Zwolińska świadomie buduje wyrazistość. I nie przegina [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

12 stycznia 2026, 18:12 • 6 min czytania 13

Jak pewnie wielu z was, zdziwiłem się, gdy okazało się, że Sportowcem Roku w Polsce została Klaudia Zwolińska. Ale to jednocześnie bardzo ciekawy przypadek, z którego mogą korzystać w przyszłości inni. Pokazujący, że jeżeli uprawiasz sport, który nie należy do najpopularniejszych, warto, zwłaszcza po sukcesie, iść do mediów i pokazywać w nich prawdziwego siebie. Nie grać, nie łagodzić wypowiedzi. Zwolińska od pewnego czasu pokazywała, że jest jakaś, a jednocześnie, gdy mówi o traktowaniu skoków narciarskich albo o Idze Świątek, dzieli ludzi, ale nie przekracza granicy, poza którą znalazł się np. Paweł Fajdek.

Zwolińska świadomie buduje wyrazistość. I nie przegina [KOMENTARZ]
Reklama

Wiele osób było zaskoczonych tym, że Klaudia Zwolińska została Sportowcem Roku na gali „Przeglądu Sportowego” i TVP. Ok, z jednej strony nie było wyraźnego faworyta, którego osiągnięcia w ubiegłym roku zdecydowanie przebiłyby konkurencję. Większość spodziewała się jednak wygranej Igi Świątek (bo Wimbledon i wygrany jego finał bez straty gema), ewentualnie Roberta Kubicy (bo Le Mans), może Bartosza Zmarzlika (bo szóste mistrzostwo świata w wieku zaledwie 30 lat). Ale Zwolińska? Kajakarka górska?

W porządku, w mistrzostwach świata w australijskim Penrith wywalczyła dwa złote medale i jeden brązowy. Dokonała tego w trzy dni (nie licząc eliminacji). Ale jednak, biorąc jeszcze pod uwagę, że mamy za sobą rok nieolimpijski, rzadko zdarza się, żeby w tego typu okolicznościach najlepsza okazywała się przedstawicielka takiej dyscypliny.

Reklama

Zwolińska o Idze Świątek: „Ona przeżyje, jak nie dostanie tej nagrody”

Co przede wszystkim pomogło Zwolińskiej wygrać? Mam wrażenie, że jej zwycięstwo to bardzo ciekawy przykład, pokazujący, jak wiele sam sportowiec może zrobić, by wykorzystać swój czas, a jednocześnie zwiększyć popularność. Po zwycięstwie w plebiscycie Zwolińska wyszła z Teatru Wielkiego po szóstej rano. Nie była w stanie zasnąć. Następnego dnia, zamiast odpoczywać, pojawiła się wieczorem w Kanale Sportowym. Z rozmowy, którą prowadzili Michał Pol i Filip Wiśniewski, najszerzej przebiły się słowa kajakarki o Idze Świątek.

Zacytuję je w tym miejscu dokładnie: „Uważam, że Idze należy się zawsze takie zwycięstwo, szczególnie jak się wygrywa Wimbledon, ale myślę o tym, ile dobrego my możemy zrobić aktualnie w mojej dyscyplinie, w tych sportach niszowych dzięki tej nagrodzie. Iga przeżyje, jak nie dostanie tej nagrody, a jest na drugim miejscu. To wciąż jest wysokie miejsce”.

W komentarzach ludzie lekko podzieleni, ale większość krytykuje Zwolińską. „Gdyby takie zdanie powiedziała Iga, to cały internet by po niej jechał. Wygrałaś, doceń, po co wchodzić w to, czy ktoś przeżyje, czy nie” – przykładowy komentarz. I drugi: „Z takimi wystąpieniami to ona kariery w mediach nie zrobi”. I jeszcze jeden, trochę mocniejszy: „Ta bezczelna pinda wygrała tylko dzięki akcji wojska, które nakłaniało żołnierzy do głosowania na nią. Wszyscy mają w d… jakieś idiotyczne kajaki”.

Nie sądzę, by Klaudia Zwolińska wygrała plebiscyt tylko albo głównie dzięki akcji wojska. W wypowiedzi o Idze być może trochę źle ubrała to w słowa i przez formę mierzy się z krytyką, ale czy jakoś bardzo przesadziła? Czy powiedziała coś nie w porządku? Uderzyła w geniuszkę tenisa?

Nie, zdecydowanie nie.

Mam wrażenie, że Zwolińska już po igrzyskach w Paryżu, gdzie sięgnęła po srebro, ale przede wszystkim po australijskich mistrzostwach świata, świadomie i konsekwentnie buduje swoją markę. I to jest bardzo ciekawe case study. Ma w głowie, że uprawia sport, którego jest bardzo mało w mediach. Wie, że ludzie kojarzą ją tylko dzięki największym imprezom, głównie igrzyskom olimpijskim. W ostatnich tygodniach, miesiącach udzieliła wielu wywiadów i w każdym była sobą, szczera, a jednocześnie – takie odnosiłem wrażenie – próbowała powiedzieć coś kontrowersyjnego. Rzucała tezy, które było wiadomo, że mogą się ponieść po internecie, być skrajnie odbierane, ale jednocześnie nie uderzały mocno w konkretnych ludzi i nie kompromitowały jej zamiast budować.

Ta strategia (jeśli można to tak nazwać) okazała się, jak widać, skuteczna.

Zwolińska o skokach narciarskich: „Ilu ludzi skacze na skoczni?”

Pod koniec ubiegłego roku Zwolińska pojawiła się w Polsacie Sport. Wypowiedź kajakarki: „Ilu ludzi skacze na skoczni? Uwierz mi, kajakarstwo górskie uprawia więcej osób niż skoki narciarskie. Jak przyjmujemy takie kryterium, to czemu skoków nie nazywamy niszową dyscypliną? Moją jednak nazywamy”.

Klaudia Zwolińska

Klaudia Zwolińska

Co do tej wypowiedzi, w swoim komentarzu tuż po plebiscycie napisałem, że ona akurat mi się nie spodobała, bo jest trochę upraszczaniem rzeczywistości i pokazuje niezrozumienie faktu, jakim fenomenem socjologicznym stały się w Polsce skoki dzięki wynikom Adama Małysza. Choć – oczywiście – kajakarstwo górskie w skali świata uprawia na pewno sporo więcej osób, niż skacze na nartach. I wciąż nie są to wypowiedzi sportowca w stylu tych, prezentowanych np. przez Pawła Fajdka.

Może przypomnijmy jedną. – W każdym kraju, w którym byłem, zawsze są młociarze, a w niektórych nie ma ligi piłkarskiej. To, że zbierają się trzy kluby składające się z kucharzy i grają w piłkę, to to jest liga? Jeżeli chcemy rzucać młotem, musimy być zrzeszeni w klubach i startować na normalnych zawodach, a nie na pikniku – mówił młociarz w Kanale Sportowym w maju 2023 roku.

Zwłaszcza to pierwsze zdanie jest totalnie absurdalne. Ciekawe w sumie, w jakich krajach był Fajdek.

Niedawno, gdy robiliśmy na Weszło ranking polskich sportowców ćwierćwiecza w formule programu wideo na żywo, Fajdek nie dostał się nawet do czołowej szesnastki, bo przegrał w głosowaniu na czacie z Wojciechem Nowickim. Ok, tamten jest mistrzem olimpijskim, ale jednak to Fajdek był aż pięciokrotnie mistrzem świata i to on jest w tej konkurencji rekordzistą Polski. Przegrał z Nowickim, bo – tak myślę – ludzie głosują na człowieka, a on swoimi kolejnymi tego typu wypowiedziami, ujmując to łagodnie, sobie nie pomógł.

Nie wiem, jaki naprawdę jest Paweł Fajdek, ale wiem, że spora część ludzi uważa go za pełnego kompleksów frustrata.

Klaudia Zwolińska jest szczera i wyrazista. Ale nie będzie odbierana jak Paweł Fajdek

Zwolińskiej to nie grozi, bo, choć w niektórych wypowiedziach zbliża się do tej cienkiej granicy, to jej nie przekracza. Jest sobą. Jest szczera. I wyrazista. Nie mówi rzeczy, które byłyby jakimiś elementarnymi bzdurami. A że przy okazji mocno zmobilizowała też do głosowania swoje środowisko i z pewnych miejsc w Polsce wysłano dużo więcej kuponów? Przecież każdy mógł działać w ten sposób.

Kajakarka nie wyprzedziła Igi o włos. O „jeden ruch wiosłem”. Zwolińska wygrała z najlepszą polską tenisistką, zdobywając o ponad 96 tysięcy głosów więcej. A tym, jak do tego doprowadziła, pokazała pewien kierunek innym, którzy sporo osiągają i będą osiągać w dyscyplinach, które nie należą do najpopularniejszych w tym kraju.

Warto iść do mediów, opowiadać o kulisach swojej dyscypliny i mówić szczerze, co się myśli, zamiast się zamykać oraz frustrować pieniędzmi i rozpoznawalnością piłkarzy.

JAKUB RADOMSKI 

WIĘCEJ O PLEBISCYCIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

13 komentarzy

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Dlaczego Klaudia Zwolińska została Sportowcem Roku?

AbsurDB
23
Dlaczego Klaudia Zwolińska została Sportowcem Roku?
Reklama
Reklama