Michał Żewłakow wraca do Legii Warszawa, wcześniej był w niej jako piłkarz i jako dyrektor sportowy właśnie, w czasach gdy prezesował tam Bogusław Leśnodorski. Zadzwoniliśmy więc do byłego sternika klubu, by zapytać go, jak widzi ten nieoczekiwany – a może i właśnie oczekiwany – powrót.
Jesteś zaskoczony, że Michal Żewłakow wrócił do Legii?
Nie, to jest modus operandi klubu w ostatnim czasie, żeby odpowiadać na oczekiwania kibiców. Michał jest ambitny, trzymam za niego kciuki, pytanie, ile będzie mógł w Legii zrobić, jak bardzo pozwoli się mu być samodzielnym.
A rozwiń, proszę, ten modus operandi.
No wiesz, to jest takie gaszenie pożarów, taktyka oparta na tym, żeby choćby chwilowo polepszyć relację z trybunami. Michał może tam zrobić dużo dobrego, ale powtórzę – pytanie, jakie dostanie warunki. To nie jest tak, że przychodzi Duch Święty, pstryka się palcami i nagle mamy nową rzeczywistość. To tak nie działa.
Gdy pytałem cię o zaskoczenie, to miałem na myśli też relacje Żewłakowa z Dariuszem Mioduskim. Spodziewałeś się, że dojdzie do rozejmu?
Darek jest takim gościem, który w imię partykularnego interesu na tu i teraz, jest w stanie się nagiąć. Zresztą tak po prostu jest świat skonstruowany, więc nie jestem zaskoczony, że teraz znów pracują razem. Legia nie zdobędzie trzeci czy czwarty raz mistrzostwa Polski z rzędu, już nawet nie wiem, straciłem rachubę i to jest sytuacja poważna. Więc jaki miał wybór? Michał jest wyborem oczywistym.
Niby szukali…
Szukali, ale kogo, trzeba znać ligę, realia. Nie umiem ci powiedzieć, jakie są szanse powodzenia tego projektu, ale wierzę w Michała, po pierwsze, że sobie to ustalił jakoś mądrze, a po drugie, że sobie poradzi. Natomiast trzeba też pamiętać o kasie, zobaczymy, na ile jej wystarczy, bo przecież tych roszad w Legii trzeba by wprowadzić sporo.
Na tyle, na ile znasz Mioduskiego, da mu wolną rękę?
Nie wiem. Na ile znam Michała, to byłby głupi, gdyby nie rozmawiał o takiej deklaracji, ale to są rzeczy, których nie możesz spisać w umowie, to jest dżentelmeńska sprawa. Czymś Michała musieli przekonać, on by się raczej nie zgodził na wejście w czysto korporacyjny świat, obarczony siedemnastoma różnymi zależnościami. W ten sposób się nie da sprawować takiej funkcji.
W twoich czasach Żewłakow miał kompletnie wolną rękę?
Nie, bo ja uważam, że to jest praca zespołowa. Ale nie ma co tego porównywać – to jest inna Legia, inna struktura, inne podejście do budowy. Poza Michałem nie ma w tym żadnego punktu stycznego.
Jak wysoko oceniasz go na rynku dyrektorów sportowych?
Najwyżej. Oczywiście jest Masłowski w Jagiellonii, ale to jest inny projekt. Mogę powiedzieć, że jeśli Michał dostanie wolną rękę i sensowną kasę, to Legia będzie dominować na krajowym podwórku. Jestem o tym przekonany.
Czas powrotów do Legii, więc może i ty?
Ja nie. Ja na pewno nie.
WIĘCEJ O LEGII WARSZAWA
- Wróciły puchary, wróciły też kary. Legia znów zapłaci UEFA
- Żewłakow – kolejny transfer z dekodera. Ten akurat może wypalić
- Daria Kabała-Malarz obrywa za…. formę bramkarzy Legii. “Poszłam na policję”
- Jiri Bilek – idealny dyrektor sportowy dla Legii Warszawa? Kulisy sukcesu Slavii
Fot. FotoPyk