Reklama

Flick i Lewandowski znowu razem. Czy poza Monachium to ma szansę wypalić?

Paweł Wojciechowski

Autor:Paweł Wojciechowski

29 maja 2024, 14:42 • 6 min czytania 0 komentarzy

Hansi Flick już oficjalnie jest trenerem Barcelony. Jego pojawienie się w Katalonii to nowe otwarcie nie tylko dla klubu, ale też dla Roberta Lewandowskiego, który zna się z trenerem bardzo dobrze i może mieć ze współpracy z nim niemal wyłącznie ciepłe wspomnienia.

Flick i Lewandowski znowu razem. Czy poza Monachium to ma szansę wypalić?

Hansi Flick to nie człowiek z okładki, który bryluje na konferencjach prasowych albo w wywiadach. Jest trenerem, któremu bliżej do filozofii Vicente del Bosque. Legendarny hiszpański szkoleniowiec był człowiekiem z cienia, a za niego wypowiadali się piłkarze na boisku. – W Realu mniej liczy się warsztat, a bardziej znajomość funkcjonowania psychiki wielkich piłkarzy – powiedział kiedyś Marcello Lippi o del Bosque, który jako trener Królewskich dwukrotnie wygrywał Ligę Mistrzów. W jakimś sensie w duchu tego sposobu pracy z zespołem funkcjonuje obecnie Carlo Ancelotti.

Barcelona funkcjonowała jednak zwykle inaczej. Do największych sukcesów prowadzili ją trenerzy wyraziści, których praca nie kończyła się na trenowaniu i zarządzaniu drużyną. Cruyff, Guardiola czy Luis Enrique nie tylko wyznaczali futbolowe trendy, ale byli postaciami mocno medialnymi.

Tymczasem wybór Flicka staje na przekór takim wyborom i stawia na trenera, który bardziej lubi ciszę niż rozgłos, oraz pracę u podstaw niż wymyślanie nowych systemów gry. Flick zresztą w takiej roli pojawił się już raz w Bayernie Monachium, innym wielkim klubie. To on potrafił pozbierać szatnię po fatalnej kadencji Niko Kovaca. Choć liczba mistrzowskich tytułów się wtedy zgadzała, to okres, w którym Chorwat zasiadał na ławce trenerskiej Die Roten, był czasem wielu konfliktów w zespole i wokół niej.

NA RATUNEK BAYERNOWI

Flick odczarował to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Najpierw mógł obserwować z bliska i diagnozować problemy jako asystent Kovaca, a kiedy kilka miesięcy później Chorwat został zwolniony, próbował je zneutralizować, jako tymczasowy pierwszy szkoleniowiec. Poszło mu na tyle dobrze, że kilka miesięcy później ogłoszono, że zostaje na dłużej.

Reklama

Niemiec szybko pozbierał mentalnie szatnię i to było kluczem do stworzenia maszyny, która kilka miesięcy później ograła w Champions League wszystkich, prezentując futbol totalny. Była to pamiętna, koronawirusowa edycja, w której wszyscy ćwierćfinaliści w reżimie sanitarnym i przy pustych trybunach zjechali się do lizbońskiej bańki. Tam Bayern nie dał rywalom szans, aplikując m.in. osiem goli Barcelonie.

W tamtym okresie swoją prawdopodobnie najlepszą życiową formę osiągnął też Robert Lewandowski. Oczywiście nie można tu mówić o tym, że to Flick zbudował potwora jakim był w tamtym czasie Lewy, bo był to także efekt jego wcześniejszych doświadczeń z pracy m.in. z Kloppem, Guardiolą, czy Ancelottim. Faktem jednak jest, że w tamtym okołocovidowym czasie kapitan reprezentacji Polski przeżywał najlepszy czas w karierze.

Mało tego, cała drużyna wyglądała wtedy genialnie fizycznie i mentalnie. Nawet Thiago Alcantara, który podczas swojej kariery częściej się leczył niż grał, w tamtym czasie był prawie nieustannie do dyspozycji szkoleniowca. Flick wprowadził też kilka nazwisk na europejską scenę futbolową. Część z nich w tamtym czasie osiągnęła klasę światową, jak Alphonso Davies, Serge Gnabry, Kingsley Coman czy Leon Goretzka. Także Thomas Muller, który pod koniec kadencji Kovaca nosił się z zamiarem odejścia z klubu, u Flicka znowu się odrodził i stworzył z Lewym parę niemal idealną.

LEWANDOWSKI WELTKLASSE

I to właśnie m.in. wybitna forma wymienionych graczy była jednym z kluczowych kwestii dla polskiego napastnika. Ofensywa została zbudowana w taki sposób, że Lewandowski stał się centralną postacią ataku, której głównym zadaniem było wykańczania akcji. Polak nie musiał martwić się o rozegranie piłki i o to, czy ktoś mu ją dostarczy. Efektem było 15 bramek i tytuł króla strzelców Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20 (przy dwóch meczach mniej) oraz 41 bramek w Bundeslidze w sezonie 2020/21 i pobicie rekordu Gerda Muellera w liczbie bramek w jednym sezonie.

Reklama

To była najlepsza wersja Lewandowskiego, jakże odmienna od tej, która prezentował przez ostatnie półtora roku w Katalonii. Jasne, teraz jest kilka lat starszy i wolniejszy pod względem biegania, czy reagowania na boisku, ale to wciąż topowy strzelec, który w ubiegłym sezonie nie dostał wokół siebie takiego środowiska, które dałoby mu możliwość seryjnego strzelania goli, a to umie robić jak mało kto na tej planecie.

W pewnym momencie w Barcelonie dało się wyczuć, że Robert nie był usatysfakcjonowany z liczby podań, jakie otrzymywał, więc sam zaczął się cofać do rozegrania, co nie pomagało ani jemu, ani zespołowi. Ten sam casus mieliśmy i wciąż mamy w reprezentacji Polski. Jeśli zaś chodzi o Flicka, to on stworzył podwaliny pod system, który z umiejętności Lewego korzystał najpełniej i przynosił największe owoce.

Pod wodzą niemieckiego trenera, polski napastnik był zawodnikiem, który często skupiał uwagę środkowych obrońców rywala. To tworzyło miejsce dla Thomasa Müllera, czy też skrzydłowych: Gnabry’ego i Comana. Lewandowski skupiał się więc na szukaniu miejsca w polu karnym i wykańczaniu akcji, stając się najlepszym napastnikiem na świecie w tamtym okresie.

PRESSING

Lewandowski był też ważnym elementem pressingu, bo to on z Mullerem stanowili pierwszą linię obrony, za którą szły następne. A że obaj rozumieli się bez słów, często wymuszali na przeciwnikach błędy, zmuszając ich do oddania lub wybicia piłki. Flick, jeśli chciałby ten system przełożyć teraz na Barcelonę, musi ponownie wpłynąć na Roberta, aby pracował w pressingu tak intensywnie, jak robił to trzy, cztery lata temu w Monachium.

W zespole Blaugrany, często ów pressing był nieskoordynowany i kompletnie nie przynosił efektów, co było widoczne zwłaszcza w pierwszej części minionego sezonu. Na pewno poukładanie tego elementu gry przez Flicka pomoże kapitanowi reprezentacji Polski bardziej się angażować w defensywną fazę gry.

OFENSYWA

Para Muller – Lewandowski w pressingu to jedno, ale w ofensywie ten związek rozkwitał jeszcze bardziej. Polak i Niemiec osiągnęli za czasów Flicka harmonię niemal idealną. Szukali się na boisku, asystowali sobie nawzajem, podświadomie wiedząc jak ustawi się ten drugi. Muller w tamtym rekordowym dla Lewandowskiego sezonie 2020/21 zanotował aż 21 asyst, a Polak siedem. Nie trzeba chyba dodawać że większą ich część stanowiły podania do siebie nawzajem. Jedna z najpiękniejszych akcji tego duetu miała miejsce właśnie kiedy Lewy podawał raboną, a z powietrza idealnie strzelił Muller.

Jesli więc Flick chce poprawić osiągi strzeleckie Lewego w Blaugranie, musi stworzyć w ataku podobny system do tego, który funkcjonował z Monachium. Polak potrzebuje kogoś, kto gra blisko niego, bo wtedy jest pewien, że piłka prędzej czy później znajdzie się w jego zasięgu i będzie miał dobrą okazję do oddania strzału. Kiedy taką rolę momentami pełnili Gundogan, czy Felix, wtedy Lewy był dużo bardziej efektywny pod bramką przeciwnika.

Podstawą jest jednak dobrze zorganizowana drużyna. Wtedy i polski napastnik, i Barcelona na tym skorzystają. Na pewno dla Roberta pojawienie się trenera, z którym odnosił największe sukcesy indywidualne i drużynowe musi być powodem do radości i dawać nadzieję na poprawę formy fizycznej i mentalnej, o których sam mówił, że idą u niego mocno w parze.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

Kibic FC Barcelony od kiedy Koeman strzelał gola w finale Pucharu Mistrzów, a rodzice większości ekipy Weszło jeszcze się nawet nie znali. Fan Kobe Bryanta i grubego Ronaldo. W piłce jak i w pozostałych dziedzinach kocha lata 90. (Francja'98 na zawsze w serduszku). Ma urodziny tego dnia co Winston Bogarde, a to, że o tym wspomina, potwierdza słabość do Barcelony i lat 90. Ma też urodziny tego dnia co Deontay Wilder, co nie świadczy o niczym.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Komentarze

0 komentarzy

Loading...