Reklama

Trela: Język futbolu. Jak młoda fala trenerów mówi o piłce i czy to ma znaczenie?

Michał Trela

Autor:Michał Trela

03 czerwca 2024, 13:39 • 12 min czytania 48 komentarzy

Jedną z ciekawych debat, jakie wykreował miniony sezon Ekstraklasy, była kwestia fachowej terminologii, albo nowomowy, która zalała piłkarskie środowisko wraz z pojawieniem się młodego pokolenia trenerów. To próba wniesienia rozmów o piłce w Polsce na wyższy poziom czy dodania sobie autorytetu?

Trela: Język futbolu. Jak młoda fala trenerów mówi o piłce i czy to ma znaczenie?

Miniony sezon Ekstraklasy przyniósł silniejszy niż dotąd podział rynku trenerskiego na młodą falę i starszych trenerów, którzy pracowali już w kilku miejscach. Jedną z głównych różnic między nimi nie są wcale osiągane wyniki — zarówno w pierwszej, jak i w drugiej grupie da się znaleźć takich, którzy pracę wykonali dobrze i źle — lecz sposób, w jaki mówią o futbolu. Dla niektórych jak choćby Mateusza Dróżdża, to atut nowej fali. O jej sposobie komunikacji wyrażał się prezes Cracovii z wyraźnym uznaniem. Innych to drażni. Stanowi dowód niepotrzebnego komplikowania prostych spraw.

Na nieformalnego rzecznika tej grupy wykreował się Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice, głośnym cytatem o dzieleniu boiska na kwarty zamiast tercji. Wątek pociągnął później w Lidze+Extra, podkreślając, że lekarze też między sobą mówią (a przynajmniej powinni) innym językiem niż z pacjentami. I łapiąc się za głowę, że za chwilę zaczniemy opowiadać o PPDA (passes per defensive action – statystyka określająca, na jak wiele podań przeciwnika pozwala dany zespół przed podjęciem próby odbioru – przyp. MT). Debata o jednym i drugim pokoleniu trenerów przekształciła się więc tak naprawdę w dyskusję o tym, w jaki sposób opowiadać o piłce i w jakie szczegóły wchodzić.

Apozycyjny futbol Tomasza Tułacza

Mam problem z tym, że to akurat Tułacz ustawił się po tej stronie barykady, ale to każe tylko poważniej potraktować jego słowa. Gdyby podobnie wypowiedział się ktoś, kto o taktyce nie ma zielonego pojęcia, na boisku niczego nie dostrzega i bazuje tylko na motywacji, można by na jego wypowiedź machnąć ręką. Trener Puszczy Niepołomice prowadzi natomiast zespół bardzo dobrze zorganizowany na boisku, udowodnił niejednokrotnie, że potrafi przestawiać zawodników w trakcie meczu tak, by kompletnie zmienić obraz gry i szuka przewag tam, gdzie inni ich nie dostrzegają. Da się przy tym zauważyć, że ważniejsze od konkretnych pozycji w jego zespole są role, jakie poszczególni zawodnicy mają do wypełnienia, co jest w sumie bardzo nowoczesne i pasuje do futbolu apozycyjnego, o którym ostatnio często się mówi.

Nie da się o Puszczy opowiedzieć jako o zespole, który od trenera dostaje tylko rozpiskę składu. Widać wyraźnie, że wszystko jest tam mocno przemyślane. Pewnie nie mniej niż w sztabach trenerów 30-letnich z jeszcze ciepłą licencją UEFA Pro. Tylko inaczej nazwane i inaczej sprzedane na zewnątrz. Pytanie tylko, czy to dobrze i czy wprowadzania do futbolu nowych terminów trzeba tak mocno się obawiać.

Reklama

Zmiana języka futbolu

Nie ma co udawać, że futbol się nie zmienił. Taktyka ewoluuje, a wraz z nią język do jej opisywania. Wystarczy poczytać relacje prasowe sprzed dekad, żeby zobaczyć, że i wówczas istniały słowa, które wyszły już z obiegu. Nie istniały natomiast takie, które dziś w opisach meczów są powszechne. Byli kiedyś łącznicy, libero i forstoperzy, były debaty na temat systemu WM, 4-2-4 i ustawienia z diamentem. Używanie w transmisjach telewizyjnych jeszcze 20 lat temu terminów typu „pressing” czy „dziura w środku” wywoływało zdziwienie, dziś jest doskonale normalne.

Nie mówiło się natomiast o fałszywych napastnikach, bo granie bez typowego napastnika nie było tak powszechne, jak jeszcze do niedawna. Nie mówiło się o odwróconych skrzydłowych, bo lewonożnych pomocników ustawiano zwykle po lewej stronie, a prawonożnych po prawej. Nie było fałszywych skrzydłowych, bo na bokach zazwyczaj ustawiano lekkoatletów biegających od linii do linii, a nie schodzących do środka, by rozgrywać. Nie było wahadłowych, bo ich pojawienie się ściśle wiąże się z tym, jak współcześnie interpretuje się grę na bokach w systemach z trójką środkowych obrońców. Zadania środkowego obrońcy różnią się od zadań półprawego środkowego obrońcy, pojawia się więc potrzeba, by obie pozycje rozróżnić. Kamil Glik dobrze czuł się zawsze jako centralna postać defensywy, a niezbyt nadawał się do grania jako półprawy czy półlewy stoper, choć można by go wrzucić do worka „środkowy obrońca” i byłoby prościej. Tylko czy lepiej? To nie trenerzy młodej fali wymyślają określenia, których wcześniej nie było. To futbol się zmienia, a wraz z nim jego język.

Odkąd pamiętam, trenerzy narzekali na płytkość dyskusji o futbolu w Polsce. Zachwycali się, w jaki sposób opisuje się go we Włoszech czy w Portugalii. Podziwiali bogactwo określeń, szczegółowość analiz. Narzekali, że w Polsce zawsze wytłumaczeń porażki szukano w przygotowaniu fizycznym albo tym, że graczom się nie chciało. Znajdowano kozły ofiarne i na podstawowych statystykach w rodzaju posiadania piłki czy liczby strzałów opierano narrację. Dało się u nich wyczuć tęsknotę za byciem krytykowanym bardziej merytorycznie, a nie przyjmowaniem strzałów kierowanych kompletnie na oślep.

Wiele w ostatnich latach się zmieniło. Upowszechniły się bardziej zaawansowane statystyki, większe grono osób nawet niepracujących w piłce zaczęło się interesować głębszym zrozumieniem gry. Obecne pokolenie trenerów nie spadło z kosmosu. Wyrosło na portalach taktycznych, które zakładano także w innych krajach. Na lepszej znajomości języków, na stażach zagranicznych, na danych, których nie można było przynajmniej w jakimś zakresie nie wykorzystywać, jeśli nie chciało się, by pociąg odjechał. To nie jest tylko polskie zjawisko. Thomasa Tuchela już piętnaście lat temu konserwatywne niemieckie środowisko prasowe krytykowało za używanie nowomowy w rodzaju „Matchplan” czy „Spielglueck” (meczowy łut szczęścia). Jednocześnie zachwycało się Thomasem Muellerem, który wprowadził do słownika określenie swojej pozycji. Podkreślał, że nie jest ani ofensywnym pomocnikiem, ani fałszywym napastnikiem, ani skrzydłowym, lecz „Raumdeuterem” (dosłownie „objaśniacz/wskazywacz przestrzeni”).

Braki w terminologii

W Polsce wyśmiewano natomiast próby tłumaczenia, że Piotr Zieliński nie gra w reprezentacji na tej samej pozycji, co w Napoli, mimo że tu i tu był środkowym pomocnikiem. Rozróżnienia typu „półskrzydłowy” nie były wtedy do zaakceptowania dla polskiego odbiorcy. Środkowy pomocnik to środkowy pomocnik, może być ewentualnie ofensywny albo defensywny. Później tego terminu brakowało. Choćby do opisania, jak zmieniła się rola Bartłomieja Pawłowskiego w Widzewie Łódź u Daniela Myśliwca. Przecież nowy trener nie zrobił z czołowego skrzydłowego ligi środkowego pomocnika, powiedzieć tak, byłoby absurdem. Po prostu przesunął go na pozycję półskrzydłowego. Tą samą, na której najlepiej spisywał się kiedyś Zieliński w 4-3-3 Napoli.

Reklama

Do powszechnego obiegu w Polsce weszły niedoskonałe, ale jednak coś mówiące określenia cyfrowe – szóstka, ósemka, dziesiątka. Pozwalają nie wrzucać Petera Pokornego do wspólnego worka z Nene, a Yoava Hofmeistera z Rafałem Wolskim, mimo że wszyscy, bardzo ogólnie mówiąc, są środkowymi pomocnikami. Hasło w stylu klasyczna dziewiątka pozwala opisać, że chodzi o kogoś w rodzaju Efthymisa Kolourisa, a nie Jesusa Imaza. Pozwalają wejść na minimalnie większy poziom szczegółowości w rozmowach, lepiej wyjaśnić, dokładniej opisać. Im więcej osób włada fachową terminologią, im więcej ją rozumie, tym większa jest szansa, że się dogadają, wytłumaczą, co autor miał na myśli.

W przeszłości częściej zdarzało się, że pytania w telewizji, prasie czy na konferencjach dotyczyły spraw pozapiłkarskich, bo istniało przekonanie, że to ludzi nie interesuje, albo, jeśli już zahaczały o boisko, były bardzo płytkie. Kiedy ktoś próbował wchodzić głębiej, często był przez trenerów zbywany. Dziś mimo wszystko łatwiej niż jeszcze kilka lat temu usłyszeć od trenera konkretną odpowiedź, dlaczego w składzie na dany mecz wybrał tego, a nie tamtego piłkarza, albo co sprawiło, że nowy pomocnik miał trudności ze wpasowaniem się do systemu.

Tłumaczenia Szwargi i Kieresia

Najświeższym przykładem tego typu rozmów jest pożegnanie opublikowane w mediach społecznościowych przez Dawida Szwargę. Niby nie zawiera niczego niesamowitego, ale jednak jest próbą opowiedzenia minionego sezonu konkretnie, z własnej perspektywy, z zauważeniem, co działało, a co nie i dlaczego. To kierunek, do którego powinniśmy dążyć, a nie odchodzić. Takie wyjaśnienie nie czyni ze Szwargi lepszego trenera, nie zmienia oceny jego sezonu, ale pokazuje, że odchodzący trener ma swoje racje i argumenty na własną obronę, które podrzuca szerszej publiczności, w jakiś stopniu kreując też narrację na swój temat.

Dotyczy to zresztą nie tylko trenerów nowej fali. Wszak nie można do niej zaliczyć Kamila Kieresia. A trener Stali Mielec na jednej z konferencji przedmeczowych pod koniec sezonu opowiadał o tym, że przed starciem z Jagiellonią ćwiczył ze swoimi ofensywnymi pomocnikami, by schodząc na boki, rzadziej szukały gry kombinacyjnej z wahadłowymi, a częściej dograń w pole karne. Nie jest to żadna czarna magia, ale pozwala lepiej zrozumieć, czego oczekuje trener od zawodnika i dostrzegać, dlaczego Maciej Domański przestał nagle zauważać podłączającego się do gry Łukasza Gerstensteina i zaczął częściej dośrodkowywać.

Tabela punktów oczekiwanych nie może być wyłącznym argumentem za pozostawieniem trenera na stanowisku, ale świadomość istnienia czegoś takiego jak punkty oczekiwane i pozycji, którą zajmuje w nich zespół, może przyczyniać się do tego, że trenerzy rzadziej będą niesłusznie zwalniani, że atmosfera wokół nich będzie mniej gęsta, a ocena ich pracy bardziej oparta na faktach, niż na emocjach. Statystyka PPDA może jest nieszczególnie medialna, ale dobrze użyta może służyć opisywaniu stylu gry danego zespołu. Jeśli trener na powitalnej konferencji obiecywał grę pressingiem, a jego drużyna oddaje inicjatywę, czekając biernie na własnej połowie, łatwo można udowodnić, że coś poszło niezgodnie z zapowiedziami. Im więcej rozmów opartych na faktach, a nie widzi mi się, tym lepiej dla mądrych trenerów, wykonujących dobrą pracę.

Prościej o skomplikowanych sprawach

Trzeba jedynie rozróżnić nową terminologię używaną do nazywania wydarzeń zachodzących na boisku od nowomowy, czyli sztucznego utrudniania języka tam, gdzie można by go upraszczać. Trenerowi nie odbierze fachowości, jeśli powie, że ktoś wygrywał wiele pojedynków na bokach, zamiast w bocznych sektorach. Nie straci licencji UEFA Pro, jeśli zamiast o podaniu progresywnym, powie o podaniu do przodu, organizację po transferze negatywnym nazwie organizacją po stracie piłki, a operowanie piłką zastąpi wymienianiem podań. Ale zasadniczo nie ma niczego złego w mówieniu o ustawianiu się między liniami albo o dośrodkowaniach z półprzestrzeni, bo to rzeczy, które naprawdę mogą ułatwiać potem odbiór meczu: trzeba jedynie wiedzieć, o jakich liniach mówi trener i gdzie właściwie jest ta półprzestrzeń.

I tu właściwie kończy się już rola trenerów, z takiego pokolenia, czy z innego. Wielu z nich wciąż wyznaje zasadę Johanna Cruyffa „gdybym chciał, żebyś to zrozumiał, wytłumaczyłbym to lepiej”. Tak naprawdę to do szerokiego pojętego środowiska piłkarskiego należy, czy dana terminologia się przyjmie, czy będzie używana i rozumiana. Trener w wywiadzie pomeczowym może powiedzieć o ustawianiu się w półprzestrzeni, ale to do dziennikarzy, ekspertów, byłych piłkarzy, bezrobotnych trenerów należy pokazanie, że miał na myśli pas przestrzeni pomiędzy bocznym a środkowym obrońcą, na boku, ale bliżej środka niż linii bocznej.

To do środowiska należy tłumaczenie, że szóstka unika tłoku, stara się mieć grę przed sobą i najlepiej, gdyby nigdy nie traciła piłki, ósemka gra między jednym polem karnym a drugim, a dziesiątka ma przyzwolenie na ryzykowanie, więc siłą rzeczy ma zazwyczaj niższą średnią celność podań niż szóstka. Patrick Olsen ze Śląska jako szóstka grał zbyt ryzykownie i tracił piłki tam, gdzie drużyna nigdy nie powinna ich tracić. Pojawienie się w drużynie Pokornego pozwoliło przesunąć Duńczyka wyżej, gdzie jego skłonności do ryzyka stały się nagle atutem. Z tego samego zresztą powodu Tuchel domagał się w Bayernie kupienia szóstki, bo uważał, że Jochua Kimmich gra zbyt ryzykownie, by wypełnić tę rolę. Ale można złożoność tych dylematów wrzucić po prostu do worka „środkowi pomocnicy”.

Zadanie dla środowiska

Trenerów rozlicza się z wyniku i z tego, co robią z danym zespołem. To czy i w jaki sposób odpowiadają na pytania mediów i jakiego używają do tego języka, jest kwestią absolutnie drugorzędną. Włoskie środowisko piłkarskie zawdzięcza terminologiczne bogactwo głównie temu, że miało Gianniego Brerę, wieloletniego redaktora naczelnego „La Gazzetta dello Sport”, który wielu pomysłom i rozwiązaniom stosowanym przez włoskich trenerów nadał odpowiednie nazwy, następnie popularyzowane przez siebie w dzienniku. Siłą rzeczy dla wielu zjawisk powstających za granicą tworzone są polskie tłumaczenia. Mamy więc xg od expected goals, czyli goli oczekiwanych, mamy półprzestrzenie od angielskiego half spaces, czy kontrpressing od niemieckiego gegenpressingu. Im więcej tego typu terminów w krótkim czasie jest zasysanych przez język, tym większy galimatias. To do świata mediów należy tłumaczenie tego na polski. Tłumaczenie tak, by ktoś faktycznie to zrozumiał.

W dyskusji na temat języka wchodzących do zawodu trenerów każdy ma więc po części rację. Tułacz, zwracając uwagę, by nie komplikowali świata tam, gdzie nie trzeba, by nie przemawiali, jakby właśnie wymyślili futbol na nowo i by pamiętali, że jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś pięciolatkowi, to tak naprawdę tego nie rozumiesz. Ale też Szwarga, Szulczek, Feio i inni, mówiąc o taktycznych detalach i próbując wyjaśniać wybory, okazują dziennikarzom oraz kibicom szacunek, nie zbywając ich okrągłymi słówkami.

Futbol ma różne warstwy. Można w ogóle nie interesować się taktyką i żyć tylko poziomem emocjonalnym, ale w takim razie lepiej nie pytać trenerów o nic. Oni w większości pracują w warstwie taktycznej i jeśli chce się poznać ich perspektywę, argumenty, można się spodziewać, że będą mówić o rzeczach, które nie wszyscy widzą i nie wszyscy rozumieją. Im powszechniejsze będzie jednak opowiadanie o tej warstwie, tym bardziej będzie podnosił się poziom dyskusji o futbolu. Czyli to, czego tak bardzo trenerom ciągle w Polsce brakuje.

Ostatecznie wiele zależy od osobowości mówiącego oraz momentu. Gdy w 1998 roku Ralf Rangnick próbował tłumaczyć niemieckim telewidzom grę czwórką obrońców w linii bez libero, wywołał ogólnonarodową histerię i na lata zyskał pogardliwe miano „Profesorka”. Osiem lat później w Juergenie Kloppie wyjaśniającym w ZDF-ie taktykę zakochało się pół kraju, na dobrą sprawę jeszcze zanim osiągnął wielkie sukcesy. Różnica była oczywiście w sposobie opowiadania o taktyce — Rangnick nie miał uroku osobistego Kloppa — ale także w czasie. To, co wcześniej było wyśmiewane, przez osiem lat zostało oswojone. Łatwiej było więc dotrzeć z komunikatem, o co w tym w ogóle chodzi. Pionierzy mają strzały w plecach. I o ile wątpliwe, że trenerskie pokolenie millenialsów faktycznie wymyśli futbol na nowo, o tyle jest szansa, że z czasem popchnie polskie rozmowy o piłce na trochę bardziej merytoryczne tory.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Fot. FotoPyK/Newspix

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Ekstraklasa

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

48 komentarzy

Loading...