Ekstraklasa - 19. Kolejka

Steve Kapuadi 40"
Adrián Dalmau Vaquer 22"

Kto powie Legii, że najwyższy czas wygrywać, jeśli chce być mistrzem Polski?

Szymon Janczyk

02 lutego 2025, 19:54 • 4 min czytania 200

Reklama
Kto powie Legii, że najwyższy czas wygrywać, jeśli chce być mistrzem Polski?

Główni kandydaci do mistrzostwa Polski — Lech, Raków i Jagiellonia — tegoroczne granie zaczęli z przytupem. Rozwalcowany Widzew, rozjechany Radomiak. Po takich wynikach warszawski kibic wymagał, żeby i Legia puściła wodze fantazji. Powinna, bo zdecydowanie nie jest w pozycji, w której może beztrosko gubić punkty. Cóż, więc właśnie zgubiła.

Reklama

Huraganowe ataki, szarże, wrzutki, strzały. Nie zapowiadało się na to, że Legia przy pozostałych zespołach z czołówki będzie wyglądała jak ubogi krewny, jednak zapomnieliśmy o czynniku X, jakim jest niesamowita konstrukcja kadry stołecznej drużyny. W serniku znajdziemy takie rodzynki jak Gabriel Kobylak w roli pierwszego bramkarza. Tak, ten sam Kobylak, którego z Ekstraklasy znamy głównie dlatego, że okazał się za słaby na Radomiaka, nie wnosząc do tej drużyny absolutnie nic poza kilkoma zabawnymi momentami.

Na przykład, gdy piłka przeleciała mu pod nogą i wturlała się do siatki. Albo kiedy ni stąd, ni zowąd zapakował piłkę za kołnierz Oliwiera Zycha. Po meczu z Koroną do jego kompilacji funny moments dorzucimy kolejny klip. Ten, w którym Kobylak wrzuca na konia Rafała Augustyniaka, podając mu piłkę, gdy naciskał na niego Nono. Efekt był taki, jak zwykle, gdy defensywny pomocnik zwrócony przodem do bramki dostaje podanie z rywalem na plecach. Strata, futbolówka wpada pod nogi Adriana Dalmau, banalnie stracony gol.

Ekstraklasa. Legia Warszawa — Korona Kielce 1:1, czyli prezenty rozdane

Wiedzieliśmy, że powrót Nono, czyli gościa, który w poprzednim sezonie wykonał najwięcej skoków pressingowych i najczęściej odbierał piłkę właśnie w ten sposób, może być najlepszą wiadomością dla Korony tej wiosny, ale że przekonamy się o tym tak szybko? To jednak niespodzianka. Jeszcze większą było jednak to, w jaki sposób z defensywą Legii bawił się Wiktor Długosz. Skoro o kompilacjach mowa, to wycinki z tego spotkania mogłyby dać Wiktorowi kontrakt w czasach, gdy odpowiednio zmontowana kaseta zapewniała wrażenie, że on tak zawsze.

Szkoda, że jednak nie zawsze, bo dynamiczny, zwrotny i zawzięty Długosz narobił przy Łazienkowskiej 3 sporego zamieszania. Raz za razem odjeżdżał Steve’owi Kapuadiemu, który przecież do wolnych nie należy. Raz, gdy tak odstawił Francuza po stracie Wahana Biczachczjana, Legia miała szczęście, że przymierzył wprost w Kobylaka. Innym razem, kiedy wbiegł między Kapuadiego i Ryoyę Morishitę, szczęście już gospodarzom nie sprzyjało. Japończyk zahaczył rywala i wyleciał z boiska z czerwoną kartką.

Reklama

To właśnie był punkt zwrotny całego widowiska. Co prawda nie ostatni, ale istotny, bo gdy jakość jest wyraźnie po jednej stronie, strata piłkarza może wyrównać siły. Korona trzymała się wcześniej obranego planu i adresowała większość piłek do Długosza, ewentualnie do równie szybkiego, ale mniej konkretnego Mariusza Fornalczyka. Kapuadi wciąż się mylił, Długosz go przepychał, zabierał mu piłki, raz nawet Steve rozjechał się na murawie, jednak brakowało wisienki na torcie. Ozdobić go nią powinien Dalmau, lecz dwukrotnie zabrakło mu wyczucia i precyzji, gdy uderzał z pola karnego.

Augustyniak zmarnował rzut karny, ale mógł uratować mecz asystą

Wspomniana przewaga jakości Legii Warszawa często wystarcza jednak, żeby wygrać nawet w dziesiątkę. I umówmy się: równie dobrze mogło się to skończyć właśnie w ten sposób. Może i po niepotrzebnym, dodatkowym wysiłku, ale jednak z kompletem punktów. Nie wyszło z kilku powodów. Przede wszystkim ekipa Goncalo Feio potrafiła wrócić do meczu, doprowadzić do remisu. Fakt, że stało się to w sposób dość przypadkowy, bo zagraną z rzutu wolnego piłkę nieudolnie wybijał Dalmau (napastnik w polu karnym to co? Zagrożenie, brawo Romku) i w ten sposób dał Kapuadiemu szansę na wbicie jej do bramki.

Ze skutecznością Legia była jednak na bakier. Jeszcze zanim władowała się w kłopoty, świetną okazję marnował przecież Wojciech Urbański, który położył Bartłomieja Smolarczyka, ale nie potrafił pokonać Rafała Mamli. Bramkarz Korony dołączył jednak do długiej listy grzeszników z inauguracji wiosny, ładując się z pięściami w Marca Guala. Jakby tego było mało, zaraz potem władował się też w Pawła Wszołka i pozostało nam wylosować, za którą sytuację gospodarze otrzymają rzut karny. Padło na drugą, też chcielibyśmy wiedzieć, dlaczego, ale zostawmy to. Ważne, że Augustyniak do piłki podszedł i kropnął w słupek.

Reklama

Gdyby w szatni ktoś wystartował do niego z pretensjami, że to dwie sytuacje z jego udziałem pozbawiły Legię punktów, Augustyniak będzie miał się czym bronić. W niezrozumiały sposób z asysty okradł go przecież Biczachczjan, który dostał ciasteczko w polu karnym i — mając masę czasu — trafił w nogę interweniującego Mamli. Na koniec w polu karnym zakiwał się jeszcze Claude Goncalves, który właśnie przez to nie doszedł do dobrej okazji. Nie ma rady, nie da się wygrywać, jeśli robi się wszystko odwrotnie, niż wypada, gdy walczysz o mistrzostwo kraju.

2
Kobylak
4
Wszołek
6
Pankov
4
Kapuadi
1
1 -
Morishita
red-card
4
Kapustka
2
Augustyniak
3
Urbański
2
Bichakhchyan
3
Chodyna
4
Gual
Jaroslaw Przybyl 4

Zmiany:

icon-swap
W. Urbański
3
Rúben Vinagre
icon-swap
V. Bichakhchyan
2
Claude Gonçalves
icon-swap
K. Chodyna
3
M. Oyedele
icon-swap
Rafał Augustyniak
2
Juergen Elitim
icon-swap
Marc Gual
4
J. Majchrzak

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

fot. FotoPyK

Reklama
200 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
niedziela, 02 lutego 2025 16:30
Sędzia:
Jaroslaw Przybyl, Poland

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Raków celuje w piłkarza serbskiego giganta. Złożył pierwszą ofertę

Mikołaj Duda
5
Raków celuje w piłkarza serbskiego giganta. Złożył pierwszą ofertę