Sorloth show! Hat-trick na wagę awansu Atletico

Jan Broda

Autor:Jan Broda

24 lutego 2026, 21:23 • 3 min czytania 0

Sorloth show! Hat-trick na wagę awansu Atletico

Przed rewanżem z Club Brugge trener Diego Simeone zarządził swoim podopiecznym trening strzelecki. Opłaciło się. Alexander Sorloth ustrzelił hat-tricka, a Johny Cardoso zdobył debiutanckiego gola. Efekt? Atletico pokonało 4:1 wicemistrzów Belgii i awansowało do 1/8 finału Ligi Mistrzów. 

Reklama

Rewanż Atletico z Club Brugge zapowiadał się jak jedna wielka zagadka. Wprawdzie na papierze to Diego Simeone i spółka byli zdecydowanymi faworytami, ale w praktyce tydzień wcześniej wywieźli z Belgii tylko remis 3:3, choć do przerwy prowadzili 2:0. Co więcej, wyniki Los Colchoneros z ostatnich tygodni przypominały żywcem wyjęte rezultaty z maszyny losującej.

Tylko w lutym madrytczycy wbili piątkę Betisowi w Pucharze Króla, by już trzy dni później w lidze przegrać z tym samym Betisem 0:1. Potem rozgromili aż 4:0 Barcelonę, praktycznie rozstrzygając sprawę awansu do finału Copa del Rey w pierwszym meczu, ale w następnym spotkaniu byli zmuszeni uznać wyższość 0:3 walczącego o utrzymanie Rayo Vallecano.

Reklama

Na szczęście dla Atleti dzisiaj na Wanda Metropolitano pokazali swoją lepszą twarz.

Wielki Jan Oblak

Początkowo jednak nic tego nie zapowiadało. Gdyby nie Jan Oblak, to Club Brugge schodziłoby do szatni na prowadzeniu. Słoweński bramkarz dwoił się i troił między słupkami, ratując swoich kolegów z drużyny przed stratą goli, ale najpierw błysnął w ofensywie, zaliczając asystę przy pierwszej bramce Sorlotha. To właśnie po jego dalekim wykopie do piłki dopadł Norweg, który umiejętnie wygrał walkę o pozycje z Mechele i oddał mocny strzał z pola karnego. Przy interwencji nie popisał się Simon Mignolet, potwierdzając łatkę golkipera, któremu od czasu do czasu przytrafia się mniejszy lub większy babol. Zresztą, zobaczcie sami.

Belgowie nie mieli już nic do stracenia, za to dużo do wygrania, więc ruszyli do ataków. Podopieczni Ivana Leko chcieli wykorzystać dziurawą defensywę Atletico, które w tej edycji Ligi Mistrzów nie zachowało jeszcze czystego konta, tracąc przynajmniej jednego gola w każdym spotkaniu. Nie inaczej było i tym razem. Kwadrans później Joel Ordonez z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, doprowadzając do wyrównania. Chwilę potem goście mogli nawet prowadzić, lecz Oblak cudem wybił piłkę z linii bramkowej po groźnym uderzeniu głową Vetlesena, który już pewnie widział piłkę trzepoczącą w siatce.

O ile do przerwy Atletico mógł mieć sporo obaw, o tyle w drugiej połowie gospodarze szybko przejęli kontrolę nad spotkaniem i rozstrzygnęli sprawę awansu do kolejnej rundy. Tuż po wznowieniu gry skreślany w Madrycie Johnny Cardoso huknął nie do obrony z dystansu, wyprowadzając gospodarzy na ponowne prowadzenie, którego nie oddali już do końca.

Club Brugge próbowało jeszcze odwrócić losy rywalizacji, jednak wicemistrzom Belgii brakowało sił i jakości, by wskórać coś więcej. W ostatnim kwadransie kropkę, a właściwie dwie kropki nad i, postawił Sorloth – Norweg dołożył jeszcze dwie bramki, skompletował pierwszego w barwach Atletico hat-tricka i zamknął sprawę dwumeczu.

W 1/8 finału Simeone i spółka zmierzą się na pewno z angielskim klubem. Pod znakiem zapytania pozostaje jedynie, czy będzie to Liverpool, czy też Tottenham.

ATLETICO MADRYT – CLUB BRUGGE 4:1 (1:1)

Fot. Newspix
0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama