Reklama

Jonah Lomu. Wybryk natury, który odmienił rugby

redakcja

Autor:redakcja

14 kwietnia 2024, 13:18 • 12 min czytania 3 komentarze

Nie trzeba być znawcą konkretnej dyscypliny, by kojarzyć największe gwiazdy z nią związane. Lionel Messi, Michael Jordan czy Muhammad Ali, to postacie rozpoznawalne niemal na całym globie, także wśród osób mających ze sportem niewiele wspólnego. W świecie rugby na miano legendy, a według wielu ekspertów nawet najwybitniejszego zawodnika w historii, zasłużył Jonah Lomu. Mimo że w Polsce zapewne łatwiej znaleźć można osobę kojarzącą nie jego nazwisko, a rytualną hakę wykonywaną przez reprezentację, której przez wiele lat był gwiazdą, nad historią Nowozelandczyka zdecydowanie warto się pochylić. To bowiem gotowy, trzymający w napięciu scenariusz hollywoodzkiego filmu. Choć bez happy endu.

Jonah Lomu. Wybryk natury, który odmienił rugby

Charakter wypracowany przez ulicę i ojca

Będące największym miastem w całej Nowej Zelandii Auckland, jest obecnie nowoczesnym ośrodkiem skupiającym przede wszystkim ludność o korzeniach europejskich. Nie brakuje w nim również Maorysów, którzy w dużej mierze zamieszkują obrzeża – szczególnie południowe. To właśnie w tym rejonie znajduje się niewielkie miasteczko Pukekohe, będące miejscem narodzin Jonaha Lomu. Do dziś w lokalnych serwisach informacyjnych pojawiają się wzmianki o incydentach z użyciem broni palnej, a część z nich to po prostu wojny lokalnych gangów.

ZWROT 50% DO 500 zł – BEZ OBROTU W FUKSIARZ.PL!

W jednym z nich przodującą postacią był Jonah. Młodzi chłopcy często jedynie dla samej rozrywki dokonywali kradzieży motocykli i samochodów, którymi następnie udawali się na nielegalne przejażdżki. Dla nastoletniego Lomu tego typu występki stanowiły odskocznię – w domu czekał na niego surowy ojciec. Nie stronił on zarówno od alkoholu, jak i skłonności do fizycznego oraz psychicznego znęcania się nad rodziną. Dostrzegający swoje możliwości w sporcie Jonah nie pozostał mu jednak dłużny. Zaledwie w wieku piętnastu lat odpłacił się wieloletniemu oprawcy, wygrywając z nim domową bójkę.

Reklama

Dorastanie w takich okolicznościach z pewnością odcisnęło spory ślad na charakterze legendy rugby.

Już jako młody chłopak Lomu musiał również pogodzić się ze stratą bliskich mu osób: kuzyna i wujka. Walkę o dobrą i przede wszystkim bezpieczną przyszłość toczyła natomiast matka Jonaha, Hepi. W przeciwieństwie do agresywnego ojca, zadbała, by jej syn mógł rozwijać się wielokierunkowo w jednej z lepszych szkół w okolicy – Wesley College. Oprócz twardej skóry, którą niewątpliwie musiał się wyróżniać, stawiając pierwsze kroki w dzielnicach opanowanych przez gangi, Lomu na tle rówieśników imponował także warunkami fizycznymi. Dawały mu one przewagę niemal we wszystkich dyscyplinach lekkoatletycznych, w których startował jako uczeń. Było to niewątpliwie widowiskowe – rosnący w błyskawicznym tempie chłopak osiągał w biegu na 100 metrów czasy gorsze zaledwie o 1,5 sekundy od ówczesnego rekordu świata.

Jonah miał tym samym idealne predyspozycje, by rozpocząć karierę w rugby. Narodowy sport w Nowej Zelandii to jednak dyscyplina niezwykle trudna i wymagająca ogromnej determinacji, ale też zestawienia mobilności, szybkości i siły. Lomu już jako nastolatek dysponował każdą z tych cech. Łączył je dodatkowo z ulicznym charakterem, dzięki czemu większość prób zatrzymania go przez rówieśników z innych drużyn uczelnianych kończyła się fiaskiem. A młody Nowozelandczyk – całkowicie zasłużenie zresztą – został powołany do kadry. W ten sposób rozpoczęła się jedna z największych karier w historii rugby, która w wielu aspektach ukształtowała ten sport właśnie przez wyjątkowość Jonaha Lomu.

Skrzydłowy niczym słoń w składzie porcelany

W większości sportów kontaktowych granie na konkretnej pozycji wymaga dysponowania określonymi warunkami fizycznymi. Kluby piłkarskie wybierają przeważnie wysokich bramkarzy, zespoły siatkarskie – libero niższych od reszty zespołu. Rugby natomiast wymusza, a przynajmniej do czasów Jonaha Lomu wymuszało, wykorzystywanie zwinnych, krępych skrzydłowych, różniących się wzrostem od potężnych zawodników pełniących funkcję środkowych ataku, wspieraczy, a także filarów młyna oraz rwaczy. I to w ostatniej z wymienionych ról dobrze odnalazł się młody Nowozelandczyk, co też podyktowane było jego świetną budową. Dostatecznie wysoki, bardzo silny i ciężki Jonah, postanowił jednak przełamać dotychczasowe konwenanse obowiązujące w rugby, przestawiając się na grę na skrzydle.

Było to dość zaskakujące, bowiem mierzący już jako nastolatek około 190 cm wzrostu, wyglądał na swojej pozycji jak… słoń w składzie porcelany. Nowozelandczyk tymczasem z każdym meczem udowadniał, że doskonale sprawdza się jako bardzo mobilny skrzydłowy. Jego kariera nabierała rozpędu podobnie jak on sam – młody Jonah otrzymywał powołania do reprezentacji zarówno U-17, U-19, jak i U-21. W ostatniej z nich nie zagościł na długo, zaledwie w wieku 19 lat debiutując już w kadrze seniorów.

Początkowo nie przyniósł on jednak zbyt wiele szczęścia swojemu zespołowi. Popularni All Blacks przegrali bowiem dwukrotnie z Francuzami. Same występy Lomu były jedynie poprawne, a w wielu akcjach ujawniał się jego brak doświadczenia w zawodowym rugby. Jako usprawiedliwienie można uznać klasę przeciwników, z którymi mierzył się 19-letni Jonah. Nowozelandczyk stawiał czoła jednej z najlepszych reprezentacji na świecie, co zresztą udowodnił Jean-Luc Sadourny w drugim meczu, zdobywając (po błędzie Lomu zresztą) przyłożenie i zwycięstwo dla Francji po genialnej akcji zespołowej opisywanej później jako „nie z tego świata”.

Reklama

Dość przeciętny start w dorosłej reprezentacji nie okazał się jednak hamulcem w karierze Lomu. Wręcz przeciwnie – sztab szkoleniowy zdecydował się na powołanie go na Puchar Świata w Rugby 1995.

Przegrany, ale rekordowy turniej

Udział w najbardziej prestiżowej imprezie dyscypliny był sam w sobie ogromną nobilitacją dla Jonaha Lomu. Nie brakowało też dodatkowych podtekstów, bowiem w roli gospodarza występowała Republika Południowej Afryki. Rywalizacja Springboks z All Blacks zawsze gwarantowała niesamowite emocje – i to nie tylko te czysto sportowe. Zawodnicy z obu reprezentacji, mówiąc delikatnie, zazwyczaj po prostu nie przepadali za sobą, przez co widzowie mogli być świadkami agresywnych, bezkompromisowych starć fizycznych pomiędzy graczami.

CZYTAJ TEŻ: STO LAT RYWALIZACJI, APARTHEID I JEDNOCZENIE NARODU. RPA VS NOWA ZELANDIA

Jak w tym wszystkim odnalazł się 20-letni już Lomu? Doskonale. To właśnie uczestnictwo w Pucharze Świata w RPA nadało jego karierze gigantycznego rozpędu, a nazwisko młodego Nowozelandczyka stało się rozpoznawalne nie tylko wśród fanów rugby. W fazie grupowej Jonah wraz z kolegami musiał zmierzyć się z Irlandią, Walią i Japonią. Pogrom nad ostatnią z wymienionych reprezentacji przypieczętował pierwsze miejsce All Blacks, którzy awansowali do play-offów z kompletem punktów, a sam Lomu miał już na koncie dwa przyłożenia. Niewiele zabrakło, by po piorunującym rajdzie mógł zdobyć dla swojego zespołu jeszcze więcej punktów. Z meczu na mecz można było coraz wyraźniej dostrzec gigantyczny potencjał, jakim dysponował młody Nowozelandczyk.

W pełni ujawnił się on w spotkaniu półfinałowym, który All Blacks rozgrywali przeciwko Anglii. Po dopisaniu do turniejowego dorobku kolejnego przyłożenia w ćwierćfinale ze Szkocją, Jonah Lomu dosłownie zmiażdżył drużynę Czerwonych Róż, zapisując się w historii dyscypliny. Jego występ dał mu światową rozpoznawalność, a powtórki akcji z tego spotkania obiegły media nie tylko w krajach, w których rugby cieszyło się sporą popularnością. Lewoskrzydłowy był wręcz nie do zatrzymania, przebiegając po chcących go zastopować rywalach. Niezwykle widowiskowy styl gry, niesamowita szybkość, doskonała praca nóg, mobilność – zachwyty nad Lomu były w pełni uzasadnione, a on sam zdobył aż cztery przyłożenia w tak istotnym meczu. I takiego występu przeciwko Anglikom nowozelandzcy kibice nie widzieli od… 90 lat.

Emocjonujący finał pomiędzy odwiecznymi rywalami nie przyniósł tytułu dla Jonaha i ekipy All Blacks. Mistrzem został gospodarz imprezy, czyli RPA. Słodko-gorzkie zakończenie Pucharu Świata pozostało jednak bez większego znaczenia dla rozwoju kariery Lomu. Siedem przyłożeń dało mu pierwsze miejsce w statystyce najskuteczniejszych pod tym względem graczy, wraz z reprezentacyjnym kolegą – Markiem Ellisem. Został ponadto wybrany zawodnikiem turnieju, a jego wyczyny zwiększyły rozpoznawalność rugby w stopniu globalnym. Spełniający się sen młodego chłopaka po przejściach, zgodnie z charakterystyką scenariuszy hollywoodzkich dramatów, został niespodziewanie zakłócony problemami, na które Jonah z pewnością nie był gotowy. Turbulencje okazały się silne, bowiem diagnoza lekarska wystawiona w 1996 roku była druzgocąca.

Nowozelandczyk cierpiał na zespół nerczycowy.

Walka na wielu frontach

Sztab medyczny, a także prywatni specjaliści, rozpoczęli kompleksowe leczenie Jonaha Lomu pod kątem jego schorzenia. Choroba o podłożu genetycznym powoli stawała się największym przeciwnikiem rozpoznawalnego już na całym świecie zawodnika. Upór i niechęć do porażek pozwalały mu jednak na kontynuowanie kariery. Zanim Lomu dowiedział się o trapiących go dolegliwościach, w dalszym ciągu zapewniał kibicom rugby emocje na najwyższym poziomie. Najpierw w Pucharze Bledisloe’a – gdzie zdobywał przyłożenia m.in. w meczach z Australią, kolejnym z wielkich rywali Nowej Zelandii – a następnie w turnieju zapoczątkowanym jako Tri Nations Cup, obecnie nazywanym The Rugby Championship. Dzięki dobrym występom Jonaha, All Blacks zapisali się w historii jako pierwsi zwycięzcy tej imprezy.

Kolejne lata coraz mocniej splatały ze sobą ścieżkę kariery i leczenie zespołu nerczycowego. Pierwsza z wymuszonych przerw w grze trwała aż pół roku. Choć połączenie dializ z zawodowym uprawianiem tak fizycznego sportu, jakim jest niewątpliwie rugby union, wydaje się wręcz niemożliwe, Lomu nadal utrzymywał dobrą formę. Powrót do reprezentacji zaliczył w roku 1997, kontynuując swój wkład w zwycięstwa Nowej Zelandii. Świat, który do tej pory trzymał kciuki za jak najszybszy powrót do pełnego zdrowia Jonaha Lomu, znów usłyszał o niewiarygodnych wyczynach skrzydłowego dopiero w 1999.

Nowozelandczyk toczył w tym czasie walkę jednocześnie na kilku frontach. Oprócz sportowej rywalizacji i walki z chorobą, również prywatna sfera życia zawodnika obfitowała w petrurbacje. Pogarszająca się relacja z żoną Tanyą, a także pogłębiający problemy braku akceptacji małżeństwa przez rodzinę Lomu, przybliżały parę do rozwodu. Wielkość Jonaha polegała na umiejętności wyłączenia niemal wszystkiego, co negatywne, gdy tylko zakładał czarną koszulkę reprezentacji swojego kraju. Dowodem na to był fenomenalny występ w IV Pucharze Świata, rozgrywanym nie tylko na stadionach gospodarza turnieju, czyli Walii, ale też w Anglii, Szkocji, Irlandii i we Francji.

Zorganizowana pod koniec 1999 roku impreza była wyjątkowym widowiskiem dla fanów samego Jonaha Lomu, ale też całego rugby. Nowozelandczyk punktował zarówno w meczach grupowych, jak i pucharowych. Jego charakterystyczna fryzura przypominająca późniejszą stylizację wielkiego Ronaldo Nazário, nie była jedynym punktem wspólnym obu tych wybitnych sportowców. Podobnie jak Brazylijczyk w piłce nożnej, Lomu dokonywał na boisku rzeczy niewiarygodnych, zapisując na koncie aż 8 przyłożeń. A w przegranym z Francją półfinale, zawodnik All Blacks zdołał przebiec kilkadziesiąt metrów, i, nękany przez niemal całą drużynę rywala, zdobyć punkty dla Nowej Zelandii.

Również rok 2000 był dla Jonaha bardzo dobry pod względem sportowym. Choć nie uniknął on wspomnianego rozwodu, a jego schorzenie coraz mocniej dawało się we znaki, Nowozelandczyk niezmiennie pojawiał się w mediach z uśmiechem na twarzy. Silny charakter w dalszym ciągu gwarantował świetne występy na boisku. Do najsłynniejszych spotkań z udziałem Lomu zaliczany jest mecz z reprezentacją Australii, wygrany przez All Blacks w dramatycznych okolicznościach. Niespełna dwie minuty przed końcem, przy jednopunktowym prowadzeniu rywala, Jonah Lomu otrzymał podanie, po którym – wraz ze zdającym się napędzać go tumultem z trybun – kolejny raz zaprezentował wyjątkowe połączenie szybkości i siły, mijając rywali i zdobywając zwycięskie przyłożenie. A wszystko to na oczach niemal 110 tysięcy osób obecnych na stadionie.

Brutalne zakończenie marzeń o happy endzie

Rozpoznawalny nawet przez osoby, które z rugby miały niewiele wspólnego, gwiazdor reprezentacji Nowej Zelandii z roku na rok coraz mocniej odczuwał konsekwencje trapiących go problemów z nerkami. Słabsze występy w kadrze przeplatał z przebłyskami w poszczególnych spotkaniach, przez co częściej awizowany był jako zawodnik rezerwowy, a nie występujący w pierwszej drużynie. Kolejne wyniki badań nie pozostawiały wątpliwości. Koniecznością stał się przeszczep nerki, co z kolei wiązało się z zakończeniem kariery. Dawcą organu został wieloletni przyjaciel Jonaha, znana osobowość telewizyjna – Grant Kereama. Początkowo wszystko zdawało się wracać do normy, a Lomu znów został mężem.

Relację zakończył romans z kolejną, jak się później okazało, żoną, Nadene Quirk. Para, choć według lekarzy mogąca mieć ogromne trudności z powiększeniem rodziny, doczekała się dwójki dzieci. Jonah, grający sporadycznie w walijskim Cardiff Blues czy rodzimym North Harbour, nieustannie wierzył w powrót do reprezentacji i występ na kolejnym wielkim turnieju, co jednak ostatecznie nie doszło do skutku. Na horyzoncie rysował się jednak inny happy end – życiowy. Prywatnie Lomu był bowiem szczęśliwym ojcem i mężem, a dolegliwości związane z chorobą zdawały się mniej uciążliwe, a niekiedy nawet niezauważalne.

Los przygotował jednak zakończenie smutne i stanowczo zbyt szybkie. Zaledwie pół roku po swoich czterdziestych urodzinach, legenda All Blacks zmarła na zawał serca. Był on bezpośrednio powiązany z wieloletnią chorobą nerek, która trapiła Nowozelandczyka. Świat sportu błyskawicznie zareagował na przykre wieści, okazując najbliższym Lomu wsparcie z niemal wszystkich zakątków globu.

Wybryk natury, który zrewolucjonizował rugby

Kariera Jonaha Lomu, podobnie jak jego życie prywatne, była pełna wzlotów i upadków. O tych drugich słyszy się bardzo rzadko, bowiem Nowozelandczyk uznawany jest przede wszystkim za jednego z najwybitniejszych sportowców – nie tylko w kontekście rugby, ale i wszystkich dyscyplin. Mimo niestabilnych fundamentów w postaci trudnego dzieciństwa, Lomu to przykład zwycięstwa nad własnymi słabościami odniesionego przez odwagę, ambicję oraz upór. Trapiące go od wczesnych lat problemy ze zdrowiem zdawały się schodzić na drugi plan, gdy tylko pojawiała się możliwość przyodziania czarnego trykotu All Blacks.

Niezłomność Lomu, polegająca na utrzymaniu pozycji przeznaczonej wcześniej dla zawodników niższych i mniej muskularnych, była swego rodzaju rewolucją w rugby. Niesamowite umiejętności w połączeniu z nadnaturalnymi warunkami fizycznymi (według większości źródeł Jonah mierzył 196 cm i ważył około 125 kg) sprawiły, że kibice byli świadkami spektakularnych akcji, które były podziwiane również przez osoby niezainteresowane żadną dyscypliną sportu. Legendę Nowej Zelandii określa się jako pierwszego profesjonalnego zawodnika kwalifikującego się do wagi ciężkiej, który jednocześnie grał na pozycji lewoskrzydłowego.

Jonah Lomu doprowadził do popularyzacji rugby na całym świecie. Podpisywał liczne kontrakty reklamowe z największymi markami, co w przypadku tej dyscypliny stanowiło ewenement. Wielu fanów sportu poznało dzięki niemu słynną hakę, czyli rytualny taniec wykonywany m.in. przez reprezentację All Blacks, a mający swe korzenie w bogatej historii Maorysów. Był również znany z działalności charytatywnej i wspierania wielu lokalnych inicjatyw. Dla większości Nowozelandczyków stanowi kwintesencję sportowca – mimo dwóch rozwodów i rzekomych długów pozostawionych po śmierci.

Warto jednak odrzucić na dalszy plan prywatne problemy Lomu i w dalszym ciągu podziwiać jego spuściznę, czyli wyjątkowe rajdy, niesamowitą siłę, szybkość oraz subtelność ruchów. Legendarny skrzydłowy, włączony do International Rugby Hall of Fame i World Rugby Hall of Fame, nie tylko zrewolucjonizował dyscyplinę, ale swoją wyjątkowością stworzył niezapomniane akcje i zagrania, do których eksperci czy kibice wracają po dziś dzień. Po pamiętnym półfinale PŚ 1995 z Anglią, kapitan rywali nazwał Jonaha „wybrykiem natury”. I faktycznie, patrząc na jego boiskowe wyczyny, bezsprzecznie zasługiwał na to miano. Takich wybryków natury, my, fani sportu, powinniśmy jednak życzyć sobie jak najwięcej.

BŁAŻEJ GOŁĘBIEWSKI

Fot. YouTube

Czytaj też:

Najnowsze

1 liga

Bruk-Bet Termalica sięga po młodzież. Obrońca wróci do Polski?

Szymon Janczyk
0
Bruk-Bet Termalica sięga po młodzież. Obrońca wróci do Polski?

Polecane

1 liga

Bruk-Bet Termalica sięga po młodzież. Obrońca wróci do Polski?

Szymon Janczyk
0
Bruk-Bet Termalica sięga po młodzież. Obrońca wróci do Polski?
1 liga

Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Michał Trela
16
Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Komentarze

3 komentarze

Loading...