Kamil Stoch, bo ma najwięcej punktów PŚ i największe zasługi? Dawid Kubacki, bo jego forma ostatnio zwyżkuje? Maciej Kot, regularny, choć bez wielkich zachwytów nad jego skokami? A może – niespodziewanie – Paweł Wąsek, czyli gość z największym potencjałem, choć piekielnie rozchwiany? Do ogłoszenia składu skoczków na igrzyska zostały tak naprawdę nie dni, a godziny. Dlatego zastanówmy się, kto powinien tam pojechać. Oprócz Kacpra Tomasiaka, rzecz jasna.
Skoki narciarskie. Kto na igrzyska z Tomasiakiem? Czterech kandydatów
Złośliwi powiedzieliby, że nie ma większego znaczenia kogo – poza Kacprem Tomasiakiem – weźmie na igrzyska Maciej Maciusiak. Ale my, w Weszło, złośliwi nie jesteśmy. No dobra, to było kłamstwo – bywamy. Natomiast w tym tekście chciałbym zastanowić się nad tą kwestią na poważnie.
Bo mimo wszystko – to igrzyska. Najważniejsza impreza czterolecia. A trener Maciusiak może mieć ból głowy.
O ile bowiem wystrzał formy Kacpra Tomasiaka i jego niepodważalna rola lidera kadry sprawia, że nie ma co debatować akurat nad tym przypadkiem, o tyle dalej jest… bieda, po prostu. A że jest bieda, to oznacza, że wszyscy potencjalni kandydaci mają w miarę równy status przed ogłoszeniem składów. Stąd ból głowy, stąd rozważania i wśród ekspertów, i wśród kibiców.
Nie odstawi się przecież nikogo, kto miałby szansę na medal (ta nawet w duetach jest minimalna), więc niby powinno być łatwo. Gdy się jednak w to wgłębić, powstają pytania.
Bo co, nie zabrać Kamila Stocha na ostatnie igrzyska? Albo zrezygnować z Dawida Kubackiego, którego forma rośnie, a cztery lata temu zdobył medal, ratując nam całe igrzyska? Z drugiej strony dobrze ostatnio skakał też Maciej Kot. A najwyższy sufit z całej tej czwórki ma pewnie Paweł Wąsek, który najpewniej miałby miejsce z rankingu – gdyby trzymać się ustaleń ze startu zimy – ale nie może odnaleźć stabilnej formy.
Zastanówmy się więc – kogo trener wziąć powinien?
Kamil Stoch? Faworyt

Kamil Stoch. Fot. Newspix
Jeśli spojrzeć na klasyfikację Pucharu Świata, to sprawa jest jasna. Kamil Stoch jest numerem dwa w tym sezonie i przez dłuższy czas był jedynym regularnie punktującym w tymże Pucharze zawodnikiem z Polski, który nie nazywa się „Kacper Tomasiak”. Stoch zgarnął 148 punktów – o niemal dwieście mniej od młodszego kolegi, ale znacznie więcej od reszty Polaków.
Tyle że sama klasyfikacja to za mało. Bo trzeci byłby wtedy Piotr Żyła, mający 96 oczek. A nikt teraz nie myśli o tym, by na igrzyska brać Żyłę, bo ten był ostatnio w katastrofalnej formie.
Stoch też ma jednak problem, bo jego dyspozycja w ostatnich tygodniach znacząco się obniżyła. Owszem, zostawienie go w kraju zamiast lotu do Sapporo sugeruje, że to jemu przypadnie jedno z dwóch miejsc, a jeszcze dobitniej mówi o tym to, że ma nie pojawić się na skoczni w Willingen, przed igrzyskami.
I tak pewnie byłoby słusznie.
Dodatkowymi argumentami w jego przypadku są zasługi: na włoskich skoczniach Kamil zdobywał swoje jedyne mistrzostwo świata, czyli pierwszy ogromny sukces – w 2013 roku. Jeśli chodzi o igrzyska, to wiadomo: były dwa złota olimpijskie w Soczi i jedno w Pjongczangu. W Pekinie też omal nie stanął na podium, mimo że był w kiepskiej formie – zajął tam 4. miejsce. Nie dać mu się pożegnać z igrzyskami startem na nich, byłoby zbrodnią.
A z drugiej strony: brać kogoś za zasługi, z litości? Też kiepsko.
U Stocha, na szczęście dla niego, następuje połączenie tych dwóch elementów: skacze w tym sezonie solidnie, a do tego ma zasługi, które jego pozycję umacniają. A nawet trzech, bo sprzyja mu też ranking olimpijski polskich skoczków, który pierwotnie miał być głównym kryterium kwalifikującym.
I owszem, w ostatnich trzech konkursach, w których skakał, dwukrotnie nie przeszedł pierwszej serii. Nie został też wytypowany do składu na konkurs duetów w Zakopanem. Ale tam wyraźnie się spiął, a nadzieję, że teraz to napięcie już nieco go opuści, wyrażał nawet Adam Małysz.
CZYTAJ TEŻ: Pożegnanie Stocha jak całe Zakopane. Prowizorka, ale było w niej piękno [REPORTAŻ]
Tak więc ostatecznie: Kamil? Niech jedzie. Bo uczciwie będzie go wziąć.
Maciej Kot i Dawid Kubacki? Rywale

Maciej Kot. Fot. Newspix
Do niedawna wydawało się, że Maciej Kot wyraźnie pracuje na to, by stać się „tym trzecim” na igrzyskach. Polak, który zaczynał ten sezon w kadrze B, zgarnął w 13 konkursach, w których wziął udział, 76 punktów. W Turnieju Czterech Skoczni był trzecim najlepszym Polakiem – za Tomasiakiem i Stochem. Maciej ostatnio skacze równo, a w Sapporo pokonał nawet problemy zdrowotne i dwa razy zapunktował (29. i 20. miejsce).
Problemy Kot ma jednak trzy:
- Nie sprzyja mu wspomniany ranking i nigdy sprzyjać nie miał prawa, bo w ostatnich latach skakał głównie w kadrze B.
- Urosła w ostatnich tygodniach – niespodziewanie – forma Dawida Kubackiego.
- Nie jest zawodnikiem Macieja Maciusiaka.
Napiszę wprost: nie wiem, czy to ostatnie ma znaczenie. Może nie. Chcę wierzyć, że trener Maciusiak tak na to nie patrzy i że wszystkich skoczków traktuje w tej kwestii absolutnie jednakowo (tak zresztą mówił przy okazji konkursów w Wiśle, wiem jednak, że niektóre jego decyzje zdenerwowały część osób ze środowiska). Ale gdyby na igrzyska pojechała trójka Kacper Tomasiak, Kamil Stoch i Maciej Kot, to nie zabrałby tam wtedy żadnego w pełni swojego skoczka.
Tomasiak lato przepracował w kadrze B. Stoch jest prowadzony przez Michala Dolezala. A Kot ze wspomnianej kadry B przeskoczył do pierwszej reprezentacji w miejsce Olka Zniszczoła po konkursach w Wiśle.
Wiecie kto jednak był w kadrze A? I kogo Maciej Maciusiak starał się odbudować, a teraz – wreszcie – wydaje się, że zaczyna to przynosić efekty?
Otóż Dawid Kubacki.

Dawid Kubacki. Fot. Newspix
I widzicie, rozumiecie – jego wybór też się broni. Kubacki ma wspomniany medal sprzed trzech lat. W ostatnich tygodniach rośnie w formę, wyraźnie poprawił też technikę (pytanie, czy to się utrzyma, bo akurat u Dawida technika skoku potrafi rozjechać się bardzo szybko i łatwo). To on skakał z Tomasiakiem w – wybrakowanym, ale jednak – konkursie duetów w Zakopanem i wspólnie stanęli na podium.
Jasne, następnego dnia nie wszedł do drugiej serii indywidualnego konkursu na Wielkiej Krokwi. Ale poza tym jego wyniki w ostatnich tygodniach nie są złe. Zresztą porównajmy Kubackiego od jego powrotu do PŚ (wypadł na dwa konkursy, skakał wtedy w Pucharze Kontynentalnym) do Kota właśnie. Konkurs po konkursie, najpierw lokaty Kota, potem Kubackiego:
- Innsbruck: 38. vs 30. Lepszy Kubacki.
- Bischofshofen: 17. vs 33. Lepszy Kot.
- Zakopane: 18. vs 36. Lepszy Kot.
- Sapporo (sobota): 29. vs 25. Lepszy Kubacki.
- Sapporo (niedziela): 20. vs 15. Lepszy Kubacki.
Niby jest trzy do dwóch dla Dawida, ale jeśli wziąć pod uwagę średnią pozycję, to wygrywa Maciej Kot. Przeciętnie zajmował bowiem miejsce 24,4. Kubacki? 27,8.
Równocześnie widać jednak, że to debata o tym, kto – najpewniej – powalczy na igrzyskach o miejsca w drugiej dziesiątce. Kot gwarantuje większą regularność. Kubacki zdaje się rosnąć i najpewniej ma wyżej ustawiony szczyt możliwości. A do tego lubi się ze skoczniami normalnymi – na takiej zostawał mistrzem świata i na takiej zdobywał medal igrzysk w Pekinie – co też powinno być istotne.
Wydaje się więc, że Dawid w tej rywalizacji – mimo wszystko – minimalnie prowadzi. I to nawet bez analizy innych czynników, o których wcześniej wspomniałem.
Paweł Wąsek? Joker

Paweł Wąsek. Fot. Newspix
Jest jeszcze opcja numer cztery. Paweł Wąsek. Polak w zeszłym sezonie udowodnił, że drzemią w nim spore możliwości, gdy całkiem regularnie walczył o czołową dyszkę, a w końcu stanął na podium. Wąsek czuł wtedy skocznie znakomicie i po prostu robił swoje. Potem przyszły zmiany sprzętu – szczególnie kombinezonów, które w wielu miejscach stały się ciaśniejsze i niektórzy skoczkowie nie umieli sobie z tym poradzić, Paweł też – a także trenera.
Efekt jest taki, że Wąsek wiele konkursów zawalił. A gdy wydawało się, że łapie rytm, to przyszła dyskwalifikacja za nielegalny smar na nartach i na powrót został wybity z równowagi.
Gdyby jednak brać pod uwagę wyłącznie rozważanie pod hasłem „co może zrobić, gdy będzie w formie”, to wydaje się, że jest – obok Tomasiaka – gościem z największym potencjałem na skakanie daleko. Świetnie pofrunął na przykład w pierwszej serii rywalizacji w Zakopanem… tyle że w drugiej sprawę kompletnie zepsuł i ostatecznie skończył na 23. miejscu, za Tomasiakiem (12.) i Kotem (18.).
Paweł w tym momencie to całkowita nieprzewidywalność. Choć, co warto zauważyć – punktów PŚ ma tyle, co Dawid Kubacki. I tyle samo startów.
Co istotne: Wąsek nie poleciał do Sapporo, został w kraju, trenował na miejscu. Czy chodziło po prostu o to, by starać się go odzyskać, czy to kwestia przygotowań do igrzysk – trudno powiedzieć. Jest to jednak możliwe. Przecież do Japonii nie udał się też Maciusiak, z kadrą był tam Wojciech Topór, szkoleniowiec reprezentacji B. Możliwe więc, że to próba ożywienia Pawła na igrzyska. Czy się jednak powiodła – nie da się stwierdzić.
Na pewno wybór Wąska byłby obarczony wielkim ryzykiem. Zapewne też po części krytyką.
Zmniejszyłaby się też – patrząc na dotychczasowe konkursy Pawła – szansa na to, że kolejny Polak wejdzie do drugiej serii. Ale zwiększyłaby się – w stosunku do Kota czy Kubackiego – na walkę o dyszkę. Bo o ile poziom bazowy Pawła jest w tej chwili nieco niższy, o tyle jego sufit wisi znacznie wyżej niż tej dwójki.
Warto tu też zauważyć, że Wąsek – podobnie jak Tomasiak – nie jedzie na mistrzostwa świata w lotach (ale będą tam i Stoch, i Kot, i Kubacki). Czy – jak w przypadku Kacpra – chodzi o „ochronę” techniki, by nie rozbijać jej występem na mamucie? Możliwe, tym bardziej, że ta technika u Pawła „odzyskiwana” jest od kilku miesięcy i ostatnio się poprawiła. Do tego wszystkiego pewne uniesienie u fanów wzbudził fakt, że na zdjęciach z treningów można było ostatnio zobaczyć Pawła ze sprzętem dostosowanym pod igrzyska – bez sponsorów.
Kto wie, może trener Maciusiak faktycznie zagra va banque? Na pewno byłoby to ciekawe rozwiązanie i takie, na którym tak naprawdę wiele nie stracimy. A ryzyko może się – choćby w małym stopniu – opłacić.
Inna sprawa, że – powtórzę – mowa o wyborze skoczków, którzy najpewniej będą walczyć o miejsca w drugiej dyszce, a w konkursie duetów jeden z nich postara się nie zepsuć tego, co wypracuje Kacper Tomasiak.
Może więc nie powinniśmy się tym ekscytować? A przynajmniej nie aż tak?
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix