Od dawna jestem zwolennikiem talentu Bartosza Nowaka. Uważam, że jego wypłynięcie na szersze ligowe wody dopiero w wieku 27 lat jest wielkim wyrzutem sumienia dla całej polskiej piłki. To obecnie najlepszy polski zawodnik w Ekstraklasie, a chociażby wg aplikacji Superscore – najlepszy w ogóle w całej naszej lidze. I nie jest już żadną kontrowersją sugerowanie jego powołania do reprezentacji Biało-Czerwonych.
Będę podkreślał to do znudzenia: nie chodzi tylko o fakt, że błyszczy on teraz w GKS-ie Katowice i znajduje się w świetnej formie. Tak naprawdę jest to czołowy ligowiec prawie nieustannie od sezonu 2020/21, gdy trafił ze Stali Mielec (dwa sezony z rzędu z double-double w I lidze) do Górnika Zabrze.
Od tego czasu, czyli przez 5,5 roku, Nowak strzelił w Ekstraklasie 40 goli (tylko trzy z rzutów karnych) i zaliczył 34 asysty. Nie mówimy o trwającym dwa czy trzy miesiące wystrzale jak u Mateusza Żukowskiego, który przed wylądowaniem w 2. Bundeslidze głównie irytował swoją postawą na polskich boiskach, tylko o permanentnym potwierdzaniu jakości.
Bartosz Nowak i powołanie do reprezentacji Polski? Trudny temat
Obawiam się jednak, że Jan Urban podczas kompletowania kadry na marzec Katowice pominie. Byłbym naprawdę mocno zaskoczony, gdyby Nowak znalazł się w gronie nominowanych na baraże, choć bardzo bym sobie tego życzył.
Selekcjoner znajdzie jednak sporo argumentów, żeby pominąć Ligowca Roku 2025 wg tygodnika „Piłka Nożna”. Już tłumaczę, jakich.
Zaawansowany wiek
Bartosz Nowak urodził się 25 sierpnia 1993 roku. Gdyby w marcu dostał powołanie i zagrał, przeszedłby do historii jako najstarszy debiutant w dziejach reprezentacji Polski.
26 marca, w dniu meczu z Albanią, miałby 32 lata, 7 miesięcy i dzień. Dotychczasowy rekordzista pochodzi z zamierzchłych czasów – Stanisław Kaźmierczak debiutował w 1947 roku mając 32 lata i 184 dni.
Jest zatem oczywiste, że Nowak nie byłby zbyt perspektywiczny nawet w temacie Euro 2028. Ale czy w reprezentacji chodzi jedynie o perspektywiczność? To przecież nie młodzieżówka.

Znikome doświadczenie międzynarodowe
Nowak nigdy nie występował za granicą, a jego kontakt z międzynarodowym futbolem ogranicza się do dwunastu pucharowych meczów w barwach Rakowa Częstochowa.
Jeszcze za kadencji Marka Papszuna rozegrał łącznie godzinę w eliminacjach Ligi Konferencji (trzy spotkania). Dał się zapamiętać ze zmarnowania świetnej sytuacji w końcówce pierwszego meczu ze Slavią Praga. To był kluczowy moment. Medaliki wygrały tylko 2:1 i w rewanżu odpadły w dramatycznych okolicznościach, tracąc drugiego gola w ostatniej akcji dogrywki.
Sezon później, już pod dowództwem Dawida Szwargi, Nowak był bardzo ważną postacią Rakowa w Ekstraklasie, ale w pucharach już niekoniecznie. W eliminacjach Ligi Mistrzów więcej pograł tylko w dwumeczu z Florą Tallinn. W następnych sześciu potyczkach (Karabach, Aris Limassol, FC Kopenhaga) cztery razy nie podnosił się z ławki i dwukrotnie wszedł na około pół godziny.
Z kolei w fazie grupowej Ligi Europy w podstawowym składzie wybiegł dopiero w dwóch ostatnich meczach – ze Sturmem Graz na wyjeździe (historyczne dla klubu zwycięstwo po golu Yeboaha) i domowym w Sosnowcu z Atalantą Bergamo, która mimo rezerwowego składu wygrała aż 4:0. Mówimy o zawodniku, który został porządnie zweryfikowany, ale wyłącznie w wymiarze krajowym.
Problem z pozycją
Zgadzam się z głosami, że skoro w tej reprezentacji może być Bartosz Kapustka, to tym bardziej może też być Bartosz Nowak. Rzecz w tym, że nie jest to wybór z kategorii „albo jeden, albo drugi”, bo to nie do końca ta sama pozycja. Kapustka często jest „ósemką”, a Nowak to przede wszystkim jedna z dwóch „dziesiątek” w ustawieniu z trójką stoperów. Ewentualnie klasyczna dycha z czwórką obrońców, ale po raz ostatni regularnie grał w tej roli jeszcze w czasach pierwszoligowej Stali.
Z jednej strony więc jego atutem jest obycie z systemem stosowanym przez Jana Urbana. Odkąd przeszedł do Górnika, nieustannie gra w zespołach z trójką środkowych obrońców. Paradoksalnie rodzi to inne zmartwienie.
Mocni konkurenci
Skoro Bartosza Nowaka rozważamy jako „dziesiątkę” przy 3-4-2-1, oznacza to, że musiałby wygryźć ze składu Jakuba Kamińskiego, Sebastiana Szymańskiego lub Nicolę Zalewskiego, który zagrał wyżej w dwóch ostatnich jesiennych meczach. Na lewym wahadle wychodził wtedy Skóraś, a na prawym Cash lub Wszołek.
To są naprawdę mocne nazwiska i w zestawieniu z nimi kandydatura Nowaka nie wygląda już tak atrakcyjnie. Inna sprawa, że gdy „wpychamy” pomocnika GieKSy do kadry, nie zakładamy, że będzie on postacią z wyjściowej jedenastki w najważniejszych meczach. Ale jako zmiennik w stylu Sebastiana Mili z eliminacji Euro 2016 może okazać się przydatny.

Bartosz Nowak i Jan Urban. Ich drogi jeszcze kiedyś się przetną?
Brak czasu na eksperymenty
Jan Urban zawsze może stwierdzić, że to jednak nie pora na wprowadzanie zupełnie nowych twarzy, bo walczymy o mundial. Baraże trzeba wygrywać przede wszystkim sposobem i w dobrze czującej się ze sobą grupie, a w takich przypadkach doświadczenie i obycie z reprezentacyjną presją na pewno jest pomocne.
I jakaś racja w takim stwierdzeniu by była, ale w przypadku ligowego wyjadacza mimo wszystko ryzyko spalenia się byłoby mniejsze niż u kogoś znacznie młodszego, kto ogólnie ma niewielkie obycie w świecie futbolu.
***
Patrząc realnie, Bartosz Nowak podczas najbliższej przerwy reprezentacyjnej znów będzie miał trochę wolnego. Na to trzeba się nastawiać. Ewentualnie w razie czego pozytywnie się zaskoczyć.
CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:
- Media: Wiadomo, co z powołaniem dla Pietuszewskiego
- Od Zielińskiego do Milika. Power Ranking Polaków w Serie A
- PGE Narodowy z nowym sponsorem? Gigant wkracza do akcji
Fot. FotoPyK/Newspix