Kręcidło: Kolejny sezon, kolejny kryzys. Dlaczego Real Sociedad znów strzela sobie w stopę?

Jakub Kręcidło

09 marca 2023, 12:10 • 5 min czytania

Kręcidło: Kolejny sezon, kolejny kryzys. Dlaczego Real Sociedad znów strzela sobie w stopę?

Im łatwiej, tym gorzej. Nadszedł nowy rok i Real Sociedad znów jest w kryzysie. Ten klub to uosobienie memów z nosaczem. Niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził.

Reklama

Pod względem wyników, jakości gry czy podejścia piłkarzy, dzisiejszy Real Sociedad nie ma nic wspólnego z tym, który zachwycał nas jesienią. Ale czy to kogokolwiek zaskakuje? Baskowie czwarty rok z rzędu są w zimowym kryzysie i znów mogą na ostatniej prostej stracić szansę na grę w Lidze Mistrzów.

Szkoda, że kibice Realu Sociedad nie znają memów z nosaczem i hasłem: „Niby człowiek wiedział, a jednak trochę się łudził”, bo te doskonale opisują sytuację ich klubu. Niby każdy spodziewał się, że piłkarze nie utrzymają formy, ale dlaczego mielibyśmy nie wierzyć, że w tym roku wreszcie nie będzie kryzysu? Były dobre transfery, byli liderzy w świetnej dyspozycji, były też problemy rywali. Los rozłożył przed ekipą z San Sebastian czerwony dywan i sprawił, że wymarzona Liga Mistrzów była na wyciągnięcie ręki. Była. Bo dziś znów trzeba o nią drżeć.

Reklama

Spodziewany kryzys

– Wpadniemy w kryzys, zarówno pod względem fizycznym jak i wynikowym. Mam jedynie nadzieję, że szybko wyjdziemy z dołka – powiedział na początku lutego trener Imanol Alguacil. Przewidział przyszłość. Od momentu wypowiedzenia przez niego tych słów zaczął się dołek jego drużyny. O ile porażka z Barceloną w Copa del Rey (0:1) czy remis z Realem na Santiago Bernabéu (0:0) wstydu nie przynoszą, tak późniejsze wyniki trudno usprawiedliwiać. W pięciu meczach z relatywnie łatwymi rywalami Real Sociedad zdobył tylko pięć punktów. Wygrał raz, 3:2 z Espanyolem. W pozostałych czterech spotkaniach strzelił jednego gola. Całkowicie zatracił atuty z jesieni, gdy był trzecią siłą w Hiszpanii. – Jesteśmy w dołku, to oczywiste, ale niepoważnym było dla mnie oczekiwanie dużej przewagi nad czwartym czy piątym zespołem po 24. kolejce. Nie można nakładać takiej presji na zespół. To niekorzystnie na nas wpływa – rozkładał ręce Alguacil, który ma do dyspozycji trzecią najmłodszą kadrę w LaLiga.

Za jego rządów, kryzysy stały się normą. W ostatnich sześciu kolejkach, wliczając remis z Realem, klub z Anoeta zdobył 6 na 18 możliwych punktów – to wynik godny drużyny walczącej o utrzymanie, gdy rywale zaczęli grać na miarę pucharowiczów. Zawodnicy Imanola stracili siedem oczek przewagi nad Atlético, które wyprzedziło ich w tabeli, a piąty Real Betis traci już nie dziesięć, a tylko trzy punkty. Poprzedni sezon? W grudniu i w styczniu zdobyli 7 na 27 punktów i zamiast być tuż za plecami lidera, Baskowie spadli na ósme miejsce. Sezon 2020/21? Jedna wygrana w jedenastu kolejkach. Sezon pandemiczny? Po czerwcowym wznowieniu rozgrywek Real Sociedad odniósł dwa zwycięstwa w jedenastu występach i zamiast walczyć o Ligę Mistrzów, drżał do końca rozgrywek o udział w Lidze Europy. To nie kwestia przypadku, a chroniczny problem.

Im łatwiej, tym gorzej

– Gramy naprawdę słabo – nie ukrywa Imanol Alguacil. Ale tym razem nie było żadnej zapowiedzi kryzysu. Przeciwnie – wszystko układało się nadspodziewanie dobrze. Nie dość, że kłopoty mają Sevilla czy Villarreal, rywale w walce o czwarte miejsce w LaLiga, to jeszcze ekipa z Anoeta świetnie radziła sobie z licznymi kontuzjami. Grając co trzy dni, Real Sociedad uporał się z falą kontuzji, która w pewnym momencie porwała praktycznie wszystkich napastników, w tym sprowadzonych latem Umara Sadiqa czy Mohameda Ali-Cho. Nawet absencja Davida Silvy wydawała się nieodczuwalna. Wybitnie grał Brais Méndez, skuteczny był Alexander Sørloth, Martín Zubimendi rozkochał w sobie Xaviego Henándeza, Alex Remiro bronił jak jeden z najlepszych golkiperów w LaLiga, a Robin Le Normand grał tak, że Hiszpanie marzyli, aby zgodził się na powołanie do ich kadry. Baskowie przetrwali trudny moment, trzymali się w czubie tabeli, a gdy przestali grać co trzy dni i gdy natrafili na serię łatwiejszych starć, to się posypali.

– Mecze, które jesienią wygrywaliśmy, teraz remisujemy albo przegrywamy. Gramy nie najgorzej. Brakuje nam tylko skuteczności – przekonuje Imanol. Pozornie, to spłycenie problemu. Ale w gruncie rzeczy, tak najłatwiej go opisać. Ostatnie spotkania Realu Sociedad mają podobny przebieg. Wyłączając starcie z Valencią (0:1), jego rywale stawiają autobus i skupiają się na przeszkadzaniu. Baskowie się frustrują i biją głową w mur. Gdy doliczymy do tego nieskuteczność pod obiema bramkami, robi się nieciekawie. Real Valladolid miał jedną szansę i wrygrał (1:0). Valencia i Celta (1:1) zdobywały punkty po golach samobójczych Igora Zubeldii i Robina Le Normanda, przez 90 minut nieszczególnie kreując zagrożenie. Cádiz prawie wywiózł z Anoeta trzy punkty, choć stworzył sobie jedną akcję, w której Roger Martí trafił w słupek. A piłkarze Imanola sprawiali wrażenie, jakby mogli grać nawet trzy godziny, a i tak nie zdołaliby trafić do siatki.

Inni mogą, Real Sociedad – nie

Aby uporać się z problemami, Alguacil decydował się na odważne kroki. Porzucił swój ulubiony system z rombem w środku pola, by wrócić do 4-3-3, ale to nic nie dało. Liderzy są bez formy. Brais Méndez czy Mikel Merino są cieniem samych siebie, a Alexander Sørloth zatracił skuteczność. – Nie od razu Rzym zbudowano – powiedział Imanol przed czwartkowym meczem z Romą, odnosząc się do kłopotów swojej drużyny. Real Sociedad ma trzeci najmłodszy skład w LaLiga, pięciu zagranicznych zawodników i aż szesnastu wychowanków. To godne pochwały. Ale nieumiejętność wyjścia z chronicznie pojawiającego się kryzysu to poważny problem. Baskowie znów wykorzystali jesienny sprzyjający moment, ale w trudnej chwili nie umieją się podnieść.

W San Sebastian mają nadzieję, że ekipie wreszcie uda się przełamać psychologiczną barierę pierwszego rywala w fazie pucharowej. W XXI wieku jeszcze ani razu nie wygrali dwumeczu. Ostatnio pojawiały się wymówki, którymi były kontuzje czy pech w losowaniach, bo z dwóch ostatnich edycji Ligi Europy odpadali zespół z Anoeta eliminowały Manchesterem United i RB Lipsk. Teraz ponownie to rywal, Roma, będzie faworytem do awansu.

Działacze Realu Sociedad przyglądali się niedawnym sukcesom Villarrealu czy Sevilli na arenie europejskiej i zastanawiali się: „Dlaczego my tak nie możemy?”. Nie ma łatwej odpowiedzi na to pytanie. Kadrowo, Baskowie nie są słabsi. Może to kwestia szczęścia? Albo doświadczenia zawodników? A może trenera, który zbyt optymistycznie podchodzi do rywalizacji (casus Manchesteru United) i nie umie przygotować drużyny do rywalizacji? Trudno mówić o przypadku, gdy już trzeci rok z rzędu zespół jest w kryzysie akurat w momencie wznawiania pucharowej rywalizacji. I choć trudno wyobrazić sobie zwolnienie Alguacila, który w San Sebastian ma niesamowicie mocną pozycję, to porażka z Romą i przedłużenie kryzysu bez wątpienia doprowadziłoby do pytania: czy ktoś inny niż Imanol nie byłby w stanie wyciągnąć jeszcze więcej z tego klubu?

JAKUB KRĘCIDŁO, Canal+ Sport

WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE:

Dziennikarz Canal+

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Ter Stegen zabrał głos po kontuzji. „To dla mnie wyjątkowo trudne”

Mikołaj Duda
0
Ter Stegen zabrał głos po kontuzji. „To dla mnie wyjątkowo trudne”
La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
59
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama
Reklama