Reklama

Twardy chłop z Chorzowa. Helik błyszczy w Championship i przypomina się Probierzowi

Łukasz Grabowski

Autor:Łukasz Grabowski

16 lutego 2024, 17:21 • 10 min czytania 4 komentarze

Jako dziecko był napastnikiem. I radził sobie na tej pozycji całkiem nieźle, często zaliczając się do najskuteczniejszych zawodników turniejów juniorskich. Dopiero później trenerzy zdecydowali się przesunąć rosłego chłopaka do defensywy. Choć wtedy Michał Helik pewnie nie był zadowolony z takiej decyzji, dziś raczej nie narzeka. Jako środkowy obrońca trafił na zaplecze angielskiej ekstraklasy i zaliczył siedem występów w reprezentacji Polski. Dziś walczy o to, by ponownie się w niej znaleźć.

Twardy chłop z Chorzowa. Helik błyszczy w Championship i przypomina się Probierzowi

Patrząc na jego formę, nie jest bez szans. Tym bardziej że jego atuty doskonale zna selekcjoner. Michał Probierz współpracował z Helikiem przez trzy lata w Cracovii i obaj wspominają tę przygodę całkiem nieźle. Choć początki wcale łatwe nie były.

 Wbiegasz w pole karne, jakbyś nie chciał strzelić gola – rzucił Probierz do Helika na jednym z pierwszych treningów „Pasów”, jakie prowadził. Panowie praktycznie się wtedy nie znali, więc szorstka uwaga trenera niekoniecznie mogła zwiastować dobrą współpracę. Probierz widocznie uznał, że jeśli podrażni śląski charakter młodego obrońcy, ten zamiast marudzić, weźmie się do roboty i w pole karne będzie wbiegał ze znacznie większym przekonaniem. 

I miał rację.

Urażona ambicja wychowanka Ruchu, sprawiła, że jak już wchodził w pole karne, przeciwnikom robiło się gorąco. W sezonie 2017/18 strzelił osiem goli w ekstraklasie, co jak na środkowego obrońcę jest świetnym wynikiem. Probierz mógł być z siebie i Helika dumny.

Reklama

W trakcie trzech lat współpracy obu panów „Pasy” wygrały Puchar Polski, a środkowy obrońca zwrócił na siebie uwagę zachodnich klubów. Ostatecznie trafił do grającego na zapleczu angielskiej ekstraklasy Barnsley i od 2020 roku konsekwentnie buduje swoją markę w Championship.

Michał Helik – lider Huddersfield

Dziś to jeden z wyróżniających się obrońców ligi. To od Michała zaczyna się ustalanie składu Huddersfield – twierdzi Tom Coates, dziennikarz Yorksire Post. I w jego słowach nie ma grama przesady, bo Polak opuścił w tym sezonie tylko trzy spotkania, a licznik wskazywałby okrągłe zero, gdyby nie drobny uraz, jaki złapał w ostatnich tygodniach.

I pewnie w ogóle nie byłoby dyskusji o tym, czy warto powoływać Helika do kadry, gdyby nie jeden szczegół – Huddersfield to jedna z najsłabszych ekip zaplecza Premier League i wszystko wskazuje na to, że do końca sezonu będzie się bronić przed spadkiem. – Jest za dobry, by grać na trzecim poziomie rozgrywkowym, więc jeśli Huddersfiled spadnie, Michał pewnie odejdzie z klubu, ale na takie spekulacje jest jeszcze znacznie za wcześnie – uważa Coates.

O Heliku i jego grze można w Polsce przeczytać głównie za sprawą… goli. W tym sezonie strzelił już osiem, wyrównując tym samym swój rekord z rozgrywek 2017/18, a że do końca sezonu zostało jeszcze sporo meczów, jest wielce prawdopodobne, że to osiągnięcie poprawi. – To nieco przesłania jego dobrą grę w defensywie. Bo Michał nie tylko jest najskuteczniejszym graczem zespołu, ale też świetnie spisuje się w obronie – dodaje Coates.

Helik na boiskach Championship imponuje przede wszystkim opanowaniem i chłodną kalkulacją. Urodzony w Chorzowie gracz nie popełnia prostych błędów, a to, choć wydaje się trywialne, w sytuacji w jakiej znajduje się jego zespół, jest szalenie istotne. O czym zresztą 28-latek doskonale wie, bo nie pierwszy raz w karierze walczy o utrzymanie. Gdy dopiero wchodził do dorosłej piłki, Helik nie chciał dopuścić do degradacji jego ukochanego Ruchu, za co mógł zapłacić szalenie wysoką cenę.

Reklama

Tabletki jak tic-taki

Bo o poświęceniu i pasji do gry siedmiokrotny reprezentant Polski mógłby spokojnie napisać książkę. Pierwsze sprawiło, że środki przeciwbólowe łykał jak tic-taki i w sumie dla niego może i lepiej byłoby, gdyby pakował w siebie te cukierki, a nie tabletki – efekt byłby podobny, ale zdrowie młodego wtedy piłkarza nie ucierpiałoby w aż takim stopniu. Bo kolano, którego ból doskwierał obrońcy, w pewnym momencie nie reagowało już nawet na podwójne dawki tabletek przeciwbólowych.

Poświęcenie przyniosło skutek – wychowanek UKS Oczko Chorzów pomógł utrzymać ukochany Ruch w Ekstraklasie, ale cena jaką musiał za to zapłacić była wysoka i wynosiła dokładnie 533 dni przymusowej przerwy od futbolu. To fanatyk. Od dziecka kibicował Niebieskim i nie chciał dopuścić, by jego klub spadł z ligi – mówił Tomasz Ferens, rzecznik prasowy Ruchu. 

Dla środkowego obrońcy klub z Cichej zawsze był szczególny. Jako młody chłopak wychodził z domu na mecze, obiecując rodzicom, że nie zasiądzie na trybunie dla najbardziej fanatycznych kibiców, po czym oczywiście stawał między nimi. Kilka lat później, już jako zawodnik Ruchu, sam prowadził doping na ulicach duńskiego Esbjerga. – To było po meczu eliminacji Ligi Europy. Zremisowaliśmy 2:2, co dawało nam awans. Pod hotel, w którym spała drużyna, przyszli kibice i zaczęli wywoływać piłkarzy, by z nimi świętować. Michała nie trzeba było długo namawiać. Wyszedł, wziął megafon do ręki i zaczął śpiewać z fanami na środku rynku – wspomina Ferens.

Zanim jednak były śpiewy na ulicach Esbjerga, Helik uczył się geografii Polski zwiedzając kolejne gabinety lekarskie. Ile dokładnie było wizyt? Ilu lekarzy? Ile odwiedzonych w poszukiwaniu diagnozy miast? W pewnym momencie piłkarz i jego bliscy przestali liczyć. Nie było sensu. Nie liczyli też dni upływających od ostatniego meczu.
Bywało, że już wracał do treningów, wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku i nagle ból wracał i trzeba było zaczynać od nowa – opowiadał Łukasz Surma, były zawodnik Niebieskich
, przyglądający się walce Helika o powrót do zdrowia z bliska.

Tajemnicę kontuzji, która wyeliminowała go z gry na 533 dni, próbowano rozszyfrować Chorzowie, Wrocławiu, Katowicach i jeszcze kilku polskich miastach. Próbowali też nasi zachodni sąsiedzi w Berlinie, ale też skończyło się na bezradnym rozłożeniu rąk, poklepaniu po plecach i dodawaniu otuchy, bo przecież w końcu ktoś musi postawić dobrą diagnozę.

Udało się dopiero w Łodzi i Szczecinie. Obrońca zmagał się z tzw. „kolanem skoczka”, czyli zapaleniem więzadła rzepki, a dodatkowo miał problem z odcinkiem lędźwiowym kręgosłupa. – Miał momenty zwątpienia. Ale od dziecka przyświecał mu jeden cel: grać profesjonalnie w piłkę i robił wszystko, by go zrealizować. To pomagało przezwyciężyć trudniejsze momenty – uważa Mariusz Malec, obrońca Pogoni Szczecin, znający się z graczem Huddersfield od dziecka, bo obaj grali w juniorach chorzowskiego Ruchu.

Pomógł też Ivica Vrdoljak. Były gracz Legii zmagał się z podobnym urazem w tym samym czasie. Helik, gdy tylko się o tym dowiedział, złapał za telefon i zadzwonił do starszego kolegi po fachu. Obaj wymieniali się poradami, podpowiadali rozwiązania, które stosują w rehabilitacji, a dodatkowo – choć w tym przypadku bliższe prawdzie byłoby: przede wszystkim – wspierali się mentalnie.

Ostatecznie z tej dwójki do gry wrócił tylko Helik. Organizm Vrdoljaka po latach gry w piłkę był już tak wycieńczony, że nie poradził sobie z pokonaniem wrednej kontuzji. Młody gracz Ruchu w końcu wrócił na boisko. – Cieszy mnie to bardzo, bo uwielbiam grać w piłkę – przyznał Helik. Niebiescy wygrali z Górnikiem Łęczna 4:0, więc powody do zadowolenia były podwójne. Choć pewnie i bez zwycięstwa defensor „Niebieskich” byłby tamtego dnia w siódmym niebie. 

Akrobata na boisku

Jeśli w ogóle można mówić o plusach przewlekłej rehabilitacji i rozłąki z futbolem, to można wskazać dwa. Po pierwsze urodzony w Chorzowie obrońca stał się świadomy swojego ciała i jego potrzeb. Doskonale opanował technikę poprawnego wykonywania ćwiczeń i wiedział, kiedy jakie ma zrobić. Wiedza była na tyle duża, że trenerzy od przygotowania fizycznego widząc sposób, w jaki Helik pracuje na siłowni, nawet nie próbowali pokazywać mu, jak ma to robić. To raczej on mógł odciążyć szkoleniowców i podpowiadać kolegom, co i jak ćwiczyć.

Drugi plus – jeśli do gry w piłkę nie zniechęciła go tak długa tułaczka po lekarskich gabinetach, okraszona topniejącym saldem konta, nic nie było w stanie go zatrzymać w drodze po piłkarskie marzenia.

Zresztą upór i walka o swoje to cechy, które defensor Huddersfield miał zawsze. Wychowywał się w sportowej rodzinie, więc nic dziwnego, że chłonął wszystko, co wiązało się z aktywnością fizyczną, rywalizacją i sportowym duchem. Na początku szkoły podstawowej chodził na zajęcia z gimnastyki akrobatycznej. Sam przyznawał, że pomogło mu to w poprawieniu koordynacji, co przy jego wzroście stanowi olbrzymi atut – mówi Marcin Molek, który pracował z Helikiem na początku jego piłkarskiej przygody. Dodaje że, kiedy podczas zajęć trzeba było pokazać ćwiczenie, najczęściej za modela robił właśnie gracz Huddersfield. – Po prostu był najsprawniejszy – tłumaczy krótko.

Do gimnastyki namówiła małego Michała mama, Ilona, która była dyrektorką w liceum imienia Stefana Batorego w Chorzowie. Czuwała jednak nie tylko nad tym, by syn był sprawny, ale też pilnowała, by nie miał zaległości w nauce.
Kiedy koledzy mieli kłopoty w szkole, często im pomagał – tłumaczy Molek. Przyszły reprezentant najlepiej czuł się na zajęciach z matematyki i biologii, ale i z angielskim nie miał problemów. – Możliwe, że już wtedy zakładał, że chce wyjechać, by grać w lepszej lidze. Wcale by mnie to nie zdziwiło – mówi pierwszy trener 28-latka. – Wiem, że to pomogło mu w Barnsley – zaznacza Malec, który zdradza przy okazji, że podczas wspólnych wypadów na wakacje to Helik, właśnie przez biegłe posługiwanie się angielskim, był odpowiedzialny za załatwianie wszystkich spraw organizacyjnych
.

Dziś i koordynacja ruchowa wypracowana za dziecka, i umiejętności językowe pomagają mu w klubie. To zresztą najlepiej widać na boisku, bo wzrost zupełnie mu nie przeszkadza. Jest sprawny i w warunkach Championship to pozwala mu wygrywać pojedynki siłowe z napastnikami. A tych akurat nie brakuje. Jeśli chodzi o komunikację, nikt nie zrobiłby z niego kapitana, gdyby nie to, że świetnie mówi po angielsku i dogaduje się z każdym bez problemu – zauważa Coates.

To elementy mogące się też przydać w barażach. O ile w pierwszym spotkaniu z Estonią może nie trzeba będzie się aż tak często przepychać z rywalami, to już w ewentualnym finale z Walią czy Finlandią wzrost, siła i upór mogą odgrywać niebagatelną rolę. No i umiejętność gry pod presją, a z taką przecież musi się mierzyć na co dzień Helik walcząc o utrzymanie w Championship. – To lider zespołu, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Kilka razy był kapitanem, kibice go uwielbiają, na pewno to zawodnik, który się wyróżnia – twierdzi angielski dziennikarz.

Gdy prosimy o porównanie Helika i Jana Bednarka, występujących na tym samym poziomie rozgrywkowym, nasz rozmówca chwilę się zastanawia. – Jest wiele podobieństw między nimi. Obaj są pierwszoplanowymi postaciami swoich drużyn. Obaj są silni i potrafią wygrać walkę w polu karnym. Największa różnica jest taka, że Bednarek gra w lepszym zespole, dzięki czemu częściej i więcej operuje piłką. Widać też u niego doświadczenie zdobyte na poziomie Premier League. Ale szczerze mówiąc nie wydaje mi się, żeby poziom, jaki reprezentują, znacząco się różnił. To po prostu solidni defensorzy – konkluduje Coates.

Kolejne marzenie do spełnienia

Do tej pory Helik w reprezentacji zagrał siedem meczów. Był nawet w kadrze w trakcie Euro 2020, ale w mistrzostwach nie zagrał ani minuty. Patrząc na to, jak uparty potrafi być w dążeniu do celu, teraz zrobi wszystko, by ponownie przekonać trenera Probierza do swoich umiejętności.

Zresztą do trudnych początków 28-latek zdążył się już przez te wszystkie lata przyzwyczaić. W kadrze może nic wielkiego nie zawalił, ale też nie pokazał się na tyle dobrze, by zagościć w niej na stałe. 

Dużo gorzej wyglądał jego debiut w ekstraklasie. Porażka 0:6 z Jagiellonią delikatnie mówiąc nie była wymarzonym wejściem do ligi. – Nikt nie miał o to do niego pretensji. Później zresztą szybko stał się jednym z ważniejszych graczy zespołu – wspomina Ferens.

W kadrze środkowy obrońca Huddersfield raczej nie ma co liczyć na status jednego z najważniejszych graczy zespołu, ale być może warto się przyjrzeć jego formie przed zbliżającymi się barażami. Urodzony w Chorzowie gracz wydaje się być w życiowej formie, jest liderem swojej drużyny i oprócz tego, że całkiem nieźle spisuje się w defensywie, potrafi też stworzyć zagrożenie pod bramką rywala. 

Czy Probierz zaufa staremu znajomemu? Przekonamy się już niedługo. 

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

Fot. Newspix

 

Jest zdania, że autobus służy do przemieszczania się z punktu A do punktu B, a nie parkowania go w polu karnym. Futbol to rozrywka i oglądanie meczu ma sprawiać przyjemność, a nie stanowić ucztę dla koneserów. Powyższy pogląd w ogóle nie przeszkadza mu w regularnym śledzeniu polskiej Ekstraklasy. Tam też zdarza się, że grają pięknie. A że wolniej niż w Premier League? Dopóki nie zmieni kanału, może udawać, że o tym nie wie. Po 10 latach w Przeglądzie Sportowym zrobił sobie roczną przerwę, by na piłkę spojrzeć z dawnym zachwytem. Urlop od pisania miał być dłuższy, ale głód klepania w klawiaturę okazał się silniejszy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”
Ekstraklasa

Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jakub Białek
0
Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Piłka nożna

Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”
Ekstraklasa

Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jakub Białek
0
Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Komentarze

4 komentarze

Loading...