Reklama

Ukraina wprawdzie dzika, ale kompletnie niegroźna

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

20 sierpnia 2015, 20:56 • 3 min czytania 0 komentarzy

Piłkarze Zorii Ługańsk to nie są leszcze. Zaczynamy od tego stwierdzenia, bo od momentu losowania aż do dzisiejszego spotkania, nie do końca wiedzieliśmy, jak sklasyfikować rywala Legii o fazę grupową Ligi Europy. Z jednej strony, napisaliśmy, że awans obu polskich drużyn to przy takich przeciwnikach obowiązek i tego się trzymaliśmy, z drugiej – ciężko było bagatelizować fakt, że ukraińska ekipa bez problemu w poprzedniej rundzie rozklepała belgijskie Charleroi i jest wiceliderem ligi ukraińskiej. Henning Berg powiedział nawet, że jego podopieczni muszą zagrać lepiej niż w dwumeczu z Celtikiem, a to była przecież najlepsza Legia za jego kadencji. Nawet jeśli Norweg grubo przesadził, to trochę zachwiało to naszym osądem.

Ukraina wprawdzie dzika, ale kompletnie niegroźna

Tym bardziej więc cieszy fakt, że wicemistrz Polski na tle dość wymagającego rywala wypadł naprawdę przyzwoicie. Przede wszystkim – zwyciężył, lecz warte podkreślenia jest też to, że długimi fragmentami przypominał dobrze zorganizowaną, skuteczną i wyrachowaną drużynę z jesieni poprzedniego sezonu. Tę, która gładko przeszła przecież przez fazę grupową Ligi Europy.

Jeszcze zanim na stadionie wybrzmiał pierwszy gwizdek, z Kijowa docierały do nas niepokojące sygnały o polowaniach, które na ulicach stolicy Ukrainy urządzali sobie kibole ze Wschodu. Ich ofiarami padali również fani Legii, którzy nie byli skłonni do bitki, oberwali też dziennikarze. Cóż, to oczywiste zbydlęcenie, ale wybaczcie, nie będziemy się tym na gorąco szerzej zajmować, skupimy się na boisku. Mamy jednak nadzieję, że nie przejdzie ono bez echa.

Tylko delikatnie nawiązanie – początek spotkania trochę przypominał całe to ganianie po ulicach. W roli agresorów piłkarze Zorii, ofiarami piłkarze Legii. Słabo podopieczni Berga weszli w ten mecz. Przetrwać ten okres udało się tylko dzięki interwencjom Duszana Kuciaka. Słowak ratował skórę kolegom po strzałach Malinowskiego, a także próbie z wolnego Czeczera.

Na szczęście eurowpierdolem śmierdziało tylko przez kwadrans.

Reklama

Kolokwialnie mówiąc, legioniści się ogarnęli, zrobił się wyrównany mecz. Jeszcze przed przerwą uaktywnił się Nikolić, szkoda, że żadna z jego trzech prób nie zakończyła się w siatce. Nawet gdy udało się już minąć bramkarza Zorii, to piłkę z linii bramkowej wybił jeden z obrońców. Znów podobała nam się współpraca napastnika Legii zarówno z Guilherme, jak i Prijoviciem.

Jednak jeszcze bardziej przypadała nam do gustu gra w obronie ekipy z Warszawy. Umówmy się – przed spotkaniem to właśnie o te formację obawialiśmy się najbardziej. Broź popełniał błędy przy bramkach w lidze, Lewczuk był niepewny, Rzeźniczak bardziej skupiał się na dyskusjach niż na graniu, a Brzyski… był po prostu Brzyskim. Do składu wrócił jednak Pazdan i jakość skoczyła na oko o jakieś dwieście procent. Czyścił wszystko. Koncerny chemiczne powinny zaproponować mu zostanie twarzą jakiejś marki. Nieźle wypadł też Bereszyński.

Tymczasem zwycięstwo zapewnił Michał Kucharczyk. Drugi raz z rzędu nie mógł nie trafić do pustej bramki. To byłoby za dużo nawet dla niego.

Guilherme trafił w poprzeczkę, po dośrodkowaniu Furmana jeden z obrońców Zorii skierował piłkę na słupek. Oczywiście szkoda tego obijania obramowania bramki Ukraińców (i tego, że sędzia nie przyznał Legii jedenastki, miał podstawy), ale szczerze mówiąc, po takim meczu jesteśmy dziwnie spokojni o awans drużyny Berga do grupy Ligi Europy. Zaliczka jest, teraz tylko nie roztrwonić u siebie. Łatwizna.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...