Nie da się trafić ze wszystkimi transferami. Nawet mający kapitalną skuteczność przy pozyskiwaniu nowych zawodników Łukasz Masłowski, czasem się myli w Jagiellonii. Kompletnym niewypałem okazał się Peter Kovacik, a coraz więcej wskazuje na to, że tej łatki nie odklei już Lamine Diaby-Fadiga.
Tutaj jakieś nadzieje na wstępie były. Wszyscy pamiętamy jego obiecujące początki. W debiucie z Puszczą Niepołomice po wejściu w końcówce zatańczył z defensywą rywala i trafił do siatki. W 5. kolejce z Cracovią samym przyjęciem piłki zwiódł Hoskonena i następnie pokonał Henricha Ravasa.
Czysto piłkarsko coś ten zawodnik w sobie ma. Inaczej nie zostałby jednym z najmłodszych debiutantów w historii OGC Nice, z którego ostatecznie wyleciał po kradzieży zegarka Kaspera Dolberga. Głośna sprawa, nie musimy jej przypominać.
Lamine Diaby-Fadiga rozczarowuje w Jagiellonii Białystok
Kolejne lata w drugiej lidze francuskiej i drugiej lidze holenderskiej nie przynosiły przełomu, dlatego gdy ogłaszano jego przyjście do Białegostoku, raczej nikt nie cmokał z zachwytu. To był ruch jak z Afimico Pululu – bierzemy gościa, który otarł się o wyższy poziom, ale tak naprawdę jeszcze nigdzie nie zaistniał.
No cóż, nie zawsze takie odrestaurowanie się udaje. Diaby-Fadiga na dziś ma raptem trzy gole i jedną asystę w trzydziestu sześciu meczach dla Jagi. Jasne, w zdecydowanej większości przypadków wchodził z ławki, dlatego jego licznik minut spędzonych na boisku ledwo przekroczył tysiąc, ale rzecz w tym, że nie wykorzystuje kolejnych szans. W tym przypadku czas bardziej działa na niekorzyść Francuza, jakby się coraz mocniej zakopywał.
Diaby-Fadiga pełni rolę rezerwowego, ale przeważnie te 15-30 minut w lidze dostaje. To wystarczająco dużo czasu, żeby na dłuższą metę potwierdzić swoją przydatność, a on tego zwyczajnie nie robi. Jak już w lutym otrzymał szansę od początku z Cracovią, zmarnował dwie świetne sytuacje. W pierwszym przypadku trafił wprost w Sebastiana Madejskiego, w drugim strzelił w słupek i dopiero dobijający Darko Czurlinow posłał piłkę do siatki. Jego francuski kolega nawet się nie cieszył, tylko zwiesił głowę.
Ostatnio w Gdańsku wychowanek Nicei znów zebrał dużo krytyki. Po wejściu nie przydał się w ofensywie, za to kompletnie odpuścił krycie przy rzucie rożnym Lechii, co dało gospodarzom zwycięskiego gola Bohdana Wjunnyka.


Teraz w Superpucharze Polski z Wisłą Kraków w pewnym momencie wyszedł z kontrą 2 na 1 i nie zakończyło się to nawet oddaniem strzału. Diaby-Fadiga ewidentnie najpierw myślał o tym, by samemu kończyć akcję, a gdy jednak uznał, że może lepiej podać, obrońca był już zbyt blisko.

I na tym często polega problem tego zawodnika. Za bardzo chce się pokazać i gra pod siebie, przez co jest chaotyczny i podejmuje złe lub zbyt późne decyzje. Mając to na uwadze, jego niedowartościowanie ofensywne (trzy bramki przy xG wynoszącym 4.56) jakoś szczególnie nie dziwi. Bardziej szczegółowe statystyki są druzgocące. Wynika z nich, że napastnik Jagiellonii jest najbardziej nieskutecznym zawodnikiem ligi w tym sezonie. Jako jedyny w całej stawce zmarnował aż sześć dużych szans, czyli sytuacji mających wartość xG co najmniej 0.3. Naprawdę miał z czego strzelać i poprawiać statystyki.
W ostatniej Lidze Minus Francuza bronił Łukasz Gikiewicz, twierdząc, że w większości innych klubów Ekstraklasy grałby w pierwszym składzie, a tu ma pecha, bo Pululu jest nie do wygryzienia, natomiast gdy wchodzi na końcówki, drużyna często nie chce już tak namiętnie atakować. Znów jednak wracamy do tego, że nie chodzi o zbieranie symbolicznych wejść, tylko przynajmniej kwadransa i od dawna nie otrzymaliśmy od 24-latka sygnału, że warto dać mu się wykazać bardziej. Sam fakt, że przy takim natłoku meczów Adrian Siemieniec konsekwentnie eksploatuje ewidentnie coraz mocniej zmęczonego Pululu, dużo pokazuje.
Nawet jeśli Angolczyk latem zostanie sprzedany (a to niemal pewne), w jego miejsce Jagiellonia na pewno sprowadzi kogoś „konkretnego”, co oznacza, że Diaby-Fadiga znów będzie musiał rywalizować z pozycji aspirującego. Jak widać, w takiej roli czuje się źle, nie ma silnej mentalności i taka sytuacja raczej go zniechęca niż dodatkowo mobilizuje. Na dziś więc trudno sobie wyobrazić, że w Białymstoku czeka go świetlana przyszłość. Nadal najgłośniejsza akcja w jego wykonaniu za ostatnie pół roku to zatrzymanie za przekroczenie prędkości i to bez ważnego prawa jazdy.
CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Jagiellonia chce za Pululu około sześć milionów euro
- Trela: Siła zejściowych składów. Jak rezerwowi zmieniają losy meczów Ekstraklasy
- Legia ma LTC, ale nie ma talentów?
PRZEMYSŁAW MICHALAK
Fot. Newspix