Noc nokautów w UFC. Machaczew mistrzem w drugiej kategorii!

Sebastian Warzecha

16 listopada 2025, 08:35 • 6 min czytania 2

Reklama
Noc nokautów w UFC. Machaczew mistrzem w drugiej kategorii!

Mocno obsadzona była gala UFC 322, odbywająca się w Madison Square Garden. I napisać można, że karta główna nie rozczarowała, bo choć dwie walki o pasy rozstrzygnęły się decyzjami, po absolutnej dominacji jednej ze stron, to wcześniej fani dostali to, co lubią najbardziej – piekielnie mocne ciosy. A w main evencie w dodatku napisała się historia.

Reklama

UFC 322, czyli nokaut za nokautem

Gdy Bo Nickel pokonał w trzeciej rundzie Rodolfo Vieirę, kończąc tym samym kartę wstępną dzisiejszej gali, fani nie mogli przypuszczać, że to tylko preludium do tego, co zobaczą w następnych kilkudziesięciu minutach. Od tego momentu UFC 322 bowiem jechało przez jakiś czas tempem wręcz ekspresowym. Nokaut gonił nokaut… i dobrze, bo niemal pewnym było, że dwie główne walki gali nieco się przeciągną. Stąd ten wjazd na ekspresówkę cieszył podwójnie – raz, że było widowisko. Dwa, że gala wcale się dzięki temu nie przeciągnęła.

Rywalizację w main cardzie otworzyli dwaj mocni zawodnicy z wagi lekkiej – Beneil Dariush stanął naprzeciwko Benoit Saint-Denisa. Francuz odbił się ostatnio po wcześniejszych dwóch porażkach i chciał podtrzymać dobrą serię. Dariush też dwukrotnie przegrał, ale również zdążył zaliczyć wygraną „na odbitkę”. Innymi słowy: była to walka dwóch gości, którzy potrzebowali kontynuacji dobrych wyników, by na powrót znaleźć się wyżej w rankingach. I cóż, udało się to na pewno jednemu z nich – Saint-Denis bowiem potrzebował ledwie 16 sekund by znakomitym ciosem na głowę rywala skończyć walkę. Dariush padł na matę, a sędzia nie wahał się ani chwili i od razu podbiegł zakończyć pojedynek.

Reklama

Potem rywalizacja przeskoczyła do wagi półśredniej, gdzie Leon Edwards mierzył się z Carlosem Pratesem. Dwaj weterani, mający na koncie niemal tyle samo walk (i niemal identyczny bilans przed walką: Edwards 22-5-0, 1 no contest; Prates: 22-7-0), potrafiący dać z siebie w klatce wszystko i to w sposób widowiskowy. No czego chcieć więcej, mógł zapytać każdy fan UFC? A odpowiedź brzmiałaby zapewne: widowiskowego nokautu. Ale i ten w tej walce się trafił – w drugiej minucie drugiej rundy Prates trafił rywala ciosem na szczękę, a temu kompletnie odłączyło prąd. Nokaut był to tym istotniejszy, że Edwards nigdy do tej pory nie przegrał walki w ten sposób – jeśli już uznawał wyższość rywala, to decyzjami (i raz przez dyskwalifikację)

Dla Anglika to też trzecia porażka z rzędu i właściwie – przynajmniej na najbliższy czas – koniec marzeń o odzyskaniu pasa wagi półśredniej. I to koniec naprawdę bolesny.

Bolesny wieczór zaliczył też Sean Brady, czyli gość, który… w marcu pokonał Edwardsa. Dziś Amerykanin trafił jednak na szalejącego w świecie MMA Michaela Moralesa, niepokonanego Ekwadorczyka, który w zanadrzu ma właściwie cały arsenał nokautów. W stójce to gość-highlight, a jego ciosy mają niszczycielską moc. Dziś przekonał się o tym właśnie Brady, który padł na matę po otrzymaniu serii mocnych ciosów z obu stron. Morales to zresztą wybryk natury – chłop wygląda, jakby powinien rywalizować ze dwie kategorie wagowe wyżej, a jednak robi wagę za każdym razem, po prostu roznosi rywali. W tej chwili ma 19 wygranych i ani jednej porażki.

Reklama

I czeka na poważny sprawdzian. Na przykład taki z mistrzostwem w tle – bo po walce jasno powiedział Danie White’owi, że na to właśnie czeka.

Walki o pasy? Zgodnie z przewidywaniami

Zhang Weili zaryzykowała. Dwukrotna (i aktualna) mistrzyni UFC w wadze słomkowej – a przy tym dwukrotna pogromczyni Joanny Jędrzejczyk (ich pierwsze starcie pozostaje jednym z najlepszych w dziejach kobiecego MMA) – postanowiła przejść o jedną kategorię wyżej i zmierzyć się z tą, której boi się każda kobieta w UFC. Czyli z Walentiną Szewczenko. Jasne, Ukrainka nie jest niepokonana – w przeszłości dwukrotnie uznawała wyższość Amandy Nunes, a w 2023 i 2024 roku Szewczenko najpierw sensacyjnie straciła pas na rzecz Alexy Grasso, po czym zremisowała w rewanżu. Dopiero trzecia walka okazała się tą, w której rywalkę pokonała i odzyskała utracone mistrzostwo.

Da się więc z nią wygrać. Ale trzeba mieć niesamowite umiejętności, kupę szczęścia i potrafić odeprzeć – lub skontrować – parterowe zapędy Walentiny.

Reklama

A Zhang Weili nie potrafiła. Ich walka była więc dominacją jednej zawodniczki, bo Szewczenko co rundę obalała Chinkę, a potem kontrolowała sytuację. Weili nie potrafiła się uwolnić, nie było o tym mowy. I to nawet nie było tak, że Walentina od razu ruszała po obalenie – robiła to właściwie dopiero wtedy, gdy dała się wyszaleć rywalce. Zhang niby kilka razy trafiła ją w stójce, ale czy choć przez chwilę zakładaliśmy, że może to wygrać? Nie, nie było na to szans. Szewczenko miała pełną kontrolę i szła po swoje. Sędziowie wypunktowali ten pojedynek w jedyny możliwy sposób – 50-45 dla Ukrainki.

A potem powtórzyli tę punktację przy okazji main eventu.

Tam Isłam Machaczew szedł po drugie mistrzostwo w UFC. W przeszłości był już czempionem wagi lekkiej. Pas zdobył pokonując Charlesa Oliveirę, po czym obronił go w starciach z Alexandrem Volkanovskim (dwukrotnie), Dustinem Poirierem i Renato Moicano. Miał mierzyć się jeszcze z Armandem Carukjanem, ale ten doznał urazu pleców i wycofał się z pojedynku. Machaczew dostał dzięki temu czas na przemyślenia i uznał, że czas pójść wyżej. Zwakował więc to mistrzostwo i przeniósł się do rywalizacji w wadze półśredniej, gdzie mistrzem był Jack Della Maddalena.

Nie bez powodu używamy jednak czasu przeszłego – Australijczyk bowiem pasa już nie ma.

Reklama

Dziś nie pokazał w klatce nic, bo rywal po prostu mu na to nie pozwolił. Co runda, to ten sam schemat – chwila na znalezienie dobrego momentu, potem obalenie i praca w parterze. Pogratulować Della Maddalenie można właściwie tylko tego, że nie dał się poddać, bo Machaczew kilkukrotnie był już bliski znalezienia miejsca na odpowiednią dźwignię. I w sumie tego, że dotrwał do końca, bo co rundę, to mniej było w nim wiary, że cokolwiek w tej walce zrobi. Machaczew odebrał mu resztki nadziei, kontrolując sytuację w każdej jednej rundzie.

I choć nie było to starcie najciekawsze dla widzów, to nie sposób było nie podziwiać tej rutyny, niesamowitej pracy w parterze. Dagestańczyk nie dał rywalowi ani jednego punktu zaczepienia. Jeśli Della Maddalena wstawał, to dlatego, że Isłam mu na to pozwolił. Jeśli się obracał, kontrował, szukał rozwiązania, to Machaczew z miejsca ustawiał się odpowiednio do nowej sytuacji. Serio, zero szans. Taka to była walka. Machaczew podbił więc nową kategorię i możliwe, że pasa prędko nie odda.

Reklama

Bo jego umiejętności są kosmiczne. To inny poziom. A to przecież gość, który bazuje nie tylko na parterze – gdy trzeba, potrafi mocno uderzyć, dobrze czuje się w stójce.

Fighter kompletny, po prostu.

Fot. Newspix

Czytaj również na Weszło:

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
16
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

MMA

Reklama
MMA

Koniec pięknej passy Baraniewskiego. Rywal pokonał go ze złamanym kciukiem

Patryk Idasiak
11
Koniec pięknej passy Baraniewskiego. Rywal pokonał go ze złamanym kciukiem
MMA

Co za debiut mistrza KSW w UFC! Nokaut w pierwszej rundzie

Patryk Idasiak
2
Co za debiut mistrza KSW w UFC! Nokaut w pierwszej rundzie