Arka dalej realizuje swój niecny plan, mianowicie chce utrzymać się tylko dzięki łupom na własnym stadionie. Czy jest to możliwe? Wygląda na to, że jak najbardziej tak, gdynianie na wyjazdach tracą tylko paliwo i gole (życzliwa była jedynie Legia), ale u siebie punktują bardzo regularnie i znów wyszli nad kreskę.
Choć początek tego meczu wskazywał, że akurat na to konkretne starcie z GKS-em jednak zaspali. Wiadomo, partia w niedzielę o 12:15, czyli dość wcześnie, kto nie lubi dłużej pobyć w łóżku, no i gospodarze na pierwsze minuty posłali tylko ciała, ale duchy dalej były w pierzynach. GKS objął prowadzenie po niecałych 40 sekundach – fatalna strata Rusyna, przytomność, a jakże, Nowaka i gol Wdowiaka – a potem kontrolował wydarzenia na boisku.
Arka nie mogła nawet pomyśleć o groźniejszym ataku, bliżej było gola na 2:0 dla gości. Na przykład z rzutu karnego, którego jednak ostatecznie sędzia za rękę Kubiaka nie podyktował. A może powinien? Zawodnik gospodarzy przy wyskoku zamachnął się rękami jednak dość nienaturalnie, trochę jakby był bramkarzem w szczypiorniaku. Gwizdek Malca jednak milczał, VAR też go nie zawołał.
Cóż, chyba dotarliśmy do takiego momentu, że wszystko, co można zrobić, to westchnąć. Prawda jest taka, że dziś nie jest to karny, ale jutro mógłby być. Albo gdyby na boisku nie było tego sędziego, tylko inny. Albo gdyby Ben Affleck nie rozstał się z Jennifer Lopez. Wszystko może wpłynąć na rezultat, bo są to decyzje absolutnie losowe i nie mają zebrane do kupy żadnego ciągu logicznego.
Arka Gdynia – GKS Katowice. Pobudka gospodarzy
W każdym razie Arka miała szansę się obudzić i z tej okazji bardzo chętnie skorzystała. Niewiele wskazywało na gola dla niej, tymczasem wpadły dwa. Najpierw trafił Marcjanik, a potem Rusyn po koszmarnym błędzie Jędrycha, który stracił piłkę przed własnym polem karnym przy pressingu Kerka. Rusyn pobiegł sam na sam i trafił, ale… czy nie lepiej mógł zachować się Strączek? Wiadomo, ryzykował, wybierając róg, niemniej zawodnik gospodarzy uderzył w środek, no i wpadło, bo bramkarz dawno leżał, a gdyby wytrzymał ciśnienie – po prostu złapałby piłkę.
GKS nie do końca mógł zrozumieć, co się z nim stało na przestrzeni tych dwunastu minut, no i chyba nie rozgryzł tego również w drugiej połowie. Owszem, atakował, parę razy się zakotłowało w polu karnym gdynian, ale czy Węglarz miał najtrudniejszy dzień w życiu? Nie.
Równie dobrze na 3:1 mogła wyjść Arka, ale minimalnie pomylił się Rusyn, dobrą okazję zmarnował też Szysz.
Arka jest nad kreską, więc ktoś musi być pod. Legia i Widzew. Wczoraj w Warszawie było sporo radości, ale rzeczywistość wciąż wcale nie kreuje się w specjalnie jasnych barwach.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Wichniarek skomentował transfer Kapuadiego. Mocne słowa o Widzewie
- Bośniacki napastnik blisko Pogoni? Haditaghi zabrał głos
- Napastnik Górnika Zabrze wypożyczony do ligi słowackiej
Fot. Newspix