Karabach bezradny. Gdyby nie Kochalski, byłaby dwucyfrówka…

Patryk Idasiak

18 lutego 2026, 20:48 • 5 min czytania 6

Karabach bezradny. Gdyby nie Kochalski, byłaby dwucyfrówka…

Nie był to przyjemny wieczór dla Mateusza Kochalskiego. Niedawno na Anfield wpuścił sześć goli, teraz tyle samo razy pokonał go inny angielski zespół – Newcastle United. Pewnie marne to pocieszenie, ale gdyby nie Polak, to byłaby w tym meczu dwucyfrówka. I tak jednak jest już wszystko przesądzone. Sroki w rewanżu u siebie mogą wystawić zespół U15. 

Reklama

Kogo normalnego interesował mecz Ligi Mistrzów o godzinie 18:45? Otóż wszystkich fanów Mateusza Kochalskiego! Potrafił już błysnąć naprzeciwko takich firm jak Napoli czy Chelsea. W Neapolu obronił nawet karnego, którego strzelał Rasmus Hojlund.

Newcastle wjeżdżało jak nóż w masło

Bardzo szybko humor zepsuło mu jednak Newcastle. Dan Burn zabawił się w Gerarda Pique, wprowadził piłkę i podał prostopadle (i to zewniakiem!) do Anthony’ego Gordona i goście prowadzili już w 122. sekundzie. Kiedy tylko atakowali, to przedzierali się jak przez masło.

Reklama

Co z tego, że Polak już w siódmej minucie miał na koncie dwie interwencje, skoro mocno otłukiwany Karabach bronił się w taki sposób, że po prostu zasłaniał oczy, gdy rywale biegli z piłką. Malick Thiaw wyskoczył sobie jak na treningu, był zupełnie nieatakowany i strzelił w ten sposób pierwszego gola w tej edycji Champions League. W lidze jest on bardzo skuteczny, bo ma tam aż cztery trafienia.

Po ośmiu minutach było więc już 2:0. Sroki podchodziły wysoko, zamykały strefy do grania i sprawiały tym ogromny kłopot gospodarzom. Ci nie mieli pojęcia, co się w ogóle dzieje. Gdyby nie Mateusz Kochalski, to byłoby nawet trzy, bo wygrał pojedynek sam na sam z Gordonem. Zespołowi Eddiego Howe’a grało się wyjątkowo łatwo. Po 20 minutach w sytuacjach było aż 9:0. Kochalski miał na koncie cztery obrony.

W 25. minucie kolejny raz w kapitalny sposób uratował Karabach. Wygrał jeszcze jeden pojedynek sam na sam, tym razem z Harveyem Barnesem. Polak ratował Azerów przed kompromitacją. Inaczej się nie da tego określić.

W 28. minucie raz jeszcze zatrzymał Gordona, który miał kolejną tzw. „setkę”. Mogło być już śmiało 5:0 dla Newcastle, a było tylko 2:0.

Ale Newcastle nie zrażało się niewykorzystanymi szansami, parło dalej po jak najwyższy wynik, żeby wszystko mieć już rozstrzygnięte po pierwszym meczu. Biednemu to i wiatr w oczy, toteż w 31. minucie Sroki dostały jeszcze rzut karny, bo Matheus Silva zablokował strzał ręką. Kochalski stanął przed szansą obronienia czwartego karnego w tym sezonie. Rzucił się w dobrą stronę, lecz strzał Gordona był zbyt mocny i na dobrej wysokości.

Co też wyprawiał ten Karabach, Matko Boska… minęła raptem minuta, a Kevin Medina stracił piłkę na rzecz Gordona. Ten nie zdążył się nawet dobrze nacieszyć z gola z karnego, a już strzelił kolejnego. Kiepsko mu szło w pojedynkach sam na sam z Kochalskim, więc tym razem go minął i kopnął piłkę do pustej bramki. Anglik w 34. minucie skompletował hat-tricka.

Gospodarze byli tego wieczoru okrutnie słabi, tak jakby Mateusz Kochalski musiał się mierzyć z jedenastoma przeciwnikami. Wszystkie piłki przechodziły, a za wiele kreatywności to nie wymagało. W ataku też Karabach nie istniał. Newcastle United mogło się czuć niczym w starciu z jakimś ósmoligowcem w FA Cup.

W 45. minucie Mateusz Kochalski stwierdził, że skoro inni zawalają, to też się dopasuje i sfaulował w polu karnym Anthony’ego Gordona. Sam poszkodowany podszedł do jedenastki, zmienił róg, ale znów – podniósł piłkę i uderzył na tyle mocno, że Polak tego nie sięgnął. A ponownie rzucił się w dobrą stronę.

Mimo tego faulu i tak Kochalski mógł być zadowolony. Jego koledzy ciągle tracili w piłkę, nie przypominali profesjonalistów, tylko chłopaków, którzy wygrali w chipsach możliwość gry z gwiazdami futbolu. Do przerwy na ich bramkę padło 16 strzałów, aż 10 z tego to wielkie szanse. Mogła być już do przerwy dwucyfrówa. Tu wszystkie interwencje Polaka z pierwszej połowy:

Karabach się obudził! Przynajmniej na gola honorowego

Trener Gurban Gurbanow najwyraźniej powiedział swoim zawodnikom w szatni, że gorzej już być nie może, a ci nawet zaczęli nieśmiało grać w piłkę, bo co mieli do stracenia? Elwin Cafarkuliew mógł się podobać na lewym skrzydle. Jego pierwsza akcja dała rzut rożny, a kolejna już bramkę. VAR sprawdzał jeszcze, czy Azer nie był na pozycji spalonej. No i nieprawidłowości nie znalazł. Przynajmniej Karabach nie przegrywał do zera.

A do Newcastle, nawet jak nie atakowało i grało już trochę od niechcenia, i tak uśmiechnęło się szczęście. Kiedy Jacob Murphy kopnął na bramkę Kochalskiego, to po drodze piłka odbiła się od głowy jednego z obrońców i kompletnie zmyliła polskiego bramkarza. W 72. minucie mieliśmy więc 1:6. Murphy potrzebował do tego czterech minut po wejściu na boisko.

Najlepszą interwencję Kochalski zaliczył jednak już w samej końcówce. Warto sobie odpalić skrót meczu właśnie dla tej obrony. Nie pokonał go Dan Burn z główki, nie dał rady też Osula w dobitce. Polski golkiper błyskawicznie się pozbierał i zaliczył spektakularną, podwójną interwencję. Tyle mógł zrobić, pobronić kilka strzałów, pokazać się, no i to mu się udało.

Bo tutaj śmiało mogło być po stronie Newcastle United 10 albo 11 zdobytych bramek.

Kochalski chwalony

Tu na przykład taka opinia angielskiego dziennikarza Marki czy Transfermarkt: – Gdybym był skautem bramkarzy , to bym obejrzał ten występ Mateusza Kochalskiego i dał rekomendację mojemu dyrektorowi sportowemu. Bez niego wynik byłby dwucyfrowy. Absolutnie bezdyskusyjnie. W meczu z Chelsea też spisał się przyzwoicie.

Nawet słynny irlandzki bukmacher Paddy Power napisał z oficjalnego konta: – Kochalski rozegrał dziś wieczorem najlepszy mecz w swojej karierze w bramce Karabachu, szkoda tylko, że jego obrońcy poszli na urlop.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

Fot. screen X

6 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama