Bartosz Salamon z pozytywnym wynikiem testu antydopingowego. Co dalej? Sprawa jest poważna

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

04 kwietnia 2023, 22:01 • 6 min czytania

Reklama
Bartosz Salamon z pozytywnym wynikiem testu antydopingowego. Co dalej? Sprawa jest poważna

Dziś rano jak grom z jasnego nieba spadła na Lecha Poznań informacja, że u Bartosza Salamona wykryto środek dopingowy wpisany na listę zakazanych substancji. Przez całe popołudnie lekarze Kolejorza, zewnętrzni eksperci i sam zawodnik zbierali informacje oraz dane, które miałyby ustalić — czy Salamon faktycznie skorzystał z dopingu? Czy to może jakaś jedna wielka pomyłka? Z tego co słyszymy — w Lechu po wyjaśnieniach reprezentanta Polski są spokojni. Ale sprawa jest bardzo poważna, bo jeśli próbka B potwierdzi wynik próbki A (co dzieje się w przytłaczającej większości przypadków), to Salamon może szykować się na kilkumiesięczne lub nawet kilkuletnie zawieszenie.

Reklama

Takich informacji nikt w Poznaniu się nie spodziewał. Próbka A pobrana na teście antydopingowym u Salamona po wyjazdowym meczu z Djurgarden zawierała chlortalidon. Jak informuje Lech w swoim komunikacie — to „substancja stosowana w leczeniu nadciśnienia i nie przynosząca żadnej korzyści w rozumieniu poprawy zdolności wysiłkowych zawodnika”.

Lech Poznań. Bartosz Salamon z pozytywnym wynikiem testu antydopingowego

Problem polega na tym, że chlortalidon jest diuretykiem. Czyli pomaga — mówiąc wprost — porządnie się wysikać. I w przypadku sportowców nie chodzi o to, by ulżyć pęcherzowi, ale by pozbyć się z organizmu substancji innych wraz z moczem. Przy sportach walki niektórzy zawodnicy brali diuretyki, by w końcowej fazie ścinania wagi wyrzucić z organizmu jeszcze więcej wody. Ale są znane przypadki, gdy diuretyki (chociażby ten wykryty u Salamona) pozwalały na szybkie wyczyszczenie organizmu ze środków dopingujących.

Czym jest chlortalidon?

Lech postanowił działać błyskawicznie. Ściągnął z Warszawy eksperta do spraw antydopingowych, momentalnie przywołał do klubu Salamona, zebrali się też klubowi lekarze, a także Patryk Wiśniewski, czyli specjalista do sprawy suplementacji. Szczęście w nieszczęściu, że jeden z lekarzy Lecha — profesor Krzysztof Pawlaczyk — jest specjalistą z zakresu nefrologii, czyli zajmuje się dolegliwościami nerek. I sam był zaskoczony tym, że u kogoś wykryto akurat chlortalidon, bo jest to dość przestarzały diuretyk, którego od bardzo dawna nikomu nie przepisywał.

Sam chlortalidon dość szybko jest też wypłukiwany z organizmu, po kilkudziesięciu godzinach nie powinien już być wykrywalny podczas testów. W Lechu zatem zaczęli szacować, że jeśli Salamon miał w jakikolwiek sposób zażyć ten środek, to musiało to się stać już w drodze lub podczas wyjazdu na mecz do Szwecji. Lechici wylatywali w środę rano, w czwartek wieczorem grali mecz, po meczu Salamon miał kontrolę. Zaczęło się sprawdzanie wszystkich tabletek, suplementów, napojów podawanych piłkarzom tuż przed meczem z Djurgarden.

Reklama

Salamon początkowo był zszokowany, natomiast nie panikował. Zabrał ze sobą całą torbę leków, środków higienicznych, suplementów. A trafiło akurat na piłkarza, który bardzo mocno pilnuje wszelakich kwestii medycznych. Jest alergikiem i boi się reakcji organizmu na alergen. Dlatego pije niemal tylko wodę, na treningach w Lechu nie pije izotoników, a ostatnio mieli z nim problem na kadrze, bo musiał się upewnić, czy owsianka na śniadaniu nie sprawi, że odezwie się alergia. Salamon pokazywał też podczas spotkania w klubie wiadomości SMS-owe, które wymienia z lekarzem. Pytał dosłownie o wszystko — czy może wziąć taki środek przeciwbólowy, czy może wciąż taką witaminę.

Bartosz Salamon zadeklarował gotowość do badania wariografem

– Mamy piłkarzy, po których spodziewalibyśmy się, że mogliby coś nieopatrznie zjeść czy wypić. Chociażby jedząc coś na mieście. Ale w przypadku Bartka mamy absolutną pewność, że nie wziął tego środka świadomie. O ile w ogóle go wziął, a nie chodzi np. o zanieczyszczony lek czy jakiś inny sposób, w który kompletnie przez przypadek chlortalidon mógł trafić do organizmu Bartka — słyszymy od jednej z osób, która była dziś w klubie, gdy Salamon był przepytywany i badany.

Obrońca Lecha zadeklarował nawet, że komisja może przebadać go wariografem, bo on sam nie ma nic do ukrycia i w pełni transparentnie podda się badaniu wykrywaczem kłamstw.

Reklama

Jest jeszcze jeden przypadek, w którym substancja ta mogłaby zostać zażyta przez Salamona. A chodzi o… narkotyki. Diuretyki są też stosowane przy próbie oczyszczenia organizmu z niektórych używek. Paradoks tej sytuacji polega jednak na tym, że w sporcie za wpadkę narkotykową grożą dużo mniejsze kary niż za stosowanie diuretyków.

No właśnie — a co w ogóle grozi Salamonowi, co grozi Lechowi i kiedy możemy spodziewać się rozstrzygnięcia tej sprawy?

Co grozi Bartoszowi Salamonowi?

Zacznijmy od Lecha. I zaznaczmy: Lechowi nie grozi właściwie nic. No, może poza stratą Salamona. Lech musiałby mieć przynajmniej trzech zawodników przyłapanych na dopingu, by zostać zawieszonym w rozgrywkach. Zatem nie ma tutaj mowy o tym, by np. Kolejorz został ukarany walkowerem za mecz z Djurgarden czy wykluczony z europejskich pucharów. To samo tyczy się spotkania reprezentacji Polski.

Co grozi Salamonowi? Jeśli próbka B potwierdzi pozytywny wynik testu antydopingowego, to zostanie zawieszony. Na jak długo? Przynajmniej kilka miesięcy, a może i kilka lat.

Reklama

Kiedy możemy spodziewać się rozstrzygnięcia tej sprawy? Najwcześniej za 6-8 tygodni. Ale — jak usłyszeliśmy w Lechu — takie sprawy ciągną się nawet i pół roku lub dłużej. Salamon będzie teraz dokładnie przebadany. Pobrane zostały mu nawet włosy, które podobno są dobrym dowodem w takich sprawach i mogą wykazać, czy diuretyk był zażyty raz, czy jednak stosowano go długotrwale. W klubie sprawdzają też możliwości zanieczyszczenia jakiegoś leku. Do czasu wyjaśnienia sprawy Salamon jednak normalnie może grać i stosowane jest tutaj domniemanie niewinności.

Póki co i Salamon, i Lech są spokojni – Początkowo byliśmy zszokowani, ale po słowach „Saliego” i po tym, co powiedzieli nam lekarze i eksperci z zakresu kontroli antydopingowych, jesteśmy spokojni. To nie pusty frazes, którym chcemy utrzymać dobre imię Bartka do wyjaśnienia sprawy, ale mamy przekonanie graniczące z pewnością, że wszystko rozejdzie się po kościach – słyszymy w Lechu.

Sytuacja jest jednak poważna

Problem polega jednak na tym, że spokój Lecha i pewność co do czystości sumienia Salamona… na niewiele może się zdać. Próbka B w przytłaczającej większości przypadków wykazuje to samo, co próbka A. Mówiąc wprost: mocz jest już w pojemniku, Salamon raz się wysikał, drugi raz tego nie zrobi. Nie potrzeba palców obu rąk, wystarczy jedna, by znaleźć przykłady, przy których próbka B „czyściła” polskiego sportowca.

Reklama

Dlatego sprawa jest poważna. Nie wiemy, czy Salamon wziął coś świadomie, czy nie. Nie wiemy, czy chciał coś zamaskować, czy nie. A jeśli chciał, to co.

Patrząc jednak na fakty: u piłkarza Lecha wykryto środek, którym na ogół sportowcy chcą coś ukryć. I statystyka podpowiada, że są niewielkie szanse na to, że próbka B wykaże coś innego.

Kolejorz może teraz zbierać testy, badania, zrzuty ekranu z telefonu piłkarza, wyciągać mu włosy z każdej części ciała, podpinać go pod wykrywacz kłamstw. Ale jeśli próbka B potwierdzi próbkę A, to będzie pozamiatane.

CZYTAJ WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ:

Reklama
Damian Smyk

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Lewandowski skarcił Atletico! Barcelona odjeżdża Realowi

Jan Broda
11
Lewandowski skarcił Atletico! Barcelona odjeżdża Realowi

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Madejski odwalił, ale cała Cracovia wyglądała jak chłopcy do bicia

Jakub Białek
5
Madejski odwalił, ale cała Cracovia wyglądała jak chłopcy do bicia