Jeden set walki. Iga Świątek odpadła z Australian Open

Sebastian Warzecha

28 stycznia 2026, 05:42 • 4 min czytania 5

Jeden set walki. Iga Świątek odpadła z Australian Open

Jeden set dobrej gry. Na tyle było w starciu z Jeleną Rybakiną stać dziś Igę Świątek. Jednak nawet tego seta przegrała, a po jego nieudanej końcówce już się nie podniosła. Polka nie sięgnie więc po wygraną w Australian Open, a turniej w Melbourne pozostanie jedynym wielkoszlemowym, którego brakuje w jej kolekcji.

Reklama

Iga Świątek gorsza od Rybakiny. Koniec turnieju dla Polki

Ćwierćfinał przed startem turnieju zdawał się być celem minimum dla Igi Świątek.

Reklama

Biorąc pod uwagę mieszaną – jak pokazał nam występ w United Cup – formę polskiej tenisistki, to właśnie do tej fazy miała dotrzeć. A gdyby zaszła dalej, byłby to z pewnością bardzo miły bonus. Tak to wszystko rozpisywaliśmy sobie przed turniejem, zakładając, że Świątek będzie musiała zmierzyć się na tym etapie z Jeleną Rybakiną. I to spotkanie faktycznie miało dziś miejsce. Niestety dla Polki – skończyło się tak, jak ich ostatni mecz.

A nawet szybciej.

W ich poprzednim starciu Iga przegrała bowiem w trzech setach, choć po wygranym pierwszym, w dwóch kolejnych po prostu nie istniała. Wcześniej jednak to ona wygrywała – wszystkie pozostałe cztery spotkania rozegrane między nimi w 2025 roku padły ich łupem. Na różnych nawierzchniach, w różnych turniejach. Do porażki w WTA Finals zdawało się wręcz, że rozszyfrowała tę zagadkę, jaką długo była dla niej Jelena Rybakina. Potem jednak Kazaszka rozmontowała grę Polki i okazało się, że jednak nadal potrafi ją zaskoczyć.

Dziś raczej niczym nie zaskoczyła. Po prostu była lepsza.

Gdyby nie ta końcówka…

Dzisiejsze spotkanie zaczęło się od przełamań. Konkretnie: dwóch. Iga najpierw wykorzystała gorsze serwowanie Jeleny Rybakiny – która miała wielkie problemy by trafić pierwszym podaniem – i przełamała ją. Wszystko to tylko po to jednak, by podanie za chwilę stracić. A szkoda, bo zyskać przewagę serwisu w meczu akurat z Kazaszką, to nie tak łatwa sztuka. Kto wie, gdyby udało się tę przewagę utrzymać, może wszystko potoczyłoby się inaczej?

A tak szybko zrobiło się 1:1 i obie zawodniczki zaczęły wygrywać swoje serwisy.

Nastawienie Igi było dość jasne: starać się przejmować inicjatywę, ale nie grać przy tym przesadnie ryzykownie. Jeśli gdzieś Polka naprawę ryzykowała, to – z różnym skutkiem – na returnie, zwłaszcza przy drugim podanie Rybakiny. Choć zdarzało się, że taka strategia przynosiła długie gemy, to jednak drugiego breaka nie dała. Sam set jednak faktycznie trochę trwał, po 30 minutach obie grały dopiero szóstego gema, choć było to raczej spotkanie bez wielu długich wymian.

Nie było też najpiękniejsze, jakie publika na Rod Laver Arena mogła oglądać w swoim życiu. Ale emocje, a i owszem, były. Tym większe, im dalej w seta. Rybakina miała ten atut, że serwowała pierwsza, to ona wyznaczała więc sytuację w partii. I gdy wyszła na prowadzenie 6:5, scenariusze były dwa – albo tie-break, albo jej przyspieszona wygrana.

Sprawdził się drugi. Jelena zaatakowała nieco konkretniej, odważniej. Idze kompletnie zagubiło się pierwsze podanie, popełniła też kilka błędów, a Rybakina też się swoim szansom przysłużyła. Po całkiem dobrym secie Polki, w którym regularnie sprawiała kłopoty Jelenie, wystarczyła więc słabsza końcówka, ledwie kilka punktów, by partię przegrała.

I chyba to był moment, który zdecydował o wyniku tego spotkania.

Iga się już nie podniosła

Iga Świątek w przerwie pomiędzy setami zeszła – jak to często miała w zwyczaju – z kortu. Wiele jej to jednak nie dało, bo skuteczniejsza okazała się strategia Rybakiny, która na korcie została, ale rozmawiała ze Stefanem Vukowem, swoim trenerem.

Ten musiał dać jej dobre rady. Jelena kilkanaście minut później prowadziła już bowiem 3:0. A ostatecznie wyszła na pięciogemowe prowadzenie i tak wysoko – 6:1 – wygrała drugą partię.

Nie ma sensu opisywać tu za bardzo tego seta – widzieliście takie już pewnie wielokrotnie. Iga grała gorzej, mniej regularnie, rywalka za to po prostu przejmowała inicjatywę i co mogła, to pakowała w kort. Często idealnie na linię. Tak dobrze, że Iga zaczęła w pewnym momencie kwestionować decyzje systemu elektronicznego wywołania autów, co w sumie… nas nie zdziwiło. Bo faktycznie, niektóre zagrania Rybakiny lądowały w ostatnich nie centymetrach, a milimetrach.

Kazaszka weszła na obroty, Idze zgasł silnik. Efekt był więc oczywisty: Polka mecz przegrała. Wypełniła cel minimum, więcej nie była w stanie.

Australian Open nadal pozostanie więc turniejem, którego nie była w stanie podbić. Marzenia o podniesieniu w górę pucharu właśnie w Melbourne trzeba będzie odłożyć o kolejny rok.

Iga Świątek – Jelena Rybakina 5:7, 1:6

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie na Weszło:

5 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama