Reklama

Coco Gauff w liczbach. 7 tytułów, 30 wygranych w sezonie i… jeszcze więcej

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

06 czerwca 2024, 11:15 • 12 min czytania 7 komentarzy

Coco Gauff wielkim talentem kobiecego tenisa jest od lat. Status ten potwierdziła najpierw dwa lata temu – grając o tytuł na Roland Garrros – a później w zeszłym sezonie, gdy triumfowała w US Open. Dziś zawalczy o trzeci wielkoszlemowy finał w karierze, a po drugiej stronie siatki stanie Iga Świątek, czyli… najgorsza dla niej rywalka. O osiągnięciach Coco, jej bilansie meczów z Igą i innych rzeczach, przeczytacie poniżej. Analizujemy bowiem karierę Amerykanki od strony liczb.

Coco Gauff w liczbach. 7 tytułów, 30 wygranych w sezonie i… jeszcze więcej

Numer jeden w kobiecym deblu

Coco Gauff jeszcze nie była liderką rankingu WTA w singlu – to miejsce pozostaje aktualnie wręcz zamurowane przez Igę Świątek – ale w 2022 roku wspięła się na szczyty zestawienia… deblowego. To był dla niej świetny okres, zresztą można zaryzykować stwierdzenie, że sukcesy w grze podwójnej w pełni odblokowały również jej potencjał singlowy.

Debel bardzo pomaga mi zyskać dodatkowe „powtórzenia”. Gdy gram w debla, zaczynam lepiej returnować w singlu. W deblu jest dużo więcej presji położonej właśnie na return, bo przy siatce stoi kolejna osoba i nie chcesz, by mogła przebić piłką twojej partnerki – opowiadała Coco w 2021 roku. Wtedy grywała głównie z Catherine McNally, wspólnie doszły zresztą do finału US Open w tamtym sezonie.

W kolejnym Coco „skumała” się z Jessicą Pegulą. Debel złożony dwóch amerykańskich bardzo dobrych singlistek okazał się strzałem w dziesiątkę. Wspólnie wygrały turniej w Dausze, doszły do finału Roland Garros, a potem triumfowały jeszcze w Toronto (po tym turnieju Coco została liderką rankingu), San Diego, znowu w Dausze i Miami. Były też kolejne finały na mączce – w Rzymie i Madrycie – później jednak współpraca nieco wyhamowała, obie grały w debla nieco rzadziej.

Reklama

ZERO RYZYKA do 50zł – zwrot 100% w gotówce w Fuksiarz.pl

Obecnie sytuacja wygląda tak, że Coco gra w debla z różnymi partnerkami, ale nadal odnosi sukcesy – w Roland Garros zresztą i w grze podwójnej jest w półfinale, zagra w nim jutro, w parze z Kateriną Siniakovą. Ale wiadomo, że teraz to już dla niej tylko dodatek. W końcu we wrześniu zeszłego roku odniosła wielki sukces w singlu.

Dwa finały wielkoszlemowe

Fifty fifty. Tak można by podsumować występy Coco Gauff w finałach najważniejszych turniejów w tenisowym świecie. Oczywiście tych singlowych. Bezpośrednia walka o Wielkie Szlemy w przypadku Amerykanki rozpoczęła się na Roland Garros, a więc na tym samym korcie, na którym dziś ponownie zagra z Igą. Ponownie, bo to właśnie Świątek sprawiła, że Coco nie odniosła sukcesu.

To był 2022 rok, Amerykanka miała na karku ledwie 18 lat. Dojście do finału w jej przypadku było ogromnym sukcesem, ale potwierdzało też, że te wszystkie gadki o potencjale i wręcz epokowym talencie, wcale nie były przesadzone. W końcu Coco była rozstawiona w tamtym French Open z „18”, a do finału doszła… bez straty seta. Fakt, że drabinka dobrze jej się ułożyła – na drodze do meczu o tytuł pokonała tylko jedną rozstawioną zawodniczkę, 31. Elise Merens – ale trzeba to jeszcze umieć wykorzystać.

Ona wykorzystała. I wierzyła, że może więcej. Ale w finale Iga Świątek była jednak zdecydowanie za mocna. Polka wygrała 6:1, 6:3 i spokojnie sięgnęła po drugi tytuł wielkoszlemowy w karierze. Coco na swój musiała poczekać, ale niezbyt długo, w końcu zgarnęła go jeszcze jako nastolatka, na ubiegłorocznym US Open.

Nie przeszła przez ten turniej tak bezproblemowo, jak przez French Open półtora roku wcześniej. Już Laura Siegemund w I rundzie urwała jej seta. To samo zrobiły Elise Mertens oraz grająca z dziką kartą Caroline Wozniacki. W ćwierćfinale Gauff rozniosła jednak Jelenę Ostapenko, pogromczynię Igi Świątek, a potem poprawiła dwusetowym zwycięstwem nad Karoliną Muchovą, turniejową „10”. W finale wytrzymała za to presję i po przegranym pierwszym secie w dwóch kolejnych była tenisistką lepszą od Aryny Sabalenki, która po US Open została przecież liderką rankingu WTA.

Reklama

Dziękuję rodzicom. Pierwszy raz w życiu widziałam dziś, jak mój tata płacze. Dziękuję całemu zespołowi, za nami długi miesiąc, ale wasza wiara we mnie nigdy się nie zatrzymała. To znaczy naprawdę wiele. Czuję, że jestem w lekkim szoku. Przegrana w Roland Garros 2022 była dla mnie bardzo trudna, ale takie jest życie, ma się wzloty i upadki. Dlatego ta chwila jest jeszcze słodsza, niż mogłam to sobie wyobrazić. […] Miesiąc temu wygrałam turniej rangi WTA 500 i ludzie mówili, że nic więcej nie wygram. Potem wygrałam 1000 i też mówili, że nic nie wygram. Teraz unoszę w górę trofeum wielkoszlemowe. Dziękuję tym, którzy we mnie nie wierzyli. Ci, którzy myślą, że gaszą mój ogień, wyłącznie dolewają oliwy do ognia.

I cóż, ten ogień nadal z pewnością płonie jasno. Zresztą już w poniedziałek Coco osiągnie kolejny ważny krok na drodze do zostania najlepszą tenisistką świata.

Trzecia w rankingu? Tak, ale to się zmieni

Na początku zeszłego sezonu wydawało się, że kobiecy tenis ma ustaloną Wielką Trójkę. Iga Świątek, Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina – tak miała ona wyglądać. No i faktycznie, na wielu turniejach to właśnie one trzy królują. Ale chyba wypadałoby napisać, że to jednak Wielka Czwórka, bo Coco Gauff wygraną na US Open zdecydowanie na ten poziom wskoczyła. Tym bardziej, że potem nie wyhamowała. Choć od tamtego triumfu wygrała tylko turniej w Auckland, to pozostaje regularna, często melduje się w półfinałach.

Ba, w tym sezonie jest jedyną tenisistką, która zagra w półfinale Roland Garros po tym, jak była też w półfinale w Australii. To też o czymś świadczy.

Efekt tego wszystkiego jest taki, że już w zeszłym roku wspięła się na pozycję numer trzy w światowym rankingu, a teraz – po wczorajszej porażce Aryny Sabalenki – wiadomo, że niezależnie od wszystkiego, zostanie światową dwójką. Oczywiście do Igi Świątek nadal daleko – nawet gdyby Coco wygrała cały turniej, będzie tracić ponad 1000 punktów – ale być światową dwójką w wieku 20 lat, to naprawdę coś.

Ranking WTA

Ranking WTA, który obowiązywać będzie od poniedziałku na ten moment, przed meczem Igi z Coco. Źródło: live-tennis.eu

Piąty raz w półfinale

Wspomnieliśmy o regularności? No to pogadajmy o niej więcej. W przypadku Coco to bowiem piąty raz w tym sezonie, gdy będzie grać w półfinale. Do tej pory ta faza zwykle okazywała się dla Amerykanki zabójcza. Przejść udało jej się ją raz – we wspomnianym Auckland, pierwszym turnieju w tym sezonie, w którym wzięła udział. Tam rozstawioną z „4” Emmę Navarro ograła w gładkich dwóch setach, a w finale po trudnym meczu była górą nad Eliną Switoliną.

Zresztą, co warto podkreślić, dla Coco półfinał to faktycznie faza selekcji. W swojej karierze przeszła go w turniejach WTA osiem razy, po czym w meczu o tytuł przegrała tylko raz. Już wiecie z kim i kiedy.

Stąd jeśli chcieć ją ograć, to właśnie wcześniej. W Australian Open zrobiła to Aryna Sabalenka, choć nie miała lekko. Owszem, wygrała w dwóch setach, ale były to sety fenomenalne, z tenisem na najwyższym poziomie, w których Białorusinka, broniąca zresztą tytułu, ostatecznie okazała się górą. Potem Coco była w półfinale Indian Wells, gdzie lepsza okazała się Maria Sakkari, która niespodziewanie w ogóle do tej fazy doszła. Znów bardzo wyrównany mecz, dwa długie pierwsze sety, ale w trzecim Gauff nieco zabrakło pary. I Greczynka to wykorzystała, choć i ją to spotkanie musiało zmęczyć. W finale nie miała bowiem szans z Igą Świątek, przegrała 4:6, 0:6.

Coco zaliczyła też w tym sezonie półfinał na mączce, zresztą tuż przed startem Roland Garros, bo w Rzymie. I to dla nas chyba najważniejszy z tych wszystkich meczów, przyniósł nam bowiem jedyne w tym roku bezpośrednie starcie Gauff ze Świątek. Efekt był jednak do odgadnięcia – w jednym ze swoich ulubionych turniejów (który w tym sezonie ponownie zresztą wygrała), Iga była poza zasięgiem Amerykanki. Triumfowała 6:4, 6:3.

Czy dziś doczekamy się powtórki?

Sześć lat… na dwa sposoby

Ten wątek zacznijmy od początku. Nie jest to przesadnie oryginalny sposób otwierania danego „rozdziału”, ale akurat w tym przypadku tak właśnie wypada. Coco Gauff miała bowiem sześć lat, gdy po raz pierwszy chwyciła rakietę w ręce. I to w sumie nie jest przesadnie szybko. Szybko za to zauważono jej talent, bo już rok później rodzina Coco przeniosła się Atlanty do Delray Beach – skąd pochodzą jej rodzice – na Florydzie, by poszukać lepszych możliwości treningowych dla młodej tenisistki.

Opłaciło się, bo talent Coco dało się dostrzec gołym okiem. Choć ona sama początkowo po prostu lubiła sobie piłkę odbijać, było to dla niej coś ciekawego, ale nic takiego, by mówiła, że w przyszłości chce zostać tenisistką. Zmieniło się to, kiedy po raz pierwszy trafiła do akademii. Wtedy uznała, że na pytania o to, co będzie robić, jak dorośnie, odpowiedź brzmi: grać w tenisa. Wyszło nieźle, prawda?

Przeskoczmy więc w przyszłość, choć nie tak daleką. W przypadku Coco wszystko działo się bowiem bardzo szybko, stąd w rozgrywkach ITF zadebiutowała niemal najszybciej, jak tylko mogła – dwa miesiące po 14. urodzinach, w maju 2018 roku. W Osprey na Florydzie przeszła przez kwalifikacje (niełatwe, trzystopniowe!), po czym w I rundzie turnieju głównego pokonała Alexandrę Perper z Mołdawii. W dwóch setach, 6:2, 6:3. Przegrała jednak w kolejnym spotkaniu z Kateriną Stewart, wówczas 217. na świecie.

Niemal równo sześć lat później 26-letnia Stewart jest na 779. miejscu w rankingu WTA. Coco wespnie się zaraz na pozycję wiceliderki i ma już wielkoszlemowy tytuł na koncie.

Siedmiokrotnie najlepsza

O tej statystyce tak naprawdę już wspomnieliśmy. Mianowicie – Coco Gauff w finałach WTA gra na ogół wybitnie. Jeśli już do jakiegoś dochodzi, niemal zawsze wygrywa. Stąd w wieku 20 lat, ma na koncie osiem meczów o tytuły, z czego wygrała siedem. Cztery rangi WTA 250 i po jednym WTA 500, 1000 oraz tytuł wielkoszlemowy.

Tak naprawdę trudno o lepsze statystyki. W przypadku ośmiu pierwszych finałów, wygrać aż siedem to naprawdę rzadkość. Tenisistki, które aktualnie są w TOP 10 rankingu (według kolejności rankingowej sprzed Roland Garros), drugą porażkę w finałach – która wciąż przed Coco – odnosiły:

  • Iga Świątek – w dwunastym finale (przegrała swój pierwszy, a potem wygrała 10 kolejnych);
  • Aryna Sabalenka – w drugim finale (przegrała trzy pierwsze w karierze);
  • Jelena Rybakina – w trzecim finale (wygrała pierwszy, przegrała dwa kolejne);
  • Jessica Pegula – w trzecim finale (przegrała pierwszy i trzeci, wygrała drugi);
  • Marketa Vondrousova – w trzecim finale (wygrała pierwszy, przegrała dwa kolejne);
  • Maria Sakkari – w trzecim finale (przegrała pierwszy i trzeci, wygrała drugi);
  • Qinwen Zheng – w czwartym finale (przegrała pierwszy i czwarty);
  • Ons Jabeur – w drugim finale;
  • Danielle Collins – w szóstym finale (wygrała dwa pierwsze, przegrała trzeci, potem znów wygrała dwa).

Coco jest już po ośmiu finałach i nadal nie przegrała po raz drugi. Można by też napisać, że to już lepszy początek na przykład od Sereny Williams (druga porażka w siódmym finale) czy Steffi Graf (przegrała swoich… sześć pierwszych!). Jasne, połowa z tych sukcesów to turnieje najniższej rangi, 250, ale Amerykanka już ma na koncie tytuł każdego możliwego „poziomu”. Czy na Roland Garros powalczy w dziewiątym finale?

Cóż, szanse ma, ale… no właśnie, przejdźmy do następnej liczby.

Dwunasty raz się spotykamy

Gdy wyjdą dziś na kort, Iga Świątek będzie mogła powiedzieć, że z nikim nie grała częściej, niż z Coco Gauff. Do tej pory obie rywalizowały ze sobą jedenaście razy – tyle samo spotkań Polka rozegrała z Sabalenką – dziś wyjdą na kort wspólnie po raz dwunasty. W przypadku Coco to w ogóle rekord, jej drugi „najpopularniejszy” mecz to spotkania z Marią Sakkari, których zaliczyła do tej pory osiem.

I pewnie wiele by oddała, żeby to właśnie z Sakkari dziś zagrać. I to mimo tego, że z Greczynką ma ujemny bilans – 3:5 – w tym, jak już napomykaliśmy, przegrane ostatnie spotkanie. Z Igą idzie jej jednak jeszcze gorzej.

Bilans spotkań obu? 10:1 na korzyść Polki. Jak do tej pory Świątek regularnie ogrywała Gauff. Przy czym słowa „ogrywała” używamy nie bez powodu – obie tylko raz zagrały na dystansie trzech setów. Wtedy, kiedy lepsza okazała się Coco. Miało to miejsce w półfinale turnieju w Cincinatti w sierpniu zeszłego roku. To ten jedyny „tysięcznik” w karierze Amerykanki, po którym napędzona triumfowała też w US Open.

Jeśli lepsza okazywała się Iga, to zawsze w dwóch setach. Nie to, żeby za każdym razem było łatwo. W Rzymie w 2021 roku – przy okazji ich pierwszego spotkania – triumfowała 7:6, 6:3. W ubiegłorocznych finałach WTA było z kolei 6:0 w pierwszym, ale w drugim Gauff znacząco podniosła poziom gry i Iga wygrała dopiero po świetnej końcówce seta, 7:5.

Iga Świątek i Coco Gauff

Na mączce obie spotykały się do tej pory czterokrotnie – dwa razy w Roland Garros, dwa razy w Rzymie. Poza pierwszym meczem, wspomnianym przed chwilą meczem, Iga zawsze wygrywała stosunkowo gładko. Czy podobnie będzie i dziś? Przewidywania ekspertów mówią, że powinno. Choć trzeba podkreślić, że Coco w dobrym stylu przeszła przez pięć poprzednich rund, dopiero z Ons Jabeur miała problemy, ale po przegranym pierwszym secie, w dwóch kolejnych była już po prostu lepszą tenisistką.

Z Igą czeka ją jednak najtrudniejsze możliwe wyzwanie, jakie da się w tej chwili znaleźć w całym kobiecym tourze. Nie ma bowiem tenisistki lepszej, niż Polka na kortach imienia Rolanda Garrosa.

Trzydzieści zwycięstw

W zeszłym sezonie Coco Gauff wygrała 51 meczów, przy 16 porażkach. To jej najlepszy rok w historii występów w głównym tourze. W tym sezonie już ma na koncie 30 triumfów i tylko 8 porażek. Jeśli utrzyma takie tempo, z pewnością będzie mogła – przynajmniej pod tym względem – uznać swój sezon za naprawdę udany.

Oczywiście, to też nie tak, że jest to wynik wybitny. Iga Świątek w tej chwili ma tylko 4 porażki na koncie i aż… 43 zwycięstwa! Ale już porównując do Aryny Sabalenki, Gauff wypada w tym momencie identycznie. Białorusinka po wczorajszej wpadce też ma bilans 30-8. O tym, która po Roland Garros będzie miała więcej wygranych, a która porażek (jest też możliwość, że Coco prześcignie Arynę w obu statystykach), zdecyduje dzisiejszy i opcjonalnie sobotni mecz Amerykanki.

30 wygranych Coco możemy też jednak porównać choćby do sezonu Igi, w którym ta kończyła 20 lat, a więc tyle, ile Gauff ma teraz. Iga grała wtedy co prawda nieco ograniczony kalendarz, bo do jej występów nadal podchodzono stosunkowo ostrożnie, do tego akurat trafiło też na jej gorszy sezon – to po nim zakończyła współpracę z Piotrem Sierzputowskim, a zaczęła z Tomaszem Wiktorowskim. Nie oznacza to jednak, że nie miała w tamtym roku sukcesów. Miała. Wygrała dwie imprezy – w Adelajdzie i Rzymie – w każdym turnieju wielkoszlemowym dochodziła do IV rundy (jako jedyna zawodniczka w tamtym sezonie!).

Efekt? 36 wygranych i 15 porażek. Coco jest więc tak naprawdę ledwie o krok od tego, by poprawić ten bilans. A to też pokazuje, że niedługo po tym, jak przestała być nastolatką, już jest tenisistką znakomitą. Pytaniem pozostaje, oczywiście, czy zdoła to w tym sezonie potwierdzić, zdobywając drugi tytuł wielkoszlemowy. Ale nawet jeśli nie, to należy pamiętać, że Idze w wieku 20 lat się to nie udało. Na Roland Garros ponownie triumfowała już jako 21-latka.

A czy zrobi to też w wieku 23 lat i po raz trzeci z rzędu? Zostały jej do tego dwa kroki i dwie przeszkody – pierwszą jest właśnie Coco Gauff.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

CZYTAJ WIĘCEJ O TENISIE:

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Igrzyska

Siatkarze przeżyli szok, byli o krok od półfinału igrzysk. Oczy Winiarskiego wyrażały wszystko

Jakub Radomski
4
Siatkarze przeżyli szok, byli o krok od półfinału igrzysk. Oczy Winiarskiego wyrażały wszystko

Komentarze

7 komentarzy

Loading...