Reklama

Kędziora: Probierz wyżywał się na mnie już w trakcie meczu

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

18 grudnia 2015, 19:46 • 4 min czytania 0 komentarzy

Najbardziej kontrowersyjny gol 2015 roku w Polsce? Bez wątpienia. Najbardziej perfidny? Być może. Złośliwi powiedzą: Termalica wymyśliła to świetnie, bo jeden z jej zawodników położył się na murawie, drugi pokazał, że wybije za linie, a trzeci sprzed tej linii ją zgarnął i popędził na bramkę. Ale to, rzecz jasna, mocno wyolbrzymiona historia. Na Weszło tłumaczy się jej główny bohater, Wojciech Kędziora.

Kędziora: Probierz wyżywał się na mnie już w trakcie meczu

Czytasz czasem komentarze po meczach?
– Powiem szczerze, że nie. To już chyba nie ten wiek, bo okres, gdy wszystko sprawdzałem i oglądałem, jest za mną. Wiem, że znajdą się ludzie, dla których pewne rzeczy nie będą dobre i mają prawo do własnych opinii.

To ja przeczytam trzy komentarze z brzegu. Że zachowanie przy golu było żenujące, że Kędziora zachował się jak ostatni gnojek i „byłoby mi wstyd strzelić bramkę jak Kędziora”.
– Ale to już chyba trochę poniżej pasa… Co mogę powiedzieć? Jak ktoś chce, to zruga każdego – nawet za coś, czego nie zrobił. Takie czasy. Dlatego wszystkiego już nie roztrząsam, za stary jestem.

Dała ci ta bramka satysfakcję, jak każda inna? Czy był pewien niesmak?
– Chodzi ci o samego gola czy całą sytuację?

Sytuację.
– Zdałem sobie sprawę, że to nie wyszło w 100 procentach fair. W pierwszej chwili piłka miała wyjść za linię – nie wyszła. Podjąłem decyzję, że spróbuję, że wezmę piłkę i zrobię akcję. Stało się tak, że padł gol. To nie była perfidna sytuacja, bym stał sam na sam z bramkarzem albo miał przed sobą pustą bramkę. Z mojej perspektywy, była pewna dezorientacja. Dopiero potem chłopaki mi powiedzieli, że Włodek leżał na murawie i złapały go skurcze, a ja z murawy tej sytuacji nie kojarzyłem. Słyszałem, że wcześniej ktoś mówił, by wybić piłkę, a że ona w końcu nie wyszła… To był impuls. Nie jestem z tego dumny, ale mega żalu do siebie nie mam. Stało się.

Reklama

Pisząc tekst z meczu, byliśmy wstrzemięźliwi w osądach. Nie wiedzieliśmy, ile dokładnie widziałeś, co było w twojej głowie. No więc kilka pytań: widziałeś, że kolega leży na boisku?
– No właśnie, powiem szczerze, że nie. Nie do końca wiedziałem, co się dzieje wokół tej niby wybitej piłki. Tym próbuję trochę siebie tłumaczyć.

Widziałeś, że Markowski podnosi rękę, sygnalizując wybicie piłki, a potem ewidentnie w kierunku linii kopie?
– Na powtórce widziałem. Ale z perspektywy boiska – też nie kojarzę. Brałem udział w całej akcji, ale jakbym był kompletnie z boku, nie do końca świadomy, chyba koncentrowałem się na innych rzeczach. Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale tak właśnie było.

Widziałeś, że początkowo nikt inny poza tobą nie ruszył do piłki? To też jest dla zawodnika sygnał.
– Jak ruszyłem, to widziałem. Tylko że to też jest ułamek sekundy. Podjąłem decyzję, że spróbuję coś zrobić, ruszyłem z piłką, a zaraz pojawili się przeciwnicy.

Słyszałeś, jak trener Mandrysz krzyczał „Graj, graj, graj!”?
– Coś słyszałem, ale nie wiedziałem, kto akurat krzyczy (śmiech).

To wchodzi w głowę. Dziesięciu chciało, byś wybił, a jeden zachęcał do gry.
– Może to faktycznie utkwiło? Nie wiem. Nie ukrywam, że to dla mnie nie jest miła sytuacja. Muszę wziąć to na swoje bary i żyć dalej.

Co po meczu powiedział ci Michał Probierz?
– Za dużo słów padło, bym zapamiętał. Kojarzę, że już w trakcie meczu słownie się na mnie wyżywał.

Reklama

I równo z końcowym gwizdkiem stanowczo w twoim kierunku ruszył.
– Tak to wyglądało…

Nie była to przyjemna rozmowa?
– To nawet nie była wymiana zdań, tylko wyładowanie emocji jednej ze stron. Trener powiedział do mnie kilka słów, ja nie odpowiadałem i nie chciałem robić zamieszania. Trener jest starszy.

Ale odpowiedziałeś w mediach, że Probierz też nie zachowuje się fair.
– Czasem, jak piłka ma zostać wybita, ktoś leży – udaje lub nie udaje, trudne do oceny – to krzyczy, żeby nie wybijać. Były takie sytuacje.

Miałeś czternaście godzin bez gola, przełamałeś się w kontrowersyjny sposób. Ale to dla napastnika chyba nie ma już znaczenia?
– Obojętnie, czym się strzela – głową, nogą czy plecami – ważne, że w sieci. To już nie tylko o mnie chodzi, a o perspektywę cały zespół. Myślę, że z przebiegu spotkania byliśmy lepsi i zasłużyliśmy na wygraną.

W Norwegii, w odrobinę podobnej sytuacji, piłkarze jednej drużyny się rozeszli i pozwolili rywalom wyrównać. Arsene Wenger zaproponował kiedyś ponowne rozegranie meczu. Wy też takie zagrania fair play rozpatrywaliście? Inna sprawa, że była 70 minuta, prowadziliście 1:0, byliście lepsi…
– Po meczu było wiele emocji, szybkie rozbieganie, odnowa. Nie rozmawialiśmy na ten temat. No i w trakcie samego spotkania też do mnie takie hasło nie doszło.

Twoim zdaniem, ta sprawa jest zbyt rozdmuchana?
– Nie wiem. Ale nie chcę się już tak mocno w to angażować. Czasem człowiek podejmuje decyzje, które nie do końca są takie, jakby się chciało. Z drugiej strony: czy to aż taka sprawa, że wyrządziłem komuś wielką krzywdę?

Rozmawiał PT

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...