Reklama

Paradoksy Kompany’ego

Przemysław Rudzki

Autor:Przemysław Rudzki

30 maja 2024, 18:41 • 6 min czytania 14 komentarzy

Vincent Kompany tak wcześnie postawił pierwsze kroki w dużej piłce, że aż trudno uwierzyć w jego obecny wiek. Jednak to nie rok urodzenia nowego trenera Bayernu Monachium jest sensacją, w końcu zdążyliśmy przywyknąć do fali młodych szkoleniowców. Niespodzianką jest samo sięgnięcie przez Bawarczyków po 38-latka, po tym jak prowadzone przez niego Burnley spadło z Premier League. Kompany ma w Niemczech rachunki do wyrównania, jednak skok na głęboką wodę, który właśnie wykonał, może mieć opłakane skutki dla jego dalszej kariery.
Paradoksy Kompany’ego
Jest sierpień 2003 roku. Wisła Kraków mierzy się z Anderlechtem Bruksela. Jako początkujący dziennikarz „Przeglądu Sportowego” zbieram materiały o Belgach, ale interesuje mnie w zasadzie tylko jedna historia. Siedemnastolatka, który w zespole rywali polskiego klubu gra pierwszoplanową rolę.
Sam nie wiem, skąd bierze się we mnie tyle bezczelności, że dzwonię do reprezentanta Polski Michała Żewłakowa, którego nie znam i proszę o numer telefonu do młodziutkiego obrońcy. Ku mojemu zaskoczeniu – „Żewłak” nie tylko mi go podaje, ale na dodatek „ustawia” Vincenta na rozmowę.
Reklama

MANCHESTER UNITED? MAMA MÓWI: „NIE”

Jest to o tyle trudne, że wokół Kompany’ego toczy się poważna gra. Chce go kupić Manchester United. Sir Alex Ferguson leci nawet specjalnie na spotkanie Celticu z Anderlechtem, by z bliska obejrzeć wielki talent. Ostatecznie jednak Kompany nie przenosi się na Old Trafford, głównie ze względu na… mamę. Ta bowiem wie, że kariera piłkarza bywa ulotna, edukacja – nigdy. Dlatego nie zgadza się na jakiekolwiek negocjacje, dopóki Vincent nie skończy szkoły.
I właśnie w tej szkole, podczas długiej przerwy, o czym grzecznie mnie informuje perfekcyjnym angielskim, odbiera telefon. Rozmawiamy do momentu, w którym musi wracać na kolejną lekcję. Słyszę nie siedemnastolatka, ale dojrzałego mężczyznę, pełnego pokory, szacunku dla rodziców i świadomości jak wysoko w hierarchii powinna stać nauka. Ale też oddanego sportowi atletę. Kompany nie polemizuje z mamą, przyznaje jej rację. Najpierw szkoła, później kariera.

JAK FERRARI W STODOLE

Matka ma rację. Edukacja, o której co nieco jeszcze potem, mogła bowiem stać się kluczowa w życiu Vincenta, zważywszy na fakt, ile razy musiał się zmagać z kontuzjami. Obciążenia, jakim zostaje poddany jego młody organizm w seniorskiej piłce, sprawiają, że urazy zaczynają być jego znakiem rozpoznawczym.
Zamiast Manchesteru United jest HSV. Wydaje się, że w Hamburgu przepadnie na zawsze.
Reklama
Po dwóch latach, które można uznać za stracone, odchodzi wreszcie z Niemiec, rozżalony, pokłócony z prezesem Berndem Hoffmannem i niepewny przyszłości. Zbawieniem okazuje się transfer do Manchesteru City. To kolejny z paradoksów w życiu piłkarza. Najpierw jako wielki talent z Brukseli trafia do klubu dużo poniżej oczekiwań wyznawców jego talentu, by później o jego transferze było głośno z innych względów. Ludzie, przyznam, że ja także, zastanawiają się, po co City bierze takiego gracza.

Zatem zatrudnienie go w roli szkoleniowca Bayernu nie powinno nikogo zaskakiwać. Najwidoczniej życie Kompany’ego ma tak ułożony scenariusz. Wpisuje się w niego także objęcie posady menedżera Burnley. Pasował do tego miejsca, teoretycznie, jak Ferrari do stodoły. On, uwieczniony na pomniku przed Etihad Stadium, jeden z najlepszych obrońców w historii Premier League, członek kilku teamów City, grających ultraofensywny futbol i Burnley – będące synonimem średniowiecznej machiny oblężniczej skonstruowanej przez rudobrodego architekta Seana Dyche’a? Nie, to nie może się przecież udać. A jednak jest ktoś, kto wierzy. Kompany.

SPOKÓJ W BURNLEY

Chce zadać kłam opiniom, że nie jest realne, by Burnley spróbowało grać jak City. Vincent, zapatrzony w Pepa Guardiolę, postanawia wszystkim udowodnić, że to możliwe. Awans do elity, wywalczony w efektownym stylu, daje mu szansę, by stanąć oko w oko ze swoim mentorem. W pierwszej kolejce sezonu Manchester City przyjeżdża na Turf Moor i wygrywa 3:0, ale zachwyca odwaga gospodarzy. Nie brakuje głosów – co więcej, są w zdecydowanej przewadze – że tak grając The Clarets spokojnie się utrzymają. Okazuje się to życzeniowym myśleniem.
Kompany ma w Burnley święty spokój. Wyniki zdają się być sprawą drugorzędną, oderwaną od rzeczywistości. Dzięki swoje pozycji w angielskim futbolu, ale też niesamowitej inteligencji (rozmowy z nim po meczach Ligi Mistrzów to zawsze była wielka przyjemność), traktowany jest inaczej niż pozostali trenerzy. No i dodatkowo trafia na ludzi, którzy mu ufają, cenią go, nawet kiedy zespołowi zupełnie nie idzie. Belg znów zostaje zaklęty w paradoksie. Otóż wokół ścinane są głowy kolejnych trenerów, a tymczasem on sobie spokojnie pracuje. Do samego końca, do degradacji.
Nic dziwnego zatem, że wszyscy ludzi związani z klubem, uznają pozostanie menedżera na stanowisku za oczywiste. Celem jest próba przebudowy składu i ponownego ataku na Premier League. Tym bardziej że przykłady Southampton czy Leicester City pokazują jak można to szybko i bezboleśnie zrobić. I nagle – bum! Bayern Monachium.

SUKCES OD ZARAZ

Początkowo, gdy zobaczyłem te spekulacje, uznałem je za plotkę, jedną z tych, które zapychają internetowe live’y. Ale zaraz później pomyślałem: przecież to Kompany. On tam pójdzie.
Bayern. Kolejny paradoks. Bo z jednej strony Kompany będzie miał do dyspozycji piłkarzy z umiejętnościami kilkukrotnie większymi niż ci Burnley czy wcześniej z Anderlechtu. Z drugiej jednak, tutaj sukces jest potrzebny od zaraz, szczególnie po sezonie przegranym z Bayerem Leverkusen. Większe zasoby ludzkie i finansowe z automatu stawiają większe wymagania. Wierchuszka Bayernu, zawsze chętna, by wtrącić się (często publicznie) do zarządzania zespołem, będzie czekać, niczym wygłodniałe piranie, na pierwszą krew. Ale Kompany jest zbyt mądry, by tego nie wiedzieć.
Jeśli jednak chce pozostać wierny swoim taktycznym ideałom, Monachium to z pewnością dużo lepsze miejsce niż Burnley. Cechy, które zaszczepił w młodych w większości piłkarzach angielskiego zespołu, takie jak wybieganie czy ambicja, w Monachium są rzeczą fundamentalną, nikt nawet nie musi o nich rozmawiać.
Najtrudniejsze zadanie w szatni może – znów paradoks – okazać się najłatwiejszym. Tam, w gęstym sosie ego, wysokich kontraktów, wielkich karier, Kompany musi tylko odpowiednio nastroić silnik o gigantycznej mocy. Ten klub potrzebuje nowego rozdania, innej twarzy. Były kapitan City dobrze się do tego nadaje. Przynajmniej w teorii.

LEKCJA Z BIZNESU

Ostatnie dwa lata mogą się okazać bardzo przydatną lekcją. Bycie najmłodszym menedżerem w Premier League od razu brzmi jak coś bardzo trudnego, poważny egzamin, ale trudności i problemy zawsze budowały Kompany’ego. Dwanaście trofeów, które wzniósł podczas piłkarskiej kariery to idealna legitymacja, czy raczej przepustka do szatni Bayernu. Inteligencja i zdobyta edukacja są niezwykle pomocnymi czynnikami w komunikacji z klubowymi szefami. Znajomość kilku języków – z drużyną.
Kompany nigdy nie porzucił marzeń jego mamy o zdobywaniu wykształcenia. Jego zainteresowanie polityką i finansami zaprowadziło go do ukończenia Szkoły Biznesu w Manchesterze przed paroma laty. W ojczyźnie znany jest z inwestycji. Pewien polski agent piłkarski opowiadał mi, że jeśli spojrzę na jedną z kamienic na rynku w Brukseli, istnieje duże prawdopodobieństwo, że należy do Kompany’ego.
Nie wszystko co robi kończy się sukcesem i chyba na tym polega jego… sukces. Jest przez to bardziej ludzki. Kiedy w Belgii otworzył w prestiżowych lokalizacjach bary sportowe o nazwie Good Kompany, a gdy po roku stało się z nimi mniej więcej to, co z Burnley – zderzenie z gastronomiczną elitą zakończyło się fiaskiem – potrafił wziąć sprawy na klatę.
– Żałuję tej decyzji. Lekcja numer jeden w biznesie: inwestycje są zawsze obarczone ryzykiem – wzruszył ramionami.
W piłce, od kiedy stała się wielkim biznesem, jest dokładnie tak samo, a słowa wypowiedziane przez Belga mógłby spokojnie powtórzyć ktokolwiek z tych, którzy podjęli decyzję o zatrudnieniu go w Monachium. Kompany ryzykuje, że może stać się kimś takim jak Frank Lampard – wybitną intelektualnie jednostką w świecie futbolu, który nikomu się z tym nie kojarzy. Jednak dużo więcej ryzykuje Bayern.
PRZEMEK RUDZKI

Dziennikarz Canal+

Rozwiń

Najnowsze

Niemcy

Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Szymon Janczyk
0
Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Felietony i blogi

Niemcy

Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Szymon Janczyk
0
Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Komentarze

14 komentarzy

Loading...