Kiedy mówił, że jedziemy na igrzyska walczyć o medale, ludzie nie wierzyli i szydzili. Nawet po srebrnym medalu Kacpra Tomasiaka, tym pierwszym, Maciej Maciusiak czytał i słuchał, że próbuje się ogrzać w blasku skoczka, mimo że pracował z nim przez kilka miesięcy. Skąd taka krytyka trenera, który ostatecznie doprowadził skoczków do trzech miejsc na podium? Trochę stąd, że ludzie mało o nim wiedzieli. Nie znali jego dokonań, bo długo pozostawał w cieniu. Ale po części wpływ na to miał też sam Maciusiak. – Zbudował sobie antykościół poprzez niezbyt trafne wypowiedzi – słyszę od dziennikarza, śledzącego skoki narciarskie z bliska.
Kiedy przed sezonem zapowiadał, że celem w igrzyskach olimpijskich jest wywalczenie medalu, traktowano to po prostu jako optymizm, nic więcej. Ale gdy Maciej Maciusiak kilka tygodni przed startem najważniejszej imprezy w sezonie znowu powiedział, że jedziemy do Włoch, by walczyć o miejsca na podium, reagowano na to pobłażaniem, śmiechem czy krytyką. No bo przecież realia w styczniu wyglądały tak:
- był niezły, równy Kacper Tomasiak, skaczący na poziomie drugiej dziesiątki, czasami pierwszej, ale poza nim zawodzili wszyscy;
- totalnie rozregulowany Paweł Wąsek został wycofany z Pucharu Świata i ćwiczył w Polsce, a gdy została ogłoszona decyzja, że to on jedzie na igrzyska, wiele osób nie rozumiało tego wyboru;
- mistrzostwa świata w lotach były dla Polaków fatalne – do kolejnych serii konkursu indywidualnego dostał się tylko Piotr Żyła;
- trener Maciusiak zapowiadał, że zaraz będzie lepiej, ale z jego słów długo nic nie wynikało.
Mieliśmy trenera, którego wyszydzano i obrażano. Gdyby wtedy ktoś ośmielił się stwierdzić, że Polska wróci z Predazzo z trzema medalami w skokach narciarskich, zostałby na pewno wzięty za idiotę.
A tymczasem Maciej Maciusiak w ciągu dwóch tygodni przeszedł od bycia jedną nogą bez pracy do statusu głównego faworyta do tytułu trenera roku w Plebiscycie Przeglądu Sportowego.#skijumpingfamily
— Skoki narciarskie na wykresie i w liczbach (@ski_excel) February 16, 2026
Jak to się stało, że dokonał tego człowiek, którego wizerunek, zwłaszcza ten wykreowany w mediach społecznościowych, był tak zły? I jakim trenerem tak naprawdę jest Maciusiak?
Kim jest Maciej Maciusiak? Historia i kulisy pracy trenera polskich skoczków narciarskich
Spis treści
- Kim jest Maciej Maciusiak? Historia i kulisy pracy trenera polskich skoczków narciarskich
- Dziennikarz TVP Sport: Maciej Maciusiak zbudował sobie antykościół
- Maciusiak był jak bohater tragedii antycznej. Ale sam trochę na to wpłynął
- Adam Małysz obrywał za powierzenie kadry Maciejowi Maciusiakowi
- Maciej Maciusiak w przeszłości pomagał najlepszym polskim skoczkom
- Jakub Kot: Nie można mówić, że Maciusiak tylko puszczał Tomasiaka z belki
- Niezwykła droga Pawła Wąska do medalu. „Był zdruzgotany”
- Trener polskich skoczków wie, kiedy dać odpocząć zawodnikowi
- Ekspert: Maciusiak wiedział, że może stać się dla ludzi dziadowskim trenerem
Dziennikarz TVP Sport: Maciej Maciusiak zbudował sobie antykościół
Gdy Mateusz Leleń, dziennikarz TVP Sport, napisał na portalu X, że Maciej Maciusiak jest lepszym trenerem niż uważają użytkownicy platformy, która kiedyś była Twitterem, pod jego wpisem zaroiło się od negatywnych komentarzy. Że bredzi. Że koloryzuje rzeczywistość. Że na pewno jest kumplem trenera.
Jeżeli przed igrzyskami albo na ich początku napisałeś coś choć trochę pozytywnego o Maciusiaku, albo nawet neutralnego, od razu następował atak. Nawet teraz, mimo tych medali, gdy zaczniesz podkreślać, w jakim aspekcie trener kadry A miał na to największy wpływ, ludzie się podzielą. Jego krytyków, nie widzących w tych wynikach żadnej zasługi Maciusiaka, wciąż jest sporo. I pod tym tekstem też pewnie się znajdą.
Żyjemy w czasach, w których dominuje wideo, zwłaszcza krótkie formy, więc opłaca się barwnie i zarazem pięknie mówić. Mieć charyzmę, wyrażać własne zdanie w ten sposób, że przekonujesz ludzi i oni idą za tobą. Kiedy Maciej Maciusiak przed sezonem 2024/2025 (został wtedy w kadrze asystentem Thomasa Thurnbichlera) regularnie był ekspertem w telewizji, słuchało się go nieźle, gdy oceniał i analizował skoki. Ale nigdy nie był „zwierzęciem medialnym”. Nie jest człowiekiem, który wypowiada się przekonująco, kwieciście, błyskotliwie. Trzeba też przyznać, że teraz, kiedy objął kadrę A, niektóre jego wypowiedzi nie zjednywały mu sympatii kibiców.
– Trener Maciusiak zbudował sobie antykościół poprzez wypowiedzi, których spora część nie była najtrafniejsza. Powtarzał regularnie, że zaraz będzie lepiej, a tak się nie działo, i powstał efekt kuli śnieżnej, która przerodziła się w pędzącą lawinę. Ludzie nie chcieli żadnych analiz. Byli przekonani, że Maciusiak to bardzo zły trener – ocenia Leleń w rozmowie z Weszło.
Maciusiak był jak bohater tragedii antycznej. Ale sam trochę na to wpłynął
W jednym z komentarzy na Weszło TV powiedziałem, że Maciusiak w pewnym momencie był trochę jak bohater tragedii antycznej, bo czego by nie zrobił, czy powiedział, i tak by obrywał. Weźmy konkurs na normalnej skoczni podczas igrzysk. Kacper Tomasiak sięga po niespodziewany srebrny medal, a po konkursie Maciusiak, mimo że nie próbuje publicznie przypisywać sobie tego sukcesu, dostaje. Idzie narracja: „Trener jest słaby, ale chce się ogrzać przy sukcesie chłopaka, z którym pracował ktoś inny”. A teraz wyobraźcie sobie sytuację odwrotną – Tomasiak zawodzi w pierwszych zawodach indywidualnych w Predazzo. Wtedy ludzie jeszcze mocniej waliliby w Maciusiaka, bo stałby się tym, który „zniszczył kolejnego skoczka”.

Maciej Maciusiak
Maciusiak nie pomagał sobie nie tylko formą wypowiedzi, ale też treścią.
Kiedy podczas kwalifikacji w Innsbrucku w ramach Turnieju Czterech Skoczni Paweł Wąsek został zdyskwalifikowany za fluor na swoich nartach, co było pierwszą dyskwalifikacją skoczka z takiego powodu, Maciusiak najpierw stwierdził, że nie ma pojęcia, skąd fluor wziął się na nartach. Później powiedział dziennikarzom, że winny był najprawdopodobniej zanieczyszczony smar i jeszcze wymienił jego producenta – szwajcarką firmę Toko. Jednocześnie nie przedstawił jednoznacznych dowodów.
Choć wyglądało to słabo, było ryzykowne i aż prosiło się o reakcję czy nawet pozew ze strony Szwajcarów, duża część mediów trochę bezkrytycznie powieliła ten przekaz. Dziennikarz Sport.pl, Jakub Balcerski, odezwał się do Toko i przedstawiciel firmy przekazał mu, że błąd musiał popełnić ktoś z polskiego sztabu.
Inne umiarkowanie przemyślane wypowiedzi Maciusiaka? Po indywidualnym srebrze Tomasiaka wypalił: – Krytykują mnie ci, którzy niczego nie osiągnęli.
Niedługo później udzielił we Włoszech wywiadu Michałowi Skibie, dziennikarzowi „Super Expressu”. Fragment jego wypowiedzi, na temat hejtu: – Na własnej skórze się przekonałem, jak to jest. Dostaję mnóstwo wiadomości, nawet nie warto wspominać tych ludzi. Mam też takie przemyślenia czy prośbę, że każdy, kto chce napisać coś o skokach czy skrytykować zawodnika, niech weźmie narty i wejdzie na skocznię. Już nie mówię o dużej. Niech wejdzie na skocznię K-15 czy K-20.
Można zrozumieć, że źle znosił wiadomości, które dostawał i które nie powinny się pojawiać. Zresztą podczas igrzysk w pewnym momencie pokazał je dziennikarzom. Zwrot „góralska prostytutko” należał do łagodniejszych. Ale taka argumentacja? Ona brzmi tak, jakby skialpinistka Iwona Januszyk powiedziała po swoim starcie: „Śmiejecie się ze mnie? To zakładajcie źle przygotowane narty, foki i ruszajcie na trasę walczyć z najlepszymi”.
Przecież to brzmi dokładnie jak słowa Aleksandra Zniszczoła, prowadzonego przez Maciusiaka od lata w kadrze A, który po kolejnym nieudanym występie w Pucharze Świata zapraszał swoich krytyków na skocznię.
Którzy skoczkowie narciarscy najbardziej interesowali polskiego kibica w trakcie Igrzysk Olimpijskich wg odsłon haseł na Wikipedii? 1. miejsce dla Kacpra Tomasiaka nie jest zaskoczeniem. Ale dalej jest ciekawie. Piotra Żyłę wyszukało więcej osób niż Pawła Wąska.#skijumpingfamily pic.twitter.com/Nt0ujmMyf4
— Skoki narciarskie na wykresie i w liczbach (@ski_excel) February 19, 2026
– Po czasie uważam, że popełniłem błąd, że nie skontrowałem tej wypowiedzi. Ale odniosłem też wrażenie, że skoro trener mówi w ten sposób, to po prostu tak myśli i pewnie i tak nie zmieniłby zdania. To prawdopodobnie bierze się trochę z presji i ciśnienia, które w okolicach zawodów Pucharu Świata w Zakopanem były olbrzymie. W zasadzie po każdym skoku pytano Maciusiaka, czy ktoś przybliżył się do igrzysk. Nawet gdy konkurenci skakali w to samo miejsce albo pół metra dalej – mówi nam Skiba.
Adam Małysz obrywał za powierzenie kadry Maciejowi Maciusiakowi
W styczniu, podczas wspominanych zawodów w stolicy polskich Tatr jeden z dziennikarzy radiowych wprost zapytał prezesa Polskiego Związku Narciarskiego, Adama Małysza, czy zwolni Maciusiaka.
Dziś brzmi to trochę absurdalnie.
Małysz i Maciusiak znają się dobrze od lat. Od pewnego czasu często spędzają wspólnie, ze swoimi rodzinami, urlopy. „Czas z Małyszem wywrócił moje życie do góry nogami” – taki tytuł nosi duży wywiad z Maciusiakiem, znajdujący się w książce „Za punktem K”, którą napisałem z Natalią Żaczek.
Obecny trener kadry sam skakał na nartach, ale nie potrafił się przebić. Odpuścił starty w wieku 22 lat. Był 2007 rok, kiedy Hannu Lepistoe i Łukasz Kruczek nagle, niespodziewanie, zapytali go, czy nie chciałby zostać serwismenem reprezentacji Polski. Maciusiak kochał skoki, chciał przy nich pozostać. Zaczął się edukować, w czym bardzo pomógł mu Lepistoe, który zabierał go ze sobą na specjalne kursy do Finlandii. Kiedy doświadczony trener został zwolniony z funkcji szkoleniowca reprezentacji Polski, ale w 2009 roku został indywidualnym trenerem Małysza, Maciusiak dołączył do kilkuosobowego teamu.
– Byłem odpowiedzialny za przygotowanie nart, ale nie tylko. Hannu przebywał z nami jedynie na zgrupowaniach, więc towarzyszył nam mniej więcej przez tydzień, a później przez kolejne dwa byliśmy sami z Adamem. Prowadziliśmy wtedy treningi z Robertem Mateją – mówił w wywiadzie do książki.
Jego znajomość z Małyszem, która wtedy się zaczynała, stanie się kolejnym przyczynkiem do uderzenia w Maciusiaka. A nawet w ich obu. Po złym początku obecnego sezonu komentujący zaczęli kolportować narrację: „Małysz nie zna się na zarządzaniu. Dał reprezentację Polski kumplowi, który się nie nadaje, więc efekt nie mógł być inny”.

Rok 2009, od lewej: Lepistoe, Małysz i Maciusiak
Można było odnieść wrażenie, że w tym wszystkim totalnie ginie doświadczenie, dorobek i osiągnięcia Maciusiaka, o których nie każdy wie, bo długo pozostawał w cieniu.
Maciej Maciusiak w przeszłości pomagał najlepszym polskim skoczkom
Nie ma przypadku w tym, że kiedy w Planicy w ubiegłym roku polscy skoczkowie w mało fajny sposób wypowiadali się o Thurnbichlerze, jednocześnie większość z nich jednoznacznie opowiadała się za tym, żeby zespół narodowy przejął Maciusiak. I Małysz posłuchał tego głosu. Już zresztą wcześniej szkoleniowiec był rozpatrywany w tej roli, ale, jak sam mówi, nie czuł się jeszcze gotowy. Dlatego w 2022 roku ostatecznie zdecydowano się na Thurnbichlera, a Polak dwa lata później został jego asystentem.
Maciusiak to człowiek, który w skokach pracuje od lat, w różnych rolach. Serwismen, później przez lata szkoleniowiec kadry B, następnie asystent w pierwszej reprezentacji. W 2016 roku, kiedy kadrę objął Stefan Horngacher, został nagle przesunięty do prowadzenia juniorów. Miał żal, czuł się niedoceniony, nie widział sensu w tym wszystkim. Ale wytrzymał. Przez wszystkie te lata w różnych sytuacjach pomógł praktycznie wszystkim czołowym polskim zawodnikom.
„Nigdy nie byłem głównym trenerem chyba tylko Kamila Stocha i Piotra Żyły” – powiedział w 2022 roku. Gdy teraz objął reprezentację, Stoch miał swój team,w którym szkoleniowcem jest Michal Doleżal, a z Żyłą Maciusiak wreszcie zaczął pracę w kadrze A. Zna go od lat – kiedy w sezonie 2010/11 Żyłę wyrzucono z kadry, skoczek przyszedł do teamu Małysza i został kimś w rodzaju sparingpartnera Adama.
Dawid Kubacki? W 2015 roku przeniesiono go do kadry B, gdzie pod wodzą Maciusiaka zaczął świetnie skakać. Wygrał nawet zawody Grand Prix. To Maciusiak namawiał Andrzeja Stękałę, zniechęconego do skoków i pracującego jako kelner, do powrotu do rywalizacji. I ten był później zawodnikiem czołówki. To on prowadził Krzysztofa Bieguna, gdy skoczek w 2013 roku sensacyjnie wygrał pierwsze zawody sezonu Pucharu Świata w Klingenthal.
Paweł Wąsek? Znał go jako juniora. Wiedział, że trzeba go spokojnie i trochę inaczej prowadzić, bo chłopak wciąż czasami odczuwał lęk po strasznym wypadku na skoczni w Wiśle. To Maciusiak w lutym 2019 roku przekazał Wąskowi, że ten pojedzie na swoje pierwsze zagraniczne zawody Pucharu Świata – od razu do Oberstdorfu, na mamucią skocznię. Skoczek czuł lęk, ale się przełamał. Maciusiak pomagał też m.in. Maciejowi Kotowi i Stefanowi Huli.

Adam Małysz i Maciej Maciusiak
Patrząc również z tej perspektywy, jego wybór na trenera kadry A wydawał się naturalny i zrozumiały. Po nieudanych startach szkoleniowiec był jednak coraz bardziej krytykowany, bo Żyła i Kubacki nie potrafili odnaleźć formy, fatalnie prezentował się Zniszczoł, na dużo niższy poziom zjechał Wąsek, a jeżeli ktoś się wyróżniał, to stabilny od początku sezonu i genialny na igrzyskach Tomasiak, ale ten ostatni przecież był zawodnikiem kadry B Wojciecha Topora, a do ekipy Maciusiaka dołączył dopiero w październiku.
Jakub Kot: Nie można mówić, że Maciusiak tylko puszczał Tomasiaka z belki
Jak więc teraz oceniać wpływ szkoleniowca na kapitalne występy 19-latka?
– Kacper to idealny przykład pracy od samego początku i nie ma sensu tu oceniać, kto ile dokładnie procent wniósł. Trzeba zacząć od jego rodziców, od klubu LKS Klimczok Bystra, gdzie prowadzili go Jarosław Konior i Bartłomiej Kłusek. W Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku pracował z nim Sławomir Hankus, ale też Robert Mateja, w reprezentacji juniorów Daniel Kwiatkowski, a w kadrze B Wojciech Topór. Ważnym ruchem, na który Maciusiak miał wpływ, było zatrudnienie Matei w sztabie reprezentacji B, gdy trafił do niej Tomasiak. To na pewno pomogło. Prowadzenie Kacpra to była gra do jednej bramki, z koordynacją i komunikacją. A kiedy Tomasiak znalazł się w kadrze A, przejął go Maciek i na pewno nie można mówić, że tylko puszczał go z belki. To było też trenowanie Kacpra i dawanie mu cennych wskazówek – mówi w rozmowie z Weszło Jakub Kot, były zawodnik, a obecnie ekspert TVN-u i Eurosportu.
– Tomasiak to talent generacyjny, nie było takiego od czasu Kamila Stocha. Ale zawsze tak niesamowite występy to suma pracy samego zawodnika i trenera. Kacper jest owocem polskiego szkolenia. Też uważam, że być może game changerem było włączenie Matei, z którym mieli dobry kontakt w SMS-ie, do sztabu kadry B. Latem Kacper najpierw doznał kontuzji, a później nastąpiła erupcja jego formy. Wygrał zawody FIS Cup w Szczyrku, świetnie prezentował się w Letnim Pucharze Kontynentalnym. Kacper trafił do kadry i dziś mamy już piąty miesiąc, kiedy rad udziela mu Maciusiak. Jeżeli ludzie podważają to i sugerują, że tych treningów nie było za wiele, to niech spojrzą na okres, kiedy Kacper został wycofany z Pucharu Świata i odbył sporo sesji treningowych przed igrzyskami. Uważam, że wkład trenera Maciusiaka w te sukcesy jest duży – dodaje Leleń.

Kacper Tomasiak i jego trzy medale igrzysk
Skiba przekonuje, że nie ma w skokach narciarskich czegoś takiego jak gotowy zawodnik.
– Dzisiaj trudniej jest wejść na szczyt w młodym wieku, jak robili to m.in. Thomas Morgenstern, Gregor Schlierenzauer czy Andreas Kofler, nawet Małysz i Stoch. Uważam, że Maciusiak ma spore zasługi w tak dobrym wprowadzeniu Kacpra do elity. On pomógł mu przez te dwa-trzy miesiące nie przepaść, a to już duży sukces. To po prostu człowiek od zadań specjalnych, od naprawiania zawodników. Byłem dziwnie spokojny, że tak popracuje z Kacprem, że na pewno nie pogorszy jego dyspozycji. Wydawało mi się, że albo będzie constans albo nawet lepiej. Wyszło to drugie. A krytycy niech sobie przypomną, ilu zawodników i z jakich kryzysów on już wyciągnął. Teraz mamy najlepszy przykład w postaci Wąska – mówi.
Niezwykła droga Pawła Wąska do medalu. „Był zdruzgotany”
Kot podczas ostatniego Turnieju Czterech Skoczni uważnie obserwował Wąska. Skoczek z Ustronia najpierw był 28. w Oberstdorfie, potem 35. w Garmisch-Partenkirchen. W Innsbrucku został zdyskwalifikowany za fluor na nartach, a w Bischofshofen znów nie dostał się do drugiej serii (39. miejsce).
Kot: – Latem szło mu słabo, a zima wcale nie była łatwiejsza. Paweł w trakcie turnieju był po prostu zdruzgotany, a dyskwalifikacja za fluor jeszcze zwiększyła jego pogubienie. Maciek doszedł do wniosku, że trzeba go zresetować i zbudować od nowa, dając mu ostatecznie bardzo duży kredyt zaufania. A weterani? Nie sądzę, by Żyła czy Kubacki mieli żal do trenera. Raczej uważają, że w walce o awans na igrzyska nie dali wystarczająco wiele argumentów. Poza tym sam Maciusiak powtarzał i mówi to wciąż, że reprezentację trzeba opierać na młodszych skoczkach.
Skiba: – Odnoszę wrażenie, że trener Maciusiak wiedział, że zmierzy się z problemami w postaci być może słabej formy weteranów. Miał tego świadomość, gdy podjął się tej pracy. W tamtym momencie tylko Paweł rokował, bo był najlepszym zawodnikiem kadry pod koniec pracy Thurnbichlera. Widać też było, że Maciusiak bardzo przeżywał, że w każdy kolejny weekend Wąsek nie robi progresu, a nawet było coraz gorzej. Ten, w którego najbardziej wierzył, znalazł się w czarnej dziurze i trzeba było zareagować.
Leleń: – Ja od początku powtarzałem, że to Wąsek będzie papierkiem lakmusowym pracy Maciusiaka, bo to najbardziej istotny zawodnik, który od lata był w kadrze A. Mówię to z całym szacunkiem do Piotra Żyły i Dawida Kubackiego. Dla nich trener główny to bardziej konsultant. Kiedy Bine Norcić przejął reprezentację Szwajcarii, powiedział, że tak naprawdę jest bardziej konsultantem niż trenerem Simona Ammanna, bo ten zna w wyjątkowym stopniu skoki i swoje ciało. Czym innym jest prowadzenie 27-letniego Wąska, a czym innym 39-latka.
– Zresztą Paweł po ubiegłym sezonie trafił na problemy sprzętowe. Podczas Turnieju Czterech Skoczni myślałem, że już się nie wydźwignie. W środowisku panowała opinia, że potrzebuje bardzo dużej liczby skoków. Myślałem, że zostanie wycofany z rywalizacji jeszcze wcześniej, ale występem w Engelbergu się obronił. Podjęcie dość szybko decyzji o wysłaniu Wąska na igrzyska było ryzykowne, bo trochę wyższe notowania mieli wówczas Kubacki i Kot, a jednocześnie wydawało się, że jeżeli ktoś może nagle odpalić, to Żyła. Ale wszystko udało się świetnie – dodaje dziennikarz TVP Sport.

Paweł Wąsek z medalem
Maciusiak już po konkursach w Zakopanem miał powiadomić zawodników, że na igrzyska, obok Tomasiaka i Stocha, pojedzie Wąsek, w którego odrodzenie wierzył. Dziwne było tylko to, że sztabowi zależało, żeby utrzymać to w tajemnicy. Nikt nie zaprzeczał kreowanej w mediach narracji, że Kot i Kubacki polecieli do Sapporo, żeby rywalizować o miejsce numer trzy na igrzyska, mimo że sami zawodnicy wiedzieli, że raczej nie mają na to szans. Po co to robiono? To akurat ciężko zrozumieć. W tamtym czasie wewnątrz kadry dało się też odczuć pewne napięcie. Maciusiakowi zdarzało się nerwowo reagować w grupie oraz na pewne medialne publikacje.
Wąsek i Tomasiak trenowali w Polsce. Ci, którzy obserowali z bliska zajęcia, widzieli, że ten pierwszy odzyskał formę i jest coraz lepszy, a drugi w Zakopanem regularnie lądował koło rozmiaru skoczni.
We Włoszech, po tym, jak zawody przerwano z powodu śnieżycy i zaliczono wyniki po drugiej serii, wywalczyli dla Polski srebro w superduetach. Tomasiak był fantastyczny, a Wąsek najpierw skoczył świetnie, później dobrze, a trzecia próba była solidna.
Trener polskich skoczków wie, kiedy dać odpocząć zawodnikowi
Maciusiak już przed sezonem zdawał sobie sprawę, co może się wydarzyć. – Wiem, że będę oceniany przez pryzmat zeszłej zimy Pawła. Niektórzy powiedzą: „O, przyszedł Maciusiak i Wąsek poszedł na dół!”. Ale to nie do końca proste do wytłumaczenia – mówił w rozmowie ze Sport.pl.
Jakub Balcerski i Łukasz Jachimiak, autorzy tego wywiadu, w niedawnym tekście, oceniającym pracę Maciusiaka, zwrócili uwagę na fakt, że to szkoleniowiec, który wie, kiedy zawodnik potrzebuje wycofania z rywalizacji, odpoczynku i spokojnego trenowania. Tak zrobił teraz z Wąskiem i również z Tomasiakiem, który nie pojechał na loty i zawody w Willingen, ale podobne rozwiązanie Maciusiak sugerował też kilka lat temu.
Fragment tekstu na Sport.pl: „Pamiętamy, jak przed igrzyskami Pekin 2022 Dawid Kubacki miał przymusową przerwę przez covid? Wycofywać się ze skakania nie chciał. Trenerzy – Michal Doleżal i Grzegorz Sobczyk – też uważali, że nie ma sensu wycofywać go z Pucharów Świata, mimo że postulował to prezes Małysz. To samo dotyczyło Kamila Stocha. On również miał wtedy przymusową przerwę. Przez kontuzję kostki. Efekty były takie, że Kubacki z 37. miejsca w Pucharze Świata doskoczył do brązowego medalu. A Stoch po fatalnym Turnieju Czterech Skoczni odbudował się na tyle, że na igrzyskach był czwarty i szósty. Tajemnicą poliszynela jest, że Maciusiak będący wówczas asystentem Doleżala umocowanym w strukturach na równi z Sobczykiem, z tą dwójką się nie zgadzał. Że on miał pomysł taki sam, jak Małysz. Teraz jako główny szkoleniowiec Maciusiak swój pomysł z odpuszczeniem rywalizacji przed igrzyskami zrealizował. I był za to krytykowany”.

Dawid Kubacki i Maciej Maciusiak, zdjęcie z 2015 roku
Maciusiak po objęciu kadry A zaufał Michałowi Wilkowi, który zajmuje się przygotowaniem motorycznym oraz treningiem siłowym. – Współpracowałem z Michałem, czy bezpośrednio, czy gdy występował w roli konsultanta. Zawsze dobrze to wspominam, bo on wie, co robi, ma pojęcie i dużo pomaga. Doszkala się, ciągle pracuje na uczelniach, i to nie tylko w Katowicach, bo współpracował też z tymi w Łodzi i Pradze. Stąd zdobył też sporo kontaktów pod względem rozwoju technologii. Pracuje wszechstronnie, także w roli naukowca i ze studentami – opowiadał o nim przed sezonem w rozmowie ze Sport.pl.
Szkoleniowiec dbał też o jedność w drużynie. Nie chciał sytuacji z przeszłości, kiedy jeden zawodnik stoi na podium, a ktoś z kolegów odchodzi, nie ma go nawet blisko ceremonii dekoracji. Radość ma być wspólna. Wreszcie – Maciusiak stara się, by mniej doświadczeni skoczkowie mogli w Polsce częściej trenować u boku tych najlepszych.
Wszystkie te działania, choć oczywiście nie tylko one, przyniosły efekt na najważniejszej imprezie, a mimo to wciąż dostawało mu się za to, że rzekomo próbuje przypisać sobie medale Kacpra, mimo że niczego takiego nie mówił. W TVP wspominał o całej drodze skoczka i jego wcześniejszych trenerach, w innym wywiadzie nawet wymienił ich z nazwiska. Zresztą jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wypowiedział się tak: – Mamy Kacpra Tomasiaka, nasz wielki talent, i wielkie gratulacje dla niego, ale też dla sztabu trenerskiego wokół Kacpra.
Ekspert: Maciusiak wiedział, że może stać się dla ludzi dziadowskim trenerem
Sporo osób zdawało się jednak tego nie dostrzegać i zachęceni podkręconym nagłówkiem czy lekko wybiórczym faktem, dalej uderzali w szkoleniowca.
– Kiedy znakomity austriacki trener, Harald Rodlauer, objął reprezentację Polski kobiet, był zaskoczony tym, jak wielka w naszym kraju jest presja. Mówił w swoim otoczeniu, że w Austrii miał więcej spokoju. W Polsce masz 37 milionów specjalistów od skoków. Akurat Maciek raczej wiedział, że jeżeli będzie źle, stanie się dla ludzi dziadowskim trenerem, którego trzeba zwolnić. Wiedział, z czym wiąże się ta praca, ale czym innym jest konstruktywna krytyka, a czym innym hejt, jaki bardzo dotknął Polę Bełtowską, ale również i Maćka. Nikt nie powinien dostawać wulgarnych wiadomości czy pogróżek. Widziałem, jak trener Maciusiak wyglądał po pierwszym i drugim konkursie indywidualnym w Predazzo. Patrzyłem na człowieka, z którego nagle wszystko zeszło. Brak sukcesów na igrzyskach byłby gwoździem do trumny. Rozjechanoby go. A tak: blacha to blacha – przekonuje Kot.
Leleń zwraca uwagę na fakt, że choć Michal Doleżal jest bardzo dobrym trenerem, to jednak nie wyciągnął w ostatnim sezonie najlepszego ze Stocha i raczej już nie wyciągnie. Bo praca szkoleniowca nie jest taka prosta.
– Wyniki w skokach, ale też ocena pracy trenera to suma wielu rzeczy. W dzisiejszym sporcie bardzo ważny jest też wizerunek. Thurnbichler miał od pewnego momentu podobne wyniki do Maciuaka do igrzysk, ale jednocześnie Austriak miał lepszy PR, bo po angielsku niektóre rzeczy brzmią ładniej. Bardziej komfortowo czuł się też przed kamerą. Był sprawniejszy medialnie od Maciusiaka, który płacił też za to, że brał na siebie pełną odpowiedzialność za wszystko. Na pewno ma w tym elemencie spore pole do poprawy. Widać też było po nim napięcie, zwłaszcza niedługo przed igrzyskami. Ale to odbijałoby się na każdym człowieku, może poza Tomasiakiem, którego trzeba przebadać, czy to naprawdę jest człowiek. Mówienie przez Maciusiaka o walce o medal było brawurą. A on przywiózł trzy krążki, co jest nie do pomyślenia – ocenia dziennikarz TVP Sport.
Wypowiedź Maciusiaka z książki „Za punktem K”, z 2022 roku: „Nie sztuką jest być trenerem, kiedy wszystko idzie, tylko kiedy powinie się noga, zwłaszcza gdy wydaje się, że wszystko zrobiło się idealnie, a na skoczni wciąż nie ma rezultatów”.
Teraz właśnie z czymś takim sobie poradził.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl