Iga Świątek w półfinale każdego Szlema. Jak wielkie to osiągnięcie?

Sebastian Warzecha

10 lipca 2025, 14:50 • 7 min czytania 7

Reklama
Iga Świątek w półfinale każdego Szlema. Jak wielkie to osiągnięcie?

W tenisie bywa tak, że jest się specjalistą od danej nawierzchni. Czasem na tyle wybitnym, że można odnaleźć się i na innych, czasem – niekoniecznie. Ktoś, kto uwielbia grać na szybkich kortach, będzie mieć problemy na mączce. I odwrotnie – specjaliści od kortów ziemnych niekoniecznie poradzą sobie na trawie. To ostatnie słowa do niedawna dotyczyły Igi Świątek, ale wygląda na to, że takie stwierdzenie przestaje być aktualnym. Polka jest w półfinale Wimbledonu, a dochodząc tam dokonała rzeczy wielkiej – zaliczyła bowiem tę fazę turnieju w każdym wielkoszlemowym turnieju. A to trudniejsze, niż może się wydawać. 

Iga Świątek już wielofunkcyjna. Polka osiąga wielkie wyniki na każdej nawierzchni

W Australian Open w półfinale była dwukrotnie. Na Roland Garros – pięć razy. W US Open o dziwo, tylko raz, ale wygrała wtedy turniej. No i wreszcie – teraz, dziś wyjdzie w nim na kort – w półfinale jest też na Wimbledonie, po raz pierwszy w karierze. Łącznie dziewięć wielkoszlemowych półfinałów, ale – co ważniejsze – w każdym z tych czterech turniejów. A osiągnąć coś takiego to sztuka naprawdę trudna, dostępna w większości tylko dla największych zawodniczek i to takich, które grać potrafią wszędzie.

Zresztą, co wam będę opowiadać, redakcyjny kolega – AbsurDB – spojrzał na potrzeby tego tekstu na to, jakim zawodniczkom udawało się to w XXI wieku. Lista wygląda tak (w nawiasie rok skompletowania czterech półfinałów):

  • Jennifer Capriati (2000*);
  • Venus Williams (2002);
  • Serena Williams (2003);
  • Justine Henin (2003);
  • Kim Clijsters (2003);
  • Maria Szarapowa (2005);
  • Jelena Diementjewa (2009);
  • Dinara Safina (2009);
  • Wiktoria Azarenka (2013);
  • Simona Halep (2018);
  • Karolina Pliskova (2021);
  • Aryna Sabalenka (2023);
  • Iga Świątek (2025).

*Capriati zaliczyła już półfinał w każdym z Wielkich Szlemów w XX wieku i skompletowała to osiągnięcie w 2000 roku, ale w XXI wieku też doszła do tej fazy turnieju we wszystkich turniejach tej rangi – i to od razu, w 2001 roku, gdy wygrała Australian Open i Roland Garros, a na Wimbledonie i US Open była właśnie w półfinałach.

Reklama

Razem z Polką – 13 zawodniczek. Ale przede wszystkim – jakie to towarzystwo! Trudno tu wskazać zawodniczkę, która znalazłaby się w tym gronie niespodziewanie. Najbardziej odstaje Jelena Diementjewa, czyli jedyna z tej grupy, która ani nie była mistrzynią wielkoszlemową, ani nie przewodziła rankingowi WTA. Ale gdyby wgłębić się w jej karierę, łatwo dostrzec, że dwa razy grała w finałach największych turniejów, a do tego ma inny cenny tytuł – mistrzostwo olimpijskie, wywalczone w roku 2008 w Pekinie. Po drodze pokonała wtedy między innymi Serenę Williams.

Liderkami rankingu, ale nie mistrzyniami wielkoszlemowymi były za to Karolina Pliskova (grała w finałach US Open i Wimbledonu) oraz Dinara Safina (finał Australian Open i dwa finały Roland Garros). Cała reszta – 10 z 13 zawodniczek – osiągnęło obie te rzeczy. Mało tego – każda z tych tenisistek zdobywała co najmniej dwa tytuły wielkoszlemowe – tyle mają Azarenka i Halep. Po nich najsłabsze w tym towarzystwie są Capriati i Sabalenka z trzema tytułami. Cała reszta ma minimum cztery.

Innymi słowy: osiągnąć półfinały w każdym z wielkoszlemowych turniejów to miara wielkości. Bo trzeba być nie tylko wybitnie uzdolnionym, ale też regularnym i zdolnym do gry na najwyższym poziomie w każdym turnieju. Iga po raz kolejny znalazła się więc w naprawdę doborowym towarzystwie.

Kogo brakuje?

Spojrzeć na to można zresztą i od innej strony – zastanowić się, kogo tu nie ma. A brakuje wielu wybitnych postaci. Pewnie część z nich sami namierzyliście, właściwie z miejsca. Oczywiście, nadal piszemy o XXI wieku, stąd brak na przykład Martiny Hingis, która w karierze jak najbardziej do takich wyników doszła, ale w naszym stuleciu nigdy nie szło jej na Wimbledonie. Podobnie Lindsay Davenport, która swój jedyny półfinał na Roland Garros osiągnęła jeszcze w XX wieku.

Reklama

Niemniej, i z tym ogranicznikiem, lista zawodniczek bez półfinałów na każdym Szlemie jest długa. I zawiera na przykład liderki rankingu, takie jak (w nawiasie podajemy ich najbliższy brakującemu półfinałowy lub półfinałom wynik):

  • Amelie Mauresmo (dwa ćwierćfinały na Roland Garros);
  • Ana Ivanović (jeden ćwierćfinał US Open);
  • Jelena Janković (pięciokrotnie IV runda na Wimbledonie);
  • Caroline Wozniacki (sześciokrotnie IV runda na Wimbledonie);
  • Angelique Kerber (dwa ćwierćfinały na Roland Garros);
  • Garbiñe Muguruza (raz IV runda w US Open);
  • Naomi Osaka (trzykrotnie III runda na Roland Garros i trzykrotnie na Wimbledonie);
  • Ashleight Barty (dwukrotnie IV runda w US Open).

Niezły zbiór nazwisk, co? Barty i Kerber to przecież mistrzynie trzech z czterech turniejów wielkoszlemowych! A ten czwarty nigdy im jednak nie wyszedł tak, jakby tego chciały. Muguruza wygrywała w dwóch różnych Szlemach, podobnie Osaka. Mauresmo niespodziewanie przegrywała przedwcześnie akurat u siebie, w ojczystym Szlemie, być może ulegając presji oczekiwań fanów. Wozniacki, Ivanović i Janković były w czołówce przez lata i choć w najważniejszych turniejach nie wygrywały dużo (a Janković w ogóle), to był okres, że niezmiennie liczyły się w walce o te tytuły.

A i tak czegoś im zabrakło, by osiągnąć to, co zrobiła teraz Iga Świątek.

Reklama
Angelique Kerber

Angelique Kerber żegnająca się z publiką w swoim ostatnim turnieju – na igrzyskach w Paryżu. Niemka wygrała w karierze trzy z czterech turniejów wielkoszlemowych, ale w czwartym nie doszła nigdy do półfinału. Fot. Newspix

A gdyby wymieniać nie tylko liderki rankingu, ale też mistrzynie wielkoszlemowe, to w XXI wieku doszłyby do tej listy jeszcze Anastasija Myskina (przeszła ćwierćfinał tylko na Roland Garros), Swietłana Kuzniecowa (nie doszła do półfinału w Australian Open i Wimbledonie), Francesca Schiavone (wszędzie była w ćwierćfinałach, tylko na Roland Garros dalej), Li Na (zabrakło Wimbledonu), Petra Kvitova (nie udało się na US Open), Samantha Stosur (problemem Australian Open i Wimbledon), Marion Bartoli (brakowało Australian i US Open), Flavia Pennetta (tylko na US Open udało jej się dojść co najmniej do 1/2), Jelena Ostapenko (w Australii i USA była co najwyżej w ćwierćfinałach), Sloane Stephens (brakuje Wimbledonu), Bianca Andreescu (przypadek radykalny – poza wygranym US Open nigdzie nie była dalej niż w III rundzie), Sofia Kenin (zabrakło Wimbledonu i US Open), Barbora Krejcikova (nie była w półfinałach Australian i US Open), Emma Raducanu (podobnie jak Andreescu – doszła do minimum półfinału tylko w US Open), Marketa Vondrousova (jak u Krejcikovej – zabrakło Australian i US Open), Coco Gauff (tu problemem jest Wimbledon, była tam maksymalnie w IV rundzie), Madison Keys (podobnie jak u rodaczki – nie udało się na Wimbledonie).

Długa wyliczanka? Długa, bo łącznie – i liderki, i tylko mistrzynie – to 25 nazwisk. Ale właśnie o to chodzi – zgarnąć półfinały wszędzie, gdzie się da, to wielkie osiągnięcie. Wiele spośród najlepszych zawodniczek na świecie nie jest w stanie mu dorównać. Niektóre, owszem, nadal mają szanse. Dużej części już się to jednak nie uda.

A Iga to zrobiła. I wciąż ma wiele lat gry przed sobą.

Reklama

A może tak cztery za jednym zamachem?

Przed Świątek niespodziewanie – bo przecież to jej słabszy sezon – stoi otworem też inne osiągnięcie. Polka może bowiem dojść do półfinału w każdym z czterech wielkoszlemowych turniejów w jednym roku. Nigdy wcześniej, co oczywiste, tego nie zrobiła. Do trzech doszła raz – w 2022, gdy odpadła w tej fazie w Australian Open, a wygrała Roland Garros i US Open. Teraz w teorii wciąż może nawet poprawić te wyniki, jeśli triumfowałaby w Londynie i Nowym Jorku.

Ale na razie to zostawmy. Bo cztery półfinały same w sobie to i tak byłby wynik-marzenie.

W XXI wieku taki sezon zanotowały wyłącznie:

  • Jennifer Capriati (2001);
  • Kim Clijsters (2003);
  • Justine Henin (2003 i 2006);
  • Serena Williams (2015 i 2016);
  • Aryna Sabalenka (2023).

Sabalenka, nawiasem mówiąc, może to zrobić i w tym sezonie – była w dwóch wielkoszlemowych finałach, na Wimbledonie ma już półfinał. Ale na ten moment to pięć zawodniczek i siedem sezonów. A fakt, jak długo czekała na takie osiągnięcie Serena Williams, najlepiej pokazuje nam, że łatwo nie jest, po prostu. Zresztą w całej historii ery open – od 1969 roku licząc – obejrzeliśmy taki wyczyn 27 razy, ale w wykonaniu tylko 13 zawodniczek. Rekordzistka? Chris Evert, udało jej się to pięciokrotnie. Cztery razy osiągała to też Steffi Graf.

Reklama

Lista zawodniczek, którym udało się dojść do półfinału każdego wielkoszlemowego turnieju w jednym sezonie. W 1969 roku była pierwsza szansa zrobić to w erze open, wcześniejsze osiągnięcia miały miejsce przed nią (poza Billie Jean King, która 3 z 4 turniejów zaliczyła w erze open, ale ta nastąpiła już po Australian Open). Fot. Wikipedia

Ale to już dość dawne czasy, poprzednie stulecie. W tym to nadal rzadkość. Choć, kto wie, może za sprawą Igi – i Aryny Sabalenki – stanie się nieco bardziej pospolita?

SEBASTIAN WARZECHA

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie na Weszło:

7 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Polecane