Damian Knyba zaczął walkę z Agitem Kabayelem od wyjścia do ringu z husarskimi skrzydłami i do dźwięków „Roty”. Miejscowi, niemieccy fani pewnie co prawda utworu nie kojarzyli, ale na Polakach musiało to zrobić odpowiednie wrażenie. A tych trochę na trybunach było. I mogli pokazać oburzenie, gdy sędzia ringowy przerwał walkę zdecydowanie przedwcześnie. Bo Knyba, owszem, zachwiał się, ale wydaje się, że mógł walczyć dalej. To znaczy wydaje się nam. Sędziemu nie.
Damian Knyba oszukany? Katastrofalne przerwanie walki
Damian Knyba nie był faworytem walki z Agitem Kabayelem. Ba, jak pisaliśmy przed nią – szanse, że wygra były marginalne, by nie powiedzieć, że nie istniały. Kabayel to pięściarz ze światowego topu, tymczasowy mistrz świata wagi ciężkiej WBC. Niemiec tak naprawdę szykował się już do walki z Oleksandrem Usykiem, a starcie z Damianem Knybą miało być dla niego co najwyżej przetarciem. I było, trwało trzy rundy.
I wiecie, Polak pewnie by przegrał. Zresztą już się nieco chwiał na nogach. Ale sędzia ringowy nie dał mu nawet spróbować przeboksować jeszcze nieco dystansu. Przerwał walkę przy pierwszej okazji, jakby tylko na to czekał.
Wiadomo, że ściany sprzyjają gospodarzom. Ale, cholera, czy muszą aż tak? Nie mówimy, że Knyba nie był zraniony. Był, zachwiał się, na moment odwrócił od rywala. Tyle że to była walka o pas mistrzowski, życiowa szansa dla Knyby. Drugiej takiej może nie dostać. Chłop jeszcze ani razu nie leżał na deskach, nawet nie był tego bliski.
A sędzia wskoczył, przerwał i tyle z tego było.
Gdyby tak działali i inni arbitrzy ringowi, to Kabayel mógłby nie wygrać swojej ostatniej walki z Zhileiem Zhangiem. Niemiec leżał tam na deskach, ale się z nich podniósł i wygrał walkę w szóstej rundzie. Wygrał, bo dostał taką szansę. A Knyba jej nie otrzymał. Co najgorsze – wiadomo, że my będziemy oburzeni. Ale patrząc na to, że Damian to gość z okolic 30. miejsca rankingów, więc pewnie mało kogo na świecie to ruszy. A nas, Polaków, tak.
Bo my nieczęsto mamy okazję oglądać swoich zawodników w takich pojedynkach. I jednak miło byłoby, gdyby kończyły się one wtedy, kiedy faktycznie kończyć się powinny.
Fot. Newspix