgrywki na kontynencie próbują dorównać niedościgłemu wzorcowi znad Wisły.

Czy komuś udało się zbliżyć do naszej ligi pod względem zaskakujących rozstrzygnięć?

Reklama

Największe skoki i spadki w tabelach ligowych Europy w stosunku do poprzedniego sezonu

Łudogorec Razgrad na drugim miejscu w tabeli? Owszem. Na koniec sezonu zdarzyła się taka sytuacja. Ostatni raz w 2010 roku. W trzeciej lidze. Bułgarski klub otrzymał potem miejsce na drugim szczeblu, bo jeden z jego uczestników się wycofał. Wtedy zespół został zakupiony przez magnata farmaceutycznego Kiriła Domuscziewa i od tego momentu wygrał wszystkie rozgrywki ligowe, w których uczestniczył.

Najpierw drugą ligę, a potem mistrzostwo kraju. Czternaście razy z rzędu. Piętnastego nie będzie? Lewski Sofia ma już dziewięć punktów przewagi. Do końca sezonu zasadniczego pozostało tylko pięć kolejek. Normalnie byłoby już po walce, ale w lidze bułgarskiej odbywa się jeszcze runda mistrzowska. Grają w niej tylko cztery najlepsze zespoły, co oznacza, że Łudogorec ma tylko jedenaście kolejek na odrobienie dziewięciu punktów straty. Może być ciężko.

W trudnej sytuacji jest też Karabach. Traci siedem punktów do liderującego Sabahu, choć ma jeden mecz zaległy. Zostało dziesięć kolejek. Wygląda na to, że Tymoteusz Puchacz może skończyć w tabeli nad Mateuszem Kochalskim, którego Karabach od 2013 tylko raz nie zdobył mistrzostwa.

Mistrzowie w grupie spadkowej

Kiepsko idzie piątemu w lidze Ajaksowi, czy szóstemu Liverpoolowi, ale są inni niedawni mistrzowie, którzy mają znacznie większe kłopoty. Kopenhadze rok temu udało się powrócić na tron, gdy wyprzedziła Midtjylland o punkt. Tym razem FCK już w połowie marca wie, że tytułu nie obroni. I nie chodzi o to, że ma na mistrzostwo bardzo małe szanse i takie są predykcje ekspertów. Kopenhaga po prostu wylądowała w grupie spadkowej. Oznacza to, że zajmie najgorsze miejsce w swojej historii w XXI wieku.

Reklama

Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore

 

Ostatni raz tak źle było w roku 2000, gdy Kopenhaga skończyła na ósmym miejscu. Czekają ją teraz dwa miesiące gry z zespołami walczącymi o utrzymanie, ale… wciąż ma szansę na puchary. Nawet podwójną:

  • albo musi wygrać finał Pucharu Danii z Midtjylland,
  • albo skorzystać z faktu, że najlepszy zespół grupy spadkowej gra play-offy z brązowym medalistą mistrzostw kraju.

Co ciekawe, w tabeli prowadzi z zaledwie dwoma porażkami Aarhus, który wyżej niż na trzecim miejscu ligę zakończył ostatni raz trzydzieści lat temu.

Reklama

Takie same męczarnie przechodzi FCSB, czyli dawna Steaua Bukareszt. Mistrzostwa w dwóch ostatnich sezonach sugerowały, ze w klubie wszystko wróciło do dawnej normy i jest na dobrej drodze do stania się rumuńskim Łudogorcem. Tyle, że zespół także nie zdołał się zakwalifikować do grupy mistrzowskiej i zagra o utrzymanie. Podobnie jak w Danii FCSB może jeszcze zagrać w barażach o puchary, ale punkty w Rumunii są w drugiej połowie sezonu dzielone, więc FCSB ma zaledwie siedem oczek przewagi nad strefą spadkową.

Pogoń Szczecin jak Newcastle United

To wszystko są jednak spadki zaledwie o kilka pozycji w stosunku do stanu na mecie poprzedniego sezonu. Zdarzają się w Europie znacznie bardziej efektowne upadki. Wcale nie chodzi o drużyny, które zajmują lokaty o kilka miejsc niższe niż latem, jak na przykład:

  • Newcastle United, które jest dwunaste, a było piąte w Premier League
  • Pogoń Szczecin, która jest dwunasta, a była czwarta w Ekstraklasie
  • Mallorca – spadek z dziesiątego na osiemnaste
  • Mainz – spadek z szóstego na piętnaste

W przypadku aż siedmiu innych klubów różnica miedzy obecnym miejscem w lidze, a tym na koniec sezonu 2024/25 jest dwucyfrowa!

Reklama

OGC Nice – bez Marcina Bułki spadek jest bliski

Jeszcze rok temu Nottingham Forest zaliczyło największy overperformance w Anglii. Po latach eksperymentów greckiego właściciela Marinakisa, Steve Cooper wprowadził klub do Premier League. Potem po trzydziestu latach przerwy Nuno Espirito Santo wprowadził ich do europejskich pucharów. Trener został jednak zwolniony po trzech meczach tego sezonu.

Efekt? W Nottingham nie pracuje już nie tylko Ange Postecoglou, który przyszedł po Portugalczyku, ale także jego następca Sean Dyche. Ratować zespół ma Vitor Pereira. Forest mają tyle samo punktów, ile znajdujący się w strefie spadkowej West Ham. Wciąż grają w Lidze Europy, ale właśnie przegrali z Midtjylland.

Nicea z Marcinem Bułką na bramce wywalczyła awans do eliminacji Ligi Mistrzów dzięki czwartej lokacie w lidze francuskiej. W tym sezonie już bez Polaka klub stracił już o siedem goli więcej niż w całym poprzednim i spadł o jedenaście miejsc w tabeli. Jest tuż nad strefą spadkową. Do tego skompromitował się w Europie przegrywając dziewięć z dziesięciu meczów. W międzyczasie OGC Nice zdążyło oskarżyć piłkarza o symulowanie kontuzji, a jego kibice pobili piłkarzy.

Santa Clara zajęła rok temu najwyższe w swojej historii miejsce w lidze portugalskiej. Piąta lokata oznaczała grę w eliminacjach Ligi Konferencji, gdzie lepsi okazali się irlandzcy Shamrock Rovers. Równie słabo idzie im w kraju. Zajmują trzecią pozycję od końca. Jesienią w klubie grał Luquinhas, który jednak wrócił do Polski.

Reklama

Fiorentina po świetnym szóstym miejscu, dziś radzi sobie fatalnie. Wygrała tylko pięć spotkań w Serie A i jest tuż nad strefą spadkową. Obudziła się w tym sezonie praktycznie tylko na dwumecz z Jagiellonią, a właściwie tylko na pierwsze spotkanie w Białymstoku. Wyszedł jej jeszcze mecz z Udinese wygrany 5:1, ale w nim od ósmej minuty grała z przewagą jednego zawodnika. Niestety na mecz z Rakowem także wybudziła się zimowego snu, w którym tkwiła od wielu miesięcy.

Legia Warszawa – Banik Ostrawa. To był mecz przegrywów

Gdy Legia eliminowała Banik w eliminacjach Ligi Europy wydawało się, że do mecz dwóch mocnych ekip, których głos będzie w najbliższych latach bardzo ważny w walce ligi czeskiej z polską w rankingu UEFA. Tymczasem dziś wiemy, że było to starcie największych przegrywów dotychczasowej części tego sezonu. Banik Ostrawa po trzecim miejscu w Czechach w zeszłym roku, dziś jest przedostatni i poważnie w oczy zagląda mu widmo degradacji. Po sukcesach znanego z Zagłębia Lubin Pavla Hapala zupełnie nie poradził sobie były piłkarz Tomas Galasek.

Większy spadek w tabelii od Legii i Banika zaliczył tylko jeden klub. W sezonie 2024/25 FK Ołeksandrija odniosła swój największy sukces w historii zdobywając wicemistrzostwo Ukrainy i wyprzedzając nawet Szachtara. Teraz ma na koncie zaledwie dwa wygrane mecze i z sześcioma punktami straty do baraży i aż dziewięcioma do bezpiecznej lokaty może powoli zaczynać szykować się do spadku. Wygląda na to, że mogą powtórzyć ścieżkę Śląska Wrocław.

Stade Rennes. Frankowski z Szymańskim to przepis na odbudowę

W przyrodzie jednak nic nie ginie. Gdy ktoś traci, ktoś inny musi zyskiwać. Na każdy klub w kryzysie przypada jeden, któremu idzie znacznie lepiej niż rok temu. Milan nie zakwalifikował się do pucharów, a dziś jest na drugim miejscu w Serie A. W identycznej sytuacji jest francuskie Lens. Z kolei Rennes z dołu tabeli jeszcze w czerwcu, dziś zajmuje piątą lokatę, a swoją cegiełkę do tego skoku dokładają Sebastian Szymański oraz przed kontuzją Przemysław Frankowski.

Reklama

Do walki o pucharu włącza się także Espanyol, choć wiosną ledwo utrzymał się w lidze. W podobnej sytuacji jest portugalskie Gil Vicente. Łudogorec musi myśleć nie tylko o dogonieniu Lewskiego, ale także o tym, by nie wyprzedziło go CSKA 1948, które traci do klubu z Razgradu tylko trzy punkty. Jeszcze rok temu klub z Sofii grał w grupie spadkowej.

Tony Bloom postanowił stosować analitykę sportową w posiadanych przez siebie klubach. Jego historię szczegółowo opisywał Patryk Fabisiak. Brigton doprowadził do najlepszej szóstki Premier League i europejskich pucharów. Union Saint-Gilloise wygrał mistrzostwo Belgii po dziewięćdziesięciu latach. Jeszcze bardziej nieprawdopodobnych rzeczy dokonuje w tym sezonie Heart of Midlothian. Klub z Edynburga jest na dobrej drodze do dokonania tego, czego Szkocja nie widziała od czasu, gdy w 1985 roku pracował tam Alex Ferguson: przełamania dominacji Celtiku i Rangersów.

Serca mają pięć punktów przewagi, a obu największych rywali pokonały już w tym ligowym sezonie dwukrotnie. Heart jeszcze w zeszłym roku grało w strefie spadkowej.

Nic to jednak przy pięciu klubach, które poprawiły swoją lokatę o dwucyfrową liczbę miejsc w stosunku do poprzedniego sezonu.

Reklama

Sensacyjne podium – Sint-Truiden, ŁNZ Czerkasy i Hoffenheim

Sint-Truiden zostało prawie dekadę temu kupione przez japońskiego inwestora. Sprowadza on tam na potęgę graczy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Niewiele to dawało, aż nagle w tym sezonie pod wodzą nowego trenera Woutera Vranckena wyniki są wprost rewelacyjne. Belgijskie Kanarki zajmują trzecie miejsce w lidze. W dodatku mają aż trzynaście punktów przewagi nad czwartym Anderlechtem. Zanosi się zatem na najwyższe miejsce w lidze od sześćdziesięciu lat i debiut w europejskich pucharach. Rok temu klub grał w strefie spadkowej i o dwa punkty uniknął baraży.

W lidze ukraińskiej jest wiele klubów, które nagle wskakują do czołówki, by równie gwałtownie z niej zniknąć. Na tym pierwszym etapie jest obecnie ŁNZ Czerkasy. Klub znad Dniepru jeszcze pięć lat temu grał w czwartej lidze. Dziś zajmuje drugie miejsce w tabeli z pięcioma punktami przewagi nad Polissią i sześcioma nad Dynamem. Rok temu zajął dwunaste miejsce w lidze. Dziś występu w europejskich pucharach może go pozbawić chyba tylko nieuzyskanie licencji.

Wydawało się, że na równi pochyłej jest już Hoffenheim. Z roku na rok było coraz dalej od formy, która dała mu podium Bundesligi osiem lat temu. Skończyło się coroczne granie w pucharach, a w ostatniej Lidze Europy Die Kraichgauer spisali się bardzo słabo. Klub zakończył Bundesligę na piętnastym miejscu. Od awansu w 2008 roku gorzej nie było. Wygrał tylko siedem spotkań.

Reklama

Tymczasem dziś ma na koncie już piętnaście zwycięstw i zajmuje świetne trzecie miejsce w tabeli. Świetne recenzje zbiera nie tylko jego legendarny już, występujący od dekady w klubie napastnik Andrej Kramarić. W czwartym sezonie z rzędu (i dziewiątym z ostatnich dziesięciu) zdobył dwucyfrową liczbę goli!. Świetnie asystuje mu też Czech Vladimir Coufal. Ich sukcesy to zasługa mocno niedocenianego trenera Christiana Ilzera, który wcześniej bardzo dobrze radził sobie w Austrii.

Manchester United i Leszek Ojrzyński

Michael Carrick został tymczasowym trenerem Manchesteru United po tym, jak przebrała się miarka z Rubenem Amorimem, a klub zajmował siódme miejsce w tabeli. Dziś, mimo porażki z Newcastle, United jest trzeci. Oznacza to, że klub w stosunku do piętnastej lokaty, którą zajął w poprzednim sezonie, poprawił się aż o dwanaście pozycji! Czyżby dawni mistrzowie niespodziewanie szykowali się do ponownej walki o najwyższe laury?

Większy skok pod względem zajmowanych miejsc od Manchesteru United zaliczył tylko jeden klub w Europie. To Zagłębie Lubin. Jak to w ogóle brzmi?! Taka jest jednak naga prawda o najbardziej nieprzewidywalnej lidze świata.

Reklama

Jeszcze w grudniu Leszek Ojrzyński mówił: „Gramy, by w pierwszej kolejności się utrzymać”. W wywiadzie z Pawłem Paczulem podkreślał swoją skuteczność w pierwszych tygodniach pracy jako strażak:

– W Ekstraklasie wchodziłem ostatnio do trzech klubów w roli strażaka – do Wisły Płock, Stali Mielec i teraz do Zagłębia. Sytuacja była tragiczna i trzeba było to ratować. No i przez pierwszych pięć spotkań w Stali zrobiliśmy osiem punktów, w Wiśle Płock dwanaście oczek, w Zagłębiu 10.

Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore

 

Reklama

Tym razem na ratowaniu miejsca w lidze się nie skończyło. Zagłębie jest liderem, a nad szóstą lokatą ma osiem punktów przewagi. Biorąc pod uwagę, że piąte miejsce może dać puchary (jeśli zdobywca Pucharu Polski będzie też w czołówce ligi), to w Lubinie można powoli szykować się na Europę.

I pomyśleć, że jeszcze rok temu Miedziowi zajęli ostatnie bezpieczne miejsce w Ekstraklasie. Zanotowali zatem skok o niewyobrażalne dla każdego z pół tysiąca klubów najwyższych lig na naszym kontynencie czternaście pozycji. Trudno to przebić. No chyba, że się jest beniaminkiem.

Najlepsi beniaminkowie

Nowe drużyny radzą sobie zazwyczaj kiepsko i głównie walczą o utrzymanie. Wisła Płock jeszcze niedawno byłaby tu kontrprzykładem, bo liderowała w Ekstraklasie. Dziś, po jednej wygranej w ostatnich jedenastu meczach, wielu widzi w nich kandydatów do drugiego w ciągu trzech lat spektakularnego zawalenia sytuacji wiosną. Na razie ósma lokata jest i tak jedną z lepszych wśród europejskich beniaminków.

Trzech z nich zajmuje wysokie czwarte miejsce i planuje bić się o puchary. W Izraelu na tej pozycji plasuje się Hapoel Tel-Awiw. Jednak tamtejsza liga została przerwana ze względu na atak na Iran i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Inną sprawą jest, czy tamtejsze kluby w ogóle powinny występować w pucharach.

Reklama

Tak samo dobrze radzi sobie Kisvarda. Choć po spadku do drugiej ligi wydawało się, że trudno będzie odbudować poziom w klubie z północno-wschodniego krańca Węgier, to dziś zespół może ponownie marzyć o pucharach. Ciekawie jest też na czele ligi, bo tam po piętach Ferencvarosu depcze Gyor, który może odebrać stołecznemu klubowi tytuł po siedmiu latach dominacji.

Piękne chwile przeżywa w Luksemburgu Atert Bissen. W 2024 roku grał w trzeciej lidze, po czym zaliczył dwa awanse z rzędu, a dziś jest na czwartym miejscu na najwyższym szczeblu rozgrywek.

Nowy klub w lidze zdecydowanym kandydatem do mistrzostwa

Wszystkich zdecydowanie przebija jednak FC Thun. Klub w 2019 roku awansował do pucharów, ale odpadł od razu ze Spartakiem Moskwa. Wtedy kupił go Chien Lee.

Właściciel Pacific Media Group – tego samego koncernu, który niby kupił później GKS Tychy, ale ostatecznie okazało się, że tylko pomagał w pozyskaniu nowego inwestora.

W tym samym sezonie zajął przedostatnie miejsce w lidze i niespodziewanie w barażach o utrzymanie przegrał w FC Vaduz z Liechtensteinu, który gra w lidze szwajcarskiej. Potem w play-offach o powrót do elity Thun dwukrotnie przegrywał, w tym w 2024 roku po golu w doliczonym czasie gry w rewanżowym spotkaniu.

Od 2022 roku właściciele byli cierpliwi na problemy, które miał z wygrywaniem trener klubu Mauro Lustrinelli (na zdjęciu). Opłaciło się. W zeszłym roku awans wywalczyli bez większych problemów, a dziś w elicie idzie im… jeszcze łatwiej.

Serio! Notują wyższą średnią punktów na mecz, niż gdy grali na drugim szczeblu! Mają, uwaga: czternaście punktów przewagi nad drugim Sankt Gallen. Czwarte Basel traci do nich prawie dwadzieścia oczek. Thun może powoli szykować się nie tylko do pucharów, ale wręcz do eliminacji Ligi Mistrzów.

Będziemy mieć łatwiejszych rywali w Lidze Mistrzów. I trudniejszych w Lidze Konferencji

No właśnie! Tu przechodzimy do istotnego dla nas wniosku. Wszystkie te sensacje na czele tabel lig europejskich powodują, że w eliminacjach Ligi Mistrzów będzie można tego lata trafić na niespodziewanych rywali. A zatem takich ze słabszym rankingiem UEFA. Mistrzowi Polski może być dzięki temu łatwiej o rozstawienie i awans. No ale nie, jeżeli będzie nim Zagłębie Lubin…

Wtedy to inni będą cieszyć się z mniej wymagającego przeciwnika.

Jednak droga mistrza Polski do jakiejś fazy ligowej jest tak banalnie prosta, że ktokolwiek by nim nie został i tak awansuje co najmniej do Ligi Konferencji. Ważniejsze jest, by to drużyny z dalszych miejsc były jak najmocniejsze. Niestety wszystkie te zawirowania w ligach na naszym kontynencie sprawiają, że w Lidze Konferencji można spodziewać się wyjątkowo mocnego zestawu. Mogą trafić do niej Ajax, Rangers, Łudogorec, Karabach, FCSB, czy nawet Liverpool.

Dziś omawiam jedynie ligi, które są w środku sezonu, ale trzeba pamiętać, że w Norwegii mistrzostwa nie zdobyło Bodo/Glimt, tylko Viking Stavanger, a w Szwecji tytuł wywalczyli „Wieśniacy” z Mjallby.

Największe anomalie w tabeli? Ekstraklasa

Kto jednak jest w tym sezonie królem odchyłów od normy? Czy nie przesadzamy aby z traktowaniem Ekstraklasy jako jakiegoś ewenementu? Nie ma co oceniać na oko. Porównałem średnią zmianę miejsca w obecnej tabeli ligowej to tej na koniec poprzedniego sezonu.

Oto ranking największych odchyleń miejsc zajmowanych przez kluby między sezonami:

  1. Polska
  2. Ukraina
  3. Anglia
  4. Niemcy
  5. Luksemburg
  6. Szwajcaria
  7. Izrael
  8. Francja
  9. Włochy
  10. Turcja

Zatem po pierwsze – jesteśmy najlepsi. Po drugie – tak duża zmienność to domena lig… mocnych. Poza Luksemburgiem mamy tu wyłącznie rozgrywki całkiem poważne, a przede wszystkim są tu wszystkie ligi top-5 poza nudną La Ligą!

Biorąc pod uwagę, że najmniejsza zmienność jest w krajach takich jak: Mołdawia, Bośnia, Albania, Kosowo, Andora i Chorwacja widzimy wyraźnie, że „stabilnie” to w dużym stopniu synonim słowa „kiepsko” (żeby nie użyć mocniejszych słów).

Widać zatem, że wielu się w tym roku stara. Depczą nam po piętach. Ale królowa szaleństwa jest tylko jedna i nazywa się Ekstraklasa.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIGACH ZAGRANICZNYCH NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

6 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa